Kolejne rozdziały czekają na swój świstoklilk. Nie liczcie na regularność, postaram się dobrnąć sprawnie do końca pierwszego roku ;)

Mam zamęt twórczy, nie wiem co, gdzie i kiedy napiszę.

sobota, 20 stycznia 2018

1. Na Pokątnej


- Alex! Już czas!
Jedenastoletnia dziewczyna, zerwała się z łóżka, na którym leżała, po raz kolejny czytając list, który przyszedł miesiąc temu z Hogwartu. Pergamin był już mocno wytarty, a nawet poplamiony w niektórych miejscach. Nic dziwnego, skoro dziewczynka nie rozstawała się z nim nawet na chwilę. To był dowód, że już niedługo tam pojedzie. I w końcu będzie się mogła z nim spotkać.
Szybko zbiegła na dół po schodach i wparowała do salonu, gdzie dwoje dorosłych czarodziejów już szykowało się do podróży siecią Fiuu.
- Gotowa? - zapytała wysoka jasnowłosa kobieta.
- Tak, ciociu Ann. – Alex głos lekko zachwiał się przy przedostatnim słowie. Nigdy nie niosło ono ze sobą tego ciepła, które powinno. - Wręcz nie mogę się doczekać!
- Pójdziesz, zaraz za Tomem, dobrze? - powiedziała jeszcze Ann, a jej mąż zniknął w zielonych płomieniach.
Alex weszła do kominka, z garścią proszku w ręce i mocno zacisnęła powieki.
- Na Pokątną! - krzyknęła, rzucając proszek pod stopy.
Podróż jak zwykle nie należała do przyjemnych i nieco poturbowana i okopcona wypadła z kominka w Dziurawym Kotle wprost w objęcia wujka Toma.
- Cała? - zapytał, otrzepując ją z popiołu.
- Aha. – Zakasłała. - Nic mi nie jest.
Nie minęła minuta, jak w kominku pojawiła się ciocia Ann.
- To jak, gotowi? - zapytała, otrzepując szatę, mimo iż jakimś cudem nie było na niej ani grama brudu. Alex od dawna zastanawiała się, jak Ann to robiła, że niezależnie od okoliczności pozostawała schludna i elegancka.
- Jasne! - zawołała dziewczynka. - Chodźcie!
I pierwsza ruszyła na ulicę Pokątną.

***

Po półgodzinie była już zaopatrzona w komplet szat, cynowy kociołek w rozmiarze drugim, ogromną ilość pergaminu i atramentu oraz piękne puszyste pióro. Stała więc niezdecydowana, zastanawiając się, gdzie teraz pójść.
- Mam jeszcze do kupienia książki, składniki do eliksirów i różdżkę – wymruczała, uważnie analizując wymiętoszoną listę.
- To gdzie w takim razie? - zapytał wujek Tom, którego wraz z Ann obwiesiły torbami z zakupami. Po jego minie widać było, że marzy tylko o tym, by gdzieś usiąść i odpocząć po tym zakupowym szaleństwie.
- To może ja pójdę po różdżkę, a wy... - Alex zamyśliła się. Bardzo chciała już trzymać w ręku tę jedną, jedyną różdżkę. Atrybut prawdziwego czarodzieja. Nie chciała zwlekać ani chwili dłużej. - A wy może sobie trochę odpoczniecie? I spotkamy się w Esach i floresach za pół godziny?
- Dobrze, ale uważaj na siebie, dobrze? - poprosił Tom.
Alex wywróciła oczami. Jej opiekunowie byli czasami bardzo nadopiekuńczy.
- Przecież nic mi się nie stanie... To do zobaczenia! - zawołała i oddaliła się, nim wujek albo ciocia zdążyli wymyślić jakieś inne „ale”. Bardzo poważnie traktowali powierzone im zadanie jakim było opiekowanie się dziewczynką.
Nogi niosły ja szybko, wprost do sklepu Ollivandera, gdzie już czekała na nią, ta jedna, jedyna różdżka.

