Kolejne rozdziały czekają na swój świstoklilk. Nie liczcie na regularność, postaram się dobrnąć sprawnie do końca pierwszego roku ;)

Mam zamęt twórczy, nie wiem co, gdzie i kiedy napiszę.

piątek, 15 kwietnia 2022

17. Niedobra (nie)sława

Następny dzień zaczął się podejrzanie zwyczajnie. Szkoła wciąż huczała od plotek o tym, jak to Harry Potter wraz ze swoim rudym przyjacielem z hukiem przybyli do Hogwartu. Urosły one oczywiście do niebotycznych rozmiarów, zwłaszcza, że żaden z chłopców nie miał zamiaru chełpić się tym wyczynem i raczej unikali rozmów na ten temat.
- To było skrajnie nieodpowiedzialne z ich strony - marudziła cicho Hermiona, idąc u boku Alex na śniadanie. - Ale dobrze, że nic im się nie stało, ta wierzba bijąca...
- ...też nieźle oberwała - zauważyła Alex, wskazując na okno wychodzące na błonia. W oddali było widać profesor Sprout i panią Pomfrey pieczołowicie obwiązujące połamane witki wierzby specjalnymi bandażami.
- Oni zawsze wpakują się w jakieś kłopoty, co?
- Jak to chłopcy. - Alex wzruszyła ramionami. - Hej, Ginny! Idziesz na śniadanie? - dostrzegła w tłumie rude włosy, których odcienia nie dało się pomylić z niczym innym.
- Tak, ale chyba się zgubiłam, te głupie schody....
- Chodź z nami, tędy.
W trójkę dotarły do zapełniającej się powoli Wielkiej Sali. Nigdzie nie dostrzegały Harry'ego i Rona.
- Pewnie jeszcze śpią - westchnęła poirytowana Hermiona.
Chłopcy dotarli na śniadanie tuż przed sowią pocztą, a rozgadana jeszcze przed momentem Ginny zamilkła gwałtownie i omal nie udusiła się swoją owsianką. Hermiona powitała ich chłodno, ostentacyjnie potępiając ich zachowanie i schowała się za pierwszym lepszym podręcznikiem, zagłębiając się w lekturze.
- Errol? Co on tutaj...? Och nie! - wykrzyknął Ron, gdy stary puchacz podleciał bliżej i wylądował z hukiem na jego talerzu, rozbryzgując zupę mleczną na siedzących najbliżej uczniów. - Przysłała mi wyjca!
- Lepiej otwórz go szybko! - doradził mu Neville.
- Co to jest wyjec? - zdziwił się Harry.
- Zaraz się dowiesz, ciocia Ann dostała kiedyś takiego od swojego szefa, nic miłego - mruknęła pośpiesznie Alex, patrząc, jak Ron walczy z czerwoną, niepozorną kopertą.
Chwilę później całą Wielką Salę wypełnił wzmocniony magicznie głos Molly Weasley, karcącej Rona za kradzież samochodu.
- ...CO TWÓJ OJCIEC I JA PRZEŻYWALIŚMY! 
Ron na swoim krześle robił się coraz mniejszy i mniejszy, jakby chciał całkiem zniknąć, a i Harry miał mocno niewyraźną miną.
- OJCA CZEKA W PRACY DOCHODZENIE, JESZCZE JEDEN TAKI WYBRYK I KONIEC ZE SZKOŁĄ!
List w końcu przestał krzyczeć, gdy twarz Rona przybrała kolor niewiele jaśniejszy od koperty, w której dostarczono wyjca. Reszta szkoły po wysłuchaniu tego wstąpienia, powoli wracała do swoich spraw, a pomieszczenie stopniowo wypełniło się gwarem rozmów.
Harry nadal pełen poczucia winy, niemrawo żuł kanapkę z dżemem truskawkowym, gdy podeszła do nich profesor McGonnagal z planami zajęć. Rozdała im je, jak zwykle, a oni jak zwykle rzucili się, by sprawdzić jakie zajęcia czekają ich pierwszego dnia szkoły.
- Co mamy pierwsze? Zielarstwo? A ty, Ginny? - zwróciła się do młodszej koleżanki Alex. - Oj, eliksiry? Cudowny początek poniedziałku. Lepiej już leć, Snape nienawidzi spóźnień.
Dziewczynka prędko pomknęła do lochów, a i drugoklasiści zaczęli się zbierać - do cieplarni był całkiem spory kawałek.
