Kolejne rozdziały czekają na swój świstoklilk. Nie liczcie na regularność, postaram się dobrnąć sprawnie do końca pierwszego roku ;)

Mam zamęt twórczy, nie wiem co, gdzie i kiedy napiszę.

niedziela, 6 września 2020

15. Na ratunek

Pierwszy miesiąc wakacji minął Alex w mgnieniu oka. Oczywiście już po paru dniach zatęskniła za Hogwartem, więc w ciągu dwóch tygodni zrobiła wszystkie wakacyjne zadania, mając świadomość, że zarówno Ron jak i Harry skwapliwie to wykorzystają. W przeciwieństwie do niej, proszenie o pomoc w takich sprawach Hermiony kończyło się jej długą tyradą. Przyjaciółka była bardzo zasadnicza w kwestii zadań domowych.
Kiedy jednak wszystkie zadania były już zrobione, miotła wypolerowana, a podręczniki z pierwszego roku przeczytane ponownie od deski do deski, Alex zaczęła się nudzić. Towarzyszyła Ann przy zakupach na Pokątnej, jednak nadal nie dostała wykazu podręczników na następny rok, więc szkolne sprawunki nie mogły podnieść jej na duchu.
Poza lataniem na miotle za domem Ann i Toma, jedyną atrakcją były pełne entuzjazmu listy od Wooda. Ron i Hermiona również pisali od czasu do czasu, natomiast Harry nie odezwał się ani słowem. Nie odpisywał też na jej listy. Alex zaczynała się martwić, ale nie miała złych przeczuć. To znaczy, coś było nie w porządku, ale nie było to nie w porządku w skali Sami-Wiecie-Czego.
Ron zaprosił ich już pod koniec lipca, Alex miała więc nadzieję, że zobaczą się u Weasleyów. Podejrzewała, że data jest nieprzypadkowa, pani Weasley zapewne planowała dla nich przyjęcie urodzinowe. Miała nadzieję, że Harry'emu uda się dotrzeć na czas.
Ann i Tom bez problemu zgodzili się oddać ją pod opiekę Weasleyów. Znali ojca Rona z Ministerstwa, zresztą mieli teraz więcej pracy i dręczyły ich wyrzuty sumienia, że nie poświęcają dziewczynce wystarczająco dużo uwagi.
- Alex? - Głos Toma wyrwał ją z zamyślenia. - Ann mówi, że nie puści cię bez obiadu. Zjemy i ruszymy do Nory. - Uśmiechnął się. - Wszystko masz spakowane?
- Tak. Już schodzę, tylko odpiszę na list - odpowiedziała i przeniosła wzrok na pusty pergamin.
Zastanawiała się, czy spróbować raz jeszcze skontaktować się z Harrym, czy też odpisać na dzisiejszy list Olivera. Pisał do niej średnio co trzeci dzień z coraz to nowymi pomysłami.
W końcu uznała, że sprawę brata skonsultuje z przyjaciółmi po przybyciu do Nory i skupiła się na liście od starszego kolegi.

Wood,
Twój najnowszy plan treningowy brzmi już znacznie bardziej realnie, ale przypominam Ci, że doba ma jedynie 24 godziny. Jeśli mamy mieć czas na jedzenie i sen, musisz skrócić treningi PRZYNAJMNIEJ o połowę.
A poważnie, musisz pamiętać, że inni też będą chcieli trenować. Musisz zaraz na początku roku zaklepać boisko, bo dobrze wiesz, że potem jest z tym problem. Nabór na rezerwowych też brzmi nieźle, ale pamiętaj, że będzie mało chętnych, jeśli w perspektywie będą mieć jedynie siedzenie na ławce. Przemyśl jeszcze treść tego ogłoszenia - zresztą może wśród młodszych uczniów objawi się jakiś talent? Kto wie?
Muszę już kończyć. Teraz będę w Norze, ale myślę, że Twoja sowa znajdzie mnie bez problemu. Jeśli nie dostanę od ciebie informacji, to wyślę Sandy. Już nie mogę doczekać się początku roku, wiesz?
Tęsknię za quidditchem bardzo, bardzo mocno!
Do zobaczenia, 
Lex
PS: Daj znać gdy tylko dostaniesz wyniki SUMów. Wciąż trzymam mocno kciuki, boję się, że mi wkrótce odpadną! 

Zakleiła kopertę i podała ją czekającej cierpliwie w klatce obok Sandy rudej połomykówce. Sówka zaćwierkała i wyleciała przez uchylone okno, a Alex pochowała przybory do pisania i zeszła na dół, gdzie Ann już czekała z obiadem.
- Przepraszam, musiałam dokończyć list, przyjaciel czeka na odpowiedź - wyjaśniła, dosiadając się do nich.
- Harry się odzywał? - zainteresował się Tom.
Alex pokręciła głową.
- Nie chcę martwić się na zapas. Może nie odpisuje tylko mi? Może się na mnie obraził? - zmartwiła się Alex. - Zapytam Rona i Hermionę, czy odpowiadał na ich listy. Na pewno nie jesteście źli, że jadę? - zapytała.
- Oczywiście, że nie, kochana - uspokoiła ją Ann. - Powinnaś spędzić resztę wakacji z przyjaciółmi, tutaj tylko byś się nudziła. Będziesz w dobrych rękach i na pewno będziesz bawić się lepiej niż tu.
- Po prostu nie chcę, żebyście pomyśleli, że chcę od was uciec... Bardzo doceniam to, co dla mnie robicie. Wiem, że nie jest wam łatwo i że wiele ryzykujecie. Obiecuję wam, że w tym roku będę częściej pisać, naprawdę! Tamten rok był taki... szalony - westchnęła Alex.
- Po prostu się martwimy, kochanie - odpowiedziała jej Ann. - Zjedz jeszcze deser, a Tom zniesie twoje rzeczy, dobrze? Napaliłam już w kominku i zaraz możecie ruszać.
Alex skinęła głową i wzięła się za pałaszowanie szarlotki.

