Ciężko było w to uwierzyć, ale zarówno Alex, jak i Harry'emu udało się na jakiś czas zapomnieć o wydarzeniach, które miały miejsce w Zakazanym Lesie. Po prostu wir egzaminów pochłonął ich w takim stopniu, że nic innego nie zaprzątało im głów.
Alex, jeśli chodziło o stronę praktyczną, czuła się dobrze przygotowana. Nawet z pomocą różdżki była w stanie rzucić wszystkie wymagane zaklęcia bez większego problemu. Zaś jeśli chodziło o teorię, bała się, że w stresie o czymś zapomni albo gdzieś się pomyli. Zwłaszcza w przypadku przedmiotów, które nie były jej ulubionymi, takimi jak historia magii albo zielarstwo. Tak naprawdę nie martwiła się tylko o zaklęcia, transmutację i OPCM, bo nawet jeśli lekcje z Quirrelem były nudnawe, to wiedzę miała całkiem dobrze opanowaną. Po Snapie można się było wszystkiego spodziewać.
Ostatecznie jednak egzaminy mijały bezboleśnie, z każdego z nich Alex wychodziła raczej zadowolona. Hermiona jak zwykle panikowała, Ron i Harry z nieco niepewnymi minami stwierdzali, że "powinni zdać".
Mimo wszystko, cały czas towarzyszył im niepokój. Co jakiś czas przechodzili koło korytarza na trzecim piętrze, jakby chcąc się upewnić, że Puszek nadal tam jest i strzeże Kamienia. By rozładować napięcie, Alex zaczęła uczyć się czarów z drugiego roku, odkrywając kolejne dobrodziejstwa płynące z jej daru. Coraz bardziej żałowała, że nigdy nie będzie miała okazji z niego korzystać.
Nie mogła nie zauważyć, że Harry denerwuje się bardziej, niż pozostali. Domyśliła się, że zaniepokoił go ból blizny, który sparaliżował go na polanie, do czego przyznał się jej później. Po egzaminie z eliksirów chłopak przyznał niechętnie, że nocami dręczą go koszmary i blizna pobolewa go nadal od czasu do czasu. Przyjaciele zbagatelizowali sprawę, ale Alex pomyślała, że te bóle głowy nie mogą być bez znaczenia.
W końcu nadszedł dzień ostatniego egzaminu, który mimo iż był egzaminem z najbardziej nielubianego przez Alex - i nie tylko przez nią - przedmiotu, czyli historii magii, okazał się całkiem przyjemny i stosunkowo łatwy. A może po prostu wizja zbliżających się wakacji podziałała kojąco na ich nerwy?
Postanowili spędzić wolne popołudnie na powietrzu rozłożyli się więc na błoniach, obserwując jak bliźniacy drażnią kałamarnicę w jeziorze. Alex pomyślała, że warto byłoby nieco polatać, w końcu czekał ich jeszcze jeden, decydujący mecz quidditcha, ale wizja spotkania z wciąż nachmurzonym Woodem skutecznie ją do tego zniechęciła.
Omijali się wzajemnie od czasu wpadki z Norbertem, gdyż dla obojga to napięcie między nimi było nieprzyjemne. Żadne z nich jednak nie kwapiło się do rozluźnienia atmosfery, bo nie bardzo wiedzieli, jak się do tego zabrać.
- Nie krzyw się Harry, koniec z nauką! Wyniki dopiero za tydzień i twoim jedynym zmartwieniem powinien być ostatni mecz! - zawołał Ron, widząc niezadowoloną minę przyjaciela.
- Blizna bardzo mi dokucza - przyznał chłopak.
- Idź do pani Pomfrey - poradziła Hermiona.
- Wątpię by znała się na magicznych bliznach - sarknął Harry, pocierając czoło. - Myślę, że to coś w rodzaju ostrzeżenia...
- Nie powinniśmy tego ignorować - zgodziła się Alex, odrywając wzrok od fal na jeziorze. - To w końcu nie jest zwykła blizna i nigdy wcześniej go nie bolała.
- To pewnie przez egzaminy. Dopóki jest tutaj Dumbledore, nic nam nie grozi - zapewniała ich Hermiona.
Alex nie była przekonana, podobnie jak i Harry. Coś im umykało. Coś bardzo ważnego...
- Pójdę polatać - postanowiła jednak nagle. - Muszę się odstresować, to dobrze mi zrobi. Harry, idziesz?
- Nie, niedługo mamy trening. Potem - odparł, lekko zamyślony chłopak.
Alex wzruszyła ramionami i ruszyła w kierunku boiska do quidditcha. Już z daleka zauważyła samotną postać latającą wzdłuż bramek, broniąc ich przed zaczarowanym specjalnie kaflem. Westchnęła, ale potrzebowała odrobiny ruchu. Wyciągnęła Nimbusa ze składzika na miotły i podleciała do Wooda.
- Będzie trudniej, gdy ktoś będzie ci rzucał piłki, zaczarowany kafel jest zbyt przewidywalny - rzuciła neutralnym tonem, przechwytując piłkę w locie i zatrzymując się naprzeciwko kapitana.
- Prawda. - Wydawał się nieco zaskoczony jej widokiem. Wskazał jej brodą pozycję i rozpoczęli akcję. Przez kilka minut grali w milczeniu, ograniczając się jedynie do kilku techniczny uwag.
- Ollie. - Alex zatrzymała się, wkładając kafel pod pachę i podleciała bliżej do Wooda. - Uświadomiłam sobie, że do tej pory cię tak naprawdę nie przeprosiłam. Zawsze jesteś dla mnie taki dobry i miły, zawsze jesteś wobec mnie szczery i jesteś naprawdę wspaniałym przyjacielem, a ja za twoimi plecami popełniłam straszną głupotę i cierpią na tym wszyscy Gryfoni - wyrzuciła z siebie. - Kładzie się to cieniem na całej drużynie i nie chcę, by wpłynęło to na wynik meczu, który przecież jest bardzo ważny. To od niego zależy, czy będziemy ostatni w tabeli, bo o Pucharze Domów nawet nie ma co marzyć...
- Lex - przerwał jej łagodnie Oliver, podlatując do niej bliżej. - W porządku. Już od dawna się nie gniewam. Nie umiałbym. Po prostu... Nie wiedziałem, jak cię przeprosić. Bo i tobie należą się przeprosiny. Nie byłem tak dobrym przyjacielem, za jakiego mnie masz. Zamiast się obrażać na ciebie i Harry'ego powinienem was wspierać. Wspierać ciebie. W końcu po to tu jestem. Powinnaś wiedzieć, że możesz zawsze do mnie przyjść, z każdym problemem. Naprawdę każdym, Lex - zapewnił ją, kładąc jej dłoń na ramieniu.
Alex uśmiechnęła się lekko.
- Naprawdę każdym...? - zapytała z zawadiackim uśmiechem.
Oliver wywrócił oczami.
- No dobra, prawie każdym. Między nami zgoda? - upewnił się.
- Tak. Zgoda - potwierdziła Alex.
- To co? Jeszcze parę rozegrań? - Woodowi aż zaświeciły się oczy na tę myśl.
- Nie w tym momencie. Powinnam porozmawiać z Harrym - odparła, bo w jej głowie nagle zapaliła się lampka. Zdaje się, że znalazła kawałek układanki, musiała teraz tylko sprawdzić, czy pasuje do reszty.
Przebrała się szybko i odłożyła miotłę na miejsce i pobiegła w kierunku chatki Hagrida.
***
Przyjaciele właśnie wychodzili od gajowego, bardzo wzburzeni. Jeden rzut oka wystarczył Alex, by potwierdziły się jej przypuszczenia.
- Alex, musimy pogadać... - Hermiona zauważyła ją pierwsza. - Hagrid...
- Wiem - przerwała jej od razu. - Domyśliłam się. Mężczyzna od smoczego jaja wyciągnął z niego informacje o Puszku, prawda?
- Tak, powiedział mu, że można go uśpić grając mu jakąkolwiek melodię - dodał Ron.
- Idziemy ostrzec Dumbledore'a - oznajmił Harry. - Jestem pewien, że tym facetem w kapturze był Snape. Złamał Quirrela, wie o Puszku, miał wystarczająco dużo czasu by rozgryźć pozostałe zagadki. Kwestią czasu będzie, nim postanowi wyruszyć po Kamień - mówił rozgorączkowany. - Dumbledore musi nam uwierzyć, może Firezno nam pomoże... Tylko, zaraz, gdzie jest gabinet Dumbledore'a?
Rozejrzeli się zdezorientowani po dziedzińcu. Faktycznie, tego żadne z nich nie wiedziało. Nigdy tam nie byli, ani nawet nie znali nikogo kto był. Może Percy by wiedział, albo Wood. Alex żałowała, że go o to nie zapytała wcześniej, ale skąd miała wiedzieć, że ta informacja będzie jej potrzebna?
- Co wy tu robicie? Nie powinniście korzystać z wolnego? - Profesor McGonagall przecięła dziedziniec, podchodząc do zdezorientowanych przyjaciół.
- Szukamy profesora Dumbledore'a - wypaliła Hermiona, gdyż żadnemu z pozostałych te słowa nie chciały przejść przez gardło. To była odważna prośba.
- Chcecie się widzieć z dyrektorem? - Brwi nauczycielki podjechały wysoko w górę czoła. - Po co?
- To tajemnica - wydusiła z siebie Hermiona i zacisnęła usta. Nie było szansy, by powiedziała cokolwiek więcej.
- Profesor Dumbledore wyjechał ze szkoły kilka minut temu, pilne wezwanie do Ministerstwa - oznajmiła nauczycielka. - Cokolwiek to jest, będzie musiało poczekać do jutra.
- Ale to ważne! - zawołał Harry. - Chodzi o Kamień Filozoficzny, ktoś chce go wykraść! - wyrzucił z siebie zduszonym szeptem.
- Skąd wiecie o...? - McGonagall aż zachłysnęła się z wrażenia, jednak szybko odzyskała rezon. - Jest dobrze strzeżony, zapewniam cię, Potter. Z dyrektorem możecie porozmawiać jutro, do tego czasu Kamieniowi nic się nie stanie. Wiele dużo mądrzejszych i bardziej doświadczonych od was osób o to zadbało. Zmykajcie na błonia, zanim stracę cierpliwość, korzystajcie z ładnej pogody! - Wygoniła ich z zamku, ucinając dyskusję.
Oni jednak nie dali za wygraną.
- On to zrobi dziś w nocy. - Harry zacisnął pięści. - W Ministerstwie pewnie nawet nie wiedzą, że Dumbledore do nich jedzie... Musimy powstrzymać Snape'a zanim wykradnie Kamień...
- Ale...
- Dzień dobry. Nie powinniście być na dworze? - Snape pojawił się koło nich niczym duch. Alex przestraszyła się, że usłyszał ich rozmowę, ale jeśli tak było nic nie dał po sobie poznać.
- My właśnie... - wyjąkała Hermiona.
- Powinniście być ostrożniejsi - dodał Snape z dziwnym uśmieszkiem. - Gryfoni już dość przez was ucierpieli, prawda? Jeszcze jedna nocna eskapada i zadbam, by wydalono was ze szkoły, Potter - zwrócił się bezpośrednio do Harry'ego.
- Nic z tych rzeczy, panie profesorze - zapewniła go natychmiast Alex. - Mamy dość przygód, mamy zamiar się teraz wyłącznie relaksować na błoniach, ale zgłodnieliśmy, wiec postanowiliśmy wrócić się po przekąski...
Snape obrzucił ją uważnym spojrzeniem, ale skinął głową, przyjmując wyjaśnienie.
- Dziwne - mruknął Ron. - On wierzy w każde swoje słowo!
- Nie wierzy, ale nie sprawia mu przyjemności łapanie mnie na kłamstwie - odmruknęła Alex. - Co robimy w takim razie?
- Musimy go pilnować - zadecydował Harry. - Poczekać na niego pod pokojem nauczycielskim i śledzić gdy wyjdzie. Hermiono, będziesz najlepsza do tego zadania?
- Niby dlaczego ja? - oburzyła się dziewczynka.
- To oczywiste, możesz udawać, że czekasz na profesora Flitwicka... Och profesorze - zaczął ją przedrzeźniać Ron - wydaje mi się, że popełniłam błąd w zadaniu czternastym B...
- Zamknij się - przerwała mu Hermiona. - Dobrze, już dobrze, pójdę.
- Pomogę ci, pamiętajcie, że Snape mnie lubi - dodała. - A wy co będziecie robić?
- Pójdziemy na trzecie piętro i sprawdzimy, czy nikt się tam nie kręci - odparł Harry. - To powodzenia.
Razem z Hermioną ruszyły do pokoju nauczycielskiego. Ledwie stanęły przed drzwiami obiekt ich obserwacji wyszedł na korytarz.
- Nie mieliście być na błoniach? - Zmarszczył brwi.
- Tak, ale... szukamy profesora Flitwicka - wyjąkała Hermiona.
- Hermiona bardzo denerwuje się swoją oceną z zaklęć - dodała Alex, starając się wyglądać najniewinniej, jak to tylko możliwe.
Nauczyciel eliksirów obrzucił ją podejrzliwym spojrzeniem, ale zniknął na chwilę z powrotem w pokoju nauczycielskim i zawołał profesora Flitwicka. Hermiona zwróciła się do niego ze swoimi obawami, a Alex spojrzała za oddalającym się Snapem. Gorączkowo zastanawiając się nad dobrą wymówką, ruszyła za nim.
