Kolejne rozdziały czekają na swój świstoklilk. Nie liczcie na regularność, postaram się dobrnąć sprawnie do końca pierwszego roku ;)

Mam zamęt twórczy, nie wiem co, gdzie i kiedy napiszę.

poniedziałek, 4 czerwca 2018

8. Halloween

Katie i Angelina okazały się bardzo sympatycznymi osobami. Mimo nieznacznej różnicy wieku - Katie była od niej rok starsza, a Angelina chodziła do klasy z Fredem i Georgiem - szybko złapały wspólny język.
- Wygląda na to, że drużyna nam mocno odmłodniała. - Uśmiechnęła się do niej Angelina, gdy przebierały się w szatni na trening. - Prócz Wooda nie ma nikogo z wyższej klasy niż trzecia. W tym dwóch pierwszoroczniaków!
- Mnie Wood wypatrzył w zeszłym roku, ale dopiero teraz mogłam zacząć oficjalne treningi - dodała od siebie Katie. - Mieszkamy blisko siebie i w ferie zimowe graliśmy trochę razem z moim młodszym bratem. Przez cały drugi semestr chodziłam z nimi na treningi. 
- Czyli to trochę bujda z tym zakazem posiadania mioteł na pierwszym roku? - zauważyła Alex, puszczając do nich oko.
- Wręcz przeciwnie. Ale dla quidditcha Wood zrobi wszystko. To jego jedyna miłość - westchnęła nieco melancholijnie Katie. - No i ciężko jest przejąć stanowisko kapitana po kimś takim jak Charlie Weasley - dodała.
- On był poprzednim kapitanem?
- Nie, przez rok był jeszcze... jak on się nazywał? - zamyśliła się Angelina. - Oliver wspominał... o, wiem! Roberts! Ale nikt o nim nie pamięta, bo był tak beznadziejny, że to faktycznie Wood kierował drużyną. Wykopali go, gdy tylko to było możliwe.
- No nieźle - westchnęła Alex, a w tym momencie rozległo się pukanie.
- Halo, laski! Nie mamy całego dnia! - wołał zza drzwi jeden z bliźniaków. - Będzie padać, spłynie wam ten puder!
- To nie puder! My tu omawiamy strategię! - zawołała rozeźlona Angelina, chowając puderniczkę do torby. - Już idziemy!
W szatni chłopaków Wood przygotował już wielką tablicę, po której poruszały się zaczarowane figurki zawodników.
- Dobra, drużyno! - zaczął uroczyście Wood. - Mamy w tym roku trzech nowicjuszy, w tym dwóch pierwszorocznych, a w innych drużynach nie ma zbyt wielu zmian personalnych. Ale nie stawia nas to na gorszej pozycji. Wręcz przeciwnie. Wiem, jak latacie i wiem, że jesteście świetni. Ale trening całej drużyny to zupełnie inna bajka. Jesteśmy jednością i musimy o tym pamiętać. To kwintesencja sportu, to podstawa wygranej. To osoby znajdujące się w tym pomieszczeniu są teraz dla was najbliższą rodziną.
- Ugh, George, teraz będziemy jakby rodzeństwem - rzucił scenicznym szeptem Fred, a Wood zmierzył go gniewnym spojrzeniem.
- Nawet jesteśmy trochę podobni - zawtórował mu brat. - I, ej, spójrz na Alex. Pasuje do nas kolorystycznie!
Dziewczyna puściła do nich oko, a kapitan raz jeszcze zgromił ich wzrokiem, nim podjął przemowę.
- Celem dzisiejszego treningu jest dogranie pracy wszystkich ścigających. Angelina i Katie pokażą ci, jak się komunikują na boisku oraz główne zagrywki taktyczne. - Wood zwrócił się bezpośrednio do Alex. - Poćwiczycie podania i główne zwody, a bliźniacy w tym czasie będą testować mój nowy plan.  - Wskazał tablicę, na której postaci śmigały po planszy w tak skomplikowany sposób, że nawet Oliver w pewnym momencie poddał się, przyznając, że sam dobrze nie wie, co miał na myśli. Następne dziesięć minut zajęło mu rozszyfrowanie swoich wcześniejszych przemyśleń.
- A ja? - zapytał nieśmiało Harry, gdy Wood z zadowoleniem zakończył wyjaśnianie przebiegu wszystkich akcji, które chciał dziś przetestować.
- Ty, Harry, w końcu zapoznasz się dokładnie ze złotym zniczem. Twoje dzisiejsze zadanie na dziś, to złapanie go przynajmniej ze trzy razy podczas treningu, jasne? - przykazał mu surowo Wood, a chłopak skinął głową. - Wszystko jasne? No to co tak jeszcze siedzicie? Na boisko! Nie mamy całego dnia!