***

Nora była naprawdę wspaniała! Była dokładnie taka, jaki powinien być dom dużej, czarodziejskiej rodziny. Może była i nieco koślawa i patchworkowa, ale to tylko dodawało jej uroku.
Tom oddał ją w opiekuńcze ramiona pani Weasley, upewnił się, że na pewno niczego nie będzie jej brakować i przekazał pozdrowienia dla pana Weasleya, bo mimo iż jechał prosto do Ministerstwa, istniała spora szansa, że się z nim minie.
Pani Weasley zaprowadziła Alex do środka, od razu sadzając ją do stołu.
- No kochanieńka, obiad będzie za momencik, ale może coś przekąsisz? Tak licho wyglądasz... Ginny! Zejdź na dół, nakryjesz do stołu! - krzyknęła w górę schodów, po których chwilę później zbiegła rudowłosa dziewczynka.
- Aaach! Ty jesteś siostrą Harry'ego Pottera! - wykrzyknęła na jej widok.
- A ty siostrą Rona - odparła z uśmiechem. - Cześć. Jestem Alex - przywitała się dziewczyna. - Mogę z czymś pomóc?
Mimo protestów pani Weasley pomogła przy ostatnich przygotowaniach do obiadu i przy okazji dowiedziała się wielu ciekawych rzeczy. Kilka minut później dołączyli do nich Ron i bliźniacy, cali spoceni i umorusani po odgnamianiu ogrodu. Pani Weasley od razu wysłała ich pod prysznic, a Ginny lekko chichocząc zdradziła Alex, że Percy niemal nie wychodzi ze swojego pokoju od początku wakacji i ciągle wysyła gdzieś sowy.
- Jest pewien, że SUMy poszły mu bardzo dobrze i pewnie już uczy się do kolejnych egzaminów - dodała szeptem, gdy najstarszy z obecnych w Norze braci zszedł na dół zwabiony pysznym zapachem pieczeni.
- No, do stołu, kochani! Tata zaraz powinien wrócić! - pogoniła ich pani Weasley, a Alex usiadła między Ginny i Ronem. Przez kilkanaście minut zdążyła nawiązać nić porozumienia z dziewczynką. Może trochę za dużo mówiła o Harrym (wspomniała o nim średnio w co drugim zdaniu), ale poza tym wydawała się bardzo sympatyczną osobą.
- To prawda, że razem z Harrym pokonaliście w czerwcu Sama-Wiesz-Kogo? - pytała podekscytowana Ginny po posiłku, kiedy wspinały się po schodach do pokoju, który miały dzielić.
- To nie do końca był on... Zresztą ja tylko pomagałam. Mieliśmy dużo szczęścia - próbowała wyjaśnić Alex. - Bez Rona i Hermiony by się nam nie udało.
- Bez Rona? - Ginny pisnęła zdumiona, popychając drzwi na ostatnim piętrze. Powyżej był tylko strych. Na przeciwko był jeszcze jeden pokój, opisany jako "Pokój Ronalda". - Myślałam, że zmyśla!
- Muszę go poprosić, by nauczył mnie grać w szachy. To naprawdę może być przydatna umiejętność... - urwała Alex, nieco oszołomiona ilością różu, jaki wypełniał pokój Ginny. W połączeniu z jej płomiennorudymi włosami, powstawało dość odważne zestawienie. Róż i rudy nie szły ze sobą w parze, Alex wiedziała co nieco na ten temat.
- Ale nie udałoby się wam, gdyby nie Harry! Był taki odważny!
- Był... To dla mnie? - spytała Alex, wskazując rozkładane polowe łóżko.
- Tak, ale jak chcesz, możesz spać w moim. Opowiesz mi, jak jest w Hogwarcie? - Dziewczynce buzia nie zamykała się nawet na chwilę. - Fred i George opowiadają straszne głupoty, nigdy nie można im ufać, Percy mówi tylko o nauce, a Ron stwierdził, że sama zobaczę. No? Jak tam jest?
- Sama zobaczysz. - Ron wsadził głowę przez drzwi, co spotkało się z oburzonym prychnięciem siostry. - Nie zawracaj Alex głowy, musimy porozmawiać.
- O Harrym? - zapytały jednocześnie. Ginny podekscytowana i momentalnie czerwona na twarzy, a Alex zmartwiona.
- Tak. Ginny, idź sobie!
- To mój pokój! Nie możesz mnie z niego wyrzucić!
- Mama cię wołała.
- Nieprawda!
- Idź, bo będzie zła.
- Sam idź, na pewno chodziło o ciebie, ja miałam pokazać Alex mój pokój.
- "Ginny" i "Ron" wcale nie brzmią podobnie, wiem, co słyszałem.
- Kłamiesz!
- Wcale nie!
- Wcale tak!
- Moment - wtrąciła się Alex. - Ginny, pozwól, że zamienię z Ronem kilka słów w jego pokoju, a ty możesz się upewnić, czy wasza mama naprawdę czegoś nie potrzebuje, lepiej jej chyba nie denerwować... A potem opowiem ci wszystko o Hogwarcie. O co tylko zapytasz, dobrze?
- Dobrze!
Ron westchnął ciężko i zaprosił Alex do swojego pokoju, nieco nerwowo starając się w nim na szybko posprzątać.
- Zazwyczaj tutaj tak nie wygląda... O, tutaj możesz usiąść. - Udało mu się uwolnić kawałek łóżka od sterty ciuchów.
- Ron, Harry do ciebie pisał? - Dziewczynka przysiadła na skraju, odsuwając zwinięte w kulkę skarpetki.
- Nie - odparł zmartwiony chłopak. - A do ciebie?
Alex pokręciła głową.
- Hermiona twierdzi, że jej też nie odpisywał... Coś się stało? Myślisz, że to Sam-Wiesz-Kto? - zapytał przerażony Ron.
- Nie przesadzaj - żachnęła się Alex. - Myślę, że powód jest bardziej prozaiczny. Nasze wujostwo.
- Myślałaś nad tym - zauważył Ron. - Myślisz, że coś mu zrobili?
Alex wzruszyła ramionami.
- Dobrze byłoby sprawdzić, co u niego. Możemy poprosić waszych rodziców, żeby nas podwieźli....
- O co to, to nie, młoda damo. - Drzwi do pokoju Rona otworzyły się bez pukania i do środka wpadli bliźniacy. - Nic z tego.
- Podsłuchiwaliście?! - oburzył się Ron. - Zero prywatności w tym domu...
- Pożal się Percy'emu - odparł George.
- On też narzeka - dodał Fred.
- Ale w kwestii naszego bohaterskiego Harry'ego...
- ...mamy pewien pomysł.
- Nieco niegrzeczny i nie do końca legalny...
- ....ale stuprocentowo pewny i bezpieczny.
- Już mi się nie podoba - mruknęła Alex.
- Spokojna twoja rozczochrana - zapewnił ją Fred, przysiadając się do niej, a dziewczynka odruchowo przygładziła włosy.
- Wszystko będzie cacy, młoda - dodał George z impetem dosiadając się z drugiej strony.
- Plan zakłada szybką ewakuację Harry'ego do Nory...
- ...potrzebny nam tylko adres.
- I wasza pomoc...
- ...bo chyba w to wchodzicie?
Alex spojrzała na Rona, który miał nieco niepewną minę. Martwiła się o Harry'ego, ale wolała załatwić to z pomocą dorosłych, żeby nie wpakować się w jakieś kłopoty. Nie chciała narobić Weasleyom problemów. Chyba był to długofalowy wpływ Hermiony... Z drugiej strony jednak, dręczył ją ten brak kontaktu z jego strony i bała się, że to jednak coś poważniejszego. Nie zaszkodziłoby mieć zatem plan awaryjny.
- Dobra, mówicie, co wymyśliliście.

