Kolejne rozdziały czekają na swój świstoklilk. Nie liczcie na regularność, postaram się dobrnąć sprawnie do końca pierwszego roku ;)

Mam zamęt twórczy, nie wiem co, gdzie i kiedy napiszę.

niedziela, 6 września 2020

15. Na ratunek

Pierwszy miesiąc wakacji minął Alex w mgnieniu oka. Oczywiście już po paru dniach zatęskniła za Hogwartem, więc w ciągu dwóch tygodni zrobiła wszystkie wakacyjne zadania, mając świadomość, że zarówno Ron jak i Harry skwapliwie to wykorzystają. W przeciwieństwie do niej, proszenie o pomoc w takich sprawach Hermiony kończyło się jej długą tyradą. Przyjaciółka była bardzo zasadnicza w kwestii zadań domowych.
Kiedy jednak wszystkie zadania były już zrobione, miotła wypolerowana, a podręczniki z pierwszego roku przeczytane ponownie od deski do deski, Alex zaczęła się nudzić. Towarzyszyła Ann przy zakupach na Pokątnej, jednak nadal nie dostała wykazu podręczników na następny rok, więc szkolne sprawunki nie mogły podnieść jej na duchu.
Poza lataniem na miotle za domem Ann i Toma, jedyną atrakcją były pełne entuzjazmu listy od Wooda. Ron i Hermiona również pisali od czasu do czasu, natomiast Harry nie odezwał się ani słowem. Nie odpisywał też na jej listy. Alex zaczynała się martwić, ale nie miała złych przeczuć. To znaczy, coś było nie w porządku, ale nie było to nie w porządku w skali Sami-Wiecie-Czego.
Ron zaprosił ich już pod koniec lipca, Alex miała więc nadzieję, że zobaczą się u Weasleyów. Podejrzewała, że data jest nieprzypadkowa, pani Weasley zapewne planowała dla nich przyjęcie urodzinowe. Miała nadzieję, że Harry'emu uda się dotrzeć na czas.
Ann i Tom bez problemu zgodzili się oddać ją pod opiekę Weasleyów. Znali ojca Rona z Ministerstwa, zresztą mieli teraz więcej pracy i dręczyły ich wyrzuty sumienia, że nie poświęcają dziewczynce wystarczająco dużo uwagi.
- Alex? - Głos Toma wyrwał ją z zamyślenia. - Ann mówi, że nie puści cię bez obiadu. Zjemy i ruszymy do Nory. - Uśmiechnął się. - Wszystko masz spakowane?
- Tak. Już schodzę, tylko odpiszę na list - odpowiedziała i przeniosła wzrok na pusty pergamin.
Zastanawiała się, czy spróbować raz jeszcze skontaktować się z Harrym, czy też odpisać na dzisiejszy list Olivera. Pisał do niej średnio co trzeci dzień z coraz to nowymi pomysłami.
W końcu uznała, że sprawę brata skonsultuje z przyjaciółmi po przybyciu do Nory i skupiła się na liście od starszego kolegi.

Wood,
Twój najnowszy plan treningowy brzmi już znacznie bardziej realnie, ale przypominam Ci, że doba ma jedynie 24 godziny. Jeśli mamy mieć czas na jedzenie i sen, musisz skrócić treningi PRZYNAJMNIEJ o połowę.
A poważnie, musisz pamiętać, że inni też będą chcieli trenować. Musisz zaraz na początku roku zaklepać boisko, bo dobrze wiesz, że potem jest z tym problem. Nabór na rezerwowych też brzmi nieźle, ale pamiętaj, że będzie mało chętnych, jeśli w perspektywie będą mieć jedynie siedzenie na ławce. Przemyśl jeszcze treść tego ogłoszenia - zresztą może wśród młodszych uczniów objawi się jakiś talent? Kto wie?
Muszę już kończyć. Teraz będę w Norze, ale myślę, że Twoja sowa znajdzie mnie bez problemu. Jeśli nie dostanę od ciebie informacji, to wyślę Sandy. Już nie mogę doczekać się początku roku, wiesz?
Tęsknię za quidditchem bardzo, bardzo mocno!
Do zobaczenia, 
Lex
PS: Daj znać gdy tylko dostaniesz wyniki SUMów. Wciąż trzymam mocno kciuki, boję się, że mi wkrótce odpadną! 

Zakleiła kopertę i podała ją czekającej cierpliwie w klatce obok Sandy rudej połomykówce. Sówka zaćwierkała i wyleciała przez uchylone okno, a Alex pochowała przybory do pisania i zeszła na dół, gdzie Ann już czekała z obiadem.
- Przepraszam, musiałam dokończyć list, przyjaciel czeka na odpowiedź - wyjaśniła, dosiadając się do nich.
- Harry się odzywał? - zainteresował się Tom.
Alex pokręciła głową.
- Nie chcę martwić się na zapas. Może nie odpisuje tylko mi? Może się na mnie obraził? - zmartwiła się Alex. - Zapytam Rona i Hermionę, czy odpowiadał na ich listy. Na pewno nie jesteście źli, że jadę? - zapytała.
- Oczywiście, że nie, kochana - uspokoiła ją Ann. - Powinnaś spędzić resztę wakacji z przyjaciółmi, tutaj tylko byś się nudziła. Będziesz w dobrych rękach i na pewno będziesz bawić się lepiej niż tu.
- Po prostu nie chcę, żebyście pomyśleli, że chcę od was uciec... Bardzo doceniam to, co dla mnie robicie. Wiem, że nie jest wam łatwo i że wiele ryzykujecie. Obiecuję wam, że w tym roku będę częściej pisać, naprawdę! Tamten rok był taki... szalony - westchnęła Alex.