***

- Wood na boisku zmienia się w jakiegoś upiora - westchnęła Alex, ciężko opadając na krzesło obok Neville'a. - Nie czuję rąk, nóg, ani żadnej innej części ciała. Trzy dni pod rząd czterogodzinny trening, z czego ostatnie dwa w ulewnym deszczu. Ale przynajmniej opanowałam podania tyłem tak dobrze, że mogę je robić z zamkniętymi oczami. Zresztą to żadna różnica, w tym paskudnym deszczu i tak nic nie widać. Jak ci idzie? - Zerknęła mu przez ramię.
- Oddałem esej McGonagall, a rano byłem u Snape'a warzyć Eliksir Bujnej Czupryny. Gdy tylko odstoi swoje, będę go testował na szczurze. - Chłopak był wyraźnie przerażony tą wizją. - No i zacząłem ten esej dla Flitwicka o zaklęciach translokujących, ale idzie mi raczej kiepsko. - Wskazał arkusz pergaminu przed sobą, a Alex szybko przebiegła wzrokiem niedługi tekst.
- Mhm, dobrze, że zacząłeś od podziału na rodzaje. Ale trochę ci się pomieszało. - Odwróciła się i sięgnęła po podręcznik, wskazując Neville'owi odpowiednią stronę. - Pierwszy typ to czary lewitujące, drugi przywołująco-odsyłające, trzeci transportujące, a czwarty, który czasem jest traktowany zupełnie osobno, to teleportacja. Różni się od czarów transportujących tym, jest to czar, który rzucamy na żywe stworzenia. Nie można transportować kota, ale kaktusa już tak. Rośliny są tutaj traktowane jako przedmioty. Dodatkowo teleportacja to czar, który rzuca się na samego siebie, ewentualnie można go rozszerzyć na inne osoby, dlatego jego przynależność do czarów translokujących jest często kwestionowana przez wielu specjalistów. - Uśmiechnęła się widząc, jak kolega wszystko skrzętnie notuje. - Flitwick ci nie uwierzy, że sam to napisałeś. Masz, tutaj jest wszystko. - Podetknęła mu podręcznik pod nos. - A w dormitorium mam notatki z lekcji, jest tam kilka przydatnych informacji.
- Dzięki, Alex, jesteś najlepsza! - zawołał z wdzięcznością Neville.
- Aj, aj, aj, Longbottom, nie ekscytuj się tak, bo się jeszcze posikasz. - Obok nich znienacka pojawił się Malfoy. -  Taki wstyd przy dziewczynie?
Neville zrobił się cały czerwony, a Alex obrzuciła Dracona obojętnym spojrzeniem.
- Nie zgubiłeś się przypadkiem, Malfoy? Biblioteka to nie jest twoje naturalne środowisko. Mało sprzyjające warunki do dręczenia kolegów. - Gestem wskazała kręcącą się w okolicy panią Pince, która uważana była za bardzo surową w kwestii przestrzegania regulaminu biblioteki.
- Zostałem wysłany przez profesora Snape'a. Chce was widzieć - odparł z godnością Draco.
- Teraz jesteś chłopcem na posyłki? - Alex uniosła do góry brwi. - Cóż za awans!
- Tak się składa, że akurat przekazywałem mu wieści od mojego ojca i pozwoliłem sobie wyświadczyć mu tę przysługę. Ale to nic, co mogłoby cię interesować, Potter. Za wysokie progi - prychnął i odmaszerował z z wysoko uniesioną brodą.
- Chodź, Neville. Widocznie eliksir już jest gotowy i czas go wypróbować - stwierdziła, wstając od stołu. - Pytanie tylko, czego Snape chce ode mnie? - zastanawiała się na głos.
- Nie boisz się Malfoya? - zapytał cicho Neville, powoli odzyskując naturalne kolory.
- On tylko dużo gada. A nawet jeśli by czegoś próbował, to jestem w zaklęciach lepsza od niego. - Alex wzruszyła ramionami.
- Ale ja nie...
Nie zdążyła mu nic odpowiedzieć, bo właśnie dotarli do lochów, gdzie czekał na nich Snape z złowróżbną miną.
- Nie śpieszyło ci się, Longbottom. Chyba lubisz dręczyć małe, futrzaste zwierzątka. Twój pseudo-eliksir jest już gotowy. Zobaczymy, co zrobi z tym biednym szczurem. - Jednym machnięciem różdżki wyczarował klatkę ze zwierzęciem, które owinięte było trzema skarpetkami. W tym jedną dziurawą. - Żałosne. Ale najpierw... - Podszedł do biurka i powrócił po chwili z kawałkiem pergaminu. - Powiedz mi, Longbottom, co to jest?
- Mój e-e-e-esej, panie p-p-p-profe-s-s-s-sorze - wyjąkał Neville, trzęsąc się ze strachu. Nauczyciel eliksirów taki miał na niego spływ.
- To widzę, Longbbottom, nie jestem ślepy i umiem jeszcze odcyfrować twoje nazwisko na górze strony. Powiedz mi lepiej, kto go napisał - wycedził Snape.