***

Nocne Surrey w lotu ptaka wyglądało bardzo cicho, spokojnie i wybitnie mugolsko. Nawet z tej perspektywy nie dało się dopatrzeć w tym hrabstwie czegoś magicznego. Było już po północy, ale w niektórych domach jeszcze świeciły się światła.
- Bardziej na południe, Fred - mruknęła Alex, obserwując okolicę w dole. - Już niedaleko do miasteczka.
- Mówiłem, że to genialny pomysł? - wtrącił się George.
- Nadal uważam, że jest to bardzo głupi pomysł, więc zróbmy to szybko.
- Dobrze, dobrze, podziękujecie nam, jak słodki Harry będzie już bezpieczny w waszych ramionach.
Alex westchnęła i wywróciła oczami. Trzy dni musieli czekać na sprzyjające okoliczności, by w nocy pożyczyć latający samochód pana Weasleya, który posiadał chyba nie do końca zgodnie z prawem i ruszyć na ratunek Harry'emu. Ron był niemal stuprocentowo przekonany, że Dursleyowie przetrzymują go wbrew jego woli. Alex nieco niechętnie, ale na tyle na ile zdążyła poznać wujostwo, musiała przyznać mu rację. Zresztą ostatecznie przekonała ją wieść, że Harry dostał ostrzeżenie z Ministerstwa po użyciu czarów w obecności mugoli. Co tam się działo? Przecież bez powodu nie ryzykowałby wyrzuceniem ze szkoły!
- Według mapy, Little Whinning jest tuż pod nami - odezwała się po kilku kolejnych minutach. - A Privet Drive powinno być... tam! - Wskazała jedną z bocznych uliczek.
- Który numer? - spytał Fred.
- Czwarty - odparli jednym głosem Ron i Alex. - Podleć od strony ogrodu - dodała Alex. - Harry ma sypialnię na pierwszym piętrze. Mówił, że codziennie rano widzi nienagannie równe rabatki ciotki Petunii.
- Się robi, panienko - odparł rudzielec i zwolnił, podlatując pod okno.
Ron wychylił się przez otwarte okno auta i zmarszczył brwi.
- To normalne, że w oknie są kraty?
- Z tego co wiem, mugole czasem tak robią, ale raczej na parterze - odparła Alex szeptem. - Cicho, żeby nie obudzić wujostwa... Ron zajrzyj, czy Harry tam jest.
Chłopak wychylił się przez otwarte okno i zapukał w szybę. Fred zaciągnął ręczny, by ustabilizować samochód na wysokości parapetu.
- Ron? - Okno otworzyło się i pojawił się w nim Harry w piżamie. Cały i zdrowy, co Alex odkryła z dużą ulgą, choć jakby nieco bardziej wychudzony niż zwykle. - Co ty tu robisz? Co to?
- Latający samochód, nie widać? - Alex przepchnęła się z drugiego siedzenia i też wyjrzała przez okno. - Nic ci nie jest, Harry? - upewniła się.
- Alex - wydusił z siebie zaskoczony chłopak.
- Oraz Fred i George, do usług - dodali nieco urażeni bliźniacy jednym głosem.
- Harry, co się dzieje? Dlaczego się nie odzywałeś? - dopytywała Alex. - Dlaczego użyłeś czarów? Pan Wesley wspomniał...
- To nie moja wina. Słuchajcie, musicie wyjaśnić w Hogwarcie, że Dursleyowie mnie tu zamknęli i nie pozwalają mi wrócić do szkoły, a ja nie mogę uwolnić się z pomocą magii, bo...
- Przestań ględzić - przerwał mu Ron. - Jedziesz z nami do Nory.
- Ale...
- A myślisz, że po co braliśmy ze sobą Freda i Georga? - spytała Alex, nie dając mu dokończyć pytania.
- Ej, to był nasz plan! - oburzył się Fred.
- Przywiąż to do kraty - dodał George, podając Harry'em końcówkę liny.
- ...i lepiej się odsuń! - zakończyli oboje.
- Jeśli Dursleyowie się obudzą...
- ...to pomachamy im na pożegnanie - ucięła Alex. - Fred, gazu.
Samochód ruszył gwałtownie, lina napięła się, coś chrupnęło i nagle krata zawisła na linie. Ron i Alex prędko wciągnęli ją do środka. Fred podleciał z powrotem pod okno, a dziewczynka wskoczyła do środka i mocno uściskała brata.
- Tęskniłam. Bierz rzeczy i spadamy, zanim ktoś się zorientuje...
- Moje rzeczy są zamknięte w schowku pod schodami - wyjaśnił gorączkowo Harry. - Miotła, kufer...
- My się tym zajmiemy. Czasem te mugolskie sztuczki się przydają... - George dołączył do nich razem z Fredem i parę chwil gmerał w zamku zwykłą spinką do włosów.
- Ej, jest moja! - zorientowała się nagle Alex, wsuwając dłoń we włosy, gdzie faktycznie brakowało zielonej spinki.
- A myślisz, że po co cię wzięliśmy? - odszepnęli jednocześnie bracia, w momencie, gdy zamek puścił. - Wracamy za trzydzieści sekund, ładujcie się do auta.
- Uważajcie na dolny stopień, skrzypi! - ostrzegł ich jeszcze Harry i przeniósł wzrok na Alex, jakby nie mógł uwierzyć, że naprawdę tam jest. - Bałem się, że już mnie nie lubicie, albo co gorsza, że ten rok w Hogwarcie mi się tylko przyśnił... Ktoś przechwycił wasze listy, potem wam opowiem - dodał, nim Alex zdążyła zadać pytanie.
- Do samochodu, bliźniacy zaraz wrócą - pogonił ich Ron. - Dobrze cię widzieć, stary.
Kufer ledwie zmieścił się w oknie, kilka silnych pchnięć i z niemiłym zgrzytem udało się im wspólnie wepchnąć go do środka. Bliźniacy i Harry pchali od środka, Alex z Ronem ciągnęli od strony samochodu. Bliźniacy wskoczyli zaraz za nim do środka, a Harry już siedział na parapecie, gdy rozległ się skrzek sowy i tupot stóp na schodach oraz gniewne posapywanie wuja Vernona.
- Hedwiga! - jęknął Harry i wrócił się po sowę.
Rzucił się po klatkę z ptakiem, podał ją Alex przez okno i w tym momencie drzwi do pokoju się otworzyły. Wuj w pasiastej piżamie przez chwilę stał i dyszał jak zamurowany, aż Alex zastanawiała się, czy nie dostał zawału, albo jakiegoś innego ataku. Potem jednak z okrzykiem "On ucieka!" rzucił się na Harry'ego. Chłopiec skoczył w kierunku auta, jednak wuj zdążył złapać go za nogę i byłby wyszarpał go z bezpiecznego siedziska w Fordzie, gdyby nie Alex, która mocno złapała brata za rękę. Jej uścisk był tak mocny, jakby wzmocniła go bezwiednie jakimś zaklęciem, albo to po prostu był nawyk świetnej ścigającej.
- Harry!
- Petunio, on ucieka! - darł się wuj.
- Proszę go puścić! Fred, gazu, trzymam go!
- Się robi!
Samochód szarpnął, noga Harry'ego została wyrwana z uścisku grubej ręki wuja Vernona, a Alex wraz z Ronem wciągnęła brata do środka i zatrzasnęła drzwi.
- Do zobaczenia! - zawołała jeszcze do Dursleyów. - Miło było ponownie spotkać!
- Widzimy się w wakacje! - dodał Harry, śmiejąc się z ulgą. - Choć pewnie jeszcze za to zapłacę. Ale to dopiero w przyszłym roku. Dzięki - zwrócił się do wszystkich z wdzięcznością.
- Dobra, to teraz opowiadaj, co się wydarzyło - zarządziła Alex.
Opowieść zajęła Harry'emu niemal całą podróż powrotną. Opowieść o skrzacie domowym Zgredku i jego ostrzeżeniu zmartwiła Alex bardziej, niż parotygodniowe milczenie ze strony Harry'ego.
- Podejrzana sprawa - skomentował Ron.
- Bardzo... - dodała nieco rozkojarzona dziewczynka. Jej mózg już pracował na podwyższonych obrotach. Zawsze tak było, gdy jej przyjaciele potencjalnie znajdowali się w niebezpieczeństwie, albo mieli kłopoty. Co mogło być takiego strasznego w Hogwarcie, żeby chronić przed tym Harry'ego? Przecież szkoła to najbezpieczniejsze miejsce na świecie!
I czemu obcy skrzat domowy miałby ostrzegać jej brata przed tym nieznanym niebezpieczeństwem? Czy można było mu ufać?
- Ktoś z ciebie zakpił, Harry - podsumował jego opowieść Fred. - Komu mogłeś podpaść w szkole?
- Draco Malfoy - odparli w trójkę Harry, Ron i Alex. - Myślicie, że posunąłby się do tego, by uniemożliwić mu powrót do szkoły? - dodała dziewczynka.
- Jeśli to syn Lucjusza Malfoya, to pewnie posunąłby się i do gorszych rzeczy - mruknął George. - Wiecie, jego ojca podejrzewano o wspieranie Sami-Wiecie-Kogo.
Alex zmartwiła się jeszcze bardziej. Jeśli w sprawę zamieszany był ktoś, kto wspierał Tego, Którego Imienia Nie Wolno Wymawiać... Oczywistym było, że Harry miał kłopoty. A oni wraz z nim.
Może faktycznie, wracanie do Hogwartu nie było bezpieczne? A może to tylko głupi żart?
- Powiedzieliście tacie, że wzięliście samochód? - Z zamyślenia wyrwał Alex głos Harry'ego, który dopiero teraz ochłonął i  zainteresowaniem przyglądał się pojazdowi.
- No nie do końca... mamy nadzieję, że nikt nic nie zauważy - speszył się Ron.
- To jest ta część planu, która mniej mi się podoba - mruknęła Alex.
- Już blisko - odparł George. - To dobrze, bo prawie świta.
- Widać wioskę. Za tym wzgórzem już jest Nora - dodał Fred, obniżając lot.
Parę minut później bezgłośnie wylądowali na podwórku. Harry ewidentnie był zachwycony Norą tak samo jak Alex parę dni wcześniej, choć chyba nawet bardziej, skoro nigdy nie widział domu czarodziejów z prawdziwego zdarzenia.
- Nic specjalnego - mruknął Ron, widząc jego zachwyt. - Dom jak dom.
- Jest cudowny! - wykrzyknął Harry.
- Mówiłam, że mu się spodoba... - mruknęła Alex.
- Dobra, dzieciaki - przerwał im te zachwyty Fred. - Po cichutku do łóżek, a jak mama zawoła nas na śniadanie to zejdziemy, krzykniemy "Zobacz, kto się zjawił w nocy" i będzie tak zachwycona Harrym, że nie będzie o nic pytać.
- Jakoś tego nie widzę - powtórzyła kolejny raz dziewczynka. - Wasza mama...
- Wykrakałaś - wydusił z siebie blady jak ściana Ron.
Obrócili się w kierunku domu, skąd nadciągała zamaszystym krokiem Molly Weasley. Z kieszeni kwiecistego szlafroka wystawała jej różdżka, a jej mina mówiła, że ostatkiem sił hamuje się, by jej nie użyć.
- Zapomnieliście uwzględnić faktu, że wasza mama wstaje dużo wcześniej od was - mruknęła w kierunku George'a.
- Cicho, mądralo.
- Dzień dobry, mamo. - Fred próbował nadać swojemu głosowi beztroskie brzmienie. Bezskutecznie. Ron usiłował maksymalnie się skurczyć, ale z jego wzrostem niewiele to dało.
- CZY WY WIECIE, CO JA PRZEŻYWAŁAM? PUSTE ŁÓŻKA, ŻADNEJ KARTKI, BRAK SAMOCHODU...
- Mamo, musieliśmy...
- Oni go więzili!
- I głodzili!
- Gdyby nie my...
- MOGLIŚCIE POSKRĘCAĆ KARKI. MUGOLE MOGLI WAS ZOBACZYĆ. WASZ OJCIEC MÓGŁ STRACIĆ PRACĘ!
Jej tyrada trwała bardzo długo, a wszyscy trzej Weasleyowie kurczyli się coraz bardziej. W końcu pani Weasley ochrypła na tyle, że Alex udało się nieśmiało wtrącić parę słów.
- Bardzo przepraszamy, pani Weasley, nie chcieliśmy pani martwić - odezwała się cicho. - To moja wina, bardzo martwiłam się o Harry'ego, gdy usłyszałam, że musiał użyć czarów i to ja naciskałam, żeby nie czekać - wyznała, spuszczając wzrok na czubki butów.
Bliźniacy z lekkim trudem ukryli zaskoczenie.
- Och. - Pani Weasley była nieco zbita z tropu. - Cóż, to nie było rozsądne z twojej strony, Alex, myślałam, że okażesz więcej rozumu od tej bandy... Ale rozumiem, martwiłaś się o brata. My zresztą też, kochanieńki - zwróciła się do Harry'ego. - Cieszę się cieszę, że cię widzę. Wejdź do środka, zaraz będzie śniadanie.
- Czemu to zrobiłaś? - szepnął jej do ucha Fred.
Alex wzruszyła ramionami.
- Siostrzana miłość łagodzi obyczaje. Będzie się krócej gniewać.
- Ale będzie się gniewać też na ciebie - szepnął jej do drugiego ucha George.
- Zasłużyłam w takiej samej mierze co i wy. - Wzruszyła ramionami.
Bliźniacy wymienili spojrzenia ponad jej głową, ale nic nie powiedzieli.
Pani Weasley posadziła Harry'ego przy stole i wciąż marudząc pod nosem, nałożyła mu kopiastą porcję śniadania. Cała reszta, starannie unikając jej wzroku obsłużyła się sama.
- Nie mam pretensji do ciebie, kochaneczku. Właśnie z Arturem rozmawialiśmy o tym, że jeśli nie odezwiesz się do piątku, to sami po ciebie pojedziemy. Ale wasze zachowanie było karygodne! - Momentalnie zmieniła ton, celując w nich widelcem. - Alex, usiądź koło Harry'ego, na pewno się za nim stęskniłaś. Swoją drogą, spodziewałam się po tobie więcej rozsądku....
- Mamo, były chmury... - odezwał się Fred.
- Nie gadaj, kiedy jesz!
- Głodzili go! - dodał George.
Molly Weasley fuknęła również na drugiego syna, ale dołożyła Harry'emu jeszcze jedną parówkę.
W tym momencie po schodach zeszła Ginny w piżamie. Spojrzała na towarzystwo przy stole, dostrzegła Harry'ego, zrobiła się cała czerwona i z cichym piskiem pobiegła z powrotem na górę.
- Ginny, nasza małą siostrzyczka jest twoją wielką fanką, Harry - wyjaśnił uprzejmie Fred, zaskoczonemu chłopakowi. Alex z lekkim zaniepokojeniem odprowadziła dziewczynkę wzrokiem, póki jej kroki nie ucichły, ucięte trzaśnięciem drzwi w łazience na przedostatnim piętrze.
Do końca śniadania nikt już nic nie powiedział. Tylko Alex wymieniła kilka znaczących spojrzeń z Harrym, który w międzyczasie rozglądał się jak zaczarowany po magicznej kuchni. Oboje jednak wiedzieli, że mają dużo do omówienia.