- Po prostu się martwimy, kochanie - odpowiedziała jej Ann. - Zjedz jeszcze deser, a Tom zniesie twoje rzeczy, dobrze? Napaliłam już w kominku i zaraz możecie ruszać.
Alex skinęła głową i wzięła się za pałaszowanie szarlotki.

***

Nora była naprawdę wspaniała! Była dokładnie taka, jaki powinien być dom dużej, czarodziejskiej rodziny. Może była i nieco koślawa i patchworkowa, ale to tylko dodawało jej uroku.
Tom oddał ją w opiekuńcze ramiona pani Weasley, upewnił się, że na pewno niczego nie będzie jej brakować i przekazał pozdrowienia dla pana Weasleya, bo mimo iż jechał prosto do Ministerstwa, istniała spora szansa, że się z nim minie.
Pani Weasley zaprowadziła Alex do środka, od razu sadzając ją do stołu.
- No kochanieńka, obiad będzie za momencik, ale może coś przekąsisz? Tak licho wyglądasz... Ginny! Zejdź na dół, nakryjesz do stołu! - krzyknęła w górę schodów, po których chwilę później zbiegła rudowłosa dziewczynka.
- Aaach! Ty jesteś siostrą Harry'ego Pottera! - wykrzyknęła na jej widok.
- A ty siostrą Rona - odparła z uśmiechem. - Cześć. Jestem Alex - przywitała się dziewczyna. - Mogę z czymś pomóc?
Mimo protestów pani Weasley pomogła przy ostatnich przygotowaniach do obiadu i przy okazji dowiedziała się wielu ciekawych rzeczy. Kilka minut później dołączyli do nich Ron i bliźniacy, cali spoceni i umorusani po odgnamianiu ogrodu. Pani Weasley od razu wysłała ich pod prysznic, a Ginny lekko chichocząc zdradziła Alex, że Percy niemal nie wychodzi ze swojego pokoju od początku wakacji i ciągle wysyła gdzieś sowy.
- Jest pewien, że SUMy poszły mu bardzo dobrze i pewnie już uczy się do kolejnych egzaminów - dodała szeptem, gdy najstarszy z obecnych w Norze braci zszedł na dół zwabiony pysznym zapachem pieczeni.
- No, do stołu, kochani! Tata zaraz powinien wrócić! - pogoniła ich pani Weasley, a Alex usiadła między Ginny i Ronem. Przez kilkanaście minut zdążyła nawiązać nić porozumienia z dziewczynką. Może trochę za dużo mówiła o Harrym (wspomniała o nim średnio w co drugim zdaniu), ale poza tym wydawała się bardzo sympatyczną osobą.
- To prawda, że razem z Harrym pokonaliście w czerwcu Sama-Wiesz-Kogo? - pytała podekscytowana Ginny po posiłku, kiedy wspinały się po schodach do pokoju, który miały dzielić.
- To nie do końca był on... Zresztą ja tylko pomagałam. Mieliśmy dużo szczęścia - próbowała wyjaśnić Alex. - Bez Rona i Hermiony by się nam nie udało.
- Bez Rona? - Ginny pisnęła zdumiona, popychając drzwi na ostatnim piętrze. Powyżej był tylko strych. Na przeciwko był jeszcze jeden pokój, opisany jako "Pokój Ronalda". - Myślałam, że zmyśla!
- Muszę go poprosić, by nauczył mnie grać w szachy. To naprawdę może być przydatna umiejętność... - urwała Alex, nieco oszołomiona ilością różu, jaki wypełniał pokój Ginny. W połączeniu z jej płomiennorudymi włosami, powstawało dość odważne zestawienie. Róż i rudy nie szły ze sobą w parze, Alex wiedziała co nieco na ten temat.
- Ale nie udałoby się wam, gdyby nie Harry! Był taki odważny!
- Był... To dla mnie? - spytała Alex, wskazując rozkładane polowe łóżko.
- Tak, ale jak chcesz, możesz spać w moim. Opowiesz mi, jak jest w Hogwarcie? - Dziewczynce buzia nie zamykała się nawet na chwilę. - Fred i George opowiadają straszne głupoty, nigdy nie można im ufać, Percy mówi tylko o nauce, a Ron stwierdził, że sama zobaczę. No? Jak tam jest?
- Sama zobaczysz. - Ron wsadził głowę przez drzwi, co spotkało się z oburzonym prychnięciem siostry. - Nie zawracaj Alex głowy, musimy porozmawiać.
- O Harrym? - zapytały jednocześnie. Ginny podekscytowana i momentalnie czerwona na twarzy, a Alex zmartwiona.
- Tak. Ginny, idź sobie!
- To mój pokój! Nie możesz mnie z niego wyrzucić!
- Mama cię wołała.
- Nieprawda!
- Idź, bo będzie zła.
- Sam idź, na pewno chodziło o ciebie, ja miałam pokazać Alex mój pokój.
- "Ginny" i "Ron" wcale nie brzmią podobnie, wiem, co słyszałem.
- Kłamiesz!
- Wcale nie!
- Wcale tak!
- Moment - wtrąciła się Alex. - Ginny, pozwól, że zamienię z Ronem kilka słów w jego pokoju, a ty możesz się upewnić, czy wasza mama naprawdę czegoś nie potrzebuje, lepiej jej chyba nie denerwować... A potem opowiem ci wszystko o Hogwarcie. O co tylko zapytasz, dobrze?
- Dobrze!