Zdążyli na czas, akurat by zobaczyć, jak korpulentna nauczycielka dziarsko podąża przez błonia. U jej boku, z trudem dotrzymując jej kroku podążał nowy nauczyciel OPCM.
- Wygląda, jakby próbowała przed nim uciec - mruknęła Alex, nie kierując tych słów do nikogo konkretnego. Jeszcze nie wyrobiła sobie zdania o nauczycielu, ale okazja miała nadarzyć się już po luchu, gdy mieli mieć z nim pierwszą lekcję.
- ...uważam, że nie zaszkodziłoby dodać do opatrunków jeszcze odrobinę maści z śliną nieśmiałków, działa zbawiennie na liście wierzb bijących - usłyszeli głos Lockharta instruującego profesor Sprout.
- Cieplarnia numer trzy - przerwała mu szorstko kobieta, poganiając uczniów. - Mam teraz lekcję, Gilderoy, wybacz.
- Ach tak, Pomono, wybacz, absolutnie nie chciałem podważać twojego autorytetu... Czy mógłby jeszcze przy okazji zamienić słówko z Harrym?
Alex, która już przekraczała próg cieplarni, zatrzymała się na te słowa, a Ron wpadł na nią z impetem.
- Co jest?
- Idźcie - mruknęła, przepuszczając go w drzwiach. - Zaraz dołączę.
Obserwowała, jak Lockhart spaceruje z Harrym dookoła cieplarni, tłumacząc mu coś i gestykulując intensywnie. W końcu podeszli bliżej na odległość głosu i Alex dosłyszała jego ostatnie słowa:
- ...to dopiero początek, Harry, dopiero początek.
- Czego od ciebie chciał? - zapytała, marszcząc czoło, gdy brat dołączył do niej wciąż nieco oszołmiony.
- W sumie to nie wiem. Chce chyba pomóc mi z opanowaniem mojej "chęci dążenia do sławy".
- Do czego?
O Harrym można było powiedzieć wszystko, tylko nie to, że szuka rozgłosu. Wiedział o tym każdy, kto go choć trochę lepiej znał.
Chłopak wzruszył ramionami.
- Jakbym specjalnie ściągał na siebie te wszystkie dziwne wydarzenia... Chodźmy lepiej na zielarstwo.
W środku praca już wrzała - na dzisiejszą lekcję zaplanowane były mandragory. Mieli pracować w sześcioosobowych grupach, zatem Harry i Alex prędko dołączyli do Rona i Hermiony, którzy zaklepali im miejsca. Siedział już tam Neville i nieznany im z nazwiska Puchon.
- Justin Finch-Fletchley - przedstawił się prędko. - Już się poznaliśmy z Ronem, Hermioną i Nevillem. Ty to oczywiście Harry Potter - zwrócił się do chłopaka, po czym zmrużył oczy przenosząc wzrok na Alex. - A ty to...?
Zaniemówiła na chwilę. Nie czuła się jakąś wielką osobistością, ale po czerwcowych wydarzeniach wydawało jej się, że koledzy z roku powinni raczej kojarzyć jej nazwisko. Poza tym była w drużynie quidditcha!
- Alex Potter - odparła, decydując, że nie będzie chować urazy. Nie każdy zwraca uwagę na quidditcha, prawda?
- Aaaa, no tak - odparł Justin, ale jakoś bez przekonania. Nim pani Sprout kazała nałożyć im nauszniki zdążył opowiedzieć im całkiem sporo o swojej rodzinie. Podobnie jak i Hermiona był mugolakiem.
Przesadzanie mandragor poszło im całkiem sprawnie, mimo iż nieco ogłuszyły Neville'a, który niedokładnie założył nauszniki. Doszedł do siebie do końca lekcji, ale na transmutację trzeba go było prowadzić, wciąż nieco chwiał się na nogach.
- Dobrze, że to były tylko małe sadzonki... - zauważył Harry, trzymając go pod ramię.
- Musisz być nieco uważniejszy, Neville - zwróciła mu uwagę Alex, trzymająca go z drugiej strony. - Za bardzo się stresujesz i robisz głupie błędy. Przecież uwielbiasz zielarstwo!
- Chyba po prostu już teraz martwię się eliksirami...