- J-j-j-ja...? - wydukał Neville, zupełnie onieśmielony groźną postawą nauczyciela.
- To ja pytam ciebie, Longbottom! A może to dzieło panny Potter, hm? - Przeniósł wzrok na Alex, która postąpiła krok do przodu. - Coś za dużo tutaj mądrych sformułowań, by wyszły spod twojej ręki.
- Zaręczam, panie profesorze, że Neville sam napisał pracę. Ja jedynie podsunęłam mu odpowiedni rozdział w podręczniku. To stamtąd pochodzą te "mądre zwroty" - zauważyła z lekkim przekąsem. Przez chwilę myślała, że przesadziła, nauczyciel jednak nijak nie zareagował na tę drobną uszczypliwość. - Zresztą drobna pomoc koleżeńska chyba nie jest zakazana?
- Pomoc? - Snape spojrzał na nią z politowaniem. - Raz jeszcze zobaczę, Potter, że wyręczasz Longbottoma na lekcji, to oboje dostaniecie miesięczny szlaban i kilkadziesiąt ujemnych punktów. To właściwie wszystko, możesz iść. 
- Jestem ciekawa, co się stanie ze szczurem. - Alex uśmiechnęła się niewinnie i podeszła do klatki ze zwierzątkiem. - Neville bardzo się przyłożył do tego eliksiru.
- Nie wątpię - rzucił Snape z przekąsem, ale pozwolił jej zostać. - Dalej, Longbottom, pokaż, co tym razem sknociłeś. - Sięgnął po zwierzę i ściągnął z niego skarpetki, nie kryjąc niezadowolenia. Alex miała nadzieję, że kolega wykorzystał do ogrzania szczura najmniej świeże skarpetki ze swojego kufra.
Neville drżącymi rękami nabrał eliksiru i skropił łysą skórę trzęsącego się szczura.
- Jeszcze trochę - mruknęła Alex półgębkiem. Snape rzucił na nią okiem, jednak nie dał po sobie poznać, że cokolwiek usłyszał. Chłopiec dodał jeszcze kilka kropel eliksiru, a część z nich kapnęła na rękę nauczycielowi.
- Co robisz, idioto?! - wykrzyknął Snape, puszczając szczura, który nadal łysy, umknął pod ławkę. Za to na grzbiecie dłoni nauczyciela wyrosło bujne, ciemne owłosienie.
- Zdaje się, że na szczura ktoś rzucił zaklęcie neutralizujące działanie wszelkich mikstur magicznych - zauważyła Alex, wygrzebując przerażone zwierzątko, które popiskiwało cicho. - Nie dotyczy ono oczywiście silnych trucizn, oraz specyfików, które muszą być podane doustnie. Myślę, że zaklęcie, Specialis Revelio powinno to wykazać. Ewentualnie Finite Incatatem, pozwoli nam zdjąć ewentualne czary i sprawdzić miksturę Neville'a raz jeszcze.
- Znam podstawowe zaklęcia, Potter - warknął Snape, jednym machnięciem różdżki pozbywając się nadmiernego owłosienia. - Nie obchodzi mnie ten głupi szczur. Longbottom, masz zaliczone zajęcia i nie pokazuj mi się na oczy do kolejnej lekcji. Wynocha stąd, zanim się rozmyślę.
Pośpiesznie ewakuowali się z lochów - Neville wciąż się trzęsąc, a Alex rozmyślając nad niesprawiedliwością nauczyciela.
- Specjalnie zaczarował szczura, żeby cię oblać. Gdybym tylko umiała rzucić to zaklęcie, zaraz bym to udowodniła. I jeszcze Priori Incatatem na jego różdżkę. Tak, to nie pozostawiłoby żadnych wątpliwości. Ale to bardzo trudne zaklęcia, na pewno nie dla pierwszorocznych. Dobrze, że przez przypadek nakapałeś mu na rękę - westchnęła, poklepując roztrzęsionego chłopca po ramieniu. - Ej, Neville, w porządku. Już po wszystkim.
- Za kilka dni kolejne eliksiry. Ja nie dam rady, Alex. To nie dla mnie. Jestem beznadziejnym czarodziejem - westchnął, siąkając nosem.
- Nie, Neville. To Snape jest beznadziejnym nauczycielem. Nie powinien tak cię traktować. Zrobiłeś naprawdę świetny eliksir. Choć przydałoby się go nieco rozcieńczyć, widziałeś ten gąszcz? - zapytała ze śmiechem, w końcu wywołując uśmiech na twarzy kolegi. - Nie martw się. Poradzimy sobie. I z eliksirami, i ze Snapem. 
- Dzięki, Alex. Idziesz teraz na obiad? - zapytał, ale dziewczynka pokręciła głową.
- Idę spać. Wieczorem umówiłam się z Woodem na dodatkowy trening, obiecał mi, że mnie wyciśnie ze mnie ostatnią kroplę potu. A muszę jeszcze odpocząć po tym porannym. Smacznego! - Pomachała mu i ruszyła w stronę wieży Gryffindoru, a Neville skierował się ku Wielkiej Sali.