Ron westchnął ciężko i zaprosił Alex do swojego pokoju, nieco nerwowo starając się w nim na szybko posprzątać.
- Zazwyczaj tutaj tak nie wygląda... O, tutaj możesz usiąść. - Udało mu się uwolnić kawałek łóżka od sterty ciuchów.
- Ron, Harry do ciebie pisał? - Dziewczynka przysiadła na skraju, odsuwając zwinięte w kulkę skarpetki.
- Nie - odparł zmartwiony chłopak. - A do ciebie?
Alex pokręciła głową.
- Hermiona twierdzi, że jej też nie odpisywał... Coś się stało? Myślisz, że to Sam-Wiesz-Kto? - zapytał przerażony Ron.
- Nie przesadzaj - żachnęła się Alex. - Myślę, że powód jest bardziej prozaiczny. Nasze wujostwo.
- Myślałaś nad tym - zauważył Ron. - Myślisz, że coś mu zrobili?
Alex wzruszyła ramionami.
- Dobrze byłoby sprawdzić, co u niego. Możemy poprosić waszych rodziców, żeby nas podwieźli....
- O co to, to nie, młoda damo. - Drzwi do pokoju Rona otworzyły się bez pukania i do środka wpadli bliźniacy. - Nic z tego.
- Podsłuchiwaliście?! - oburzył się Ron. - Zero prywatności w tym domu...
- Pożal się Percy'emu - odparł George.
- On też narzeka - dodał Fred.
- Ale w kwestii naszego bohaterskiego Harry'ego...
- ...mamy pewien pomysł.
- Nieco niegrzeczny i nie do końca legalny...
- ....ale stuprocentowo pewny i bezpieczny.
- Już mi się nie podoba - mruknęła Alex.
- Spokojna twoja rozczochrana - zapewnił ją Fred, przysiadając się do niej, a dziewczynka odruchowo przygładziła włosy.
- Wszystko będzie cacy, młoda - dodał George z impetem dosiadając się z drugiej strony.
- Plan zakłada szybką ewakuację Harry'ego do Nory...
- ...potrzebny nam tylko adres.
- I wasza pomoc...
- ...bo chyba w to wchodzicie?
Alex spojrzała na Rona, który miał nieco niepewną minę. Martwiła się o Harry'ego, ale wolała załatwić to z pomocą dorosłych, żeby nie wpakować się w jakieś kłopoty. Nie chciała narobić Weasleyom problemów. Chyba był to długofalowy wpływ Hermiony... Z drugiej strony jednak, dręczył ją ten brak kontaktu z jego strony i bała się, że to jednak coś poważniejszego. Nie zaszkodziłoby mieć zatem plan awaryjny.
- Dobra, mówicie, co wymyśliliście.

***

Nocne Surrey w lotu ptaka wyglądało bardzo cicho, spokojnie i wybitnie mugolsko. Nawet z tej perspektywy nie dało się dopatrzeć w tym hrabstwie czegoś magicznego. Było już po północy, ale w niektórych domach jeszcze świeciły się światła.
- Bardziej na południe, Fred - mruknęła Alex, obserwując okolicę w dole. - Już niedaleko do miasteczka.
- Mówiłem, że to genialny pomysł? - wtrącił się George.
- Nadal uważam, że jest to bardzo głupi pomysł, więc zróbmy to szybko.
- Dobrze, dobrze, podziękujecie nam, jak słodki Harry będzie już bezpieczny w waszych ramionach.
Alex westchnęła i wywróciła oczami. Trzy dni musieli czekać na sprzyjające okoliczności, by w nocy pożyczyć latający samochód pana Weasleya, który posiadał chyba nie do końca zgodnie z prawem i ruszyć na ratunek Harry'emu. Ron był niemal stuprocentowo przekonany, że Dursleyowie przetrzymują go wbrew jego woli. Alex nieco niechętnie, ale na tyle na ile zdążyła poznać wujostwo, musiała przyznać mu rację. Zresztą ostatecznie przekonała ją wieść, że Harry dostał ostrzeżenie z Ministerstwa po użyciu czarów w obecności mugoli. Co tam się działo? Przecież bez powodu nie ryzykowałby wyrzuceniem ze szkoły!
- Według mapy, Little Whinning jest tuż pod nami - odezwała się po kilku kolejnych minutach. - A Privet Drive powinno być... tam! - Wskazała jedną z bocznych uliczek.
- Który numer? - spytał Fred.
- Czwarty - odparli jednym głosem Ron i Alex. - Podleć od strony ogrodu - dodała Alex. - Harry ma sypialnię na pierwszym piętrze. Mówił, że codziennie rano widzi nienagannie równe rabatki ciotki Petunii.
- Się robi, panienko - odparł rudzielec i zwolnił, podlatując pod okno.
Ron wychylił się przez otwarte okno auta i zmarszczył brwi.
- To normalne, że w oknie są kraty?
- Z tego co wiem, mugole czasem tak robią, ale raczej na parterze - odparła Alex szeptem. - Cicho, żeby nie obudzić wujostwa... Ron zajrzyj, czy Harry tam jest.
Chłopak wychylił się przez otwarte okno i zapukał w szybę. Fred zaciągnął ręczny, by ustabilizować samochód na wysokości parapetu.
- Ron? - Okno otworzyło się i pojawił się w nim Harry w piżamie. Cały i zdrowy, co Alex odkryła z dużą ulgą, choć jakby nieco bardziej wychudzony niż zwykle. - Co ty tu robisz? Co to?
- Latający samochód, nie widać? - Alex przepchnęła się z drugiego siedzenia i też wyjrzała przez okno. - Nic ci nie jest, Harry? - upewniła się.