***

Zaraz po śniadaniu pani Weasley zagoniła ich do pracy. Ron i bliźniacy dostali za zadanie odgnamianie ogrodu, a Alex z własnej woli zaproponowała pani Weasley pomoc w kuchni. Harry chwilę się wahał, ale obecność pani Weasley nie sprzyjała rozmowie, postanowił więc pomóc przyjacielowi w ogrodzie, ponieważ nigdy nie widział odgnamiania ogrodu.
- Przeczytajcie, co Lockhart ma na ten temat do powiedzenia! - zawołała za nimi pani Weasley. - To bardzo mądry czarodziej - zwróciła się do Alex. - Mam wszystkie jego poradniki.
Dziewczynka jednym uchem wyłowiła docinki bliźniaków, że pani Weasley podkochuje się w autorze podręczników, ale ich matka na szczęście tego nie usłyszała. Uwagę o tym, że wcale nie potrzebują pomocy głupiego Lockharta do zwykłego odgnamiania ogrodu, niestety już tak.
- Lepiej żeby nie było tam ani jednego gnoma, jak przyjdę na inspekcję! - pogroziła im i zajęła się zmywaniem. Alex pośpiesznie zaczęła wycierać umyte już talerze i odkładać do szafek, zgodnie z podpowiedziami Ginny, która zeszła na dół, tym razem kompletnie ubrana i uczesana.
- Mogliście mnie uprzedzić - szepnęła tak, by mama nie usłyszała. - Mogłabym się przygotować... To znaczy, kryć was.
Alex uśmiechnęła się lekko, podając jej czyste kubki po herbacie.
- Następnym razem cię wtajemniczę - obiecała jej. - Ciekawe, kiedy przyjdą listy ze szkoły? - zmieniła temat.
- Pewnie niedługo, nie mogę się doczekać! - zawołała podekscytowana Ginny, omal nie tłukąc dzbanka, który właśnie chowała do szafki.
Jakby na zawołanie, przez otwarte kuchenne okno wleciała szara sowa, którą Alex od razu poznała.
- To od Wooda! - Wytarła ręce i odebrała przesyłkę. Nie zdążyła jednak jej otworzyć, bowiem z cichym trzaskiem ktoś aportował się na podwórku.
- Tata! - zawołała Ginny i pobiegła otworzyć drzwi, wołając po drodze braci i Harry'ego.
- Witajcie, kochani. - Pan Weasley zmęczony opadł na krzesło i przymknął oczy. Z ogrodu nadbiegli chłopcy, cali umorusani ziemią. Gnomy najwyraźniej dały się im we znaki, a przecież parę dni temu się ich pozbyli. Były naprawdę uparte. - Co za noc! Dziewięć interwencji, dziewięć! - zawołał ze zgrozą.
Alex podsunęła mu kubek z herbatą podany przez Ginny i usiadła koło niej. Bliźniacy od razu zarzucili ojca pytaniami o pracę, a on wyczerpująco im odpowiadał. Pracował w Wydziale Niewłaściwego Użycia Produktów Mugoli, co oznaczało, że zajmował się znajdowaniem i odczarowywaniem mugolskich przedmiotów, na które został rzucony urok lub odnajdywał zaczarowane przedmioty, które przypadkiem dostały się w ręce mugoli. Była to bardzo ważna funkcja, ze względu na Kodeks Tajności, ale wielu czarodziejów nie doceniało jego pracy.
- Nie zgadlibyście, co też czasem trafia się do odczarowania - westchnął w końcu pan Weasley.
- Może na przykład... samochody? - rzuciła sarkastycznie jego żona, a Ron, bliźniacy i Alex stali się nagle o pół głowy niżsi. Pan Weasley od razu oprzytomniał.
- S-samochody, kochanie? - spytał, lekko zezując na pogrzebacz w ręku pani Weasley.
- Owszem, samochody, Arturze - odparła, biorąc się pod boki. - Wyobraź sobie czarodzieja, który trzyma w szopie stary, pordzewiały samochód i w tajemnicy przed rodziną rzuca na niego zaklęcie, które pozwoli mu latać... - Jej głos był lodowaty, a awantura wisiała w powietrzu. Alex nieco żałowała, że jest za młoda, by umieć się teleportować.
- Cóż... myślę, kochanie, że miałby do tego prawo, bowiem... widzisz, w przepisach jest pewna luka - Pan Wesaley dzielnie próbował wybrnąć z tej sytuacji. - Samo posiadanie nie jest karalne, dopiero użycie...
- ARTURZE WEASLEY, DOBRZE WIEDZIAŁEŚ, ŻE W PRAWIE BĘDZIE TAKA LUKA, GDY JE TWORZYŁEŚ - zagrzmiała Molly Weasley. - Zrobiłeś to, żeby bezkarnie majstrować przy mugolskich sprzętach w tej twojej szopie! A Harry przybył dziś rano tutaj tym samochodem, którego ponoć nie zamierzałeś używać!
- Harry? Jaki Harry? - Pan Weasley dopiero teraz zauważył Harry'ego siedzącego obok Rona. - Na brodę Merlina, przecież to Harry Potter!
- PO KTÓREGO TWOI SYNOWIE I ALEX POLECIELI TWOIM SAMOCHODEM. W OBIE STRONY - sprowadziła go na ziemię żona.
- Naprawdę? I wszystko działało? - zainteresował się pan Weasley, ale zmitygował się prędko pod groźnym spojrzeniem żony. - To znaczy... bardzo nieładnie, chłopcy. Nieładnie, Alex. To było bardzo nieodpowiedzialne z waszej strony - oznajmił, ale był przy tym mało przekonujący.
Alex wymieniła krótkie uśmiechy z Ginny. Zdążyła poznać sposób, w jaki rodzina Weasleyów się przekomarzała. Choć codziennie było słychać tutaj kłótnie i krzyki, to wszyscy bardzo się kochali i skoczyli by za sobą w ogień. To sprawiało, że Alex tęskniła za rodzicami nieco bardziej niż zazwyczaj, ale teraz przynajmniej Harry znowu był blisko. Nie mieli poza sobą nikogo, więc musieli trzymać się razem.
Sytaucja z samochodem została załagodzona, a pan Weasley oprzytomniał mimo ciężkiej nocy. Zalał Harry'ego pytaniami dotyczącymi życia wśród mugoli, a Alex ciekawie nadstawiła ucha. Uświadomiła sobie, że nic prawie nie wie na ten temat, a przecież to była codzienność Harry'ego przez ponad 10 lat! No i w końcu Dursleyowie - najbardziej mugolscy mugole na świecie, a przynajmniej według Harry'ego - byli także jej rodziną. Dobrze byłoby wiedzieć coś więcej na ich temat.
Harry cierpliwie odpowiadał na wszystkie pytania. Widać, że niektóre pytania wydają mu się dziwne (na przykład to o gumową kaczkę do kąpieli. Alex nawet nie wiedziała, że coś takiego istnieje, ale pan Weasley wydawał się bardzo zafrapowany tym zagadnieniem).
Nie minęło wiele czasu, nim Harry poczuł się jak u siebie, podobnie jak i Alex. Teraz kiedy był tutaj, wszystko było na swoim miejscu, a Nora powoli stawała się dla nich nowym azylem, podobnie jak i Hogwart.