***

Czas mijał pomiędzy lekcjami i treningami, nim się więc obejrzeli, październik powoli dobiegał końca. Wielkimi krokami zbliżało się Halloween, a tuż potem pierwszy w tym sezonie mecz quidditcha. Poza zwykłymi lekcjami Alex dużo czasu spędzała z Nevillem w bibliotece, pomagając mu przy eliksirach i transmutacji. Coraz częściej zaczęli się do nich dosiadać Harry z Ronem, doceniając wiedzę koleżanki.
- Skąd ty to wszystko wiesz? - dziwił się Ron, gdy sprawdzała jego esej z zaklęć, jednocześnie sugerując Harry'emu, by przesunął jeden z księżyców Saturna nieco bliżej planety. - Ja musiałbym całe dnie spędzać w bibliotece, żeby to wszystko ogarnąć!
- Spróbuj posiedzieć przynajmniej godzinę dziennie, na dobry początek - zasugerowała mu. - A odpowiadając na twoje pytanie, mieszkam z Hermioną. Ciężko ją ignorować, gdy uczy się na głos.
Było w tym trochę prawdy, ale głównym powodem, dla którego Alex miała tak dobrze opanowany bieżący materiał było to, że uczyła się kilka lekcji w przód z większości przedmiotów. Zwłaszcza tych, wymagających rzucania różnego rodzaju zaklęć. I nie działo się tak bez przyczyny. 
Przynajmniej trzy razy w tygodniu zaszywała się gdzieś samotnie i ćwiczyła kolejne zaklęcia. Magia poddawała się jej opornie. Im bardziej złożone zaklęcie, tym dłużej trwało, nim udało jej się wykonać je bez wysiłku. Po paru godzinach takich ćwiczeń, wracała do dormitorium zgrzana nie gorzej niż po typowym Woodowym wycisku na boisku. Zabierało jej to coraz więcej czasu i zaczęła się obawiać, że wkrótce przestanie się wyrabiać. Jak ma pójść na zajęcia nieprzygotowana, kiedy rzucenie zaklęcia niemal całkiem pozbawia ją sił?
Nie inaczej było z zaklęciem lewitującym, które było pierwszym z przerabianych zaklęć translokujących. Esej Neville'a został doceniony przez Flitwicka dobrą oceną, a Alex potrzebowała okrągłych trzech godzin, by rzucenie tego zaklęcia zaczęło wychodzić jej bez wysiłku. Powtórzyła je tak wiele razy, że lekcja zaklęć była w tym tygodniu jedynie formalnością.
Klasa była nieco rozkojarzona zbliżającą się Nocą Duchów. Wszystko było już dopięte na ostatni guzik, w Wielkiej Sali rozstawiane były ostatnie dekoracje. Do uczty zostało kilka godzin. Ale najpierw - zaklęcia.
Profesor Flitwick nie rozwodził się długo nad teorią - to wszystko omówili już na poprzednich zajęciach. Szybko zademonstrował ruch różdżką oraz wymowę zaklęcia, a spoczywające na katedrze strusie pióro uniosło się pod sufit, kierowane jego różdżką.
- Wasza kolej, kochani! Pamiętajcie o wymowie!
Alex usiadła koło Neville'a i półgłosem udzielała mu wskazówek. Rząd przed nimi Ron i Harry znęcali się nad swoimi piórami. Harry upierał się, że za piątym razem jego pióro nieznacznie drgnęło, a Ron gorliwie potwierdzał, nie odrywając wzroku od swojego. Siedząca obok Hermiona wywróciła oczami. W końcu nie wytrzymała.
- Ty to po prostu źle wymawiasz! To jest Le-VIO-sa, a nie Le-vio-SA.
- Jak jesteś taka mądra, to pokaż! - burknął Ron.
Hermiona podwinęła rękawy szaty i bez większego problemu rzuciła zaklęcie. Ron przybrał naburmuszoną minę, a dziewczyna zgarnęła kilka punktów. 
- Alex, pokaż mi to jeszcze raz - zażądał Neville, gdy jego pióro nadal ani drgnęło.
Westchnęła i po raz kolejny wypowiedziała zaklęcie. Miała go już serdecznie dosyć. Jak wszystkich zaklęć, które próbowała ostatnio poskromić.
- Wingardium Leviosa! - Uniosła różdżkę i posłała pióro pod sufit. - Musisz uważać na wymowę i ruch nadgarstka. Spróbuj - zachęciła chłopca, który po kilkunastu próbach zdołał unieść pióro na kilka sekund w górę.
- Brawo, panie Longbottom - zawołał uradowany Flitwick. - Pięć punktów dla Gryffindoru. Oraz kolejne dziesięć dla panny Potter za koleżeńskie zachowanie i bezbłędną prezentację.
Lekcję zakończył solidny wybuch wywołany przez Seamusa, co było zjawiskiem tak częstym, że wręcz spodziewanym.