Lekcja transmutacji przebiegła sprawnie. Robili powtórki z pierwszego roku i choć niektórym uczniom szło nieco topornie, Alex zdążyła w wakacje przeczytać pobieżnie podręczniki z pierwszego roku i przypomnieć sobie co trudniejsze zaklęcia. Guzik, w który miała zmienić żuka był może nieco zbyt połyskliwy, ale poza tym nic mu nie można było zarzucić. 
Na koniec lekcji profesor McGonnagal zawołała ją do siebie.
- Potter, czy pamiętasz o naszej umowie? - spojrzała na nią surowo.
- Tak, pani profesor. Korzystanie z mojego daru podczas lekcji byłoby nieuczciwe wobec innych uczniów - przytaknęła Alex. - Ale...
- Tak, Potter? - W oku nauczycielki dostrzegła jakiś błysk, który dodał jej odwagi.
- Czy pani albo profesor Dumbledore... Czy to byłoby bardzo nieodpowiednie, gdybym czasami, tylko na własny użytek i dla własnej ciekawości badała moje umiejętności? Muszę się przyznać, że próbowałam nieco czarować w zeszłym roku i odkryłam... interesujące rzeczy - zakończyła wywód nieco nieśmiało, bojąc się, że zrobiła coś sprzecznego ze szkolnym regulaminem i nauczycielka zaraz da jej jakiś paskudny szlaban.
- Potter - odezwała się profesor McGonnagal po dłuższej chwili milczenia - byłabym naprawdę zawiedziona, gdybyś nie próbowała badać swojego daru na własną rękę. - Uśmiechnęła się nieco zagadkowo. - Proszę tylko, byś uważała i zachowała dyskrecję. A w przyszłości... Chętnie usłyszę o tych "interesujących rzeczach". No, uciekaj na obiad, Potter, bo nie zdążysz zjeść.
Wyszła z klasy o wiele spokojniejsza i jakby kilka kilo lżejsza, przynajmniej na duchu.


***
Podczas obiadu, Ron próbował ratować swoją różdżkę, która została uszkodzona podczas spotkania z wierzbą bijącą. Magiczna taśma niewiele pomogła - chłopak miał spore problemy z rzuceniem nawet najprostszych czarów. Lekcja transmutacji była koszmarem.
- Można by ją wysłać do Ollivandera, może będzie mógł ją naprawić? - zasugerowała Alex. - Ale na razie i tak potrzebowałbyś nowej... przynajmniej na zastępstwo.
- Nie ma takiej opcji! Nie stać... - Ron umilkł gwałtownie i zaczerwienił się po czubek uszu. - To znaczy, mama byłaby wściekła, gdybym poprosił o nową. "To twoja wina, Ronaldzie Weasley!" - doskonale sparodiował głos własnej matki.
- Czymś musisz czarować... Daj na chwilę - zażądała. Wzięła różdżkę Rona do ręki i skupiła się mocno. Nigdy nie rzucała tego zaklęcia. Dla postronnej widowni machnęła swoją własną różdżką i zawołała - Reparo!
Brzegi pęknięcia scaliły się jakby mocniej, Ron dla pewności obkleił różdżkę grubą warstwą taśmy klejącej.
- To tylko na chwilę, trzeba będzie poprawić za jakiś czas... Ale i tak potrzebna ci nowa, Ron.
- Skąd znasz to zaklęcie? - zapytała podejrzliwie Hermiona. - Mamy się go uczyć dopiero na wiosnę!
- To pożyteczne zaklęcie, lubię sobie wcześniej przyswoić najważniejsze rzeczy. - Alex wzruszyła ramionami. Nie była to do końca prawda, więc żeby szybko odwrócić od siebie uwagę, dodała - Za to ty jesteś dobrze przygotowana do OPCM, prawda?
Hermiona natychmiast przykryła swój plan lekcji "Podróżami z wampirami" i zaczerwieniła się lekko. Nie umknęły ich uwadze serduszka, którymi ozdobiła każdą zaplanowaną lekcję z Lockhartem.