***

Zgodnie z przewidywaniem Alex, pani Weasley postanowiła zorganizować Potterom wspólne, nieco spóźnione przyjęcie urodzinowe. Był tort, były drobne prezenty, a przyjęcie, choć skromne, było najlepszym przyjeciem urodzinowym w życiu Alex. Pirwsze rodzinne urodziny, spędzone w gronie przyjaciół - czy można chcieć czegoś więcej?
- Najlepszego, Harry. - Uściskała brata, kiedy wszyscy pozostali już złożyli im życzenia.
- Najlepszego, Alex. To zabawne, że masz urodziny dzień po mnie - zauważył.
Dziewczynka wzruszyła ramionami.
- To czyni nas jeszcze bardziej wyjątkowymi, prawda? - Uśmiechnęła się. - Co ty na to, żeby w ramach prezentu napisać do Ravenów? Może odpowiedź przyjdzie jeszcze przed końcem wakacji?
- Świetny pomysł! - ucieszył się Harry. - Przez to wszystko komplentnie o tym zapomniałem...
- I mam nadzieję, że utrzymałeś formę, bo sądząc po listach Wooda da nam we wrześniu niezły wycisk... Chyba musimy potrenować.
Rodzeństwo zaśmiało się, a pani Weasley wezwała ich z powrotem do stołu, gdzie czekała na nich dokładka ich urodzinowego tortu. Ledwie zdążyli usiąść, pojawił się kolejny prezent - przez kuchenne okno wleciała gromada sów z niewielkimi pakunkami.
- Listy! Listy ze szkoły! - zawołał Ron, gdy przed każdym z nich wylądowała jedna z średnich rozmiarów szarych sów, jakimi szkoła zwykła rozsyłać swoją korespodnecję. Ginny aż pisnęła z podeksyctowania, a Percy prędko porwał nieco grubszą od innych kopertę i pomknął do swojego pokoju, by w samotności poznać wyniki swoich egzaminów.
- Pewnie musi się upewnić, że ze wszystkiego dostał Wybitny, żeby się publicznie nie rozkleić, jeśli gdzieś będzie widniało tłuste P - skomenotwał George.
- Jesteś niemiły, Georgie, Percy po prostu nie chce nas zawstydzić swoim geniuszem - upomniał go Fred, dusząc się nieco ze śmiechu, po czym przeniósł wzrok na listę podręczników. - Oj, mamo, nie jest dobrze.
Pani Wesaley zerknęła mu przez ramię, po czym wyjęła listę podrczników z dłoni Ginny, która w pełni skupiona była na swoim liście gratulacyjnym i zacmokała ze zmartwieniem.
- Och, widzę, że wasz nowy nauczyciel OPCM jest wielkim fanem Lockharta - zauważyła, rumieniąc się nieco. - Ale spokojnie, jakoś sobie poradzimy.
Alex zerknęła z ukosa na Harry'ego. Podręczniki autorstwa Glideroya Lockharta nie były tanie. Kupinie pięciu kompletów plus całej wyprawki szkolnej dla Ginny musiało mocno nadszarpnąć budżet Weasleyów. Mama Rona ewidentnie robiła dobrą minę do złe gry, ale nikt nie odważył się wspomnieć o tym choć słowem.
W tym momencie do kuchni wmaszerował Percy, wypinający dumnie pierś, na której błyszczała odznaka perfekta. W jednej dłoni dzierżył kartkę z wynikami SUMów, którą pokazywał każdemu, kto zechciał poświęć mu choćby odrobinę uwagi. Drugą postawił na stole bardzo starego i zmęczongo podróżą puchacza.
- To chyba do ciebie, Ron.
- List od Hermiony, słuchajcie! - przeczytał na głos treść listu, w którym przyjaciółka martwiła się o HArry'ego i ich nie do końca bezpieczny plan odbicia go z rąk Dursleyów oraz informowała, że w najbliższą środę wybiera się na Pokątną po książki.
- O, moglibyśmy się tam spotkać - zauważyła Alex. - To nie będzie problem? - zwróciła się do pani Weasley.
- Absolutnie nie, kochani. Dobrze, uciekajcie. Wiem, że nie chcecie siedzieć w domu w ostatnie dni wakacji!
Dwa razy nie trzeba było im powtarzać. Chwycili miotły i pomknęli na najbliższe wzgórze, by poćwiczyć quidditcha. Aby było po równo wzięli ze sobą bardzo przejętą Ginny i tworzyli dwie trzyosobowe drużyny. Harry i Ron dołączyli do George'a, a Alex i Ginny do Freda. Okrojona wersja zakładała, że jeden ze ścigających pełnił funkcję obrońcy, a jeden pałkarza, był tylko jeden tłuczek i nie korzystano ze znicza. W żadnym stopniu nie sprawiało to, że gra była nudniejsza. 
- Jeśli chcecie, możemy wypróbować kilka nowych tricków Wooda, rano przyszedł od niego list - przypomniała sobie Alex, po wybiciu piłki tuż sprzed prowizorycznej bramki. Ron jęknął zawiezony, że nie udało mu się zdobyć punktu. - Co wy na to?
- Zostałaś jego asystenką? - zakpił Fred, podając jej kafla, a dziewczyna wywróciła oczami.
- Ja jedna czasami doceniam jego starania w zdobyciu Pucharu. Nie bądź złośliwy.
- Czyżby ktoś się tutaj zawstydził? - zawtórował mu George. - Czy to aby nie rumieniec, panno Potter?
W tym momencie Ginny znienacka odebrała mu kafla i przerzuciła przez bramkę, której obroną miał zająć się Harry. Puściła oko do Alex, po czym zrobiła się cała czerwona, uświadamiając sobie jak blisko Harry'ego się znalazła.
- Chłopaki, po prostu... Dajmy w tym roku z sobie wszystko, ok? - poprosiła. Wiedziała, jak Woodowi zależało na tym Pucharze. Wiedziała też, że bliźniacy mimo żartów, również traktują sprawę poważnie, nie martwiła się więc o ich zapał.
Grali aż do zachodu słońca. Gdy wrócili, czekała na nich słodka kolacja. Wieczorem, już wykąpani, Alex i Harry rozsiedli się przed kominkiem w salonie z pergaminem i atramentem, by napisać list do Ravenów.
- Nawet nie wiem, o co pytać - westchnęła Alex.
- Może o to, jak się poznali? Jakie były ich ulubione przedmioty i zajęcia? Jak spędzali wolny czas? Czy tracili dużo punktów? Która drużyna była najlepsza w quidditchu? - zaproponował Harry. Im dłużej się zastanawiali, tym więcej pytań się pojawiało. Czy Irytek robił im kawały? Czy mieli kiedyś szlaban? Jak poznali Hagrida? Czy lubili Noc Duchów?
W końcu Alex napisała wstęp listu i spisała wszystkie te pytania w punktach. Dodali jeszcze kilka słów o swoich wakacjach i planach na sierpień i zakleili kopertę, by potem wysłać ją z poczty na Pokątnej. Postanowili więcej nie narażać Sandy na takie przygody jak ostatnio.
- Myślisz, że czegoś się nauczymy o nich? - zapytała Alex, gdy szli na górę do swoich tymczasowych sypialni.
- To zawsze coś więcej, niż dotychczas. To naprawdę dużo - zapewnił ją Harry.
- Dobranoc. - Uśmiechnęła się, otwierając drzwi do pokoju Ginny.
- Dobranoc - odpowiedział Harry, znikając za drzwiami do pokoju Rona.
____________________
Nowy rok szkolny się zaczął, pora więc wysłać naszych milusińskich na drugi rok do Hogwartu. Co Wy na to? Tęskniliście? Bo ja bardzo! Ale praca napisana, tylko obrona przede mną, więc mogę zająć się czymś przyjemniejszym ;).
Czary-Mary, drugi rok w Hogwarcie czas zacząć!