***

- Ona jest zupełnie nieznośna! - narzekał głośno Ron, maszerując z Harrym przez dziedziniec. - Wingardium Levioooooosa, a nie Leviosaaaaaa - dodał piskliwym głosem, przedrzeźniając koleżankę.
Idąca za nimi Hermiona, przepchnęła się między nimi i zasłaniając twarz torbą, uciekła do zamku. Alex odprowadziła ją wzrokiem, zastanawiając się, czy nie powinna iść za nią, ale uznała, że koleżanka chyba woli być sama.
- To nie było zbyt miłe z twojej strony, Ron - zauważyła, zrównując krok z chłopcami.
- No i masz. Kolejna mądrala. - Skrzywił się rudzielec.
- Miała rację. Teraz na długo zapamiętasz wymowę. - Uśmiechnęła się krótko Alex, nie zważając na jego naburmuszoną minę. - Ale faktycznie mogła to powiedzieć mniej autorytatywnym tonem.
- Współczuję ci, że z nią mieszkasz.
- Nie jest tak źle. Głównie się uczy i nie zwraca na nikogo uwagi. Chyba jest dość... samotna - stwierdziła po namyśle.
- Nic dziwnego, skoro jest jędzą - prychnął Ron. - Mam nadzieję, że nie będzie jej na zielarstwie.
Hermiona faktycznie odpuściła sobie popołudniowe lekcje. Profesor Sprout zaprezentowała im główne założenia hodowli grzybów bąblowcowych, których często używali podczas lekcji eliksirów. Całe zajęcia spędzili rzucając zaklęcia regulujące temperaturę i wilgotność na grządki z zarodnikami. Nauczycielka pochwaliła ich, twierdząc, że teraz profesor Snape nie będzie mógł narzekać na braki w składziku i zarówno Puchonów, jak i Gryfonów obdarowała dwudziestoma punktami.
- Mogę usiąść koło was na uczcie? - spytała Alex, gdy wracali do dormitorium, by przebrać się przed ucztą i zmyć z siebie resztki gleby.
- Pod warunkiem, że nie będziesz marudzić - zastrzegł Ron, gdy Harry kiwnął przyzwalająco głową.
- Dzięki za pomoc w nauce. To miłe z twojej strony - dodał.
- W grupie raźniej się uczy, a wiedza łatwiej wchodzi do głowy. Lepiej zaczynam rozumieć niektóre sprawy, gdy muszę je wytłumaczyć innym - wyjaśniła Alex, przechodząc przez dziurę pod portretem. - Do zobaczenia! - Pomachała im i ruszyła do swojego dormitorium.
W środku znajdowała się tylko Lavander, która zapytana o Hermionę, pokręciła jedynie głową. Nic nie wskazywało na to, by dziewczyna była od rana w dormitorium.
- Padma mówiła Parvati, że od południa siedzi w łazience i ryczy - powiedziała, wzruszając ramionami. - Ale nie wiem, w której.
- Dzięki.
Alex przebrała się szybko i ruszyła na poszukiwania koleżanki. W połowie drogi jednak zawołał ją Harry, twierdząc, że jeśli zaraz się nie ruszą, to spóźnią się na pokaz dyniowych lampionów. Ostatecznie dziewczynka stwierdziła, że dobra relacja z bratem jest ważniejsza, niż szukanie koleżanki, która nawet jej specjalnie nie lubi i ruszyła wraz z Harrym do Wielkiej Sali.