- Alex - wydusił z siebie zaskoczony chłopak.
- Oraz Fred i George, do usług - dodali nieco urażeni bliźniacy jednym głosem.
- Harry, co się dzieje? Dlaczego się nie odzywałeś? - dopytywała Alex. - Dlaczego użyłeś czarów? Pan Wesley wspomniał...
- To nie moja wina. Słuchajcie, musicie wyjaśnić w Hogwarcie, że Dursleyowie mnie tu zamknęli i nie pozwalają mi wrócić do szkoły, a ja nie mogę uwolnić się z pomocą magii, bo...
- Przestań ględzić - przerwał mu Ron. - Jedziesz z nami do Nory.
- Ale...
- A myślisz, że po co braliśmy ze sobą Freda i Georga? - spytała Alex, nie dając mu dokończyć pytania.
- Ej, to był nasz plan! - oburzył się Fred.
- Przywiąż to do kraty - dodał George, podając Harry'em końcówkę liny.
- ...i lepiej się odsuń! - zakończyli oboje.
- Jeśli Dursleyowie się obudzą...
- ...to pomachamy im na pożegnanie - ucięła Alex. - Fred, gazu.
Samochód ruszył gwałtownie, lina napięła się, coś chrupnęło i nagle krata zawisła na linie. Ron i Alex prędko wciągnęli ją do środka. Fred podleciał z powrotem pod okno, a dziewczynka wskoczyła do środka i mocno uściskała brata.
- Tęskniłam. Bierz rzeczy i spadamy, zanim ktoś się zorientuje...
- Moje rzeczy są zamknięte w schowku pod schodami - wyjaśnił gorączkowo Harry. - Miotła, kufer...
- My się tym zajmiemy. Czasem te mugolskie sztuczki się przydają... - George dołączył do nich razem z Fredem i parę chwil gmerał w zamku zwykłą spinką do włosów.
- Ej, jest moja! - zorientowała się nagle Alex, wsuwając dłoń we włosy, gdzie faktycznie brakowało zielonej spinki.
- A myślisz, że po co cię wzięliśmy? - odszepnęli jednocześnie bracia, w momencie, gdy zamek puścił. - Wracamy za trzydzieści sekund, ładujcie się do auta.
- Uważajcie na dolny stopień, skrzypi! - ostrzegł ich jeszcze Harry i przeniósł wzrok na Alex, jakby nie mógł uwierzyć, że naprawdę tam jest. - Bałem się, że już mnie nie lubicie, albo co gorsza, że ten rok w Hogwarcie mi się tylko przyśnił... Ktoś przechwycił wasze listy, potem wam opowiem - dodał, nim Alex zdążyła zadać pytanie.
- Do samochodu, bliźniacy zaraz wrócą - pogonił ich Ron. - Dobrze cię widzieć, stary.
Kufer ledwie zmieścił się w oknie, kilka silnych pchnięć i z niemiłym zgrzytem udało się im wspólnie wepchnąć go do środka. Bliźniacy i Harry pchali od środka, Alex z Ronem ciągnęli od strony samochodu. Bliźniacy wskoczyli zaraz za nim do środka, a Harry już siedział na parapecie, gdy rozległ się skrzek sowy i tupot stóp na schodach oraz gniewne posapywanie wuja Vernona.
- Hedwiga! - jęknął Harry i wrócił się po sowę.
Rzucił się po klatkę z ptakiem, podał ją Alex przez okno i w tym momencie drzwi do pokoju się otworzyły. Wuj w pasiastej piżamie przez chwilę stał i dyszał jak zamurowany, aż Alex zastanawiała się, czy nie dostał zawału, albo jakiegoś innego ataku. Potem jednak z okrzykiem "On ucieka!" rzucił się na Harry'ego. Chłopiec skoczył w kierunku auta, jednak wuj zdążył złapać go za nogę i byłby wyszarpał go z bezpiecznego siedziska w Fordzie, gdyby nie Alex, która mocno złapała brata za rękę. Jej uścisk był tak mocny, jakby wzmocniła go bezwiednie jakimś zaklęciem, albo to po prostu był nawyk świetnej ścigającej.
- Harry!
- Petunio, on ucieka! - darł się wuj.
- Proszę go puścić! Fred, gazu, trzymam go!
- Się robi!
Samochód szarpnął, noga Harry'ego została wyrwana z uścisku grubej ręki wuja Vernona, a Alex wraz z Ronem wciągnęła brata do środka i zatrzasnęła drzwi.
- Do zobaczenia! - zawołała jeszcze do Dursleyów. - Miło było ponownie spotkać!
- Widzimy się w wakacje! - dodał Harry, śmiejąc się z ulgą. - Choć pewnie jeszcze za to zapłacę. Ale to dopiero w przyszłym roku. Dzięki - zwrócił się do wszystkich z wdzięcznością.
- Dobra, to teraz opowiadaj, co się wydarzyło - zarządziła Alex.
Opowieść zajęła Harry'emu niemal całą podróż powrotną. Opowieść o skrzacie domowym Zgredku i jego ostrzeżeniu zmartwiła Alex bardziej, niż parotygodniowe milczenie ze strony Harry'ego.
- Podejrzana sprawa - skomentował Ron.
- Bardzo... - dodała nieco rozkojarzona dziewczynka. Jej mózg już pracował na podwyższonych obrotach. Zawsze tak było, gdy jej przyjaciele potencjalnie znajdowali się w niebezpieczeństwie, albo mieli kłopoty. Co mogło być takiego strasznego w Hogwarcie, żeby chronić przed tym Harry'ego? Przecież szkoła to najbezpieczniejsze miejsce na świecie!