- Co tym razem, Potter? - spytał poirytowany Snape, nawet nie odwracając głowy, gdy minęli pierwszy załom korytarza.
- Panie profesorze, postanowiłam skorzystać z okazji i też spytać o swoją ocenę - wymyśliła na poczekaniu Alex. - Myślę, że wywar na czyraki nie był najlepszym, jaki mi wyszedł...
- Owszem, mogłaś się bardziej postarać, Potter, ale otrzymałaś pozytywną ocenę. Nie rozumiem jednak, po co się tak skradasz? - Snape obrzucił ja surowym spojrzeniem.
- Cóż. - Alex wzruszyła ramionami. - Chyba po prostu bałam się zapytać. Dziękuję, panie profesorze, teraz będę spokojniejsza. Do widzenia. - Nie należało przeciągać struny, pomysł ze śledzeniem był nietrafiony.
Alex miała nadzieję, że Harry'emu i Ronowi poszło lepiej. Kiedy jednak spotkali się w czwórkę w Pokoju Wspólnym, okazało się, że plan spalił na panewce - McGonagall przyłapała ich, zanim jeszcze dotarli pod drzwi korytarza na trzecim piętrze.
- I co teraz? - spytała Hermiona. Jedynym plusem całej tej sytuacji było to, że dowiedziała się, że egzamin z zaklęć zdała śpiewająco.
- Nie ma innego wyjścia - stwierdził z ciężkim westchnieniem Harry. - Będę musiał zejść w nocy do Kamienia i powstrzymać Snape'a przed zabraniem go, dopóki Dumbledore nie wróci.
- Ale Harry! Jak chcesz go powstrzymać? - wykrzyknął Ron.
- Harry! Nie możesz! Wyrzucą cię! - przeraziła się Hermiona.
- NO I CO Z TEGO?! - wybuchnął Harry. - Nie rozumiecie? Jeśli Voldemort zdobędzie Kamień, nie będzie żadnej szkoły, z której będzie można kogoś wyrzucić! Zrobi z niej gruzowisko albo będzie nauczał czarnej magii. Myślicie, że jakiekolwiek punkty będą się liczyć? Że jak wygramy Puchar Domów, to Voldemort zostawi nas w spokoju? Jak mnie złapią to trudno, wrócę do Dursleyów i będę czekać, aż mnie znajdzie i zabije. Trudno, ale nigdy nie stanę po stronie czarnej magii! Pójdę dziś tam tej nocy i żadne z was mnie nie powstrzyma.
- Harry. - Alex odezwała się cichym i spokojnym głosem. - Masz rację i nikt nie ma zamiaru cię powstrzymywać. - Ron i Hermiona natychmiast potaknęli. - Zastanawiamy się tylko, jak to zrobić.
- Wezmę pelerynę-niewidkę - odparł Harry, jakby to rozwiązywało wszelkie problemy.
- Będzie nam ciasno w czwórkę - odparła Alex.
- W czwórkę?
- Myślałeś, że puścimy cię samego? - prychnął Ron. - Pewnie będę tego żałował... - dodał ciszej.
- Poszukam czegoś w moich książkach, na pewno znajdę coś przydatnego - oznajmiła Hermiona.
- Biorąc pod uwagę fakt, że nie wiemy, czego się spodziewać... - mruknęła Alex. - Ale fakt, warto poszukać zaklęć, które mogą uratować nam życie.
- Jeśli nas złapią, was też wyrzucą - zauważył Harry, ale było widać, że jest im wdzięczny za towarzystwo.
Alex uśmiechnęła się do niego ciepło.
- Przynajmniej w dobrym towarzystwie... Pamiętaj, co dwie głowy to nie jedna. A przy czterech, to już sukces murowany!
Nikt nie mówił tego głośno, ale doskonale wiedzieli, że czworo pierwszoklasistów przeciwko najpotężniejszemu czarnoksiężnikowi ostatniego stulecia nie ma żadnych szans. Musieli jednak spróbować, Harry miał rację - nie mogli poddać się bez walki.
- To nie skończy się dobrze - mruknął cicho Ron.
Pozostało czekać im do wieczora.
Pokój Wspólny powoli pustoszał, gdy zostało tylko parę osób, Harry wymknął się na górę do dormitorium po pelerynę-niewidkę. Wrócił wraz z fletem, który otrzymał na święta od Hagrida. Faktycznie - czymś trzeba było uśpić Puszka.
- Lepiej okryjmy się peleryną już tutaj. Musimy się upewnić, że dobrze nas zakrywa - szepnął chłopak. Nie mogli się nie zgodzić - w pojedynkę, peleryny było aż nadto, w dwójkę w sam raz, przy trojgu było już ciasnawo, a jeśli mieli zmieścić się w czwórkę, groziło im, że spod peleryny będą wystawać im kostki. Musieli to dobrze przemyśleć.
- Ron musi być w środku, jest najwyższy - zadecydowała Alex. - A my po bokach, żeby rozkładała się równomiernie. Musimy iść na ugiętych nogach...
- Co robicie? - Zamarli, słysząc głos docierający z kąta pokoju. - Znowu się gdzieś wybieracie?
- Neville...
Zupełnie przeoczyli kolegę wciśniętego w głęboki fotel w kącie Pokoju Wspólnego. Hermiona przybrała niewinną minę.
- No co ty, wcale nie.... nie powinieneś być już w łóżku, Neville?
- Nie wolno wam nigdzie iść! Znowu Gryffindor przez was ucierpi! - zawołał chłopiec. Alex westchnęła w duchu. Neville miał w sumie rację, ale... Ale sytuacja była wyjątkowa.
- Nie rozumiesz, Neville, to ważne - próbował przekonać go Harry.
- Nie pozwolę wam! Będę... będę się bił! - Chłopiec wyciągnął przed siebie mocno zaciśnięte pięści. Naprawdę był gotów bronić wyjścia własnym ciałem.
- Neville, nie bądź kretynem... - odezwał się Ron.
- Nie nazywaj mnie kretynem! Sam mówiłeś, żebym się nie poddawał, nie pozwolę wam więcej złamać regulaminu! - wołał uparcie Neville.
- Nie chodziło o nas... - mruknął rudzielec.
- Dziewczyny, zróbcie coś... - jęknął cicho Harry, zerkając niespokojnie na zegar nad kominkiem.
- Neville. - Alex wystąpiła krok do przodu. - Przepraszam, teraz będziesz na nas zły, ale później zrozumiesz, że musieliśmy... Pertificus Totalus!
Chłopiec cały zesztywniał i poleciał jak kłoda do tyłu. Harry i Ron złapali go w ostatniej chwili. Nachylili się nad nim. Jedynym ruchomym elementem jego ciała były oczy, którymi zezował teraz na przyjaciół.
- Wybacz, stary. Potem wyjaśnimy - mruknął strapiony Ron.
- Musimy iść - pogonił ich Harry.
- Wynagrodzimy ci to - dodała Alex i wraz z Hermioną dołączyła do chłopaków pod peleryną-niewidką.
- Skąd znasz to zaklęcie? Ono jest z drugiego roku! - zdziwiła się szeptem Hermiona.
- Nudziło mi się - odparła Alex wymijająco. Nie chciała się przyznawać, że ćwiczy na zapas zaklęcia z drugiego roku, bo w wakacje przecież nie będzie to możliwe. Nie wolno było korzystać z czarów poza szkołą. Konsekwencje były surowe.
- Pośpieszmy się - szepnął Harry.
Droga dłużyła się niemiłosiernie. Musieli iść pochyleni, a najgorzej miał najwyższy z nich, czyli Ron. Dodatkowo każdy najcichszy dźwięk sprawiał, że oblewali się zimnym potem. Peleryna jednak zapewniała im pełną dyskrecję. Ron nawet rozochocił się na tyle, że gotów był pogonić kota Pani Norris, ale Alex wraz z Hermioną odwiodły go od tego pomysłu. Mieli zresztą wrażenie, że kotka wyczuwa ich obecność.
- Magia działa na zwierzęta inaczej niż na ludzi - podsumowała Alex, mając nadzieję, że przyjaciółka woźnego nie doniesie mu o nocnych intruzach, jeśli faktycznie w jakiś sposób ich rozpoznała.
Szczęście sprzyjało im aż do schodów na trzecie piętro, gdzie spotkali Irytka. Poltergeist szykował kolejnego psikusa, zdaje się, że luzował jeden ze stopni schodów.
- Kto tam? Nie widzę cię, ale wiem, że tam jesteś! - zawołał, podobnie jak kotka wyczuwając ich obecność. Peleryna-niewidka nie każdego mogła w pełni oszukać.
Tym razem to Harry wykazał się sprytem i podszywając się pod Krwawego Barona, którego Irytek panicznie się bał, kazał mu się oddalić.
- Dobra robota - szepnęła Alex, kiedy dotarli do drzwi prowadzących na korytarz na trzecim piętrze. Były otwarte.
- Snape dostał się do Puszka - westchnął Ron.
Zamknęli za sobą drzwi i z ulgą wyszli spod peleryny, w końcu mogąc rozprostować plecy. Zza drzwi, za którymi znajdował się Puszek dobiegało donośne chrapanie i cicha, senna melodia.
- Możecie wziąć pelerynę i wracać - oznajmił Harry. - Nie obrażę się, naprawdę.
- Jesteśmy w tym razem, Harry - zapewniła go Alex. - Prawda? - zwróciła się do pozostałej dwójki, która natychmiast przytaknęła, choć Ron miał bardzo niepewną minę. Zapewne przypomniał sobie pierwsze spotkanie z Puszkiem. Kto dobrowolnie wybrałby się do niego po raz drugi?
Melodia dobiegła końca i w chwili, gdy otworzyli drzwi, Puszek przebudził się. Alex, w przeciwieństwie do pozostałej trójki widziała go po raz pierwszy i musiała przyznać, że wcześniej ich doniesienia wydawały jej się mocno przesadzone. Cóż, nie były.
- Graj! - szepnęła, szturchając Harry'ego w bok.
- Nie umiem - odszepnął, a trójgłowy pies zaczął się niecierpliwić. W jego gardle narastał złowieszczy warkot.
Alex wyjęła mu flet z ręki i zaczęła grać. Jedyną znaną jej melodią była gama, starała się więc ją zagrać jak najwolniej i jak najbardziej sennie. Hagrid jednak mówił prawdę - już po kilku nutach powieki Puszka opadły ciężko, wszystkie trzy głowy jedna po drugiej opadły na mocarne łapy i po chwili pomieszczenie ponownie wypełniło się chrapaniem.
Alex pokazała im gestem, żeby podnieśli klapę. Wymagało to przesunięcia jednej z ogromnych łap. Obok niej spoczywała harfa, której musiał użyć ich poprzednik do uśpienia potwornego strażnika.
- Tylko nie przestawaj grać! - syknął Ron, pochylając się wraz z Harrym nad łapą.
Alex wywróciła oczami.
- Pójdę pierwszy - oznajmił Harry, gdy przesunęli już łapę i podnieśli klapę. Pod nią panowała nieprzenikniona ciemność.
Alex na migi przywołała Hermionę i oddała jej flet.
- Pójdę zaraz za tobą - powiedziała. Słowa Firenza nadal brzmiały jej w głowie. Nie chciała tracić Harry'ego z oczu nawet na chwilę.
Chłopak odetchnął głęboko i wskoczył do dziury. Chwilę później usłyszeli:
- Trochę wysoko, ale miękkie lądowanie. Wskakujcie!
Alex opuściła się na rękach najniżej jak się dało i biorąc głęboki oddech puściła krawędź otworu. Spadła jakieś trzy metry niżej w coś gąbczastego i lekko oślizgłego. Jakaś roślina. Odetchnęła nieco zatęchłym powietrzem. Ten zapach coś jej przypomniał. Gdyby tylko była lepsza z zielarstwa...
Chwilę później dołączył do nich Ron.
- Wskakuj, Hermiono! Jest dobrze! - zawołał.
- Nie zgub fletu, musimy jeszcze wrócić! - dodała Alex. - Ciekawe, gdzie jesteśmy?
- Gdzieś pod szkołą... dobrze, że to coś tutaj rośnie. Jakaś roślina, czy coś....? - zastanawiał się Ron.
- Dobrze?! - Hermiona dołączyła do nich i natychmiast odskoczyła jak najdalej pod ścianę. - Czy wy wiecie, co to jest? Nie ruszajcie się!
Alex już chciała pytać, o co jej chodzi, gdy poczuła, że zapada się coraz bardziej, a roślina oplata ją swoimi łodygami. To nie wyglądało najlepiej. Najwyraźniej nie miała pełnić roli materaca, tylko była kolejną przeszkodą broniącą dostępu do Kamienia.
- Nie ruszajcie się! - powtórzyła Hermiona. - To diabelskie sidła!
- Och, fantastycznie, teraz przynajmniej wiemy, jak się to nazywa - sarknął Ron. Chłopcy byli uwięzieni już niemal po szyje. - A wiesz co zrobić, żeby nas nie zabiło?!
- Wiem, tylko muszę sobie przypomnieć, dajcie mi pomyśleć - mamrotała gorączkowo Hermiona, zerkając niespokojnie na Alex.
- Lubi ciemności i wilgoć - podsunęła dziewczynka. Tyle pamiętała z podręcznika.