***

Harry Potter już z daleka dojrzał szyld opatrzony dwoma skrzyżowanymi różdżkami, jak mówił mu Hagrid. Nie mogło być mowy o pomyłce – na ulicy Pokątnej był tylko jeden taki sklep.
Przyśpieszył kroku, nie mogąc doczekać się momentu, w którym sięgnie po swoją pierwszą, jedyną w swoim rodzaju różdżkę magiczną, coś, co uczyni go w pełni młodym czarodziejem. Cały ten świat był dla niego wciąż jak jakaś bajka. On, zwykły chłopiec, „tylko Harry”, był czarodziejem. I właśnie zmierzał do sklepu, by kupić swoją pierwszą magiczną różdżkę. To nadal brzmiało dla niego nieprawdopodobnie.
Kiedy był zaledwie kilka metrów od drzwi, te otworzyły się z brzmieniem kilkunastu dzwoneczków i na ulicę wyszła rudowłosa dziewczynka w jego wieku. W rękach ostrożnie dzierżyła drewniane pudełko, któremu przyglądała się z wielką intensywnością. Przygląda się tak intensywnie, że nie zauważyła Harry'ego i potrąciła go, przechodząc obok.
- Ojej, przepraszam! - zawołała, podnosząc gwałtownie głowę.
- Nic się nie stało – odparł Harry, a dziewczyna odeszła w swoją stronę. Coś w jej spojrzeniu, przykuło na moment jego uwagę, ale chłopiec nie zaprzątał sobie tym długo głowy. W końcu właśnie miał kupić swoją różdżkę.
Chwycił klamkę i wśród brzmienia dzwoneczków wszedł do sklepu.
- Proszę, proszę... - Przywitał go głos starszego mężczyzny, który musiał być panem Ollivanderem. - Pan Potter! Kto by pomyślał... - dodał w zamyśleniu, wpatrując się w jakiś bliżej nieokreślony punkt, daleko na ulicy. - Kto by pomyślał...

***

Alex dotarła do Esów i Floresów, wciąż obracając w rękach pudełko otrzymane w sklepie Ollivandera. W środku spoczywała jej nowiutka różdżka. Była tak skupiona na nowym nabytku, że ledwie zwróciła uwagę na chłopaka, którego niechcący potrąciła pod sklepem. Nie zauważyła też, że Ann i Tom czekają na nią przed księgarnią i byłaby weszła do środka, gdyby ciocia jej nie zawołała.
- Ojej, a to co? - zapytała wyrwana z zamyślenia Alex, dostrzegłszy dużą, zakrytą materiałem klatkę stojącą obok wujka Toma.
- Twój prezent urodzinowy – odpowiedział. - Co prawda to dopiero jutro, ale myślę, że możesz go odpakować już teraz.
Alex szybko podeszła do klatki i zajrzała pod materiał. W środku na drążku siedziała duża beżowa sowa, która uniosła jedną powiekę jakby pytając „I co się gapisz? Ja tu śpię!”. Dziewczynka włożyła dłoń pomiędzy prętami klatki i delikatnie pogładziła sowę po miękkich piórach. Sowa zahukała cicho, aprobując dotyk.
- Jest śliczna, dziękuję! - powiedziała, kiedy z powrotem zasłoniła klatkę, pozwalając sowie na dalszą drzemkę. - Będę wam przez nią wysyłać listy z Hogwartu, obiecuję!
Wahała się przez moment, ale uściskała ich oboje, co dorośli przyjęli z lekkim zaskoczeniem i zażenowaniem. Rzadko pozwalali sobie na tak poufałe, wręcz rodzinne gesty.
Bo przecież tak naprawdę nie byli dla Alex żadną rodziną. Mówiła do nich „ciociu” i „wujku”, lecz przychodziło jej to z ogromnym trudem. Bardzo chciała poznać swoją prawdziwą rodzinę, tych, którzy jeszcze jej zostali po śmierci rodziców. I choć przez wiele lat nie było to możliwe, w końcu nadszedł ten czas. Pierwszy września nadchodził wielkimi krokami, a wraz z nim moment, w którym w końcu, po tylu latach będzie mogła podać rękę komuś, kto był jej prawdziwie bliski.
______
Więzień Azkabanu w telewizji, więc jak mogłabym nie opublikować czegoś nowego, no? Długa droga jeszcze przede mną. Najlepsze dopiero nadejdzie!