I czemu obcy skrzat domowy miałby ostrzegać jej brata przed tym nieznanym niebezpieczeństwem? Czy można było mu ufać?
- Ktoś z ciebie zakpił, Harry - podsumował jego opowieść Fred. - Komu mogłeś podpaść w szkole?
- Draco Malfoy - odparli w trójkę Harry, Ron i Alex. - Myślicie, że posunąłby się do tego, by uniemożliwić mu powrót do szkoły? - dodała dziewczynka.
- Jeśli to syn Lucjusza Malfoya, to pewnie posunąłby się i do gorszych rzeczy - mruknął George. - Wiecie, jego ojca podejrzewano o wspieranie Sami-Wiecie-Kogo.
Alex zmartwiła się jeszcze bardziej. Jeśli w sprawę zamieszany był ktoś, kto wspierał Tego, Którego Imienia Nie Wolno Wymawiać... Oczywistym było, że Harry miał kłopoty. A oni wraz z nim.
Może faktycznie, wracanie do Hogwartu nie było bezpieczne? A może to tylko głupi żart?
- Powiedzieliście tacie, że wzięliście samochód? - Z zamyślenia wyrwał Alex głos Harry'ego, który dopiero teraz ochłonął i  zainteresowaniem przyglądał się pojazdowi.
- No nie do końca... mamy nadzieję, że nikt nic nie zauważy - speszył się Ron.
- To jest ta część planu, która mniej mi się podoba - mruknęła Alex.
- Już blisko - odparł George. - To dobrze, bo prawie świta.
- Widać wioskę. Za tym wzgórzem już jest Nora - dodał Fred, obniżając lot.
Parę minut później bezgłośnie wylądowali na podwórku. Harry ewidentnie był zachwycony Norą tak samo jak Alex parę dni wcześniej, choć chyba nawet bardziej, skoro nigdy nie widział domu czarodziejów z prawdziwego zdarzenia.
- Nic specjalnego - mruknął Ron, widząc jego zachwyt. - Dom jak dom.
- Jest cudowny! - wykrzyknął Harry.
- Mówiłam, że mu się spodoba... - mruknęła Alex.
- Dobra, dzieciaki - przerwał im te zachwyty Fred. - Po cichutku do łóżek, a jak mama zawoła nas na śniadanie to zejdziemy, krzykniemy "Zobacz, kto się zjawił w nocy" i będzie tak zachwycona Harrym, że nie będzie o nic pytać.
- Jakoś tego nie widzę - powtórzyła kolejny raz dziewczynka. - Wasza mama...
- Wykrakałaś - wydusił z siebie blady jak ściana Ron.
Obrócili się w kierunku domu, skąd nadciągała zamaszystym krokiem Molly Weasley. Z kieszeni kwiecistego szlafroka wystawała jej różdżka, a jej mina mówiła, że ostatkiem sił hamuje się, by jej nie użyć.
- Zapomnieliście uwzględnić faktu, że wasza mama wstaje dużo wcześniej od was - mruknęła w kierunku George'a.
- Cicho, mądralo.
- Dzień dobry, mamo. - Fred próbował nadać swojemu głosowi beztroskie brzmienie. Bezskutecznie. Ron usiłował maksymalnie się skurczyć, ale z jego wzrostem niewiele to dało.
- CZY WY WIECIE, CO JA PRZEŻYWAŁAM? PUSTE ŁÓŻKA, ŻADNEJ KARTKI, BRAK SAMOCHODU...
- Mamo, musieliśmy...
- Oni go więzili!
- I głodzili!
- Gdyby nie my...
- MOGLIŚCIE POSKRĘCAĆ KARKI. MUGOLE MOGLI WAS ZOBACZYĆ. WASZ OJCIEC MÓGŁ STRACIĆ PRACĘ!
Jej tyrada trwała bardzo długo, a wszyscy trzej Weasleyowie kurczyli się coraz bardziej. W końcu pani Weasley ochrypła na tyle, że Alex udało się nieśmiało wtrącić parę słów.
- Bardzo przepraszamy, pani Weasley, nie chcieliśmy pani martwić - odezwała się cicho. - To moja wina, bardzo martwiłam się o Harry'ego, gdy usłyszałam, że musiał użyć czarów i to ja naciskałam, żeby nie czekać - wyznała, spuszczając wzrok na czubki butów.
Bliźniacy z lekkim trudem ukryli zaskoczenie.
- Och. - Pani Weasley była nieco zbita z tropu. - Cóż, to nie było rozsądne z twojej strony, Alex, myślałam, że okażesz więcej rozumu od tej bandy... Ale rozumiem, martwiłaś się o brata. My zresztą też, kochanieńki - zwróciła się do Harry'ego. - Cieszę się cieszę, że cię widzę. Wejdź do środka, zaraz będzie śniadanie.
- Czemu to zrobiłaś? - szepnął jej do ucha Fred.
Alex wzruszyła ramionami.
- Siostrzana miłość łagodzi obyczaje. Będzie się krócej gniewać.
- Ale będzie się gniewać też na ciebie - szepnął jej do drugiego ucha George.
- Zasłużyłam w takiej samej mierze co i wy. - Wzruszyła ramionami.
Bliźniacy wymienili spojrzenia ponad jej głową, ale nic nie powiedzieli.
Pani Weasley posadziła Harry'ego przy stole i wciąż marudząc pod nosem, nałożyła mu kopiastą porcję śniadania. Cała reszta, starannie unikając jej wzroku obsłużyła się sama.