- Ty jesteś Harry Potter? Jestem Colin. Colin Creevey. - Jeden z pierwszoroczniaków szturchnął ją w plecy, przepychając się do ich stolika. Alex burknęła coś pod nosem, gdy spory aparat fotograficzny nabił jej guza na głowie, ale chłopiec nie zwrócił na nią uwagi. - Jejku, opowiadali mi o tobie. Wszystko! Urodziłem się w rodzinie mugoli i w ogóle nie wiedziałem, że to, co robię to czary! Teraz wszystko opowiadam mojemu tacie i wysyłam mu dużo zdjęć. Jeden chłopak powiedział mi, że jeśli wywołam je w specjalnym eliksirze, to będą się ruszały. Myślisz, że mógłbym zrobić sobie z tobą zdjęcie? Inaczej nikt mi nie uwierzy, że cię spotkałem! - Wyrecytował to wszystko praktycznie na jednym wdechu. - O, albo twój kolega zrobi nam zdjęcie, a ty je podpiszesz i...
- Hej, młody. - Alex szturchnęła go w łokieć, dostrzegając zażenowaną minę Harry'ego i podążającego ku nim Dracona Malfoya z podejrzanie złośliwą miną. Musiał wszystko usłyszeć. - To nie jest najlepszy moment. Może później... - próbowała odesłać chłopca, ale ten jakby w ogóle jej nie słyszał, wpatrzony w Harry'ego jak w obrazek.
- Potter, rozdajesz zdjęcia z autografem? Hej! Ustawcie się w kolejce, wielki Potter będzie podpisywał swoje zdjęcia! - ryknął Malfoy na całą jadalnię.
- Zamknij się! - syknęła Alex. - Nie możesz znieść, jeśli choć przez kilka sekund nie jesteś w centrum uwagi, co, Malfoy?
- Jesteś po prostu zazdrosny! - pisnął Colin, a Alex spojrzała na niego zdezorientowana. Przecież przed chwilą to powiedziała! Tylko, no... bardziej ironicznie.
Wywiązała się kłótnia między chłopakami, do której dziewczyna już miała się wtrącić, gdy Hermiona cichym syknięciem ostrzegła ich przed nadejściem nauczyciela. Ron w ostatniej chwili schował różdźkę.
- A co się tutaj dzieje? - Stanął nad nimi zatroskany Gilderoy Lockhart. - Kto rozdaje autografy?
Harry skurczył się w sobie, jakby wiedząc, co zaraz nastąpi, Alex zatem postanowiła szybko interweniować.
- Nic takiego, panie profesorze! - zapewniła gorąco. - To takie żarty, Draco chciał, żeby Colin zrobił mu zdjęcie na pamią-....
- To Harry! Obiecał mi swój autograf! - zawołał pierwszoroczny, a nauczyciel odwrócił się do niego, jakby zupełnie nie dostrzegając stojącej obok dziewczyny, której brutalnie przerwano wpół słowa. Alex spojrzała na pierwszoroczniaka tak, że gdyby wzrok mógł zabijać, to Colin już nigdy więcej nie zrobiłby żadnego zdjęcia.
- No, no, Harry... - Lockhart zacmokał z lekkim niesmakiem. - Rozmawialiśmy o tym, prawda? Dobrze panie Creevey, proponuję panu nie lada gratkę. Zapozuję z Harrym i obaj podpiszemy fotografię, dobrze? - Nauczyciel wyszczerzył pełen garnitur śnieżnobiałych zębów i odpędził Alex z kadru, niczym natrętną muchę.
Pufnęła poirytowana, rzucając wrogie spojrzenie za oddalającym się i zanoszącym chichotem Malfoyem. Co to wszystko miało znaczyć? Jeszcze nigdy żaden nauczyciel nie zignorował jej w tak perfidny sposób! Obróciła się na pięcie i ruszyła do sali lekcyjnej, nie czekając na przyjaciół. Lekcja i tak miała zacząć się za kilka minut.
Chwilę później dołączył do niej Harry, już uwolniony z żelaznego uścisku nauczyciela, ale nadal czerwony jak burak. Nie zauważył gradowej miny Alex, zajęty własnymi problemami.
- Ej, stary. - Do ławki dosiedli się Ron i Hermiona. - Módl się, żeby ten Creevey nie spotkał Ginny, bo jeszcze założą fanklub Pottera.
- Cicho! - syknął przerażony Harry. - Jakby Lockhart to usłyszał...
- Twoja siostra ma trochę więcej rozsądku, Ron - mruknęła Alex pod nosem, ale nikt jej nie słuchał, bo do klasy właśnie wszedł nauczyciel. Dziewczynka mimowolnie zauważyła dziwną tendencję - większość ławek z przodu zajęta była przez dziewczęta. Chłopcy trzymali się raczej z tyłu.