- Faktycznie jest tu ciemno - burknął Ron, a kłącza sięgnęły jego ust.
- Hermiono, nie mogę oddychać, pośpiesz się! - wystękał Harry. - Potrzebujemy światła.
- I ciepła, zapal coś - sapnęła Alex. Roślina owinęła się wokół jej klatki piersiowej. Nie była w stanie sięgnąć po różdżkę.
- No tak, ale nie mamy tutaj drewna... - panikowała Hermiona.
- Och, na brodę Merlina, jesteś czarownicą, czy nie?! - zwołał ostatnim tchem Ron, cały już siny na twarzy. Alex z trudem łapała powietrze.
- Ach, racja! - Hermiona odzyskała rezon i rzuciła zaklęcie, przywołując popisowe niebieskie płomyki. Roślina rozluźniła swoje sploty, uwalniając przyjaciół i odsunęła się poza zasięg niewielkiego ogniska.
Alex odetchnęła z ulgą i pomogła podnieść się chłopakom.
- Było blisko - sapnęła. - W przyszłym roku bardziej przyłożę się do zielarstwa, obiecuję.
- "Nie mamy drewna", dobre sobie, Hermiono... - sarknął Ron. - Dobrze, że reszta nie straciła głowy...
- Dobrze, że Hermiona była w stanie rzucić zaklęcie. - Alex stanęła po stronie koleżanki. Sama zresztą straciła głowę, zupełnie zapomniała, że mogłaby rzucić zaklęcie bez sięgania po różdżkę. Miała szansę skorzystać we właściwy sposób ze swojego daru i o niem zapomniała! To się nazywa pech!
- Chodźmy dalej, nie traćmy czasu - pogonił ich Harry. Był bardzo zdeterminowany, by powstrzymać Snape'a przed przejęciem Kamienia.
Korytarz prowadził ich jeszcze bardziej w dół, a z oddali zaczęły docierać do nich dziwne szelesty i pobrzękiwanie. Nieco zaniepokojeni doszli do końca korytarza, który rozszerzał się w wysoką komnatę wypełnioną jakimś dziwnym gatunkiem ptaków. Po przeciwnej stronie pomieszczenia znajdowały się drzwi z masywnym metalowym zamkiem.
- Myślisz, że się na nas rzucą? - zapytał Ron.
- Pewnie tak... Nie wyglądają na groźne, ale jest ich dużo. Dobra, biegnę - zadecydował Harry, nim Alex zdążyła go powstrzymać.
Nic jednak się nie wydarzyło. Chłopiec niezauważony dotarł do drzwi i nacisnął klamkę. Były zamknięte. Nastąpiła chwila konsternacji. Alex zadarła głowę do góry i przyjrzała się ptakom.
- To nie są ptaki! - wykrzyknęła nagle. - To klucze! To skrzydlate klucze!
Miała rację. Reszta dołączyła do niej i starała się wypatrzeć coś w chmarze latających kluczy.
- Musimy złapać właściwy klucz - stwierdził Harry i spojrzał raz jeszcze na drzwi. - Powinien być duży i masywny, żeby pasował do zamka.
- Ale ich tutaj są setki! - Jęknął Ron.
- I jak je złapać? - westchnęła Hermiona.
- To proste - oznajmiła Alex, wskazując jeden z kątów komnaty. - Tam są miotły. Ale tylko trzy...
- Dobra. Razem z Ronem wskakujemy na miotły, a Hermiona czeka na dole - zadecydował Harry. - Otworzy drzwi, gdy złapiemy właściwy klucz.
- Będziemy cię osłaniać - dodała Alex, chwytając pierwszą z brzegu miotłę. - Klucze pewnie rzucą się na ratunek swojemu koledze...
Ten podział zadań miał sens - w końcu Hermiona najsłabiej z całej czwórki radziła sobie z lataniem, wybór więc był oczywisty.
- Uda się wam! - zagrzała ich jeszcze do walki.
- Jak wypatrzycie klucz, Alex zablokuj go od góry, Ron od dołu, a ja postaram się go złapać - dodał Harry, dosiadając ostatniej miotły. Alex uśmiechnęła się. Z takim szukającym jak on, złapanie klucza było kwestią czasu.
Już po chwili chłopak wypatrzył odpowiedni klucz. Był duży i toporny, a niebieskawe skrzydełka były lekko wymięte, jakby ktoś mocno go poturbował, gwałtownie wkładając do zamka. Harry dał znak pozostałym i rzucił się w jego kierunku. Alex skutecznie zablokowała mu drogę w górę, a klucz spróbował umknąć dołem, Ron jednakże był szybszy. Zmusił go do powrotu w górę, wprost w ręce Harry'ego, który przekazał klucz Hermionie. Reszta kluczy postanowiła ruszyć na odsiecz i z głośnym brzęczeniem rzuciła się w ich kierunku. Rzucili miotły w kąt i poganiając Hermionę, tłoczyli się przy drzwiach.
- Nie umiem... wyrywa mi się... - sapnęła dziewczyna, kręcąc głową.
- Pomóżcie jej - zwołała Alex, obracając się tyłem do drzwi. - Protego! - rzuciła zaklęcie, odgradzając siebie i przyjaciół od agresywnych kluczy.
W całym zamieszaniu nikt nie zauważył, że nie użyła do tego różdżki. To było bardziej skomplikowane zaklęcie, nie potrafiła jeszcze rzucić go w "normalny" sposób. Klucz w końcu udało się wepchnąć do zamka i otworzyć drzwi.
- Kurcze, nie wiem, jakim sposobem mam lepszą ocenę z egzaminu z zaklęć od ciebie - mruknęła Hermiona do Alex, gdy zanurzyli się w ciemności po drugiej stronie drzwi. Dziewczynka nie skomentowała tego - nie mogła zdradzić swojej tajemnicy.
Nagle sala rozbłysnęła światłem i aż zaparło im dech w piersiach. Całą powierzchnię sali zajmowała ogromna szachownica. Stali przy krawędzi po stronie czarnych figur, które rozmiarem przewyższały dorosłego człowieka. Po drugiej stronie szachownicy, za plecami białych figur widoczne były kolejne drzwi.
- Co teraz? - szepnęła Hermiona.
- To chyba jasne! Musimy wygrać przejście na drugą stronę sali! - oznajmił Ron, zacierając ręce. - Uwielbiam szachy! Czy mamy dołączyć do was? - zwrócił się do rycerza siedzącego na grzbiecie konia. Ten skinął głową.
- Ron... Jesteś najlepszy w szachach, zdajemy się na ciebie - powiedziała Alex. - Mów, co mamy robić.
- Dobra. - Kiwną głową rudzielec. - To tak: Harry, ty będziesz gońcem, Hermiona wieżą, Alex - królową, a ja skoczkiem - zadecydował Ron, a reszta posłusznie podeszła do odpowiednich figur, które ustąpiły im miejsca.
W porównaniu do majestatycznego króla, Alex czuła się bardzo malutka i delikatna. Figura zdawała się zezować na nią, mimo iż nawet nie miała twarzy. Pewnie spodziewała się lepszego zastępstwa dla swojej królowej...
Białe oczywiście zaczęły, tyle Alex jeszcze pamiętała z początku roku, kiedy Ron uczył ją grać. Potem nie mieli czasu na regularne rozgrywki. Jak widać, każda wiedza mogła okazać się przydatna. Dziewczynka przekonała się o tym tego dnia już po raz drugi.
Ron pewnym głosem wydawał polecenia figurom, które bezzwłocznie wykonywały ruchy. Po pełnej skupienia twarzy chłopca, Alex poznała, że białe figury nie są najłatwiejszym przeciwnikiem.
- Harry, przesuń się o cztery pola w prawo... Alex, idź po skosie i zbij tamtego piona - polecił jej Ron.
- Jak mam go zbić? - spytała słabo Alex, posłusznie ruszając do przodu. - Jest dwa razy szerszy ode mnie!
- Nie mam pojęcia, sam powinien ustąpić... - mruknął Ron.
Alex podeszła do pola, na którym kazał ustawić się jej przyjaciel i spojrzała twardo na białą figurę.
- Przepraszam, chciałabym tu stanąć - wyjąkała, po czym odchrząknęła, przypominając sobie, że jest przecież królową. - Zbijam cię, pionku!
Pionek posłusznie usunął się z planszy. Teraz Alex otoczona była przez białe figury. Poczuła się osaczona.
Pierwszy szok przeżyli, gdy stracili pierwszą figurę - skoczka. Biała królowa, która go zbiła, po prostu roztrzaskała go o posadzkę i zwlokła z planszy bez cienia miłosierdzia. A co, jeżeli trafi na figurę reprezentowaną przez jedno z nich?
- Teraz, Hermiono, możesz bić ich gońca...
Białe figury były bezlitosne i bez wahania wykorzystywały najmniejsze potknięcia Rona. Chłopiec kilka razy w ostatniej chwili dostrzegał niebezpieczeństwo czyhające na przyjaciół. Alex nieźle nabiegała się po planszy, jako najbardziej mobilna figura. Ron zresztą też miał dużo pracy.
Nagle chłopiec zamyślił się głęboko. Dłuższą chwilę analizował sytuację. Białe figury cierpliwie czekały.
- Tak, to jedyne rozwiązanie - westchnął w końcu dziwnie blady. - Muszę dać się zabić!
- Nie! - wykrzyknęli wszyscy w trójkę. - Nie ma innego sposobu? - dopytywała Alex.
- Nie. To są szachy. Musimy poświęcić skoczka, czyli mnie. Wtedy ty, Harry zamatujesz króla. Czy to jasne? - zapytał nieco drżącym głosem Ron.
- Tak - odpowiedziała Alex. - Pamiętajcie, żeby nie ruszać się z miejsc, dopiero gdy skończy się rozgrywka, jasne? - zwróciła się głównie do Hermiony, która była bardzo blada.
- No to idę - sapnął Ron i zaciskając mocno powieki zrobił kilka kroków, przesuwając się na odpowiednie pole.
Biała królowa rzuciła się na niego bez wahania. Jej atak był łagodniejszy, niż w przypadku zwykłych figur, wystarczył jednak, by pozbawić Rona przytomności. Hermiona krzyknęła, ale nie ruszyła się z miejsca. Alex mocno zagryzła wargę, niemal do krwi, patrząc, jak figura ciągnie Rona poza planszę niczym szmacianą lalkę.
- Harry, twoja kolej - szepnęła niemal bezdźwięcznie. Pochlipywanie Hermiony prawie zagłuszyło jej słowa.
Harry wziął głęboki oddech i przesunął się o trzy pola, stając przed białym królem. Przez moment nic się nie działo, po czym król zdjął koronę z głowy i rzucił ją chłopcu pod nogi. Białe figury rozstąpiły się, dają im wolną drogę do kolejnych drzwi. Hermiona i Alex podbiegły do Rona, by upewnić się, że nic mu nie jest.
- Jest tylko nieprzytomny - stwierdziła z ulgą Alex. - Będzie miał paskudnego guza, nic poza tym. Musimy iść dalej, Hermiono. - Pociągnęła koleżankę w kierunku Harry'ego, który czekał na nie przy drzwiach. Dziewczyna otarła łzy z twarzy i posłusznie ruszyła za nimi.
- Gotowe? - zapytał chłopiec, nim popchnął drzwi.
W następnym pomieszczeniu panował półmrok i... okropnie śmierdziało. Alex aż musiała zatkać usta, by nie zwrócić kolacji. Źródłem nieprzyjemnego zapachu było cielsko nieprzytomnego trolla, ze dwa razy większego od tego, z którym mieli nieprzyjemność spotkać się w Noc Duchów.
- Ugh... okorpność! - wydusiła z siebie Hermiona, gdy omijali go najszerszym możliwym łukiem.
- To zaklęcie Quirrela - domyśliła się Alex. - Specjalizuje się w trollach, tak słyszałam.
- W tym jednym przypadku cieszę się, że Snape sobie już z nim poradził - mruknął Harry. - Chodźmy, zanim się obudzi.
- Chyba jeszcze trochę pośpi... - zauważyła Alex, czym prędzej przechodząc przez następne drzwi.
Zadanie czekające za drzwiami było bez wątpienia autorstwa nauczyciela eliksirów - na długim stole stało siedem, różnej wielkości butelek oraz zwój pergaminu. Gdy tylko drzwi się za nimi zamknęły, ogarnął je purpurowy płomień. Drzwi po drugiej stronie pomieszczenia, te prowadzące do Kamienia, zapłonęły czarnym ogniem.
- Jesteśmy w pułapce - westchnęła Alex, podczas gdy Hermiona już wczytywała się w tekst związany z przedostatnim zadaniem.
- Do Kamienia już niedaleko musimy dać radę - oznajmił z mocą Harry. - Hermiono, wiesz o co tutaj chodzi?
- Tak - mruknęła, analizując tekst. - To... logika, nic więcej. Nie ma tu ani grama magii! Trzeba po prostu... pomyśleć.
Alex zajrzała jej przez ramię. Faktycznie tekst był zagadką, której rozwiązanie pozwalało przejść przez czarny ogień do Kamienia oraz z powrotem przez purpurowy. Pytanie teraz - który eliksir był który? Pomyłka mogła srogo kosztować, bo w trzech butelkach znajdowała się trucizna.
- Dajcie mi minutę, zaraz to ogarnę - zapewniła ich Hermiona.
