-
Alex! Już czas!
Jedenastoletnia
dziewczyna, zerwała się z łóżka, na którym leżała, po raz
kolejny czytając list, który przyszedł miesiąc temu z Hogwartu.
Pergamin był już mocno wytarty, a nawet poplamiony w niektórych
miejscach. Nic dziwnego, skoro dziewczynka nie rozstawała się z nim
nawet na chwilę. To był dowód, że już niedługo tam pojedzie. I
w końcu będzie się mogła z nim spotkać.
Szybko
zbiegła na dół po schodach i wparowała do salonu, gdzie dwoje
dorosłych czarodziejów już szykowało się do podróży siecią
Fiuu.
-
Gotowa? - zapytała wysoka jasnowłosa kobieta.
-
Tak, ciociu Ann. – Alex głos lekko zachwiał się przy
przedostatnim słowie. Nigdy nie niosło ono ze sobą tego ciepła,
które powinno. - Wręcz nie mogę się doczekać!
-
Pójdziesz, zaraz za Tomem, dobrze? - powiedziała jeszcze Ann, a jej
mąż zniknął w zielonych płomieniach.
Alex
weszła do kominka, z garścią proszku w ręce i mocno zacisnęła
powieki.
-
Na Pokątną! - krzyknęła, rzucając proszek pod stopy.
Podróż
jak zwykle nie należała do przyjemnych i nieco poturbowana i
okopcona wypadła z kominka w Dziurawym Kotle wprost w objęcia wujka
Toma.
-
Cała? - zapytał, otrzepując ją z popiołu.
-
Aha. – Zakasłała. - Nic mi nie jest.
Nie
minęła minuta, jak w kominku pojawiła się ciocia Ann.
-
To jak, gotowi? - zapytała, otrzepując szatę, mimo iż jakimś
cudem nie było na niej ani grama brudu. Alex od dawna zastanawiała
się, jak Ann to robiła, że niezależnie od okoliczności
pozostawała schludna i elegancka.
-
Jasne! - zawołała dziewczynka. - Chodźcie!
I
pierwsza ruszyła na ulicę Pokątną.
***
Po
półgodzinie była już zaopatrzona w komplet szat, cynowy kociołek
w rozmiarze drugim, ogromną ilość pergaminu i atramentu oraz
piękne puszyste pióro. Stała więc niezdecydowana, zastanawiając
się, gdzie teraz pójść.
-
Mam jeszcze do kupienia książki, składniki do eliksirów i różdżkę
– wymruczała, uważnie analizując wymiętoszoną listę.
-
To gdzie w takim razie? - zapytał wujek Tom, którego wraz z Ann
obwiesiły torbami z zakupami. Po jego minie widać było, że marzy
tylko o tym, by gdzieś usiąść i odpocząć po tym zakupowym
szaleństwie.
-
To może ja pójdę po różdżkę, a wy... - Alex zamyśliła się.
Bardzo chciała już trzymać w ręku tę jedną, jedyną różdżkę.
Atrybut prawdziwego czarodzieja. Nie chciała zwlekać ani chwili
dłużej. - A wy może sobie trochę odpoczniecie? I spotkamy się w
Esach i floresach za pół godziny?
-
Dobrze, ale uważaj na siebie, dobrze? - poprosił Tom.
Alex
wywróciła oczami. Jej opiekunowie byli czasami bardzo
nadopiekuńczy.
-
Przecież nic mi się nie stanie... To do zobaczenia! - zawołała i
oddaliła się, nim wujek albo ciocia zdążyli wymyślić jakieś
inne „ale”. Bardzo poważnie traktowali powierzone im zadanie
jakim było opiekowanie się dziewczynką.
Nogi
niosły ja szybko, wprost do sklepu Ollivandera, gdzie już czekała
na nią, ta jedna, jedyna różdżka.
***
Harry
Potter już z daleka dojrzał szyld opatrzony dwoma skrzyżowanymi
różdżkami, jak mówił mu Hagrid. Nie mogło być mowy o pomyłce
– na ulicy Pokątnej był tylko jeden taki sklep.