- Witam serdecznie, kochani! Wiem, że nie muszę się przedstawiać, bo wszyscy mnie znacie - tu zaśmiał się perliście - ale tego wymagają dobre maniery. Gilderoy Lockhart, do usług! - zawołał z emfazą. - Kawaler Orderu Merlina Trzeciej Klasy, pięciokrotny laureat nagrody tygodnika "Czarownica" za najbardziej czarujący uśmiech, et cetera, et cetera... Ale dość o mnie! Widzę, że wszyscy zakupiliście moją biografię i resztę podręczników? 
W odpowiedzi przez przednie ławki przetoczyło się potakujące westchnienie, a przez tylne fala kiwnięć głowami.
- Doskonale! Zacznijmy więc od małego testu wiedzy, zobaczymy, ile zapamiętaliście z lektury! - Machnięciem różdżki posłał w ich kierunku kartki z testami. Alex dostrzegła przerażoną minę Rona i Harry'ego, którzy nawet nie otworzyli nowych podręczników przez wakacje. - Spokojnie, to nie na ocenę. Macie trzydzieści minut.
Dziewczynka zerknęła na kilkadziesiąt pytań. Zdążyła pobieżnie przejrzeć co ciekawsze rozdziały z podręczników do OPCM, ale nawet nie otworzyła biografii Lockharta. Nie o nim wszak miały traktować te lekcje, prawda?
Cóż, po pierwszym rzucie oka na pytania, Alex przestała być taka pewna.
Szybko przebiegła test wzrokiem i westchnęła ciężko. Żadne z prawie sześćdziesięciu pytań nie dotyczyło obrony przed czarną magią. Każde, ale to naprawdę każde z nich opierało się o autobiografię nauczyciela. 
Z poczuciem zmarnowania kilku minut zaczęła odpowiadać na pytania. Większość odpowiedzi zmyślała, części dało się łatwo domyśleć (sądząc po ubiorze nauczyciela i wystroju klasy, jedyną odpowiedzią na pytanie o jego ulubiony kolor było "wszystkie odcienie różu i fioletu").
Nauczyciel zebrał kartki przejrzał je szybko i zacmokał niezadowolny.
- Nikt z was nie pamiętał, że liliowy to mój ulubiony kolor...
- A nie jest to przypadkiem odcień różu? - Zdziwiła się głośno Alex, zapominając o tym, by się zgłosić, nauczyciel jednak był zbyt pochłonięty przeglądaniem testów, by zwrócić na nią uwagę.
- ...za to pani Hermiona Granger bardzo ładnie odpowiedziała na drugie pytanie! Zasłużyła na najwyższą ocenę! - zawołał rozpromieniony, a Hermiona rozsiadła się wygodniej, bardzo z siebie zadwolona. - Natomiast panna Potter, cóż za zbieżność nazwisk, nawet nie odpowiedziała na połowę pytań! Gdyby nie mój wspaniałomyślny nastrój, chyba musiałbym odjąć pani kilka punktów, za zupełny brak przygotowania do zajęć!
- Ponoć to nie miało być na ocenę - mruknęła Alex pod nosem, ignorując uwagę o zbieżności nazwisk.
- Jesteś zazdrosna, bo sama napisałaś kompletne bzdury - odcięła się Hermiona nagle oburzona. Alex spojrzała na nią, zaskoczona jej nagłą złośliwością.
- Ale ja nie...
- Uważajcie! To bardzo niebezpieczne stworzenia! Przy mnie jednak nic wam nie grozi... - Nauczyciel w tym czasie postawił na biurku przestronną klatkę przykrytą błękitnym materiałem. Pod spodem coś prychało, syczało i kłębiło się niecierpliwie. - Zachowajcie spokój. Oto... chochliki kornawlijskie! - Dramatycznym gestem odsłonił klatkę.
W środku latało kilkanaście niewielkich niebieskoskórych stworzonek o humanoidalnych kształtach. Miały duże, wypukłe granatowe oczy i szybko poruszające się skrzydełka. Wyglądały na poirytowane ciasnotą w klatce. Syczały i prychały, drapiąc ostrymi pazurkami o metalowe pręty.
- Ale, panie profesorze... - Seamus nie był w stanie powstrzymać śmiechu. - Przecież one wcale nie są niebezpieczne!
- Złośliwe i psotne to tak - dodała Alex, przypominając sobie, że czytała kiedyś o nich w jednej z książek w domu Ann i Toma. - Ale poza zadrapaniem nie uczynią raczej nikomu krzywdy.