Czekali cierpliwie, podczas gdy dziewczynka, mrucząc coś pod nosem analizowała tekst zagadki i kolejno podchodziła do różnych butelek. W końcu oznajmiła:
- Dobrze. Interesują nas te dwie butelki. - Wskazała najmniejszą i największą. - Pierwsza z nich pozwoli przejść przez czarny ogień do kamienia, jest tutaj jednak tylko jedna porcja. Eliksir z tej większej pozwoli wrócić się przez purpurowy płomień.
- Jesteś pewna? - spytał Harry, a gdy Hermiona kiwnęła energicznie głową, dodał. - W takim razie wszystko jasne. Wypiję ten eliksir i pójdę powstrzymać Snape'a, a wy ten drugi i wrócicie do Rona. Ocucicie go, weźmiecie miotły z sali z kluczami i przelecicie nad Puszkiem. Potem wyślecie Hedwigę do Dumbledore'a. Musicie się pośpieszyć, nie wiem, jak długo dam radę powstrzymywać Snape'a.
- A jeśli będzie tam... Sam-Wiesz-Kto? - spytała słabo Hermiona. Alex w tym czasie uważnie analizowała zawartość najmniejszej butelki. Płynu było niewiele, faktycznie zaledwie jedna porcja.
- Cóż... może znowu dopisze mi szczęście. Nie mogę się teraz wycofać - oznajmił chłopiec.
- Och, Harry! - westchnęła Hermiona i rzuciła mu się na szyję. - Jesteś taki odważny! Jesteś wspaniałym czarodziejem!
- Ja? Jesteś dużo lepsza ode mnie, Hermiono - wydukał zawstydzony Harry.
- Och, to tylko odrobina wiedzy z książek! - żachnęła się dziewczynka. - I inteligencji. Są ważniejsze rzeczy, jak przyjaźń i odwaga... Uważaj na siebie, Harry. - Siąknęła nosem, odsuwając się od niego.
- Zadbam o to - oznajmiła nagle Alex, biorąc najmniejszą butelkę w dłoń. - Zarządzam małą modyfikację planu, Harry. Nie puszczę cię tam, samego - powiedziała pewnym siebie głosem.
- Ale, Alex...
- Nie, posłuchaj mnie, Harry. Hermiona poradzi sobie sama. A ty... Tam naprawdę może być Sam-Wiesz-Kto. Ostatnim razem... - Alex odetchnęła głęboko. Nigdy nikomu o tym nie mówiła. - To głupie, ale od zawsze uważałam, że mam wobec ciebie dług wdzięczności. Gdybyś jako niemowlę go nie powstrzymał - nieważne, że nie wiesz, jak to się stało - nie było by mnie tutaj. Nie byłoby żadnego z nas. Poniekąd stanąłeś między mną, a Sam-Wiesz-Kim. Przez całe dzieciństwo, zanim jeszcze cię poznałam, zastanawiałam się, jak mogę ci się za to odpłacić. - Alex otarła łzę z policzka, która znalazła się tam nie wiadomo w jaki sposób. - I wiem, że bywałam upierdliwa przez ostatni rok, ale chciałam cię chronić, tak jak ty ochroniłeś mnie. I teraz mam okazję. Teraz to ja stanę między tobą, a nim. I będę robić to za każdym razem - zakończyła, otwarcie już płacząc.
- Alex... - Harry zamilknął, nie wiedząc, co powiedzieć. - Ja... Ja nic nie zrobiłem, nie musisz...
- Muszę. - Alex otarła łzy i uśmiechnęła się lekko. - Mówiłam, że to głupie, ale nie mogę z tym walczyć. W takim przekonaniu trwałam całe życie. Zostałeś Chłopcem, Którzy Przeżył. Ja przeżyłam po to, by dalej cię chronić. Jestem tego pewna.
Harry nic nie odpowiedział, tylko mocno ją przytulił.
- Ale, Alex - odezwała się Hermiona. Ona również była wzruszona, ale nie porzuciła zdrowego rozsądku. - Tutaj jest tylko jedna porcja eliksiru...
- Owszem. Jedna porcja liczona dla dorosłego człowieka - oznajmiła z uśmiechem, odsuwając się od brata. - A my jesteśmy dziećmi. Starczy dla obojga.
Spojrzała na Harry'ego. Kiwnął głową zgadzając się na ten plan. W dwójkę zawsze raźniej. Mając przy sobie Alex, miał o wiele większe szanse. Może w jej słowach było trochę racji? Mieli tylko siebie nawzajem, musieli się wspierać.
- Idź pierwsza, Hermiono - szepnęła Alex. - Pójdziemy, gdy upewnimy się, że przeszłaś bezpiecznie.
Dziewczynka pociągnęła spory łyk z największej butelki.
- Brr, zimne - mruknęła. - Powodzenia, Harry. Powodzenia, Alex. - I przeszła bez problemu przez purpurowe płomienie.
Alex obróciła się do brata.
- Gotowy?
- Bardziej nie będę.
- Razem? - spytała, odkorkowując butelkę.
- Razem.
Kolejno upili po niewielkim łyczku eliksiru, złapali się za ręce i przeszli przez czarny ogień do ostatniej komnaty.
W ostatniej komnacie nie było niczego poza lustrem i stojącą przed nim postacią. Lustro wydawało się znajome i Alex prędko rozpoznała w nim zwierciadło Ain Eingarp. Natomiast postać, która przed nim stała nie była Snapem, co nieco ucieszyło dziewczynkę. Podskórnie czuła, że nauczyciel eliksirów, mimo iż zachowywał się podejrzanie, nie był winny. W końcu zawsze był dla niej relatywnie miły... jak na jego standardy.
- To pan? - wyjąkał Harry, wpatrując się z niedowierzaniem w profesora Quirrela.
- Oczywiście, zastanawiałem się nawet, czy się tutaj spotkamy i się nie zawiodłem, Harry Potterze.
Alex zauważyła, że nauczyciel nie jąka się jak zwykle. Najwyraźniej była to z jego strony tylko gra. Rozejrzała się dyskretnie po sali, szukając inspiracji. Quirrel na razie nie zwracał na nich zbytniej uwagi, zaabsorbowany lustrem. Musieli odwrócić jego uwagę od lustra. Ona musiała, podczas gdy Harry musiał znaleźć sposób na przejęcie Kamienia.
Zerknęła z ukosa na brata. Po jego oczach poznała, że jego tok myślenia jest podobny do jej.
- To ja się na panu zawiodłam, profesorze! - zawołała, robiąc krok do przodu, stając pomiędzy nauczycielem a Harrym. - Zawsze był pan taki miły i sympatyczny... Tak wiele się od pana nauczyłam! - wołała. - Myśleliśmy, że to Snape...
- Podejrzewaliście poczciwego Severusa? - zaśmiał się Quirrel. - Dobre sobie, choć właściwie pasuje do niego rola czarnego charakteru.
- Próbował zabić Harry'ego! - upierała się dalej Alex. Właściwie nie wierzyła w to od samego początku, ale na potrzebę tej chwili postanowiła nieco inaczej przedstawić fakty. - Zaczarował miotłę podczas meczu.
- To ja go próbowałem zabić! - oburzył się Quirrel. - On mi dość skutecznie w tym przeszkadzał, ale byłem już blisko sukcesu, kiedy ta głupia dziewucha mnie potrąciła i straciłem kontakt wzrokowy.
Alex aż zamilkła z wrażenia. Czyli Snape uratował jej brata?
- Tak, Potter. - Nie zauważyła, że ostatnie słowa wypowiedziała na głos. - Myślisz, że dlaczego sędziował w następnym meczu? Chciał mieć na niego oko. I tak bym nic nie zrobił pod okiem Dumbledore'a... Spokojnie, dzisiaj i tak dopnę swego.
Alex zagryzła wargę. Nie była pewna, czy mordercze zapędy Quirrela dotyczą tylko Harry'ego, wydawało się, że zupełnie nie zwraca na nią uwagi. Nie było to do końca prawdą, bo nauczyciel nagle rzucił zaklęcie, które spętało oboje grubym powrozem. Drugim zaklęciem wyrwał z ich rąk różdżki, odsyłając je daleko pod ścianę. Byli bezbronni.
- Po co włóczyłeś się po szkole w Noc Duchów, Potter? - spytał Quirrel. Alex nie widziała teraz jego twarzy, podobnie jak i Harry'ego, bo zwróceni byli do siebie plecami.
- To pan wpuścił tego trolla! - Uświadomił sobie Harry.
- No tak! To w końcu pana specjalność - przypomniała sobie Alex. Że też wcześniej nie wydało im się to podejrzane! Kto jednak by pomyślał, że ciapowaty nauczyciel skrywa tak mroczną tajemnicę?
- A Snape na dodatek wszędzie węszył i starał się pokrzyżować mi plany... Liczyłem, że ten pies odgryzie mu nogę, ale jednak mu się nie udało. A teraz bądź cicho, Potter, muszę odkryć tajemnicę tego zwierciadła... Jest kluczem do odnalezienia Kamienia...
Alex szturchnęła lekko Harry'ego nogą. Musiał przesunąć się w kierunku lustra.
- Widziałem pana w lesie ze Snapem - oznajmił Harry, odwracając uwagę nauczyciela, który przyglądał się zwierciadłu ze wszystkich stron. - Wydawał się pan przestraszony...
- To była tylko gra, żeby się nie zorientował. Chciał mnie nastraszyć... Mnie, który ma po swojej stronie samego Czarnego Pana! - chełpił się Quirrel, a Alex przesunęła się dyskretnie w bok, by odwrócić jego uwagę od Harry'ego, by ten miał okazję zbliżyć się do lustra.
- Widzę Kamień... Przekazuję go mojemu mistrzowi.... Ale nie widzę, gdzie on jest? Gdzie on jest? - Nauczyciel był zbyt zajęty lustrem, by zwracać uwagę na Potterów. Harry spróbował jeszcze raz.
- A wtedy w klasie, gdy pan szlochał... Myślałem, że to Snape panu grozi.
W końcu udało mu się nieco zachwiać pewnością siebie Quirrela.
- Mój pan jest bardzo potężny, a ja słaby i czasem... służenie mu jest ciężkim brzemieniem.
- Więc był wtedy z panem w tej klasie? - zainteresowała się Alex, chcąc za wszelką cenę odciągnąć Quirrela od lustra. Niemal czuła napięcie Harry'ego, który pragnął tego samego, co i ona.
- On jest ze mną wszędzie, Potter! Byłem młody i głupi, dopiero gdy go poznałem, dowiedziałem się, że mogę stać się kimś wielkim. On uświadomił mi, że nie ma czegoś takiego jak dobro i zło, jest tylko władza i potęga, a ludzie są zbyt słabi, by po nią sięgnąć. Tylko najodważniejsi są na to gotowi.
- Nieprawda. - Alex pokręciła głową. - Są dobrzy ludzie. Tacy jak Dumbledore! On jest naprawdę odważny i wspaniały, a nigdy nie zniżyłby się do poziomu Voldemorta, dla władzy i bogactwa!
- Zdumiewająca lojalność, Potter - prychnął Quirrel. - Lecz i Dumbledore ugnie się przed Czarnym Panem, gdy ten powróci do pełni sił. Moim zadaniem jest mu w tym pomóc. Zawiodłem już kilka razy, ale teraz moja misja dobiegnie końca. Lord Voldemort nie toleruje porażek i bezlitośnie za nie każe...
- To pan włamał się do Gringotta, prawda? - domyśliła się Alex. Harry, kawałek po kawałeczku przesuwał się w stronę lustra. - Ale się pan spóźnił i... został pan ukarany.
- Zdumiewająca przenikliwość, Potter. - Quirrel gwałtownie zwrócił się w jej stronę, mrużąc oczy. - Miałabyś szansę na stanie się wspaniałą czarownicą... Ale niestety nie przeżyjesz dzisiejszej nocy. To nawet trochę przykre.
Odsunął się od niej i wrócił do lustra. Alex zerknęła na Harry'ego, który był już blisko osiągnięcia sukcesu. Gdyby tylko udało mu się spojrzeć w lustro...
- Co mam robić? Pomóż mi, mistrzu!
I nagle rozległ się głos dochodzący jakby z wnętrza głowy Quirrela. Głos, który obojgu rodzeństwu zmroził krew w żyłach.
- Użyj chłopca.
Więzy Harry'ego opadły, gdy Quirrel gwałtownie postawił go na nogi i pociągnął przed lustro. Alex oddychała ciężko. A więc to prawda. Czarny Pan był tutaj, był w tym pomieszczeniu! Był zresztą cały czas na wyciągnięcie ręki, przez cały rok szkolny!
Skupiła się na Harrym, który na trzęsących się nogach stanął przed lustrem. Wiedziała, że sobie poradzi, gdzieś w głębi duszy czuła, że zdobędzie Kamień. I tak się stało, choć chłopiec nie dał nic po sobie poznać. Quirrel również nic nie zauważył. Ona jednak wiedziała. Po prostu wiedziała.
Kamień był względnie bezpieczny. Teraz tylko musieli tylko zabrać go jak najdalej stąd.
Czy to był właściwy moment na wyswobodzenie się z więzów? Alex przez ostatnie minuty gorączkowo myślała nad zaklęciem, które pomogłoby się jej dyskretnie uwolnić. Tym razem nie zapomniała o swoim darze. Podczas gdy Harry grał na zwłokę, starając się omamić Quirrela, dziewczynka szeptem rzuciła zaklęcie. Nie robiła tego nigdy wcześniej, zadziałało więc dopiero za trzecim razem. Sploty za jej plecami zostały rozcięte, tylko nieznacznie raniąc jej skórę.