***

Uczta była wspaniała. Alex nie była wielką fanką obchodzenia Nocy Duchów, ale wystrój sali zapierał dech w piersiach. Atmosferę dopełniały zamkowe duchy, tego wieczoru w szampańskich humorach. Nawet Krwawy Baron zdawał się uśmiechać pod nosem.
Choć nigdy nie była łasuchem, nie mogła nie przyznać, że najlepszą rzeczą w tej uczcie było jedzenie. Ron niemal popadł w ekstazę, nie mogąc zdecydować się, co jeszcze włożyć na talerz. Nawet gdyby próbował ledwie po kęsie, nie dałby razy skosztować każdej z potraw. A były zdecydowanie zbyt pyszne, by zadowolić się jedynie kęsem.
- Nadal nie ma Hermiony - zauważył Harry, rozglądając się po sali.
- Doprowadziliście ją do płaczu i od kilku godzin siedzi w którejś z łazienek - poinformowała go bezlitośnie Alex. - Tak przynajmniej twierdzi Lavander. A raczej usłyszała to od Parvati, której powiedziała to siostra. Pewnie gdzieś w drugiej części zamku, bo Padma jest przecież  w Ravenclawie.
- Kurcze. - Ron nieco zmarkotniał. - Nie sądziłem, że tak się przejmie. Przecież nie tylko my jej dokuczamy!
- Ale to wy byliście dla niej dotąd względnie mili - uświadomiła go dalej Alex. - I uważa was za względnie normalnych. Mnie nie, bo w jej oczach jestem oszustką, wykorzystujacą nazwisko sławnego Harry'ego Pottera. - Wywróciła oczami, po czym uświadomiła sobie, że dotknęła drażliwego tematu. - To znaczy... - zająknęła się.
- Spoko. Rozmawiałem z Hagridem. Dobrze znał naszych rodziców.
Alex nie potrafiła opanować wyrazu ulgi, który pojawił się na jej twarzy. Harry jej wierzył. I zaakceptował ją jako swoją siostrę. Czy mogła usłyszeć dzisiejszego wieczoru lepszą wiadomość?
- Więc... między nami w porządku?
- Tak. - Kiwnął głową Harry. - Przepraszam za tamto. Ja... nie umiem za bardzo ufać ludziom. Zwłaszcza jeżeli chodzi o rodzinne sprawy. Nie mam na tym polu zbyt dobrych doświadczeń.
- Oboje potrzebujemy przyjaciół. Kogoś bliskiego. - Uśmiechnęła się ciepło i spojrzała na Rona. - Wchodzisz w to?
- Nie wierzę w to, co mówię, ale tak. Coś czuję, że oboje staniecie się tak nierozłączni jak Fred i George - westchnął ciężko. - Transakcja wiązana, ale widzę plusy tej sytuacji...
- Nie, nie napiszę za ciebie eseju na historię magii. - Alex natychmiast go przejrzała. - Ale mogę zaznaczyć ci w książce rozdziały, które mówią o rebelii Ryderyka Roześmianego.
- Przynajmniej tyle. O rety, ale się najadłem! - sapnął, klepiąc się po brzuchu.
- Idę na chwilę do Wooda, muszę z nim obgadać jedną sprawę. - Przeszła na drugą stronę stołu i przeprosiła Katie, siedzącą obok kapitana.
- Hej, Alex. Jak ci się podoba uczta?
 - Fantastycznie, choć osobiście nigdy nie pociągało mnie świętowanie Halloween - przyznała szczerze, rozglądając się dookoła. Wydawało się, że uczta dobiega końca. - Myślicie, że są przewidziane jeszcze jakieś atrakcje...?
Nim ktokolwiek zdołał jej odpowiedzieć, drzwi do Wielkiej Sali otworzyły się z hukiem i do środka wbiegł profesor Quirell z powiewającym turbanem.
- Trooooooooll! Troooooll! Troll w lochach! - wołał spazmatycznie, aż w końcu zabrakło mu sił i zatrzymał się niemal tuż przed stołem nauczycielskim. - To chyba niedobrze - wyjąkał jeszcze, po czym zemdlał.
Na sali zapadła śmiertelna cisza na długie trzy sekundy, po czym wybuchnął straszny harmider i zamieszanie.
- Masz swoje atrakcję, Potter - mruknął Wood, podnosząc się gwałtownie od stołu.
- Czyli troll w lochach to nie jest doroczna tradycja? - jęknęła, popychana przez tłum ku wyjściu.  Niewiele brakowało, a nadepnęłaby na głowę biednemu Quirellowi.
- Zdecydowanie nie  - odparł Wood, biorąc ją pod ramię. - Chodź ze mną, nic ci nie będzie - zapewnił ją, podczas gdy dyrektor opanował pandemonium i odesłał wszystkich uczniów do dormitoriów pod wodzą ich prefektów. Percy Weasley był w swoim żywiole.
- Tędy proszę, pierwszoroczni razem! - wykrzykiwał.
- Trzymaj się mnie - szepnął jej Oliver. - Trolle nie są takie straszne. Owszem, gruboskórne i trzeba je trafić solidnym zaklęciem, żeby coś poczuły, ale są też niemożliwie głupie i łatwo je znokautować jakimś ciężkim przedmiotem. No co? - zapytał, gdy spojrzała na niego zdziwiona. - Esej dla Quirella, mówiłem ci na ostatnim wieczornym treningu.
- Fakt, przyłożyłeś się - mruknęła, ze wzrokiem utkwionym ponad jego ramieniem, gdzie Harry wraz z Ronem odłączali się właśnie od grupy. - Wood, nie martw się o mnie. Dołączę do pierwszorocznych, Percy prosił, żebyśmy szli razem...
Nie chciała go okłamywać, ale co miała robić, skoro jej brat właśnie ponownie ładował się w kłopoty?
Ruszyła za nimi, pilnie bacząc, żeby nikt jej nie zauważył. Gdy udało jej się ich dogonić, właśnie z zadowolonymi minami zamykali na klucz jedne z drzwi. Na korytarzu unosił się jakiś paskudny zapach.
- Co ty tu robisz? - Ron zauważył ją pierwszy.
- Sprawdzam, czy nie pakujecie się w tarapaty. Co robicie?
- Chcieliśmy ostrzec Hermionę przed trollem. Ale sam się napatoczył i zamknęliśmy go tutaj. - Harry wskazał drzwi, a Alex zerknęła na nie z zainteresowaniem.
- Zamknęliście trolla w... - Pobladła nagle. - Damskiej łazience?!
Jakby na potwierdzenie jej obaw, zza drzwi dobiegł w tym momencie wysoki, przeraźliwy krzyk.
- Hermiona! - jęknęli obaj chłopcy, a Alex z zimną determinacją chwyciła za klamkę.
- No co się tak gapicie? - zawołała, gdy nawet nie drgnęli. - Kto go tam zamknął? Ja czy wy? Trzeba ją ratować!
Ron i Harry ruszyli za nią, choć nie mieli pojęcia, co mogliby zrobić.