- Ach tak, panie Finningan? - Lockhart ponownie całkowicie zignorował jej wypowiedź. - No to zobaczymy, jak sobie z nimi poradzicie! - Jednym ruchem otworzył klatkę.
Uwolnione chochliki natychmiast rozpierzchły się po klasie i zaczęły rozrabiać. Część z nich od razu uciekła przez okno, nie przejmując się szybą, której okruchy poleciały na najbliższych uczniów. Dwa z nich chwyciły za uszy siedzącego w pierwszej ławce Neville'a i uniosły go do góry. Alex natychmiast ogłuszyła jednego z nich, a drugi, nie mogąc udźwignąć chłopca samodzielnie puścił go wprost na głowę nauczyciela i poleciał rzucać kałamarzami pełnymi atramentu w uczniów i ściany.
- No dalej, kochani! To przecież tylko chochliki! - zawołał Lockhart. - Poradzicie sobie przecież!
- Może jakieś przeciwzaklęcie, panie profesorze? - sarknęła poirytowana już mocno Alex, starając się zapędzić grupę chochlików do klatki. Dwa z nich wplątały się jej we włosy i szarpały mocno jej głową we wszystkie strony.
Nauczyciel wykonał jakiś bardzo skomplikowany ruch różdżką, ale jedyne co osiągnął, to to, że wypadła mu ona z ręki, natychmiast porwana przez jednego z chochlików, który wyrzucił ją przez okno.
- Bardzo pomocne - burknęła Alex, ale zagłuszył ją dzwonek na przerwę. Cała klasa rzuciła się ku drzwiom, tak że na placu boju zostali tylko przyjaciele, Neville wciąż lekko pojękujący na podłodze i nauczyciel stojący bezradnie na środku klasy.
- No, widzę, że sobie radzicie - zauważył, dostrzegając jak Hermiona ogłusza kolejnego chochlika, podczas gdy Ron zdzielił pięścią drugiego, który usiłował właśnie odgryźć mu ucho. - Posprzątajcie tu potem, do zobaczenia na następnej lekcji.
I zniknął.
- Immobilus! - krzyknęła Alex, celując w największą grupę niebieskich psotników, która znieruchomiała w powietrzu i jednym ruchem różdżki, rzuciła je do klatki, którą Harry zamknął z wyrazem ulgi na twarzy. 
Dwa pozostałe chochliki uciekły w panice przez dziurę w szybie, po drodze wylewając na głowę Neville'a całą zawartość ostatniego kałamarza.
- Dlaczego to zawsze muszę być ja? - jęknął chłopak, gdy pomogli mu podnieść się z podłogi. Alex szybko usunęła z niego atrament i naprawiła okno. Zmęczona po walce z chochlikami, nawet nie próbowała używać różdżki, korzystając z tego, że przyjaciele zajęci są dyskusją na temat umiejętności pedagogicznych Lockharta.
- To była doskonała okazja do ćwiczeń! - Hermiona z przekonaniem broniła nauczyciela.
- Hermiono, to był kompletny chaos! - warknęła, zmęczona całym tym dniem. - On w ogóle nie wiedział, co robi!
- Gdybyś tylko raczyła przeczytać choć kawałek którejkolwiek z jego książek, które są naszymi podręcznikami - wyraźnie zaakcentowała ostanie słowo - to wiedziałabyś, że jest wielkim czarodziejem i takie chochliki to dla niego pestka.
- Nauczyciel powinien dawać przykład, a nie zostawiać pięcioro uczniów z chmarą złośliwych stworzeń - burknęła Alex, ze złością zatrzaskując podręcznik, aż uśmiechnięta twarz Lockharta na okładce wykrzywiła się w nagłym, ale wdzięcznym grymasie.
- Alex...!
Dziewczyna jednak nie słuchała. Wyszła z klasy, trzaskając drzwiami. Miała serdecznie dosyć i chciała, żeby ten dzień zakończył się jak najszybciej.

***

Wiatr rozwiał jej włosy i odetchnęła głęboko zimnym powietrzem. Tutaj - kilkadziesiąt metrów nad ziemią - w końcu odzyskała równowagę. Zrobiła parę szybkich kółek dookoła boiska, by całkowicie oczyścić głowę ze złych myśli, które pozostawiła na dole.