Quirrel dał się nabrać, ale Harry'emu nie udało się omamić Czarnego Pana.
- On kłamie. Chcę z nim porozmawiać.
- Ale... - zaoponował nauczyciel.
Głos jednak był nieugięty. Chcąc, nie chcąc Quirrel zaczął rozwiązywać swój nieodłączny turban. Alex bardzo chciała zamknąć oczy, ale nie potrafiła oderwać wzroku. W końcu, gdy opadł ostatni kawałek materiału ich oczom ukazał się potworny widok. W miejscu, gdzie powinna znaleźć się potylica nauczyciela, widniała odrażająca twarz o płaskich nozdrzach i wężowych oczach. Oczach, które wpatrzone było w struchlałego ze strachu Harry'ego.
- Witaj, Harry Potterze - odezwał się głos. - W końcu spotykamy się ponownie. Widzisz, co ze mnie zostało? Jestem skazany na pomoc innych, słabszych ode mnie. A to wszystko z twojej winy, Harry Potterze.
Głos Voldemorta sączył się do ich uszu niczym jad. Alex zsunęła z siebie kawałki powrozu, zupełnie niezauważenie. Była poza zasięgiem wzroku Quirrela, a Czarny Pan był całkowicie skoncentrowany na Harrym. Alex zupełnie dla niego nie istniała.
- Krew jednorożca wzmocniła mnie, jednak dla całkowitego powrotu do zdrowia potrzebuję Eliksiru Życia, potrzebuję Kamienia Filozoficznego. Dlaczego nie chcesz mi go dać, Harry Potterze? - zapytał Voldemort podstępnie przyjaznym tonem. - Przecież masz go w kieszeni.
Harry cofnął się.
- Dlaczego wciąż walczysz, Harry? Po co? Nie lepiej przyłączyć się do mnie i zachować życie? Chcesz skończyć, błagając o litość, jak twoi rodzice....?
- Kłamca! Nie słuchaj go, Harry! - Alex wsunęła się między brata a potworną postać.
Voldemort skrzywił się, zaskoczony.
- A to kto?
- To siostra Pottera, panie.
Voldemort po raz pierwszy wydawał się zbity z tropu.
- Byłem pewien, że zginęłaś zgliszczach tej rudery, nazywanej przez waszych rodziców domem... No cóż, łatwo nadrobimy to niedopatrzenie. Zabij ją i zabierz chłopcu Kamień - rozkazał Quirrelowi.
- Nie! - krzyknął Harry, kiedy nauczyciel obrócił się, celując różdżką w Alex. Ta jednak rzuciła pierwsze zaklęcie, które przyszło jej do głowy.
- Depulso!
Odrzuciło to Quirrela o parę metrów, co wystarczyło, by Potterowie odsunęli się aż po same ogniste drzwi.
- Łap go! Zabierz mu Kamień! - krzyczał Voldemort.
Tym razem to Quirrel odesłał Alex zaklęciem pod przeciwległą ścianę i stracił nią zainteresowanie. Uderzenie o ścianę wyparło z jej płuc całe powietrze. Pociemniało jej w oczach, nie umiała złapać oddechu. Bezsilnie patrzyła, jak Quirrel zbliża się do Harry'ego, wyciągając ku niemu swoje dłonie.
- No dalej, Harry! - wołał dalej Voldemort z tyłu głowy Quirrela. - Po co umierać? Twoja matka wcale nie musiała zginąć, ale wolała oddać za ciebie życie... Ty nie musisz ginąć na próżno!
Nauczyciel złapał Harry'ego, jednak jego twarz wykrzywił grymas.
- Mistrzu... Nie mogę go utrzymać, to parzy!
- Więc zabij go, głupcze! - warknął Voldemort.
Quirrel uniósł rękę z różdżką.
Dotnij go, nie może znieść twojego dotyku - pomyślała Alex, jednak nie miała siły krzyknąć do Harry'ego. - To go powstrzyma!
Jej brat jednak, jakby słysząc jej słowa, złapał nagle Quirrela za twarz, a on zaczął drzeć się wniebogłosy. Ciało Quirrela zaczęło płonąć, rozpadać się w pył. Harry opadł bezsilnie na posadzkę, a spomiędzy prochów nauczyciela uniósł się jakby cień i zawisnął nad chłopcem. Choć był tylko cieniem, nadal był groźny. Alex wzięła głęboki oddech i ostatkiem sił rzuciła jeszcze jedno zaklęcie:
- Protego!
Półprzezroczysta tarcza oddzieliła chłopca od cienia, który sycząc wściekle uniósł się w górę i zniknął przez szparę w sklepieniu.
Alex opuściła rękę i podczołgała się do Harry'ego. Złapała go za rękę, upewniając się, że nic mu nie jest i chwilę później również straciła przytomność.
- My właśnie... - wyjąkała Hermiona.
- Powinniście być ostrożniejsi - dodał Snape z dziwnym uśmieszkiem. - Gryfoni już dość przez was ucierpieli, prawda? Jeszcze jedna nocna eskapada i zadbam, by wydalono was ze szkoły, Potter - zwrócił się bezpośrednio do Harry'ego.
- Nic z tych rzeczy, panie profesorze - zapewniła go natychmiast Alex. - Mamy dość przygód, mamy zamiar się teraz wyłącznie relaksować na błoniach, ale zgłodnieliśmy, wiec postanowiliśmy wrócić się po przekąski...
Snape obrzucił ją uważnym spojrzeniem, ale skinął głową, przyjmując wyjaśnienie.
- Dziwne - mruknął Ron. - On wierzy w każde swoje słowo!
- Nie wierzy, ale nie sprawia mu przyjemności łapanie mnie na kłamstwie - odmruknęła Alex. - Co robimy w takim razie?
- Musimy go pilnować - zadecydował Harry. - Poczekać na niego pod pokojem nauczycielskim i śledzić gdy wyjdzie. Hermiono, będziesz najlepsza do tego zadania?
- Niby dlaczego ja? - oburzyła się dziewczynka.
- To oczywiste, możesz udawać, że czekasz na profesora Flitwicka... Och profesorze - zaczął ją przedrzeźniać Ron - wydaje mi się, że popełniłam błąd w zadaniu czternastym B...
- Zamknij się - przerwała mu Hermiona. - Dobrze, już dobrze, pójdę.
- Pomogę ci, pamiętajcie, że Snape mnie lubi - dodała. - A wy co będziecie robić?
- Pójdziemy na trzecie piętro i sprawdzimy, czy nikt się tam nie kręci - odparł Harry. - To powodzenia.
Razem z Hermioną ruszyły do pokoju nauczycielskiego. Ledwie stanęły przed drzwiami obiekt ich obserwacji wyszedł na korytarz.
- Nie mieliście być na błoniach? - Zmarszczył brwi.
- Tak, ale... szukamy profesora Flitwicka - wyjąkała Hermiona.
- Hermiona bardzo denerwuje się swoją oceną z zaklęć - dodała Alex, starając się wyglądać najniewinniej, jak to tylko możliwe.
Nauczyciel eliksirów obrzucił ją podejrzliwym spojrzeniem, ale zniknął na chwilę z powrotem w pokoju nauczycielskim i zawołał profesora Flitwicka. Hermiona zwróciła się do niego ze swoimi obawami, a Alex spojrzała za oddalającym się Snapem. Gorączkowo zastanawiając się nad dobrą wymówką, ruszyła za nim.
- Co tym razem, Potter? - spytał poirytowany Snape, nawet nie odwracając głowy, gdy minęli pierwszy załom korytarza.
- Panie profesorze, postanowiłam skorzystać z okazji i też spytać o swoją ocenę - wymyśliła na poczekaniu Alex. - Myślę, że wywar na czyraki nie był najlepszym, jaki mi wyszedł...
- Owszem, mogłaś się bardziej postarać, Potter, ale otrzymałaś pozytywną ocenę. Nie rozumiem jednak, po co się tak skradasz? - Snape obrzucił ja surowym spojrzeniem.
- Cóż. - Alex wzruszyła ramionami. - Chyba po prostu bałam się zapytać. Dziękuję, panie profesorze, teraz będę spokojniejsza. Do widzenia. - Nie należało przeciągać struny, pomysł ze śledzeniem był nietrafiony.
Alex miała nadzieję, że Harry'emu i Ronowi poszło lepiej. Kiedy jednak spotkali się w czwórkę w Pokoju Wspólnym, okazało się, że plan spalił na panewce - McGonagall przyłapała ich, zanim jeszcze dotarli pod drzwi korytarza na trzecim piętrze.
- I co teraz? - spytała Hermiona. Jedynym plusem całej tej sytuacji było to, że dowiedziała się, że egzamin z zaklęć zdała śpiewająco.
- Nie ma innego wyjścia - stwierdził z ciężkim westchnieniem Harry. - Będę musiał zejść w nocy do Kamienia i powstrzymać Snape'a przed zabraniem go, dopóki Dumbledore nie wróci.
- Ale Harry! Jak chcesz go powstrzymać? - wykrzyknął Ron.
- Harry! Nie możesz! Wyrzucą cię! - przeraziła się Hermiona.
- NO I CO Z TEGO?! - wybuchnął Harry. - Nie rozumiecie? Jeśli Voldemort zdobędzie Kamień, nie będzie żadnej szkoły, z której będzie można kogoś wyrzucić! Zrobi z niej gruzowisko albo będzie nauczał czarnej magii. Myślicie, że jakiekolwiek punkty będą się liczyć? Że jak wygramy Puchar Domów, to Voldemort zostawi nas w spokoju? Jak mnie złapią to trudno, wrócę do Dursleyów i będę czekać, aż mnie znajdzie i zabije. Trudno, ale nigdy nie stanę po stronie czarnej magii! Pójdę dziś tam tej nocy i żadne z was mnie nie powstrzyma.
- Harry. - Alex odezwała się cichym i spokojnym głosem. - Masz rację i nikt nie ma zamiaru cię powstrzymywać. - Ron i Hermiona natychmiast potaknęli. - Zastanawiamy się tylko, jak to zrobić.
- Wezmę pelerynę-niewidkę - odparł Harry, jakby to rozwiązywało wszelkie problemy.
- Będzie nam ciasno w czwórkę - odparła Alex.
- W czwórkę?
- Myślałeś, że puścimy cię samego? - prychnął Ron. - Pewnie będę tego żałował... - dodał ciszej.
- Poszukam czegoś w moich książkach, na pewno znajdę coś przydatnego - oznajmiła Hermiona.
- Biorąc pod uwagę fakt, że nie wiemy, czego się spodziewać... - mruknęła Alex. - Ale fakt, warto poszukać zaklęć, które mogą uratować nam życie.
- Jeśli nas złapią, was też wyrzucą - zauważył Harry, ale było widać, że jest im wdzięczny za towarzystwo.
Alex uśmiechnęła się do niego ciepło.
- Przynajmniej w dobrym towarzystwie... Pamiętaj, co dwie głowy to nie jedna. A przy czterech, to już sukces murowany!
Nikt nie mówił tego głośno, ale doskonale wiedzieli, że czworo pierwszoklasistów przeciwko najpotężniejszemu czarnoksiężnikowi ostatniego stulecia nie ma żadnych szans. Musieli jednak spróbować, Harry miał rację - nie mogli poddać się bez walki.
- To nie skończy się dobrze - mruknął cicho Ron.
Pozostało czekać im do wieczora.
***
Pokój Wspólny powoli pustoszał, gdy zostało tylko parę osób, Harry wymknął się na górę do dormitorium po pelerynę-niewidkę. Wrócił wraz z fletem, który otrzymał na święta od Hagrida. Faktycznie - czymś trzeba było uśpić Puszka.
- Lepiej okryjmy się peleryną już tutaj. Musimy się upewnić, że dobrze nas zakrywa - szepnął chłopak. Nie mogli się nie zgodzić - w pojedynkę, peleryny było aż nadto, w dwójkę w sam raz, przy trojgu było już ciasnawo, a jeśli mieli zmieścić się w czwórkę, groziło im, że spod peleryny będą wystawać im kostki. Musieli to dobrze przemyśleć.
- Ron musi być w środku, jest najwyższy - zadecydowała Alex. - A my po bokach, żeby rozkładała się równomiernie. Musimy iść na ugiętych nogach...
- Co robicie? - Zamarli, słysząc głos docierający z kąta pokoju. - Znowu się gdzieś wybieracie?
- Neville...
Zupełnie przeoczyli kolegę wciśniętego w głęboki fotel w kącie Pokoju Wspólnego. Hermiona przybrała niewinną minę.
- No co ty, wcale nie.... nie powinieneś być już w łóżku, Neville?
- Nie wolno wam nigdzie iść! Znowu Gryffindor przez was ucierpi! - zawołał chłopiec. Alex westchnęła w duchu. Neville miał w sumie rację, ale... Ale sytuacja była wyjątkowa.
- Nie rozumiesz, Neville, to ważne - próbował przekonać go Harry.
- Nie pozwolę wam! Będę... będę się bił! - Chłopiec wyciągnął przed siebie mocno zaciśnięte pięści. Naprawdę był gotów bronić wyjścia własnym ciałem.