- Nie mam pretensji do ciebie, kochaneczku. Właśnie z Arturem rozmawialiśmy o tym, że jeśli nie odezwiesz się do piątku, to sami po ciebie pojedziemy. Ale wasze zachowanie było karygodne! - Momentalnie zmieniła ton, celując w nich widelcem. - Alex, usiądź koło Harry'ego, na pewno się za nim stęskniłaś. Swoją drogą, spodziewałam się po tobie więcej rozsądku....
- Mamo, były chmury... - odezwał się Fred.
- Nie gadaj, kiedy jesz!
- Głodzili go! - dodał George.
Molly Weasley fuknęła również na drugiego syna, ale dołożyła Harry'emu jeszcze jedną parówkę.
W tym momencie po schodach zeszła Ginny w piżamie. Spojrzała na towarzystwo przy stole, dostrzegła Harry'ego, zrobiła się cała czerwona i z cichym piskiem pobiegła z powrotem na górę.
- Ginny, nasza małą siostrzyczka jest twoją wielką fanką, Harry - wyjaśnił uprzejmie Fred, zaskoczonemu chłopakowi. Alex z lekkim zaniepokojeniem odprowadziła dziewczynkę wzrokiem, póki jej kroki nie ucichły, ucięte trzaśnięciem drzwi w łazience na przedostatnim piętrze.
Do końca śniadania nikt już nic nie powiedział. Tylko Alex wymieniła kilka znaczących spojrzeń z Harrym, który w międzyczasie rozglądał się jak zaczarowany po magicznej kuchni. Oboje jednak wiedzieli, że mają dużo do omówienia.

***

Zaraz po śniadaniu pani Weasley zagoniła ich do pracy. Ron i bliźniacy dostali za zadanie odgnamianie ogrodu, a Alex z własnej woli zaproponowała pani Weasley pomoc w kuchni. Harry chwilę się wahał, ale obecność pani Weasley nie sprzyjała rozmowie, postanowił więc pomóc przyjacielowi w ogrodzie, ponieważ nigdy nie widział odgnamiania ogrodu.
- Przeczytajcie, co Lockhart ma na ten temat do powiedzenia! - zawołała za nimi pani Weasley. - To bardzo mądry czarodziej - zwróciła się do Alex. - Mam wszystkie jego poradniki.
Dziewczynka jednym uchem wyłowiła docinki bliźniaków, że pani Weasley podkochuje się w autorze podręczników, ale ich matka na szczęście tego nie usłyszała. Uwagę o tym, że wcale nie potrzebują pomocy głupiego Lockharta do zwykłego odgnamiania ogrodu, niestety już tak.
- Lepiej żeby nie było tam ani jednego gnoma, jak przyjdę na inspekcję! - pogroziła im i zajęła się zmywaniem. Alex pośpiesznie zaczęła wycierać umyte już talerze i odkładać do szafek, zgodnie z podpowiedziami Ginny, która zeszła na dół, tym razem kompletnie ubrana i uczesana.
- Mogliście mnie uprzedzić - szepnęła tak, by mama nie usłyszała. - Mogłabym się przygotować... To znaczy, kryć was.
Alex uśmiechnęła się lekko, podając jej czyste kubki po herbacie.
- Następnym razem cię wtajemniczę - obiecała jej. - Ciekawe, kiedy przyjdą listy ze szkoły? - zmieniła temat.
- Pewnie niedługo, nie mogę się doczekać! - zawołała podekscytowana Ginny, omal nie tłukąc dzbanka, który właśnie chowała do szafki.
Jakby na zawołanie, przez otwarte kuchenne okno wleciała szara sowa, którą Alex od razu poznała.
- To od Wooda! - Wytarła ręce i odebrała przesyłkę. Nie zdążyła jednak jej otworzyć, bowiem z cichym trzaskiem ktoś aportował się na podwórku.
- Tata! - zawołała Ginny i pobiegła otworzyć drzwi, wołając po drodze braci i Harry'ego.
- Witajcie, kochani. - Pan Weasley zmęczony opadł na krzesło i przymknął oczy. Z ogrodu nadbiegli chłopcy, cali umorusani ziemią. Gnomy najwyraźniej dały się im we znaki, a przecież parę dni temu się ich pozbyli. Były naprawdę uparte. - Co za noc! Dziewięć interwencji, dziewięć! - zawołał ze zgrozą.
Alex podsunęła mu kubek z herbatą podany przez Ginny i usiadła koło niej. Bliźniacy od razu zarzucili ojca pytaniami o pracę, a on wyczerpująco im odpowiadał. Pracował w Wydziale Niewłaściwego Użycia Produktów Mugoli, co oznaczało, że zajmował się znajdowaniem i odczarowywaniem mugolskich przedmiotów, na które został rzucony urok lub odnajdywał zaczarowane przedmioty, które przypadkiem dostały się w ręce mugoli. Była to bardzo ważna funkcja, ze względu na Kodeks Tajności, ale wielu czarodziejów nie doceniało jego pracy.
- Nie zgadlibyście, co też czasem trafia się do odczarowania - westchnął w końcu pan Weasley.
- Może na przykład... samochody? - rzuciła sarkastycznie jego żona, a Ron, bliźniacy i Alex stali się nagle o pół głowy niżsi. Pan Weasley od razu oprzytomniał.
- S-samochody, kochanie? - spytał, lekko zezując na pogrzebacz w ręku pani Weasley.
- Owszem, samochody, Arturze - odparła, biorąc się pod boki. - Wyobraź sobie czarodzieja, który trzyma w szopie stary, pordzewiały samochód i w tajemnicy przed rodziną rzuca na niego zaklęcie, które pozwoli mu latać... - Jej głos był lodowaty, a awantura wisiała w powietrzu. Alex nieco żałowała, że jest za młoda, by umieć się teleportować.