Kilka chwil latała bez celu, nim w końcu dostrzegła jakąś znajomą postać na granicy pola widzenia.
- Hej, Potter, jesteś na jakieś diecie? Pomijasz wszystkie wieczorne posiłki? - Wood podleciał do niej, uśmiechając się zawadiacko.
- Odkryłeś mój sekret! - jęknęła teatralnie. - Myślałam, że nikt nie zauważy.
- I widzę, że zaczęłaś treningi szybciej ode mnie. To już naprawdę dziwne - zauważył Wood, rzucając jej kanapkę. Wisieli w powietrzu, kilkanaście metrów nad ziemią, a kapitan przyglądał jej się zatroskany.
- Musiałam oczyścić myśli. Ciężki dzień. A ty co tutaj robisz? - natychmiast zmieniła temat.
- Postanowiłem skalibrować miotłę - miałem mały wypadek latem i muszę wyregulować witki... Chcę, by była gotowa na sobotę. Zarezerwowałem boisko na rano. - Uśmiechnął się z dumą, jakby to było jakieś ogromne osiągnięcie.
- Co rozumiesz przez "rano"? - zapytała podejrzliwie Alex, przerywając konspumcję kanapki.
- Siódma może być? - odparł niewinnie.
Dziewczyna jęknęła.
- Przecież oni cię pozabijają! W pierwszą sobotę roku szkolnego trening o siódmej rano?! Sumienia nie masz, Ollie?
- Sama mówiłaś, że musimy przechytrzyć konkurencję. Byłem najszybszy, szybciej się nie dało! A teraz, Lex - podleciał bliżej, by móc spojrzeć jej w oczy - powiesz mi, czemu ten dzień był taki okropny?
Przełknęła ostatnie kęsy kanapki i spojrzała na niego zaskoczona. Była pewna, że porzucił temat. I możliwe, że gdyby nie pełny żołądek, kazałaby mu spadać, ale ta kanapka z masłem orzechowym jakoś nastawiła ją pozytywnie do zwierzeń.
- Możemy gdzieś usiąść? 
Kiwnął głową i razem podlecieli na dach jednej z cieplarni. Alex rozejrzała się zaskoczona - dach, choć zagracony, miał swój urok. Stały tu jakieś poobijane doniczki z rozrośniętymi dziko roślinami, kilka skrzynek po sadzonkach, na których można było usiąść i bardzo ładny widok na boisko do quidditcha.
- Uważaj, ta roślina lubi podszczypywać, kiedy nie patrzysz, lepiej usiądź tutaj. - Oliver podsunął jej skrzynkę i odłożył ich miotły kawałek dalej. 
- Wow, co to za miejsce, Ollie? - westchnęła, patrząc jak niebo nad bramkami robi się złotopomarańczowe.
- Odkryłem je cztery lata temu, kiedy Charlie Weasley wściekł się na mnie i wyrzucił kafla daleko poza boisko. Upadł tutaj, a ja uznałem, że to całkiem fajne miejsce, kiedy chcesz się przed kimś schować. I w spokoju pomyśleć. - Wzruszył ramionami, przysuwając sobie bliżej drugą skrzynkę.
- Czym wkurzyłeś Charliego Weasleya? - Alex nie mogła się powstrzymać przed tym pytaniem.
- Nie wiem, nie pamiętam konkretnie. To był po prostu bardzo kiepski trening, okej? No i potem zacząłem tu przylatywać. Nieco posprzątałem... Nie wiem, skąd tu te rzeczy, bo nie da się tu wejść od środka - wyjaśnił.
- Hm, wydaje się całkiem miłym miejscem na randkę, prewda? - zauważyła mimochodem Alex. 
- Tak sądzisz? - zadumał się Wood. - W sumie nie wiem, nigdy nie próbowałem tu nikogo zaprosić. 
- Zatem jestem zaszczycona. - Dziewczyna zgięła się w parodii pokłonu.
- To powiesz mi teraz, co uczyniło dzisiejszy dzień najgorszym pierwszym dniem w szkole w historii Hogwartu? - Oliver nie miał zamiaru dać się zbyć byle wymówkami. - Lex? Wyglądasz jak chmura gradowa, wiesz o tym?
Alex westchnęła.