Dopiero gdy weszli do łazienki, Alex uświadomiła sobie, że może to jednak nie był najlepszy pomysł. Troll miał trzy metry wysokości, grubą skórę, ogromną maczugę i cuchnął gorzej, niż po rzuceniu Klątwy Nieznośnego Odoru. Demolował właśnie kabiny, spod których wyczołgała się Hermiona, by schować się pod umywalką.
- Co robimy? - jęknął Ron.
- Odwracamy jego uwagę! - zarządziła Alex. Troll odcinał Hermionie drogę do drzwi, ale oni mieli swobodną drogę ucieczki. Dobrze by było, gdyby i Hermiona znalazła się po właściwej stronie trolla...
- Ej, ciasnomózgi! Tutaj! - Ron rzucił w niego resztką sedesu. Na trollu nie zrobiło to jednak wrażenia.
- Celuj w głowę, to słaby punkt! - poradziła mu Alex, przypominając sobie słowa Wooda, jednocześnie przekradając się w stronę Hermiony.
Pomyślała, że dobrze by było, gdyby jedno z nich pobiegło po nauczyciela, ale wysiłki Rona i Harry'ego poskutkowały i troll ruszył w ich stronę. Było za późno na wzywanie posiłków.
- Hermiona! - syknęła, patrząc, jak Harry ląduje na plecach stwora, przypadkowo wsadzając mu różdżkę do nosa, co rozzłościło go jeszcze bardziej. - Chodź tutaj, chłopcy odwrócą jego uwagę!
Dziewczyna podczołgała się do Alex, lecz nagle krzyknęła, gdy troll złapał Harry'ego za kołnierz i uniósł na wysokość oczu.
- Ron! Zaklęcie! - krzyknęła Hermiona, w panice szukając różdżki.
Rudzielec sięgnął po swoją i rzucił pierwsze zaklęcie, jakie przyszło mu do głowy.
- Wingardium Leviosa! - zawołał, a ogromna maczuga wyrwała się z pięści trolla, który właśnie miał zamiar sprawdzić nią wytrzymałość kości Harry'ego.
- Głowa! - przypomniała mu Alex, a Ron jednym ruchem różdżki upuścił potężny kawał drewna na czaszkę trolla.
Troll zamrugał gwałtownie i wypuścił z ręki Harry'ego, który upadł z wysokości dwóch metrów prosto pod jego nogi. Następnie zakołysał  się na piętach i runął prosto na zbierającego się z podłogi chłopca.
- Depulso! - krzyknęła Alex, nawet nie zastanawiając się, skąd to zaklęcie pojawiło się w jej głowie. Harry został gwałtownie odepchnięty pod przeciwległą ścianę i choć zderzenie z nią na pewno nie zaliczało się do przyjemnych, było o niebo lepsze od zmiażdżenia przez cielsko nieprzytomnego górskiego trolla.
- Stary, żyjesz? - Ron podbiegł do przyjaciela, który niemrawo zbierał się z podłogi, a Alex pomogła podnieść się Hermionie, której potwornie trzęsły się nogi. Coś jej strasznie nie pasowało, ale była w zbyt wielkim szoku, by skojarzyć, co to jest.
- Tak. - Harry otrzepał szatę i rozejrzał się rozkojarzony. - Alex uratowała mi życie. Byłaby ze mnie mokra plama.
- A wy uratowaliście moje - dodała cicho Hermiona. - Gdyby nie wy...
- Na brodę Merlina! - Do łazienki, a raczej tego, co z niej pozostało wpadła McGonagall i złapała się za serce. Zaraz za nią pojawili się Snape i Quirrel. - Co tutaj się stało? Ten troll... to wasza sprawka? Potter? Weasley? Wytłumaczcie się!
- Pani profesor... - zaczęła odważnie Alex, która była chyba najmniej oszołomiona, gotowa wziąć winę na siebie.
- To moja wina! - odezwała się niespodziewanie Hermiona. - Ja... ja chciałam się sprawdzić. Czytałam o górskich trollach i myślałam, że sobie poradzę. Ale gdyby nie Harry, Ron i Alex... to... to byłoby po mnie. Byłabym martwa - zakończyła głucho.
- Granger to... to skrajnie nieodpowiedzialne z twojej strony! Nie spodziewałam się tego po tobie. Minus dziesięć punktów dla Gryffindoru. Coś ty sobie myślała, dziewczyno?! - zawołała wzburzona nauczycielka, nie oczekując jednak od nikogo odpowiedzi. - A wy... - zwróciła się złowróżbnie do pozostałej trójki. - Nie wykonaliście polecenia dyrektora i złamaliście przynajmniej pięć punktów szkolnego regulaminu. Walka z górskim trollem to nie zajęcie dla uczniów pierwszej klasy! Nie da się jednak ukryć, że to dość... odważne z waszej strony i wymagało pomysłowości. Dlatego każde z was otrzymuje pięć punktów dla Gryffindoru - zakończyła łaskawie.
- Minervo, nie jestem pewien, czy to dobry pomysł - wtrącił się Snape. - To, że wszyscy przeżyli, to zwykły łut szczęścia. Nie wiem, czy nagradzanie ich to właściwe posunięcie.
- To uczniowie mojego domu, Severusie, więc ja decyduję, co z nimi będzie. Idźcie do swoich dormitoriów, musicie odpocząć. I, na brodę Merlina, nie ładujcie się po drodze w żadne nowe kłopoty!
Dotarli bez przeszkód do Pokoju Wspólnego, w którym panowała dziwna cisza. Wszyscy byli już chyba w łóżkach. Stanęli nieco skrępowani naprzeciw siebie, nie bardzo wiedząc, co powiedzieć.
- Dzięki - odezwali się jednocześnie całą czwórką i uśmiechnęli się do siebie nieśmiało.
- To było bardzo dobre zaklęcie lewitujące, Ron - pochwaliła go Alex.
- Nie zapomnę go do końca życia - zapewnił Ron, zerkając kątem oka na Hermionę, która uśmiechnęła się blado.
- A ty uratowałaś mnie przed zmiażdżeniem - dodał Harry, patrząc z wdzięcznością na Alex. - Dziękuję.
- Drobiazg. Pomysł z próbą wydłubania mu oka też był niezły.
- Przypadek, serio - zbagatelizował chłopak.
- Uratowaliście mnie - zakończyła cicho Hermiona. - Dziękuję.
Uśmiechnęli się raz jeszcze do siebie i rozeszli w swoje strony. Chłopcy na lewo, a Alex z Hermioną na prawo do swoich sypialni.
Dopiero w dormitorium Alex w końcu nieco ochłonęła i dotarło do niej, co było nie tak. Jej różdżka leżała jak gdyby nigdy nic na nocnym stoliku. Tak, jak ją zostawiła przed ucztą.
___________
Ram-pam-pam, prezent Wam dam. Smutno mi, że nie komentujecie, ale wierzę na słowo, że czytacie. I lubicie. Bądź nie. Wen mnie chwycił straszliwy (to te zbliżające się egzaminy, na pewno - trzymaliście dziś za mnie kciuki?), więc jest szansa, że nadrobię moją nieplanowaną nieobecność.
A teraz wysyłam Wam migiem ten rozdział - Depulso!