- Cóż... myślę, kochanie, że miałby do tego prawo, bowiem... widzisz, w przepisach jest pewna luka - Pan Wesaley dzielnie próbował wybrnąć z tej sytuacji. - Samo posiadanie nie jest karalne, dopiero użycie...
- ARTURZE WEASLEY, DOBRZE WIEDZIAŁEŚ, ŻE W PRAWIE BĘDZIE TAKA LUKA, GDY JE TWORZYŁEŚ - zagrzmiała Molly Weasley. - Zrobiłeś to, żeby bezkarnie majstrować przy mugolskich sprzętach w tej twojej szopie! A Harry przybył dziś rano tutaj tym samochodem, którego ponoć nie zamierzałeś używać!
- Harry? Jaki Harry? - Pan Weasley dopiero teraz zauważył Harry'ego siedzącego obok Rona. - Na brodę Merlina, przecież to Harry Potter!
- PO KTÓREGO TWOI SYNOWIE I ALEX POLECIELI TWOIM SAMOCHODEM. W OBIE STRONY - sprowadziła go na ziemię żona.
- Naprawdę? I wszystko działało? - zainteresował się pan Weasley, ale zmitygował się prędko pod groźnym spojrzeniem żony. - To znaczy... bardzo nieładnie, chłopcy. Nieładnie, Alex. To było bardzo nieodpowiedzialne z waszej strony - oznajmił, ale był przy tym mało przekonujący.
Alex wymieniła krótkie uśmiechy z Ginny. Zdążyła poznać sposób, w jaki rodzina Weasleyów się przekomarzała. Choć codziennie było słychać tutaj kłótnie i krzyki, to wszyscy bardzo się kochali i skoczyli by za sobą w ogień. To sprawiało, że Alex tęskniła za rodzicami nieco bardziej niż zazwyczaj, ale teraz przynajmniej Harry znowu był blisko. Nie mieli poza sobą nikogo, więc musieli trzymać się razem.
Sytaucja z samochodem została załagodzona, a pan Weasley oprzytomniał mimo ciężkiej nocy. Zalał Harry'ego pytaniami dotyczącymi życia wśród mugoli, a Alex ciekawie nadstawiła ucha. Uświadomiła sobie, że nic prawie nie wie na ten temat, a przecież to była codzienność Harry'ego przez ponad 10 lat! No i w końcu Dursleyowie - najbardziej mugolscy mugole na świecie, a przynajmniej według Harry'ego - byli także jej rodziną. Dobrze byłoby wiedzieć coś więcej na ich temat.
Harry cierpliwie odpowiadał na wszystkie pytania. Widać, że niektóre pytania wydają mu się dziwne (na przykład to o gumową kaczkę do kąpieli. Alex nawet nie wiedziała, że coś takiego istnieje, ale pan Weasley wydawał się bardzo zafrapowany tym zagadnieniem).
Nie minęło wiele czasu, nim Harry poczuł się jak u siebie, podobnie jak i Alex. Teraz kiedy był tutaj, wszystko było na swoim miejscu, a Nora powoli stawała się dla nich nowym azylem, podobnie jak i Hogwart.

***

Zgodnie z przewidywaniem Alex, pani Weasley postanowiła zorganizować Potterom wspólne, nieco spóźnione przyjęcie urodzinowe. Był tort, były drobne prezenty, a przyjęcie, choć skromne, było najlepszym przyjeciem urodzinowym w życiu Alex. Pirwsze rodzinne urodziny, spędzone w gronie przyjaciół - czy można chcieć czegoś więcej?
- Najlepszego, Harry. - Uściskała brata, kiedy wszyscy pozostali już złożyli im życzenia.
- Najlepszego, Alex. To zabawne, że masz urodziny dzień po mnie - zauważył.
Dziewczynka wzruszyła ramionami.
- To czyni nas jeszcze bardziej wyjątkowymi, prawda? - Uśmiechnęła się. - Co ty na to, żeby w ramach prezentu napisać do Ravenów? Może odpowiedź przyjdzie jeszcze przed końcem wakacji?
- Świetny pomysł! - ucieszył się Harry. - Przez to wszystko komplentnie o tym zapomniałem...
- I mam nadzieję, że utrzymałeś formę, bo sądząc po listach Wooda da nam we wrześniu niezły wycisk... Chyba musimy potrenować.
Rodzeństwo zaśmiało się, a pani Weasley wezwała ich z powrotem do stołu, gdzie czekała na nich dokładka ich urodzinowego tortu. Ledwie zdążyli usiąść, pojawił się kolejny prezent - przez kuchenne okno wleciała gromada sów z niewielkimi pakunkami.
- Listy! Listy ze szkoły! - zawołał Ron, gdy przed każdym z nich wylądowała jedna z średnich rozmiarów szarych sów, jakimi szkoła zwykła rozsyłać swoją korespodnecję. Ginny aż pisnęła z podeksyctowania, a Percy prędko porwał nieco grubszą od innych kopertę i pomknął do swojego pokoju, by w samotności poznać wyniki swoich egzaminów.
- Pewnie musi się upewnić, że ze wszystkiego dostał Wybitny, żeby się publicznie nie rozkleić, jeśli gdzieś będzie widniało tłuste P - skomenotwał George.
- Jesteś niemiły, Georgie, Percy po prostu nie chce nas zawstydzić swoim geniuszem - upomniał go Fred, dusząc się nieco ze śmiechu, po czym przeniósł wzrok na listę podręczników. - Oj, mamo, nie jest dobrze.