- To zabrzmi żałośnie, Ollie, ale... nikt nie zwraca na mnie uwagi. - Skrzywiła się. Te słowa wypowiedziane na głos brzmiały jeszcze gorzej niż w jej głowie. Oliver jednak skomentował tego w żaden sposób, pozwalając mówić jej dalej. - Wiem, to głupio brzmi, ale dzisiaj ciągle miałam wrażenie, jakbym była przeźroczysta! Mówiłam coś, za rozmowa toczyła się dalej, jakbym w ogóle się nie odezwała; byłam popychana i przesuwana jak zbędny mebel i na dodatek zignorował mnie nauczyciel, co nigdy mi się nie zdarzyło. To był co prawda Lockhart, który jest tak zapatrzony w siebie, że nie dziwi mnie, że nie dostrzega ludzi dookoła, chyba, że są tak sławni jak on, ale naprawdę, gdybym się nie pojawiła dziś na lekcjach, to nikt by tego nie zauważył.
- Jestem pewien, że ktoś by na pewno to dostrzegł - przerwał jej Wood. - Twoi przyjaciel, twój brat... ja - zawiesił głos na ostatnim słowie.
- Przecież nie mamy razem lekcji. - Zdziwiła się Alex, wzruszając ramionami.
- Ale to nie znaczy, że nie zauważyłbym twojego braku. - Uśmiechnął się ciepło. - Muszę pilnować moich zawodników, prawda? - dodał po chwili.
- Dzięki, Ollie - westchnęła Alex, opierając brodę na dłoni. - Po prostu czasem mam wrażenie, jakbym nadal była pod działaniem zaklęcia Dementia Maxima...
- Jakiego zaklęcia? - zdziwił się Oliver.
Alex jęknęła i wywróciła oczami.
- Jejku, nie powinnam ci tego mówić, obiecałam Dumbledore'owi... Potrafisz dochować tajemnicy, Ollie? - zerknęła na niego zmartwiona swoim gadulstwem.
- Oczywiście. Powiesz, o co chodzi z tym zaklęciem? Tak ogólnie?
- Profesor Dumbledore rzucił je, by chronić mnie i Harry'ego, gdy byliśmy mali - wyjąniła, nieco zażenowana. - W skrócie miało sprawić, żebym zniknęła, żeby ludzie, poza niewielką, zaufaną grupą, zupełnie zapomnieli o moim istnieniu. Dziś czułam się tak, jakby ono wcale nie przestało działać. Jakbym była tylko cieniem, a nie prawdziwą osobą z własnymi celami i marzeniami.
- Lex, posłuchaj mnie uważnie. - Wood złapał ją za ramiona i zmusił, by podniosłą wzrok na jego twarz. - I zapamiętaj to na całe swoje życie: nie jesteś osobą, o której da się tak po prostu zapomnieć. Żadne zaklęcie nie wymaże kogoś tak niezwykłego, jak ty. Nie daj sobie tego wmówić, a już na pewno nie komuś takiemu jak Lockhart. - Wood skrzywił się nieco.
- Ooo... - Alex uśmiechnęła się złośliwie. - A więc już go nie bronisz tak, jak na Pokątnej? Czyżbyś miał już lekcję OPCM z naszym nowy profesorem?
- Nazwanie tej godziny męczarni lekcją to duża  nadinterpretacja - odparł Oliver. - Muszę chyba przyznać ci rację, ale myślę, że ty też musisz dać mu jeszcze szansę, co?
-  Cóż, mam nadzieję, że pierwsze wrażenie było mylne... Dobra, ja uciekam, bo robi się późno, a obiecałam jeszcze Neville'owi powtórkę z eliksirów przed jutrem... - Alex chwyciła swoją miotłę i przerzuciła nogę przez trzonek, nim jeszcze obejrzała się na starszego kolegę. - I, Ollie... dziękuję. Za to, co powiedziałeś - wyjaśniła, gdy zmarszczył brwi. - To naprawdę wiele dla mnie znaczy. Dobranoc, Wood.
- Dobranoc, Lex - odpowiedział, a Alex odleciała w ciemność nad błoniami Hogwartu.
_____________________
Nie spodziewałam się, że skończę ten rozdział. Ale dziś widziałam fragment "Komnaty" w TV, plus grywam ostatnio w "Hogwart Mystery" i tak jakoś tęskno mi się za HP zrobiło.
Z tego już się chyba nigdy nie wyrośnie, co nie, millenialsi?
Bawcie się dobrze (o ile ktoś tu jeszcze jest) i do usłyszenia!
A ja zamykam internety i lecę spać.
Colloportus!