2 komentarze:

  1. Dwa rozdziały w tak krótkim odstępie czasu to to co tygryski lubią najbardziej! Nawet nie zdajesz sobie sprawy jak się ucieszyłam, że mogę znowu przeczytać coś potterowego. Chciałabym coś napisać o tych dwóch rozdziałach, ale tak załatwiłaś mnie końcówką rozdziału, że nie mogę się skupić na niczym innym. Czyli Alex czarowała bez różdżki? Czy to także wymagało od niej tyle wysiłku, czy przyszło jej bardziej naturalnie? To ostatnie pytanie obracam w głowie już dobrą chwilę, bo o ile nic nie przegapiłam nie ma na nie w tym rozdziale odpowiedzi. Zaintrygowałaś mnie kobieto! I to bardzo! Zastanawiam się, czy ktoś z książkowego trio zwrócił na to uwagę. Aktualnie nic na to nie wskazuje, ale obstawiałabym jednak Hermionę. Myślę, że ona najwcześniej wyczuje pismo nosem. Odchodząc już od tego tematu naprawdę podziwiam jak udaje ci się wpleść Alex we wszystkie wydarzenia, które miały miejsce w książce. To wszystko wychodzi ci bardzo naturalnie. Podoba mi się też to, że u Ciebie jest stosunkowo dużo Wooda. Mam do niego słabość, a u Rowling było go jak na lekarstwo.
    PS Trzymam kciukasy za egzaminy!
    Adrawa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wen mnie napadł taki, że aż strach się bać! Więc piszę na zapas, póki nie zdechnie (już zdechło, bo egzamin napisany XD).
      Alex dopiero poznaje swoje możliwości i ograniczenia, więc myślę, że będziecie się tego dowiadywać razem z nią. Już wkrótce wyjaśni się więcej :D.
      Paradoksalnie wrzucanie jej tam nie jest dla mnie trudne - za każym razem, jak czytam HP, to ją tam wplatam mimochodem, a że książki czytałam milion razy, to czasem się dziwię, że niektóre teksty są jedynie w mojej głowie, a nie na papierze XD.
      Taaaak! Jak wcześniej Wood nigdy mnie jakoś nie ruszał, to odkąd postanowiłam go zakumplować z Alex, nie potrafię przestać o nim myśleć *.*. Eeech! Takie stare, a takie głupie! Będzie go dużo, to mogę Ci obiecać.
      Dziękuje za kciukasy! Pomogły! I za dobre słowa, bo raczej niewiele osób tutaj zagląda.
      Buziak!

      Usuń