Pani Wesaley zerknęła mu przez ramię, po czym wyjęła listę podrczników z dłoni Ginny, która w pełni skupiona była na swoim liście gratulacyjnym i zacmokała ze zmartwieniem.
- Och, widzę, że wasz nowy nauczyciel OPCM jest wielkim fanem Lockharta - zauważyła, rumieniąc się nieco. - Ale spokojnie, jakoś sobie poradzimy.
Alex zerknęła z ukosa na Harry'ego. Podręczniki autorstwa Glideroya Lockharta nie były tanie. Kupinie pięciu kompletów plus całej wyprawki szkolnej dla Ginny musiało mocno nadszarpnąć budżet Weasleyów. Mama Rona ewidentnie robiła dobrą minę do złe gry, ale nikt nie odważył się wspomnieć o tym choć słowem.
W tym momencie do kuchni wmaszerował Percy, wypinający dumnie pierś, na której błyszczała odznaka perfekta. W jednej dłoni dzierżył kartkę z wynikami SUMów, którą pokazywał każdemu, kto zechciał poświęć mu choćby odrobinę uwagi. Drugą postawił na stole bardzo starego i zmęczongo podróżą puchacza.
- To chyba do ciebie, Ron.
- List od Hermiony, słuchajcie! - przeczytał na głos treść listu, w którym przyjaciółka martwiła się o HArry'ego i ich nie do końca bezpieczny plan odbicia go z rąk Dursleyów oraz informowała, że w najbliższą środę wybiera się na Pokątną po książki.
- O, moglibyśmy się tam spotkać - zauważyła Alex. - To nie będzie problem? - zwróciła się do pani Weasley.
- Absolutnie nie, kochani. Dobrze, uciekajcie. Wiem, że nie chcecie siedzieć w domu w ostatnie dni wakacji!
Dwa razy nie trzeba było im powtarzać. Chwycili miotły i pomknęli na najbliższe wzgórze, by poćwiczyć quidditcha. Aby było po równo wzięli ze sobą bardzo przejętą Ginny i tworzyli dwie trzyosobowe drużyny. Harry i Ron dołączyli do George'a, a Alex i Ginny do Freda. Okrojona wersja zakładała, że jeden ze ścigających pełnił funkcję obrońcy, a jeden pałkarza, był tylko jeden tłuczek i nie korzystano ze znicza. W żadnym stopniu nie sprawiało to, że gra była nudniejsza. 
- Jeśli chcecie, możemy wypróbować kilka nowych tricków Wooda, rano przyszedł od niego list - przypomniała sobie Alex, po wybiciu piłki tuż sprzed prowizorycznej bramki. Ron jęknął zawiezony, że nie udało mu się zdobyć punktu. - Co wy na to?
- Zostałaś jego asystenką? - zakpił Fred, podając jej kafla, a dziewczyna wywróciła oczami.
- Ja jedna czasami doceniam jego starania w zdobyciu Pucharu. Nie bądź złośliwy.
- Czyżby ktoś się tutaj zawstydził? - zawtórował mu George. - Czy to aby nie rumieniec, panno Potter?
W tym momencie Ginny znienacka odebrała mu kafla i przerzuciła przez bramkę, której obroną miał zająć się Harry. Puściła oko do Alex, po czym zrobiła się cała czerwona, uświadamiając sobie jak blisko Harry'ego się znalazła.
- Chłopaki, po prostu... Dajmy w tym roku z sobie wszystko, ok? - poprosiła. Wiedziała, jak Woodowi zależało na tym Pucharze. Wiedziała też, że bliźniacy mimo żartów, również traktują sprawę poważnie, nie martwiła się więc o ich zapał.
Grali aż do zachodu słońca. Gdy wrócili, czekała na nich słodka kolacja. Wieczorem, już wykąpani, Alex i Harry rozsiedli się przed kominkiem w salonie z pergaminem i atramentem, by napisać list do Ravenów.
- Nawet nie wiem, o co pytać - westchnęła Alex.
- Może o to, jak się poznali? Jakie były ich ulubione przedmioty i zajęcia? Jak spędzali wolny czas? Czy tracili dużo punktów? Która drużyna była najlepsza w quidditchu? - zaproponował Harry. Im dłużej się zastanawiali, tym więcej pytań się pojawiało. Czy Irytek robił im kawały? Czy mieli kiedyś szlaban? Jak poznali Hagrida? Czy lubili Noc Duchów?
W końcu Alex napisała wstęp listu i spisała wszystkie te pytania w punktach. Dodali jeszcze kilka słów o swoich wakacjach i planach na sierpień i zakleili kopertę, by potem wysłać ją z poczty na Pokątnej. Postanowili więcej nie narażać Sandy na takie przygody jak ostatnio.
- Myślisz, że czegoś się nauczymy o nich? - zapytała Alex, gdy szli na górę do swoich tymczasowych sypialni.
- To zawsze coś więcej, niż dotychczas. To naprawdę dużo - zapewnił ją Harry.
- Dobranoc. - Uśmiechnęła się, otwierając drzwi do pokoju Ginny.
- Dobranoc - odpowiedział Harry, znikając za drzwiami do pokoju Rona.
____________________
Nowy rok szkolny się zaczął, pora więc wysłać naszych milusińskich na drugi rok do Hogwartu. Co Wy na to? Tęskniliście? Bo ja bardzo! Ale praca napisana, tylko obrona przede mną, więc mogę zająć się czymś przyjemniejszym ;).
Czary-Mary, drugi rok w Hogwarcie czas zacząć!