Przyśpieszył
kroku, nie mogąc doczekać się momentu, w którym sięgnie po swoją
pierwszą, jedyną w swoim rodzaju różdżkę magiczną, coś, co
uczyni go w pełni młodym czarodziejem. Cały ten świat był dla
niego wciąż jak jakaś bajka. On, zwykły chłopiec, „tylko
Harry”, był czarodziejem. I właśnie zmierzał do sklepu, by kupić
swoją pierwszą magiczną różdżkę. To nadal brzmiało dla niego
nieprawdopodobnie.
Kiedy
był zaledwie kilka metrów od drzwi, te otworzyły się z brzmieniem
kilkunastu dzwoneczków i na ulicę wyszła rudowłosa dziewczynka w
jego wieku. W rękach ostrożnie dzierżyła drewniane pudełko,
któremu przyglądała się z wielką intensywnością. Przygląda
się tak intensywnie, że nie zauważyła Harry'ego i potrąciła go,
przechodząc obok.
-
Ojej, przepraszam! - zawołała, podnosząc gwałtownie głowę.
-
Nic się nie stało – odparł Harry, a dziewczyna odeszła w swoją
stronę. Coś w jej spojrzeniu, przykuło na moment jego uwagę, ale
chłopiec nie zaprzątał sobie tym długo głowy. W końcu właśnie
miał kupić swoją różdżkę.
Chwycił
klamkę i wśród brzmienia dzwoneczków wszedł do sklepu.
-
Proszę, proszę... - Przywitał go głos starszego mężczyzny,
który musiał być panem Ollivanderem. - Pan Potter! Kto by
pomyślał... - dodał w zamyśleniu, wpatrując się w jakiś bliżej
nieokreślony punkt, daleko na ulicy. - Kto by pomyślał...
***
Alex
dotarła do Esów i Floresów, wciąż obracając w rękach pudełko
otrzymane w sklepie Ollivandera. W środku spoczywała jej nowiutka
różdżka. Była tak skupiona na nowym nabytku, że ledwie zwróciła
uwagę na chłopaka, którego niechcący potrąciła pod sklepem. Nie
zauważyła też, że Ann i Tom czekają na nią przed księgarnią i
byłaby weszła do środka, gdyby ciocia jej nie zawołała.
-
Ojej, a to co? - zapytała wyrwana z zamyślenia Alex, dostrzegłszy
dużą, zakrytą materiałem klatkę stojącą obok wujka Toma.
-
Twój prezent urodzinowy – odpowiedział. - Co prawda to dopiero
jutro, ale myślę, że możesz go odpakować już teraz.
Alex
szybko podeszła do klatki i zajrzała pod materiał. W środku na
drążku siedziała duża beżowa sowa, która uniosła jedną
powiekę jakby pytając „I co się gapisz? Ja tu śpię!”.
Dziewczynka włożyła dłoń pomiędzy prętami klatki i delikatnie
pogładziła sowę po miękkich piórach. Sowa zahukała cicho,
aprobując dotyk.
-
Jest śliczna, dziękuję! - powiedziała, kiedy z powrotem zasłoniła
klatkę, pozwalając sowie na dalszą drzemkę. - Będę wam przez
nią wysyłać listy z Hogwartu, obiecuję!
Wahała
się przez moment, ale uściskała ich oboje, co dorośli przyjęli z
lekkim zaskoczeniem i zażenowaniem. Rzadko pozwalali sobie na tak
poufałe, wręcz rodzinne gesty.
Bo
przecież tak naprawdę nie byli dla Alex żadną rodziną. Mówiła
do nich „ciociu” i „wujku”, lecz przychodziło jej to z
ogromnym trudem. Bardzo chciała poznać swoją prawdziwą rodzinę,
tych, którzy jeszcze jej zostali po śmierci rodziców. I choć
przez wiele lat nie było to możliwe, w końcu nadszedł ten czas.
Pierwszy września nadchodził wielkimi krokami, a wraz z nim moment,
w którym w końcu, po tylu latach będzie
mogła podać rękę komuś, kto był jej prawdziwie bliski.
______
Więzień Azkabanu w telewizji, więc jak mogłabym nie opublikować czegoś nowego, no? Długa droga jeszcze przede mną. Najlepsze dopiero nadejdzie!
______
Więzień Azkabanu w telewizji, więc jak mogłabym nie opublikować czegoś nowego, no? Długa droga jeszcze przede mną. Najlepsze dopiero nadejdzie!