- Neville, nie bądź kretynem... - odezwał się Ron.
- Nie nazywaj mnie kretynem! Sam mówiłeś, żebym się nie poddawał, nie pozwolę wam więcej złamać regulaminu! - wołał uparcie Neville.
- Nie chodziło o nas... - mruknął rudzielec.
- Dziewczyny, zróbcie coś... - jęknął cicho Harry, zerkając niespokojnie na zegar nad kominkiem.
- Neville. - Alex wystąpiła krok do przodu. - Przepraszam, teraz będziesz na nas zły, ale później zrozumiesz, że musieliśmy... Pertificus Totalus!
Chłopiec cały zesztywniał i poleciał jak kłoda do tyłu. Harry i Ron złapali go w ostatniej chwili. Nachylili się nad nim. Jedynym ruchomym elementem jego ciała były oczy, którymi zezował teraz na przyjaciół.
- Wybacz, stary. Potem wyjaśnimy - mruknął strapiony Ron.
- Musimy iść - pogonił ich Harry.
- Wynagrodzimy ci to - dodała Alex i wraz z Hermioną dołączyła do chłopaków pod peleryną-niewidką.
- Skąd znasz to zaklęcie? Ono jest z drugiego roku! - zdziwiła się szeptem Hermiona.
- Nudziło mi się - odparła Alex wymijająco. Nie chciała się przyznawać, że ćwiczy na zapas zaklęcia z drugiego roku, bo w wakacje przecież nie będzie to możliwe. Nie wolno było korzystać z czarów poza szkołą. Konsekwencje były surowe.
- Pośpieszmy się - szepnął Harry.
Droga dłużyła się niemiłosiernie. Musieli iść pochyleni, a najgorzej miał najwyższy z nich, czyli Ron. Dodatkowo każdy najcichszy dźwięk sprawiał, że oblewali się zimnym potem. Peleryna jednak zapewniała im pełną dyskrecję. Ron nawet rozochocił się na tyle, że gotów był pogonić kota Pani Norris, ale Alex wraz z Hermioną odwiodły go od tego pomysłu. Mieli zresztą wrażenie, że kotka wyczuwa ich obecność.
- Magia działa na zwierzęta inaczej niż na ludzi - podsumowała Alex, mając nadzieję, że przyjaciółka woźnego nie doniesie mu o nocnych intruzach, jeśli faktycznie w jakiś sposób ich rozpoznała.
Szczęście sprzyjało im aż do schodów na trzecie piętro, gdzie spotkali Irytka. Poltergeist szykował kolejnego psikusa, zdaje się, że luzował jeden ze stopni schodów.
- Kto tam? Nie widzę cię, ale wiem, że tam jesteś! - zawołał, podobnie jak kotka wyczuwając ich obecność. Peleryna-niewidka nie każdego mogła w pełni oszukać.
Tym razem to Harry wykazał się sprytem i podszywając się pod Krwawego Barona, którego Irytek panicznie się bał, kazał mu się oddalić.
- Dobra robota - szepnęła Alex, kiedy dotarli do drzwi prowadzących na korytarz na trzecim piętrze. Były otwarte.
- Snape dostał się do Puszka - westchnął Ron.
Zamknęli za sobą drzwi i z ulgą wyszli spod peleryny, w końcu mogąc rozprostować plecy. Zza drzwi, za którymi znajdował się Puszek dobiegało donośne chrapanie i cicha, senna melodia.
- Możecie wziąć pelerynę i wracać - oznajmił Harry. - Nie obrażę się, naprawdę.
- Jesteśmy w tym razem, Harry - zapewniła go Alex. - Prawda? - zwróciła się do pozostałej dwójki, która natychmiast przytaknęła, choć Ron miał bardzo niepewną minę. Zapewne przypomniał sobie pierwsze spotkanie z Puszkiem. Kto dobrowolnie wybrałby się do niego po raz drugi?
Melodia dobiegła końca i w chwili, gdy otworzyli drzwi, Puszek przebudził się. Alex, w przeciwieństwie do pozostałej trójki widziała go po raz pierwszy i musiała przyznać, że wcześniej ich doniesienia wydawały jej się mocno przesadzone. Cóż, nie były.
- Graj! - szepnęła, szturchając Harry'ego w bok.
- Nie umiem - odszepnął, a trójgłowy pies zaczął się niecierpliwić. W jego gardle narastał złowieszczy warkot.
Alex wyjęła mu flet z ręki i zaczęła grać. Jedyną znaną jej melodią była gama, starała się więc ją zagrać jak najwolniej i jak najbardziej sennie. Hagrid jednak mówił prawdę - już po kilku nutach powieki Puszka opadły ciężko, wszystkie trzy głowy jedna po drugiej opadły na mocarne łapy i po chwili pomieszczenie ponownie wypełniło się chrapaniem.
Alex pokazała im gestem, żeby podnieśli klapę. Wymagało to przesunięcia jednej z ogromnych łap. Obok niej spoczywała harfa, której musiał użyć ich poprzednik do uśpienia potwornego strażnika.
- Tylko nie przestawaj grać! - syknął Ron, pochylając się wraz z Harrym nad łapą.
Alex wywróciła oczami.
- Pójdę pierwszy - oznajmił Harry, gdy przesunęli już łapę i podnieśli klapę. Pod nią panowała nieprzenikniona ciemność.
Alex na migi przywołała Hermionę i oddała jej flet.
- Pójdę zaraz za tobą - powiedziała. Słowa Firenza nadal brzmiały jej w głowie. Nie chciała tracić Harry'ego z oczu nawet na chwilę.
Chłopak odetchnął głęboko i wskoczył do dziury. Chwilę później usłyszeli:
- Trochę wysoko, ale miękkie lądowanie. Wskakujcie!
Alex opuściła się na rękach najniżej jak się dało i biorąc głęboki oddech puściła krawędź otworu. Spadła jakieś trzy metry niżej w coś gąbczastego i lekko oślizgłego. Jakaś roślina. Odetchnęła nieco zatęchłym powietrzem. Ten zapach coś jej przypomniał. Gdyby tylko była lepsza z zielarstwa...
Chwilę później dołączył do nich Ron.
- Wskakuj, Hermiono! Jest dobrze! - zawołał.
- Nie zgub fletu, musimy jeszcze wrócić! - dodała Alex. - Ciekawe, gdzie jesteśmy?
- Gdzieś pod szkołą... dobrze, że to coś tutaj rośnie. Jakaś roślina, czy coś....? - zastanawiał się Ron.
- Dobrze?! - Hermiona dołączyła do nich i natychmiast odskoczyła jak najdalej pod ścianę. - Czy wy wiecie, co to jest? Nie ruszajcie się!
Alex już chciała pytać, o co jej chodzi, gdy poczuła, że zapada się coraz bardziej, a roślina oplata ją swoimi łodygami. To nie wyglądało najlepiej. Najwyraźniej nie miała pełnić roli materaca, tylko była kolejną przeszkodą broniącą dostępu do Kamienia.
- Nie ruszajcie się! - powtórzyła Hermiona. - To diabelskie sidła!
- Och, fantastycznie, teraz przynajmniej wiemy, jak się to nazywa - sarknął Ron. Chłopcy byli uwięzieni już niemal po szyje. - A wiesz co zrobić, żeby nas nie zabiło?!
- Wiem, tylko muszę sobie przypomnieć, dajcie mi pomyśleć - mamrotała gorączkowo Hermiona, zerkając niespokojnie na Alex.
- Lubi ciemności i wilgoć - podsunęła dziewczynka. Tyle pamiętała z podręcznika.
- Faktycznie jest tu ciemno - burknął Ron, a kłącza sięgnęły jego ust.
- Hermiono, nie mogę oddychać, pośpiesz się! - wystękał Harry. - Potrzebujemy światła.
- I ciepła, zapal coś - sapnęła Alex. Roślina owinęła się wokół jej klatki piersiowej. Nie była w stanie sięgnąć po różdżkę.
- No tak, ale nie mamy tutaj drewna... - panikowała Hermiona.
- Och, na brodę Merlina, jesteś czarownicą, czy nie?! - zwołał ostatnim tchem Ron, cały już siny na twarzy. Alex z trudem łapała powietrze.
- Ach, racja! - Hermiona odzyskała rezon i rzuciła zaklęcie, przywołując popisowe niebieskie płomyki. Roślina rozluźniła swoje sploty, uwalniając przyjaciół i odsunęła się poza zasięg niewielkiego ogniska.
Alex odetchnęła z ulgą i pomogła podnieść się chłopakom.
- Było blisko - sapnęła. - W przyszłym roku bardziej przyłożę się do zielarstwa, obiecuję.
- "Nie mamy drewna", dobre sobie, Hermiono... - sarknął Ron. - Dobrze, że reszta nie straciła głowy...
- Dobrze, że Hermiona była w stanie rzucić zaklęcie. - Alex stanęła po stronie koleżanki. Sama zresztą straciła głowę, zupełnie zapomniała, że mogłaby rzucić zaklęcie bez sięgania po różdżkę. Miała szansę skorzystać we właściwy sposób ze swojego daru i o niem zapomniała! To się nazywa pech!
- Chodźmy dalej, nie traćmy czasu - pogonił ich Harry. Był bardzo zdeterminowany, by powstrzymać Snape'a przed przejęciem Kamienia.
Korytarz prowadził ich jeszcze bardziej w dół, a z oddali zaczęły docierać do nich dziwne szelesty i pobrzękiwanie. Nieco zaniepokojeni doszli do końca korytarza, który rozszerzał się w wysoką komnatę wypełnioną jakimś dziwnym gatunkiem ptaków. Po przeciwnej stronie pomieszczenia znajdowały się drzwi z masywnym metalowym zamkiem.
- Myślisz, że się na nas rzucą? - zapytał Ron.
- Pewnie tak... Nie wyglądają na groźne, ale jest ich dużo. Dobra, biegnę - zadecydował Harry, nim Alex zdążyła go powstrzymać.
Nic jednak się nie wydarzyło. Chłopiec niezauważony dotarł do drzwi i nacisnął klamkę. Były zamknięte. Nastąpiła chwila konsternacji. Alex zadarła głowę do góry i przyjrzała się ptakom.
- To nie są ptaki! - wykrzyknęła nagle. - To klucze! To skrzydlate klucze!
Miała rację. Reszta dołączyła do niej i starała się wypatrzeć coś w chmarze latających kluczy.
- Musimy złapać właściwy klucz - stwierdził Harry i spojrzał raz jeszcze na drzwi. - Powinien być duży i masywny, żeby pasował do zamka.
- Ale ich tutaj są setki! - Jęknął Ron.
- I jak je złapać? - westchnęła Hermiona.
- To proste - oznajmiła Alex, wskazując jeden z kątów komnaty. - Tam są miotły. Ale tylko trzy...
- Dobra. Razem z Ronem wskakujemy na miotły, a Hermiona czeka na dole - zadecydował Harry. - Otworzy drzwi, gdy złapiemy właściwy klucz.
- Będziemy cię osłaniać - dodała Alex, chwytając pierwszą z brzegu miotłę. - Klucze pewnie rzucą się na ratunek swojemu koledze...
Ten podział zadań miał sens - w końcu Hermiona najsłabiej z całej czwórki radziła sobie z lataniem, wybór więc był oczywisty.
- Uda się wam! - zagrzała ich jeszcze do walki.
- Jak wypatrzycie klucz, Alex zablokuj go od góry, Ron od dołu, a ja postaram się go złapać - dodał Harry, dosiadając ostatniej miotły. Alex uśmiechnęła się. Z takim szukającym jak on, złapanie klucza było kwestią czasu.
Już po chwili chłopak wypatrzył odpowiedni klucz. Był duży i toporny, a niebieskawe skrzydełka były lekko wymięte, jakby ktoś mocno go poturbował, gwałtownie wkładając do zamka. Harry dał znak pozostałym i rzucił się w jego kierunku. Alex skutecznie zablokowała mu drogę w górę, a klucz spróbował umknąć dołem, Ron jednakże był szybszy. Zmusił go do powrotu w górę, wprost w ręce Harry'ego, który przekazał klucz Hermionie. Reszta kluczy postanowiła ruszyć na odsiecz i z głośnym brzęczeniem rzuciła się w ich kierunku. Rzucili miotły w kąt i poganiając Hermionę, tłoczyli się przy drzwiach.
- Nie umiem... wyrywa mi się... - sapnęła dziewczyna, kręcąc głową.
- Pomóżcie jej - zwołała Alex, obracając się tyłem do drzwi. - Protego! - rzuciła zaklęcie, odgradzając siebie i przyjaciół od agresywnych kluczy.
W całym zamieszaniu nikt nie zauważył, że nie użyła do tego różdżki. To było bardziej skomplikowane zaklęcie, nie potrafiła jeszcze rzucić go w "normalny" sposób. Klucz w końcu udało się wepchnąć do zamka i otworzyć drzwi.
- Kurcze, nie wiem, jakim sposobem mam lepszą ocenę z egzaminu z zaklęć od ciebie - mruknęła Hermiona do Alex, gdy zanurzyli się w ciemności po drugiej stronie drzwi. Dziewczynka nie skomentowała tego - nie mogła zdradzić swojej tajemnicy.
Nagle sala rozbłysnęła światłem i aż zaparło im dech w piersiach. Całą powierzchnię sali zajmowała ogromna szachownica. Stali przy krawędzi po stronie czarnych figur, które rozmiarem przewyższały dorosłego człowieka. Po drugiej stronie szachownicy, za plecami białych figur widoczne były kolejne drzwi.