niedziela, 24 maja 2020

14. Powroty

- Harry! - Alex obudziła się z tym okrzykiem na ustach i gdyby mogła, zerwałaby się na równe nogi, jednak jej ciało było dziwnie ociężałe.
- Spokojnie, Alex. Twój brat jest cały i zdrowy, ale potrzebuje jeszcze trochę snu - uspokoił ją znajomy, kojący głos. - Na razie ja muszę ci wystarczyć, moja droga.
Alex rozejrzała się dookoła. Była w skrzydle szpitalnym, a z sąsiedniego łóżka, znad okularów połówek zerkał na nią profesor Dumbledore.
- Panie profesorze... Dostał pan wiadomość? Od Hermiony i Rona? Wiem, że nie powinniśmy tego robić, ale nie mieliśmy wyjścia, musieliśmy chronić Kamień... - Alex usiadła i gwałtownie zaczęła tłumaczyć. Nie wiedziała, od czego zacząć - od wyjaśnień, których było bez liku, czy od pytań, których było jeszcze więcej.
- Nie, wiadomość do mnie nie dotarła, sam zorientowałem się, że nie powinienem opuszczać Hogwartu. - Dumbledore uśmiechnął się krótko. Alex odniosła dziwne wrażenie, że od samego początku wiedział, że wezwanie do Ministerstwa to bujda. Dlaczego więc opuścił szkołę...? - Najważniejsze, że jesteście oboje bezpieczni, a Voldemort nie dostał tego, czego chciał. Jest jednak sporo spraw, które pewnie nie dają ci spokoju, prawda, Alex?
- Czy on... żyje? Nie zabiliśmy go, prawda? On... wróci - zakończyła szeptem.
- Obawiam się, że tak, moja droga. Choć liczę na to, że zajmie mu to dużo więcej czasu. Muszę jednak przyznać, że poradziliście sobie z nim doskonale, Alex. Jednak spóźniłem się, gdyby nie ty, Voldemort zdołałby skrzywdzić Harry'ego. Nie wiem, czy wyszedłby z tego bez szwanku.
Alex wzdrygnęła się na wspomnienie szarego pyłu wiszącego nad nieprzytomnym Harrym.
- A więc... pan wie o moim darze, profesorze? - zapytała cicho.
- Owszem, otrzymałem stosowne wyjaśnienie od profesor McGonnagal, jednak cieszę się, że miałem okazję zobaczyć to na własne oczy. Doprawdy niezwykły to dar, Alex. - W oczach dyrektora dziewczynka dostrzegła coś na kształt podziwu. - Powinnaś o niego dbać.
- Ale... Profesor McGonnagal powiedziała mi, że nie powinnam się z nim afiszować - wyjąkała.
- Afiszować, owszem, nie - potwierdził Dumbledore. - Ale powinnaś go jak najbardziej rozwijać i zgłębiać. Kto wie, kiedy jeszcze ci się przyda. Wczoraj uratował wam obojgu życie. I to chyba nie raz, prawda? - Spojrzał na nią bystro. Jak na osobę nieobecną, wydawał się bardzo zorientowany.
Ale to przecież w końcu Dumbledore.
- Masz pewnie wiele pytań, Alex. - Dyrektor przerwał ciszę. - Pytaj, jeśli będę mógł, odpowiem.
Dziewczynka zamyśliła się. Pytań było tak wiele, że nie wiedziała, od czego zacząć. Postanowiła odpuścić te najbardziej oczywiste i skupić się na tych, których wyjaśnienie wydawało się jej najbardziej tajemnicze.
- Quirrel nie mógł znieść dotyku Harry'ego... - zaczęła. Pytanie właściwie miało dotyczyć czegoś innego, ale to też wymagało wyjaśnienia. - Dlaczego?
- Wasza matka stanęła pomiędzy nim, a właściwie wami, a Voldemortem. Tym, co powstrzymało go tej nocy przed zabiciem Harry'ego, była jej miłość. Jej miłość stworzyła tarczę, która go ochroniła i nadal chroni - wyjaśnił Dumbledore. - A miłość to jedyna rzecz, której Voldemort nie zna i nie potrafi zrozumieć. Jest dla niego tak obca, że nie jest w stanie znieść jej dotyku.
- Ale Quirrel przecież nie raz musiał dotykać Harry'ego wcześniej. Podać rękę, poklepać po ramieniu... - Alex próbowała sobie przypomnieć taką sytuację, ale okazało się, że nauczyciel jednak ograniczał kontakt, być może umyślnie.
- Owszem, choć podświadomie, bądź z polecenia Voldemorta unikał kontaktu. - Dumbledore jakby czytał w jej myślach. - A poza tym, w podziemiach miał miejsce jeszcze jeden akt prawdziwej miłości. Przypomnij sobie, Alex - dodał z lekkim uśmiechem, gdy dziewczynka zmarszczyła brwi. - Czyż nie stanęłaś pomiędzy Voldemortem i swoim bratem? Tak samo, jak wasza matka dziesięć lat wcześniej? Wczorajszego wieczora nie tylko jej miłość go ochroniła, ale także i twoja, Alex.
Dziewczynka nie wiedziała, co odrzec na te słowa. Postanowiła więc zadać kolejne pytanie.
- W tej komnacie nie mogliśmy się z Harrym porozumiewać swobodnie. A jednak, w jakiś sposób rozumieliśmy się bez słów. To głupie, ale wydaje mi się... Czy to możliwe, że... czytaliśmy sobie w myślach? - wyjąkała.
- Jeżeli masz na myśli legilimencję, Alex, to niestety nie. To bardzo złożona magia i nie sądzę, byście mieli korzystać z niej bez odpowiedniego przeszkolenia - zauważył Dumbledore. - Ale cóż, jesteście rodzeństwem i to bliźniaczym. Choć wychowano was osobno, to bardzo się ze sobą zżyliście i istniejąca między wami więź wciąż rośnie w siłę i będzie rosnąć nadal. Ta więź sprawia wrażenie, że czytacie sobie w myślach i być może po części tak jest.
Odpowiedź choć zawiła, zaspokoiła ciekawość Alex. Każda odpowiedź dyrektora budziła kolejne pytania, a dziewczynka ostatkiem sił powstrzymywała się, by nie zadać ich wszystkich na raz. Wydarzenia ostatnich godzin jednak schodziły na dalszy plan, znajdując się w cieniu pytania, które dręczyło Alex od początku roku, a wręcz od kilku dobrych lat.
- Panie profesorze, w tej komnacie... Miałam wrażenie, że Vol-... Ten Którego Imienia Nie Wolno Wymawiać mnie... nie zauważa. Jakby nie wiedział o moim istnieniu. - Alex zagryzła wargę, czując, że stąpa po niepewnym gruncie. - Zresztą, odkąd pojawiłam się w Hogwarcie mam wrażenie, że jestem jakby... papierową postacią. Wklejoną do rzeczywistości wbrew zasadom panującym we wszechświecie. Jakbym... wcześniej nie istniała i w momencie pojawienia się, próbowała wpasować ze swoją historią w przeszłość na siłę... - Nie wiedziała jak ubrać w słowa palący ją problem. - Myślałam początkowo, że po prostu moja historia ginie w cieniu legendy Harry'ego, ale czy aż do tego stopnia?
- Och, moja droga, obawiam się, że to moja wina. I zasługa, jednocześnie, oczywiście. - Dumbledore uśmiechnął się łagodnie, ale i przepraszająco. - I proszę, nie obawiaj się jego imienia. On chce, by ludzie bali się je wymawiać równie mocno co i jego samego.
- Dobrze, panie profesorze. - Alex kiwnęła głową. - Dlaczego więc Vol-Voldemort - zająknęła się - mnie nie poznał? Nie zauważył? Dopiero gdy profesor Quirrel wyjaśnił mu kim jestem, zdziwił się, że nie zginęłam w ruinach domu, po czym kompletnie stracił mną zainteresowanie. To znaczy, nie zabiegam o jego uwagę, ale... czyż to nie dziwne? - spytała.
- Masz prawo się dziwić, Alex. I reakcje ludzi, których spotkałaś w tym roku również mogą wydawać ci się nieadekwatne, ale to wszystko echa zaklęcia Dementia Maxima*, które rzuciłem na ciebie w dniu śmierci waszych rodziców.
- Co to za zaklęcie, panie profesorze? Nigdy o nim nie słyszałam. - Alex zmarszczyła brwi.
Dyrektor westchnął i przygarbił się nieco, jakby poczuł na barkach ogromny ciężar. Może i tak było. Dziewczynka odniosła wrażenie, że następne słowa profesora będą bardzo ważne. Być może zapytała o sprawy, które przerastają jedenastoletnią dziewczynkę.
- Moja droga Alex, muszę zacząć od tego, że Voldemort nigdy nie przywiązywał wagi do twojego istnienia. I to był jego pierwszy błąd. Być może nawet darowałby ci życie, gdyby sprawy potoczyły się inaczej, być może nawet darowałby je waszej matce, gdyby nie broniła mu ona dostępu do Harry'ego... Sprawy jednak potoczyły się tak, jak się potoczyły, twój brat przeżył Mordercze Zaklęcie i choć na pierwszy rzut oka tylko on znajdował się w niebezpieczeństwie, to obojgu wam trzeba było znaleźć bezpieczny dom.
Alex kiwnęła głową, dając znać, że rozumie. Ciekawiło ją co prawda, dlaczego akurat Harry był celem czarnoksiężnika, ale w końcu nie to ją teraz interesowało.
- Ale dlaczego osobno? - zapytała. To również nurtowało ją od dawna i nikt nie umiał zaspokoić jej ciekawości.
- Aby móc was lepiej chronić, Alex. Żałuję, że nie dało się inaczej. Razem zanadto zwracalibyście uwagę, nie dałoby się was wystarczająco dobrze ukryć. Poplecznicy Voldemorta planowali pomścić swojego pana. - Dumbledore ponownie westchnął. - W domu ciotki, Harry'ego chroniła krew waszej matki. Tobie nie mogłem tego zapewnić, musiałem znaleźć inny sposób. Tym sposobem było zaklęcie Dementia Maxima. Zaklęcie, które sprawiło, że...
- ...zniknęłam - wyszeptała domyślnie Alex.
- Dokładnie tak. Poza drobnymi wyjątkami, wszyscy, którzy cokolwiek o tobie wiedzieli, zapomnieli o tym. Działanie zaklęcia znikało przy bezpośrednim kontakcie. Przykro mi, Alex, że miałaś na początku kłopoty z powodu tego zaklęcia - przeprosił ją szczerze Dumbledore. - Niektórzy są bardziej podatni na działanie zaklęcia niż inni. Zwłaszcza, że musiało to być bardzo silne zaklęcie.
- Nie mam żalu, panie profesorze - zapewniła go dziewczynka. - Skoro to miało ochronić mnie i Harry'ego... Dlaczego jednak nie mogłam mieszkać dalej z Ravenami? - spytała. Mgliście pamiętała przyjaciół rodziców, ale w końcu była mała, gdy musiała się przeprowadzić.
- Pod opieką Ravenów chroniło cię także Zaklęcie Fideliusa - wyjaśnił Dumbledore. - Niestety, rodzice Tima zachorowali i musiał ruszyć się nimi zaopiekować do Australii, a tam siła zaklęcia by już nie działała. Musieliśmy znaleźć ci nowych opiekunów.
- Nie było nikogo znajomego? - zapytała. - Jakiegoś... przyjaciela?
Dyrektor zawahał się minimalnie.
- Nie, niestety.
Alex miała dziwne wrażenie, że nie był z nią do końca szczery. Ale w końcu miał do tego prawo. I tak powiedział jej bardzo wiele.
- Panie profesorze... Mam jeszcze dwa pytania, dobrze?
- Tylko dwa? - zaśmiał się. - No dobrze, słucham.
- Czy... powinnam powiedzieć o tym wszystkim Harry'emu? - spytała. - O naszej więzi, o tym zaklęciu... I tak dalej?
- To całkowicie twoja decyzja, Alex. Ale o ile wiem, nie chcesz mieć przed nim żadnych tajemnic, prawda? - Dyrektor zmierzył ją przenikliwym spojrzeniem, a dziewczynka zaczerwieniła się po czubek uszu.
- Nie chcę go przytłoczyć... dobrze, dziękuję za radę, profesorze. - Kiwnęła głową.
- A drugie pytanie? - przypomniał jej dyrektor.
- Ach, no tak! Będę mogła zagrać w jutrzejszym meczu? - zapytała z nadzieją.
Dumbledore zaśmiał się cicho.
- A to już pytanie nie do mnie, Alex. Może i jestem dyrektorem, ale w tej kwestii ostatnie słowo ma pani Pomfrey i nie śmiem się z nią kłócić. - Uśmiechnął się lekko i pomarszczoną ręką poklepał Alex po dłoni spoczywającej na powierzchni kołdry. - Cieszę się, że wyszliście z tego cało.
- Ja też, panie profesorze - odparła cicho, z smutnym uśmiechem.
Kiedy już została sama, już po rozmowie z panią Pomfrey, która łaskawie zgodziła się, by Alex wystartowała w ostatnim meczu w sezonie, raz jeszcze rozważyła słowa dyrektora. Głowa aż huczała jej od nadmiaru informacji, nie mogła doczekać się, aż podzieli się tym wszystkim z Harrym. I Hermioną i Ronem, oczywiście.
Choć... chyba nie wszystkim.
Nie chciała mieć przed przyjaciółmi tajemnic, ale czuła, że część tego, co przekazał jej dyrektor, jest zbyt prywatna, zbyt intymna. Sama dobrze jeszcze nie wiedziała, co o tym myśleć.
Mimo iż miała szczerą chęć powędrować na poszukiwanie brata, by upewnić się, że nic mu nie jest, zmęczona nadmiarem wrażeń po prostu zasnęła.