- Co teraz? - szepnęła Hermiona.
- To chyba jasne! Musimy wygrać przejście na drugą stronę sali! - oznajmił Ron, zacierając ręce. - Uwielbiam szachy! Czy mamy dołączyć do was? - zwrócił się do rycerza siedzącego na grzbiecie konia. Ten skinął głową.
- Ron... Jesteś najlepszy w szachach, zdajemy się na ciebie - powiedziała Alex. - Mów, co mamy robić.
- Dobra. - Kiwną głową rudzielec. - To tak: Harry, ty będziesz gońcem, Hermiona wieżą, Alex - królową, a ja skoczkiem - zadecydował Ron, a reszta posłusznie podeszła do odpowiednich figur, które ustąpiły im miejsca.
W porównaniu do majestatycznego króla, Alex czuła się bardzo malutka i delikatna. Figura zdawała się zezować na nią, mimo iż nawet nie miała twarzy. Pewnie spodziewała się lepszego zastępstwa dla swojej królowej...
Białe oczywiście zaczęły, tyle Alex jeszcze pamiętała z początku roku, kiedy Ron uczył ją grać. Potem nie mieli czasu na regularne rozgrywki. Jak widać, każda wiedza mogła okazać się przydatna. Dziewczynka przekonała się o tym tego dnia już po raz drugi.
Ron pewnym głosem wydawał polecenia figurom, które bezzwłocznie wykonywały ruchy. Po pełnej skupienia twarzy chłopca, Alex poznała, że białe figury nie są najłatwiejszym przeciwnikiem.
- Harry, przesuń się o cztery pola w prawo... Alex, idź po skosie i zbij tamtego piona - polecił jej Ron.
- Jak mam go zbić? - spytała słabo Alex, posłusznie ruszając do przodu. - Jest dwa razy szerszy ode mnie!
- Nie mam pojęcia, sam powinien ustąpić... - mruknął Ron.
Alex podeszła do pola, na którym kazał ustawić się jej przyjaciel i spojrzała twardo na białą figurę.
- Przepraszam, chciałabym tu stanąć - wyjąkała, po czym odchrząknęła, przypominając sobie, że jest przecież królową. - Zbijam cię, pionku!
Pionek posłusznie usunął się z planszy. Teraz Alex otoczona była przez białe figury. Poczuła się osaczona.
Pierwszy szok przeżyli, gdy stracili pierwszą figurę - skoczka. Biała królowa, która go zbiła, po prostu roztrzaskała go o posadzkę i zwlokła z planszy bez cienia miłosierdzia. A co, jeżeli trafi na figurę reprezentowaną przez jedno z nich?
- Teraz, Hermiono, możesz bić ich gońca...
Białe figury były bezlitosne i bez wahania wykorzystywały najmniejsze potknięcia Rona. Chłopiec kilka razy w ostatniej chwili dostrzegał niebezpieczeństwo czyhające na przyjaciół. Alex nieźle nabiegała się po planszy, jako najbardziej mobilna figura. Ron zresztą też miał dużo pracy.
Nagle chłopiec zamyślił się głęboko. Dłuższą chwilę analizował sytuację. Białe figury cierpliwie czekały.
- Tak, to jedyne rozwiązanie - westchnął w końcu dziwnie blady. - Muszę dać się zabić!
- Nie! - wykrzyknęli wszyscy w trójkę. - Nie ma innego sposobu? - dopytywała Alex.
- Nie. To są szachy. Musimy poświęcić skoczka, czyli mnie. Wtedy ty, Harry zamatujesz króla. Czy to jasne? - zapytał nieco drżącym głosem Ron.
- Tak - odpowiedziała Alex. - Pamiętajcie, żeby nie ruszać się z miejsc, dopiero gdy skończy się rozgrywka, jasne? - zwróciła się głównie do Hermiony, która była bardzo blada.
- No to idę - sapnął Ron i zaciskając mocno powieki zrobił kilka kroków, przesuwając się na odpowiednie pole.
Biała królowa rzuciła się na niego bez wahania. Jej atak był łagodniejszy, niż w przypadku zwykłych figur, wystarczył jednak, by pozbawić Rona przytomności. Hermiona krzyknęła, ale nie ruszyła się z miejsca. Alex mocno zagryzła wargę, niemal do krwi, patrząc, jak figura ciągnie Rona poza planszę niczym szmacianą lalkę.
- Harry, twoja kolej - szepnęła niemal bezdźwięcznie. Pochlipywanie Hermiony prawie zagłuszyło jej słowa.
Harry wziął głęboki oddech i przesunął się o trzy pola, stając przed białym królem. Przez moment nic się nie działo, po czym król zdjął koronę z głowy i rzucił ją chłopcu pod nogi. Białe figury rozstąpiły się, dają im wolną drogę do kolejnych drzwi. Hermiona i Alex podbiegły do Rona, by upewnić się, że nic mu nie jest.
- Jest tylko nieprzytomny - stwierdziła z ulgą Alex. - Będzie miał paskudnego guza, nic poza tym. Musimy iść dalej, Hermiono. - Pociągnęła koleżankę w kierunku Harry'ego, który czekał na nie przy drzwiach. Dziewczyna otarła łzy z twarzy i posłusznie ruszyła za nimi.
- Gotowe? - zapytał chłopiec, nim popchnął drzwi.
W następnym pomieszczeniu panował półmrok i... okropnie śmierdziało. Alex aż musiała zatkać usta, by nie zwrócić kolacji. Źródłem nieprzyjemnego zapachu było cielsko nieprzytomnego trolla, ze dwa razy większego od tego, z którym mieli nieprzyjemność spotkać się w Noc Duchów.
- Ugh... okorpność! - wydusiła z siebie Hermiona, gdy omijali go najszerszym możliwym łukiem.
- To zaklęcie Quirrela - domyśliła się Alex. - Specjalizuje się w trollach, tak słyszałam.
- W tym jednym przypadku cieszę się, że Snape sobie już z nim poradził - mruknął Harry. - Chodźmy, zanim się obudzi.
- Chyba jeszcze trochę pośpi... - zauważyła Alex, czym prędzej przechodząc przez następne drzwi.
Zadanie czekające za drzwiami było bez wątpienia autorstwa nauczyciela eliksirów - na długim stole stało siedem, różnej wielkości butelek oraz zwój pergaminu. Gdy tylko drzwi się za nimi zamknęły, ogarnął je purpurowy płomień. Drzwi po drugiej stronie pomieszczenia, te prowadzące do Kamienia, zapłonęły czarnym ogniem.
- Jesteśmy w pułapce - westchnęła Alex, podczas gdy Hermiona już wczytywała się w tekst związany z przedostatnim zadaniem.
- Do Kamienia już niedaleko musimy dać radę - oznajmił z mocą Harry. - Hermiono, wiesz o co tutaj chodzi?
- Tak - mruknęła, analizując tekst. - To... logika, nic więcej. Nie ma tu ani grama magii! Trzeba po prostu... pomyśleć.
Alex zajrzała jej przez ramię. Faktycznie tekst był zagadką, której rozwiązanie pozwalało przejść przez czarny ogień do Kamienia oraz z powrotem przez purpurowy. Pytanie teraz - który eliksir był który? Pomyłka mogła srogo kosztować, bo w trzech butelkach znajdowała się trucizna.
- Dajcie mi minutę, zaraz to ogarnę - zapewniła ich Hermiona.
Czekali cierpliwie, podczas gdy dziewczynka, mrucząc coś pod nosem analizowała tekst zagadki i kolejno podchodziła do różnych butelek. W końcu oznajmiła:
- Dobrze. Interesują nas te dwie butelki. - Wskazała najmniejszą i największą. - Pierwsza z nich pozwoli przejść przez czarny ogień do kamienia, jest tutaj jednak tylko jedna porcja. Eliksir z tej większej pozwoli wrócić się przez purpurowy płomień.
- Jesteś pewna? - spytał Harry, a gdy Hermiona kiwnęła energicznie głową, dodał. - W takim razie wszystko jasne. Wypiję ten eliksir i pójdę powstrzymać Snape'a, a wy ten drugi i wrócicie do Rona. Ocucicie go, weźmiecie miotły z sali z kluczami i przelecicie nad Puszkiem. Potem wyślecie Hedwigę do Dumbledore'a. Musicie się pośpieszyć, nie wiem, jak długo dam radę powstrzymywać Snape'a.
- A jeśli będzie tam... Sam-Wiesz-Kto? - spytała słabo Hermiona. Alex w tym czasie uważnie analizowała zawartość najmniejszej butelki. Płynu było niewiele, faktycznie zaledwie jedna porcja.
- Cóż... może znowu dopisze mi szczęście. Nie mogę się teraz wycofać - oznajmił chłopiec.
- Och, Harry! - westchnęła Hermiona i rzuciła mu się na szyję. - Jesteś taki odważny! Jesteś wspaniałym czarodziejem!
- Ja? Jesteś dużo lepsza ode mnie, Hermiono - wydukał zawstydzony Harry.
- Och, to tylko odrobina wiedzy z książek! - żachnęła się dziewczynka. - I inteligencji. Są ważniejsze rzeczy, jak przyjaźń i odwaga... Uważaj na siebie, Harry. - Siąknęła nosem, odsuwając się od niego.
- Zadbam o to - oznajmiła nagle Alex, biorąc najmniejszą butelkę w dłoń. - Zarządzam małą modyfikację planu, Harry. Nie puszczę cię tam, samego - powiedziała pewnym siebie głosem.
- Ale, Alex...
- Nie, posłuchaj mnie, Harry. Hermiona poradzi sobie sama. A ty... Tam naprawdę może być Sam-Wiesz-Kto. Ostatnim razem... - Alex odetchnęła głęboko. Nigdy nikomu o tym nie mówiła. - To głupie, ale od zawsze uważałam, że mam wobec ciebie dług wdzięczności. Gdybyś jako niemowlę go nie powstrzymał - nieważne, że nie wiesz, jak to się stało - nie było by mnie tutaj. Nie byłoby żadnego z nas. Poniekąd stanąłeś między mną, a Sam-Wiesz-Kim. Przez całe dzieciństwo, zanim jeszcze cię poznałam, zastanawiałam się, jak mogę ci się za to odpłacić. - Alex otarła łzę z policzka, która znalazła się tam nie wiadomo w jaki sposób. - I wiem, że bywałam upierdliwa przez ostatni rok, ale chciałam cię chronić, tak jak ty ochroniłeś mnie. I teraz mam okazję. Teraz to ja stanę między tobą, a nim. I będę robić to za każdym razem - zakończyła, otwarcie już płacząc.
- Alex... - Harry zamilknął, nie wiedząc, co powiedzieć. - Ja... Ja nic nie zrobiłem, nie musisz...
- Muszę. - Alex otarła łzy i uśmiechnęła się lekko. - Mówiłam, że to głupie, ale nie mogę z tym walczyć. W takim przekonaniu trwałam całe życie. Zostałeś Chłopcem, Którzy Przeżył. Ja przeżyłam po to, by dalej cię chronić. Jestem tego pewna.
Harry nic nie odpowiedział, tylko mocno ją przytulił.
- Ale, Alex - odezwała się Hermiona. Ona również była wzruszona, ale nie porzuciła zdrowego rozsądku. - Tutaj jest tylko jedna porcja eliksiru...
- Owszem. Jedna porcja liczona dla dorosłego człowieka - oznajmiła z uśmiechem, odsuwając się od brata. - A my jesteśmy dziećmi. Starczy dla obojga.
Spojrzała na Harry'ego. Kiwnął głową zgadzając się na ten plan. W dwójkę zawsze raźniej. Mając przy sobie Alex, miał o wiele większe szanse. Może w jej słowach było trochę racji? Mieli tylko siebie nawzajem, musieli się wspierać.
- Idź pierwsza, Hermiono - szepnęła Alex. - Pójdziemy, gdy upewnimy się, że przeszłaś bezpiecznie.
Dziewczynka pociągnęła spory łyk z największej butelki.
- Brr, zimne - mruknęła. - Powodzenia, Harry. Powodzenia, Alex. - I przeszła bez problemu przez purpurowe płomienie.
Alex obróciła się do brata.
- Gotowy?
- Bardziej nie będę.
- Razem? - spytała, odkorkowując butelkę.
- Razem.
Kolejno upili po niewielkim łyczku eliksiru, złapali się za ręce i przeszli przez czarny ogień do ostatniej komnaty.
***
W ostatniej komnacie nie było niczego poza lustrem i stojącą przed nim postacią. Lustro wydawało się znajome i Alex prędko rozpoznała w nim zwierciadło Ain Eingarp. Natomiast postać, która przed nim stała nie była Snapem, co nieco ucieszyło dziewczynkę. Podskórnie czuła, że nauczyciel eliksirów, mimo iż zachowywał się podejrzanie, nie był winny. W końcu zawsze był dla niej relatywnie miły... jak na jego standardy.
- To pan? - wyjąkał Harry, wpatrując się z niedowierzaniem w profesora Quirrela.
- Oczywiście, zastanawiałem się nawet, czy się tutaj spotkamy i się nie zawiodłem, Harry Potterze.