***

Następne dwa dni były bardzo intensywne, dlatego, gdy tylko dotarła do nich wiadomość, że Harry się obudził, popędzili do niego, by wszystko mu opowiedzieć. A było co.
Alex spała już drugą noc w swoim dormitorium. Pani Pomfrey cmokała i narzekała, ale nie mogła się przyczepić do niczego w jej stanie zdrowia i puściła ją w końcu prosto na mecz quidditcha. Zaraz po meczu dziewczyna spotkała się z przyjaciółmi i odwiedzili wciąż nieprzytomnego Harry'ego wraz z resztą drużyny. Nie mieli niestety czego świętować - mecz bez szukającego był skazany na porażkę, mimo iż Alex dwoiła się i troiła, żeby była to porażka z honorem. Prawie jej się udało, mecz zakończył się wynikiem 160 do 140 dla Puchonów. Wszyscy byli pod wrażeniem, nawet ich szukający podszedł potem do nich, by im pogratulować.
- To była świetna gra, Potter. Niewiele brakowało, a byście wygrali. Strach pomyśleć, co byście zrobili, gdybyście mieli choćby zapasowego szukającego, o Harrym nie wspominając.
Wood zresztą też nie mógł się tak całkiem smucić.
- Już myślałem... Że w tym roku - mamrotał pod nosem. - No nic, w takim razie za rok. Innej opcji nie ma. Musimy mieć szukającego wśród rezerwowych... Dlaczego my w ogóle nie mamy rezerwowych? Owszem, Alicja, ale ona przecież nie złapie znicza! I trzeba...
- Ollie. - Alex przerwała mu te nerwowe rozmyślania. - To był dobry mecz. Puściłeś tylko jednego gola i to jedynie dlatego, że tłuczek omal nie roztrzaskał ci miotły. Skup się na tym. I wyciągnij wnioski na przyszłość. Ale na spokojnie, gdy ochłoniesz.
- Masz rację, Lex. - Oliver uśmiechnął się. - To był bardzo dobry mecz. Ty byłaś bardzo dobra, fenomenalna wręcz! Strzeliłaś chyba z dziesięć goli!
- Dziewięć - poprawiła go skromnie, choć i przy pozostałych akcjach odegrała swoją rolę.
- I to po tym wszystkim, co przeszłaś...!
Uśmiechnęła się blado. Tak, biorąc pod uwagę okoliczności ten mecz był wspaniały. Szkoda tylko, że Harry nie mógł tego widzieć.
Ron i Hermiona wszystko jej opowiedzieli. O tym, jak Ron w miarę szybko doszedł do siebie po spotkaniu z figurami szachowymi, o tym, jak bez problemu przeszli przez salę z kluczami, jak Hermiona transmutowała kawałek diabelskich sideł w linę, dzięki której wrócili do komnaty z Puszkiem, którego uśpili za pomocą fletu...
- To był doskonały pomysł, by wziąć ten flet z powrotem - dodała, patrząc z wdzięcznością na Alex. - No a potem, gdy szliśmy do sowiarni, wpadliśmy na Dumbledora i dalej już wiesz.
Alex streściła im jedynie wydarzenia, które miały miejsce w ostatniej komnacie, twierdząc, że poczeka z konkretami na Harry'ego, by mieli pełniejszy obraz sytuacji.
- To było szalone, nie? - westchnął Ron. - Mogliśmy zginąć, mogli nas wyrzucić ze szkoły...
- Nadal mogą nas wyrzucić ze szkoły, Ron - zaoponowała Hermiona. - A poza tym...
- Cieszę się, że to zrobiliśmy - przerwała jej Alex. - Wiecie? Wbrew wszystkiemu udało się nam coś, co wydawało się niemożliwe. Zrobiliśmy coś dobrego.
- Myślisz, że nikt inny nie mógł tego zrobić? - zastanowiła się Hermiona. - Ktoś z nauczycieli? Ktokolwiek?
Alex zawahała się przed odpowiedzią. Przypomniała sobie rozmowę z dyrektorem. On zdawał się wiedzieć o wszystkim. A jednak to oni to wszystko zrobili. Quirrel oszukał największego czarodzieja w tym stuleciu, a nie zmydlił oczy czwórce pierwszoroczniaków? To było nie do pomyślenia!
- Myślę...  Myślę, że to był prezent dla nas. Jakbyśmy... jakbyśmy dostali szansę, by uwiadomić sobie, na jak wiele nas stać - mruknęła.
- Ja tam twierdzę, że gdyby nie my, to Sami-Wiecie-Kto już by warzył sobie w podziemiach Eliksir Życia - odparł Ron. - Mówię wam, nie mogą nas teraz wyrzucić ze szkoły!
Alex nie słuchała dalej kłótni przyjaciół, bo dostrzegła jeszcze jedną postać siedzącą samotnie w kącie Pokoju Wspólnego. Od razu dopadły ją wyrzuty sumienia. Zapomnieli o tym, a jeszcze jedna kwestia wymagała wyjaśnienia.
- Neville? Możemy pogadać? - Dosiadła się pucułowatego chłopca.
Burknął coś, ale Alex nie zraziła się tym.
- Neville, słuchaj... Chciałam cię bardzo przeprosić za tamto. Mieliśmy bardzo ważną rzecz do zrobienia i za mało czasu na tłumaczenia. Musieliśmy postawić wszystko na jedną kartę - wyjaśniła. Neville nadal na nią nie patrzył. - Ale to w żaden sposób nie usprawiedliwia tego, co ci zrobiliśmy. Co ja ci zrobiłam - dodała ciszej. - Proszę, nie gniewaj się na nich. Jedyną osobą, na którą powinieneś być zły, jestem ja.
- Nie jestem zły na was, Alex - odpowiedział w końcu chłopiec niechętnie. - Tylko na siebie. Bo wy robiliście coś dobrego, ważnego, a ja chciałem was powstrzymać. Mały, głupi Neville - mruknął.
- To nie tak, Neville. - Dziewczynka odetchnęła głęboko. - To, co zrobiłeś, było bardzo odważne. Czasem ludzie, którzy mają jakąś misję są tak skupieni na dążeniu do jej wypełnienia, że zapominają, po co to robią. Potrzebują ludzi, którzy ostudzą ich zapał i pomogą twardo stanąć na ziemi. Ty jesteś taką osobą, Neville. Tym razem nie miałeś racji, ale tylko dlatego, że nie znałeś wszystkich faktów. - Alex zamilkła na moment, szukając odpowiednich słów. - Nie był byś dobrym przyjacielem, gdybyś nie próbował nas powstrzymać. To świadczy tylko o tym, że martwisz się o nas i o cały Dom. Niezależnie od efektu, intencje też się liczą. To nieprawda, że dobrymi chęciami wybrukowane jest piekło.
- Dzięki, Alex. - Neville uśmiechnął się w końcu. - To miłe, co mówisz, choć ja wiem, że jestem tyko i wyłącznie niezdarą.
- Tylko i wyłącznie tak długo, jak długo będziesz sam o sobie tak myślał - poprawiła go Alex, poklepując po ramieniu i wstała. - Idę do Harry'ego. Pani Pomfrey powiedziała, że możemy go zaraz odwiedzić, bo już może przyjmować gości.
- Alex, czy ty naprawdę... naprawdę uważasz mnie za przyjaciela? - zapytał jeszcze cicho Neville.
Dziewczynka uśmiechnęła się.
- To ja powinnam zapytać, czy aby na pewno zasłużyłam na twoją przyjaźń, Neville - odpowiedziała i wraz z Hermioną i Ronem przeszła przez dziurę pod portretem, by spotkać się z Harrym.
- Macie pięć minut - poinformowała ich sucho pani Pomfrey. - Pan Potter musi odpoczywać.
Hermiona i Ron przywitali wylewnie Harry'ego, a Alex tylko uśmiechnęła się lekko i usiadła na skraju jego łóżka. Brat odwzajemnił jej spojrzenie i z ciekawością wysłuchał tego, co przyjaciele mieli do powiedzenia. Wyjaśnił też im szczegółowo to, co już zdążyła opowiedzieć częściowo Alex. Ron i Hermiona stanęli na wysokości zadania i wydawali okrzyki grozy w odpowiednich momentach.
- Byłeś taki dzielny, Harry! - pisnęła na końcu Hermiona.
- Ale nie byłoby mnie tutaj, gdyby nie Alex - odparł chłopak, patrząc z wdzięcznością na siostrę. - Bez niej nie dałbym rady. Bez was zresztą też.
- Jesteśmy przecież całkiem zgraną drużyną, nie? - odezwała się w końcu Alex.
Uśmiechnęła się do brata. Przypomniała sobie słowa Dumbledora i doszła do wniosku, że mają sobie do opowiedzenia znacznie więcej niż to, co da się przekazać w parę minut.
Ale z drugiej strony - mieli jeszcze na to czas. Teraz byli bezpieczni, rok szkolny dobiegał co prawda końca i znowu mieli rozjechać się do osobnych domów, ale przecież do tego czasu było jeszcze parę dni, a Harry wkrótce miał opuścić skrzydło szpitalne.
Mieli czas. I mnóstwo rzeczy do wyjaśnienia. Teraz jednak chciała powiedzieć mu tylko jedno.
- Harry, ja... - Alex otworzyła usta, jednak w tym momencie pani Pomfrey przypomniała sobie o ich obecności i natychmiast wyrzuciła ich na zewnątrz.
Dziewczynka jednak miała przeczucie, że brat mimo to zrozumiał, co chciała mu przekazać.