Alex zauważyła, że nauczyciel nie jąka się jak zwykle. Najwyraźniej była to z jego strony tylko gra. Rozejrzała się dyskretnie po sali, szukając inspiracji. Quirrel na razie nie zwracał na nich zbytniej uwagi, zaabsorbowany lustrem. Musieli odwrócić jego uwagę od lustra. Ona musiała, podczas gdy Harry musiał znaleźć sposób na przejęcie Kamienia.
Zerknęła z ukosa na brata. Po jego oczach poznała, że jego tok myślenia jest podobny do jej.
- To ja się na panu zawiodłam, profesorze! - zawołała, robiąc krok do przodu, stając pomiędzy nauczycielem a Harrym. - Zawsze był pan taki miły i sympatyczny... Tak wiele się od pana nauczyłam! - wołała. - Myśleliśmy, że to Snape...
- Podejrzewaliście poczciwego Severusa? - zaśmiał się Quirrel. - Dobre sobie, choć właściwie pasuje do niego rola czarnego charakteru.
- Próbował zabić Harry'ego! - upierała się dalej Alex. Właściwie nie wierzyła w to od samego początku, ale na potrzebę tej chwili postanowiła nieco inaczej przedstawić fakty. - Zaczarował miotłę podczas meczu.
- To ja go próbowałem zabić! - oburzył się Quirrel. - On mi dość skutecznie w tym przeszkadzał, ale byłem już blisko sukcesu, kiedy ta głupia dziewucha mnie potrąciła i straciłem kontakt wzrokowy.
Alex aż zamilkła z wrażenia. Czyli Snape uratował jej brata?
- Tak, Potter. - Nie zauważyła, że ostatnie słowa wypowiedziała na głos. - Myślisz, że dlaczego sędziował w następnym meczu? Chciał mieć na niego oko. I tak bym nic nie zrobił pod okiem Dumbledore'a... Spokojnie, dzisiaj i tak dopnę swego.
Alex zagryzła wargę. Nie była pewna, czy mordercze zapędy Quirrela dotyczą tylko Harry'ego, wydawało się, że zupełnie nie zwraca na nią uwagi. Nie było to do końca prawdą, bo nauczyciel nagle rzucił zaklęcie, które spętało oboje grubym powrozem. Drugim zaklęciem wyrwał z ich rąk różdżki, odsyłając je daleko pod ścianę. Byli bezbronni.
- Po co włóczyłeś się po szkole w Noc Duchów, Potter? - spytał Quirrel. Alex nie widziała teraz jego twarzy, podobnie jak i Harry'ego, bo zwróceni byli do siebie plecami.
- To pan wpuścił tego trolla! - Uświadomił sobie Harry.
- No tak! To w końcu pana specjalność - przypomniała sobie Alex. Że też wcześniej nie wydało im się to podejrzane! Kto jednak by pomyślał, że ciapowaty nauczyciel skrywa tak mroczną tajemnicę?
- A Snape na dodatek wszędzie węszył i starał się pokrzyżować mi plany... Liczyłem, że ten pies odgryzie mu nogę, ale jednak mu się nie udało. A teraz bądź cicho, Potter, muszę odkryć tajemnicę tego zwierciadła... Jest kluczem do odnalezienia Kamienia...
Alex szturchnęła lekko Harry'ego nogą. Musiał przesunąć się w kierunku lustra.
- Widziałem pana w lesie ze Snapem - oznajmił Harry, odwracając uwagę nauczyciela, który przyglądał się zwierciadłu ze wszystkich stron. - Wydawał się pan przestraszony...
- To była tylko gra, żeby się nie zorientował. Chciał mnie nastraszyć... Mnie, który ma po swojej stronie samego Czarnego Pana! - chełpił się Quirrel, a Alex przesunęła się dyskretnie w bok, by odwrócić jego uwagę od Harry'ego, by ten miał okazję zbliżyć się do lustra.
- Widzę Kamień... Przekazuję go mojemu mistrzowi.... Ale nie widzę, gdzie on jest? Gdzie on jest? - Nauczyciel był zbyt zajęty lustrem, by zwracać uwagę na Potterów. Harry spróbował jeszcze raz.
- A wtedy w klasie, gdy pan szlochał... Myślałem, że to Snape panu grozi.
W końcu udało mu się nieco zachwiać pewnością siebie Quirrela.
- Mój pan jest bardzo potężny, a ja słaby i czasem... służenie mu jest ciężkim brzemieniem.
- Więc był wtedy z panem w tej klasie? - zainteresowała się Alex, chcąc za wszelką cenę odciągnąć Quirrela od lustra. Niemal czuła napięcie Harry'ego, który pragnął tego samego, co i ona.
- On jest ze mną wszędzie, Potter! Byłem młody i głupi, dopiero gdy go poznałem, dowiedziałem się, że mogę stać się kimś wielkim. On uświadomił mi, że nie ma czegoś takiego jak dobro i zło, jest tylko władza i potęga, a ludzie są zbyt słabi, by po nią sięgnąć. Tylko najodważniejsi są na to gotowi.
- Nieprawda. - Alex pokręciła głową. - Są dobrzy ludzie. Tacy jak Dumbledore! On jest naprawdę odważny i wspaniały, a nigdy nie zniżyłby się do poziomu Voldemorta, dla władzy i bogactwa!
- Zdumiewająca lojalność, Potter - prychnął Quirrel. - Lecz i Dumbledore ugnie się przed Czarnym Panem, gdy ten powróci do pełni sił. Moim zadaniem jest mu w tym pomóc. Zawiodłem już kilka razy, ale teraz moja misja dobiegnie końca. Lord Voldemort nie toleruje porażek i bezlitośnie za nie każe...
- To pan włamał się do Gringotta, prawda? - domyśliła się Alex. Harry, kawałek po kawałeczku przesuwał się w stronę lustra. - Ale się pan spóźnił i... został pan ukarany.
- Zdumiewająca przenikliwość, Potter. - Quirrel gwałtownie zwrócił się w jej stronę, mrużąc oczy. - Miałabyś szansę na stanie się wspaniałą czarownicą... Ale niestety nie przeżyjesz dzisiejszej nocy. To nawet trochę przykre.
Odsunął się od niej i wrócił do lustra. Alex zerknęła na Harry'ego, który był już blisko osiągnięcia sukcesu. Gdyby tylko udało mu się spojrzeć w lustro...
- Co mam robić? Pomóż mi, mistrzu!
I nagle rozległ się głos dochodzący jakby z wnętrza głowy Quirrela. Głos, który obojgu rodzeństwu zmroził krew w żyłach.
- Użyj chłopca.
Więzy Harry'ego opadły, gdy Quirrel gwałtownie postawił go na nogi i pociągnął przed lustro. Alex oddychała ciężko. A więc to prawda. Czarny Pan był tutaj, był w tym pomieszczeniu! Był zresztą cały czas na wyciągnięcie ręki, przez cały rok szkolny!
Skupiła się na Harrym, który na trzęsących się nogach stanął przed lustrem. Wiedziała, że sobie poradzi, gdzieś w głębi duszy czuła, że zdobędzie Kamień. I tak się stało, choć chłopiec nie dał nic po sobie poznać. Quirrel również nic nie zauważył. Ona jednak wiedziała. Po prostu wiedziała.
Kamień był względnie bezpieczny. Teraz tylko musieli tylko zabrać go jak najdalej stąd.
Czy to był właściwy moment na wyswobodzenie się z więzów? Alex przez ostatnie minuty gorączkowo myślała nad zaklęciem, które pomogłoby się jej dyskretnie uwolnić. Tym razem nie zapomniała o swoim darze. Podczas gdy Harry grał na zwłokę, starając się omamić Quirrela, dziewczynka szeptem rzuciła zaklęcie. Nie robiła tego nigdy wcześniej, zadziałało więc dopiero za trzecim razem. Sploty za jej plecami zostały rozcięte, tylko nieznacznie raniąc jej skórę.
Quirrel dał się nabrać, ale Harry'emu nie udało się omamić Czarnego Pana.
- On kłamie. Chcę z nim porozmawiać.
- Ale... - zaoponował nauczyciel.
Głos jednak był nieugięty. Chcąc, nie chcąc Quirrel zaczął rozwiązywać swój nieodłączny turban. Alex bardzo chciała zamknąć oczy, ale nie potrafiła oderwać wzroku. W końcu, gdy opadł ostatni kawałek materiału ich oczom ukazał się potworny widok. W miejscu, gdzie powinna znaleźć się potylica nauczyciela, widniała odrażająca twarz o płaskich nozdrzach i wężowych oczach. Oczach, które wpatrzone było w struchlałego ze strachu Harry'ego.
- Witaj, Harry Potterze - odezwał się głos. - W końcu spotykamy się ponownie. Widzisz, co ze mnie zostało? Jestem skazany na pomoc innych, słabszych ode mnie. A to wszystko z twojej winy, Harry Potterze.
Głos Voldemorta sączył się do ich uszu niczym jad. Alex zsunęła z siebie kawałki powrozu, zupełnie niezauważenie. Była poza zasięgiem wzroku Quirrela, a Czarny Pan był całkowicie skoncentrowany na Harrym. Alex zupełnie dla niego nie istniała.
- Krew jednorożca wzmocniła mnie, jednak dla całkowitego powrotu do zdrowia potrzebuję Eliksiru Życia, potrzebuję Kamienia Filozoficznego. Dlaczego nie chcesz mi go dać, Harry Potterze? - zapytał Voldemort podstępnie przyjaznym tonem. - Przecież masz go w kieszeni.
Harry cofnął się.
- Dlaczego wciąż walczysz, Harry? Po co? Nie lepiej przyłączyć się do mnie i zachować życie? Chcesz skończyć, błagając o litość, jak twoi rodzice....?
- Kłamca! Nie słuchaj go, Harry! - Alex wsunęła się między brata a potworną postać.
Voldemort skrzywił się, zaskoczony.
- A to kto?
- To siostra Pottera, panie.
Voldemort po raz pierwszy wydawał się zbity z tropu.
- Byłem pewien, że zginęłaś zgliszczach tej rudery, nazywanej przez waszych rodziców domem... No cóż, łatwo nadrobimy to niedopatrzenie. Zabij ją i zabierz chłopcu Kamień - rozkazał Quirrelowi.
- Nie! - krzyknął Harry, kiedy nauczyciel obrócił się, celując różdżką w Alex. Ta jednak rzuciła pierwsze zaklęcie, które przyszło jej do głowy.
- Depulso!
Odrzuciło to Quirrela o parę metrów, co wystarczyło, by Potterowie odsunęli się aż po same ogniste drzwi.
- Łap go! Zabierz mu Kamień! - krzyczał Voldemort.
Tym razem to Quirrel odesłał Alex zaklęciem pod przeciwległą ścianę i stracił nią zainteresowanie. Uderzenie o ścianę wyparło z jej płuc całe powietrze. Pociemniało jej w oczach, nie umiała złapać oddechu. Bezsilnie patrzyła, jak Quirrel zbliża się do Harry'ego, wyciągając ku niemu swoje dłonie.
- No dalej, Harry! - wołał dalej Voldemort z tyłu głowy Quirrela. - Po co umierać? Twoja matka wcale nie musiała zginąć, ale wolała oddać za ciebie życie... Ty nie musisz ginąć na próżno!
Nauczyciel złapał Harry'ego, jednak jego twarz wykrzywił grymas.
- Mistrzu... Nie mogę go utrzymać, to parzy!
- Więc zabij go, głupcze! - warknął Voldemort.
Quirrel uniósł rękę z różdżką.
Dotnij go, nie może znieść twojego dotyku - pomyślała Alex, jednak nie miała siły krzyknąć do Harry'ego. - To go powstrzyma!
Jej brat jednak, jakby słysząc jej słowa, złapał nagle Quirrela za twarz, a on zaczął drzeć się wniebogłosy. Ciało Quirrela zaczęło płonąć, rozpadać się w pył. Harry opadł bezsilnie na posadzkę, a spomiędzy prochów nauczyciela uniósł się jakby cień i zawisnął nad chłopcem. Choć był tylko cieniem, nadal był groźny. Alex wzięła głęboki oddech i ostatkiem sił rzuciła jeszcze jedno zaklęcie:
- Protego!
Półprzezroczysta tarcza oddzieliła chłopca od cienia, który sycząc wściekle uniósł się w górę i zniknął przez szparę w sklepieniu.
Alex opuściła rękę i podczołgała się do Harry'ego. Złapała go za rękę, upewniając się, że nic mu nie jest i chwilę później również straciła przytomność.
_________
Nadrobiłam długą nieobecność? Chyba tak :D
Jak pewnie co bardziej zapaleni fani zauważyli, w scenie z skrzydlatymi kluczami wykorzystałam motyw z filmu, aby dodać trochę pikanterii ;). Ale tak poza tym postaram się pozostać wierną książce.
No kulminacyjny moment za nami! Jeszcze jeden rozdział i teleportujemy się do "Komnaty Tajemnic". Cieszycie się? W dzieciństwie to była moja ulubiona część.
Nadrobiłam długą nieobecność? Chyba tak :D
Jak pewnie co bardziej zapaleni fani zauważyli, w scenie z skrzydlatymi kluczami wykorzystałam motyw z filmu, aby dodać trochę pikanterii ;). Ale tak poza tym postaram się pozostać wierną książce.
No kulminacyjny moment za nami! Jeszcze jeden rozdział i teleportujemy się do "Komnaty Tajemnic". Cieszycie się? W dzieciństwie to była moja ulubiona część.