***

Harry został wypuszczony ze skrzydła szpitalnego dopiero w dniu uczty pożegnalnej. W międzyczasie Alex znalazła parę razy chwilę, by przemknąć się do niego, mimo czujności szkolnej pielęgniarki. Zresztą, miała wrażenie, że pani Pomfrey nieco przymyka oko na jej odwiedziny.
- Wtedy, w tej komnacie... - odezwał się w pewnym momencie Harry, podczas gdy Alex wybierała żółte fasolki z pudełka stojącego wśród prezentów na szpitalnym stoliku. Liczyła, że będą cytrynowe, ale na razie trafiła tylko na smak sików, kanarków oraz banana.  - Ja cię usłyszałem. Choć nic nie mówiłaś. To znaczy, nie usłyszałem tylko...
- Wyczułeś moje emocje, mój nastrój - odparła spokojnie Alex. - Też nad tym myślałam, Harry. To chyba normalne, skoro jesteśmy rodzeństwem. Dorastaliśmy osobno, ale łączy nas szczególna więź. Wygląda na to, że będzie się robić coraz silniejsza. A przynajmniej mam taką nadzieję - dodała, rozgryzając kolejną fasolkę. Ta w końcu była cytrynowa.
- Czy ty też...? - Nie wiedział, jak ubrać to w słowa.
Alex skinęła głową.
- Wiedziałam, że zdobyłeś Kamień, Harry. Nie wiedziałam jak, nie wiedziałam kiedy, ale miałam poczucie, że rozwiązałeś ten problem. Po prostu wiedziałam. - Wzruszyła ramionami. - Myślę, że po prostu w jakiś sposób współdzielimy emocje. - Zerknęła na niego z ukosa. - Przeszkadza ci to?
Harry zawahał się odrobinę.
- Nie. Po prostu dziwię się, skąd to wiesz. Jesteś dużo mądrzejsza od kogokolwiek kogo znam, Alex. No, przynajmniej w naszym wieku.
- Nie jestem mądra. - Pokręciła głową. - No, dobra. Trochę jestem... Ale to, o czym mówisz, to raczej... po prostu przywykłam do patrzenia na świat z boku. Jakby moje życie nie do końca należało do mnie. Rozumiesz?
- Nie. - Harry pokręcił głową, po czym oboje zaczęli się śmiać. - Myślę, że Voldemort popełnił poważny błąd, nie doceniając cię - dodał poważniej. - Jesteś naprawdę dobrą czarownicą, Alex.
Dziewczynka zagryzła wargę i zamyśliła się, przetaczając między palcami ostatnią żółtą fasolkę. Nie była pewna, czy chce trzymać to w tajemnicy przed Harrym, ale ostatecznie nie zdecydowała się, by powiedzieć mu o swoim darze. To była sprawa pomiędzy nią a profesor McGonagall. I Dumbledorem, oczywiście.
Harry najwyraźniej nic nie zauważył, więc póki nie poruszał tego tematu, Alex nie czuła wyrzutów sumienia, że go okłamuje. Jeśli zapyta... jeśli zapyta, to mu powie. W końcu musieli trzymać się razem. Tak, jak powiedział centaur.
A jeśli chodzi o zaklęcie Dementia Maxima... Cóż. Jego działanie z dnia na dzień słabło, więc nie było sensu o tym wspominać. Ludzie już nie reagowali zdziwieniem, gdy przedstawiano ją jako siostrę Harry'ego. Wszystko było dobrze.
Szkoda tylko, że teraz nie mieli się widzieć przez całe dwa miesiące.

***

- No i gdzie on jest? - Ron rozglądał się po Wielkiej Sali. Uczta miała się za raz zacząć, a Harry'ego nigdzie nie było widać.
- Może pani Pomfrey go nie puściła? - zastanowiła się Hermiona, która siedziała obok niej.
- Zaraz będzie - uspokoiła ich Alex.
- Skąd wiesz?
- Po prostu wiem - ucięła temat.
Hermiona chciała coś jeszcze powiedzieć, ale w tym momencie dostrzegli przyjaciela w drzwiach Wielkiej Sali. Pomachali  mu, by łatwiej było mu wypatrzyć ich w tłumie. Wszystkie spojrzenie koncentrowały się na Harrym. Co prawda, pozostali przyjaciele też wzbudzali zainteresowanie, ale przez ostatnich parę dni zdążyli się do tego przyzwyczaić, a poza tym zdążyło ono nieco osłabnąć.
- Ktoś tutaj jest sławny - mruknęła Alex, gdy usadowił się między nią a Ronem, a inni uczniowie wyciągali szyje, by lepiej mu się przyjrzeć, jakby zdążyli przez te parę dni zapomnieć jak wygląda.
- Tak? Zupełnie nie wiem, jakie to uczucie - odparł w podobnym tonie.
Uśmiechnęli się do siebie.
- Cii! Zaczyna się - syknęła Hermiona, gdy Dumbledore podszedł do mównicy.
Alex przeniosła wzrok na stół grona pedagogicznego, który podobnie jak i cała Wielka Sala przyozdobiony był barwami Slytherinu - zielenią i srebrem. Westchnęła ciężko. Mimo starań, Gryffindor pozostał na ostatnim, czwartym miejscu. Porażka, której przecież była współwinna, nie byłaby tak dotkliwa, gdyby Puchar Domów przypadł komukolwiek innemu. Wiedziała jednak, że Ślizgoni nie dadzą im zapomnieć o tej miażdżącej przewadze.
Dyrektor w swojej przemowie niestety nie pominął punktacji, tak że wszyscy usłyszeli, że Dom Lwa traci równe dwieście dziesięć punktów do wygranych. Alex chyba lepiej zniosła by myśl, że przegrali tylko dziesięcioma punktami. Nawet jednym punktem! Świadomość, że przepaść tych dwustu punktów jest tylko i wyłącznie ich zasługą była druzgocąca.
Ale cóż - nie mogli już nic z tym zrobić.
- Moi drodzy, w obliczu ostatnich wydarzeń mam jednak jeszcze parę punktów do rozdania... - Z ponurych rozmyślań wyrwał ją głos dyrektora. Czyżby się myliła? Może jednak nie będą tak całkiem ostatni?
- Pan Ronald Weasley - zaczął dyrektor, a Ron cały poczerwieniał, gdy dotarło do niego, że o nim mowa - za najlepiej rozegraną partię szachów w dziejach Hogwartu otrzymuje pięćdziesiąt punktów.
Rozległy się oklaski, które najmniej entuzjastycznie brzmiały przy stole Ślizgonów. Nawet Puchoni bili głośniej brawo, mimo iż właśnie spadli kosztem Gryfonów na czwarte miejsce w tabeli.
- Pani Hermiona Granger - kontynuował dyrektor - za wykazanie się chłodną logiką w obliczu ognia również otrzymuje pięćdziesiąt punktów.
Przy stole Gryfonów rozległy się wiwaty. Niemal o połowę odrobili stratę! Hermiona ukryła twarz w dłoniach, równie czerwona, co i Ron chwilę wcześniej.
- Co my tutaj mamy dalej... - zamyślił się Dumbledore. - A tak, Potter. Za zachowanie zimnej krwi i niebywałą odwagę pan Potter otrzymuje sześćdziesiąt punktów. Natomiast panna Potter, która wykazała się nadzwyczajną lojalnością oraz poświęceniem otrzymuje... - Dyrektor zawiesił głos, a atmosfera stała się napięta do granic możliwości. Wystarczyłoby, żeby otrzymała tyle samo puntów co Harry... Nawet nie! Jeden punkt więcej niż Hermiona albo Ron...
- Otrzymuje pięćdziesiąt punktów - dokończył dyrektor, a salę wypełniły dwojakiego rodzaju okrzyki. Część uczniów wiwatowała z powodu remisu ze Slytherinem, a druga część wydawała okrzyki zawodu również z tego samego powodu.
- Jednakże - Dumbledore nie musiał podnosić głosu, by salę wypełniła cisza jak makiem zasiał. - Są różne rodzaje męstwa. Potrzeba wielkiej odwagi, by stawić czoło wrogom, lecz jeszcze większego męstwa wymaga przeciwstawienie się przyjaciołom. Dlatego przyznaję dziesięć punktów Nevillowi Longbottomowi!
Aplauzu, który wybuchł w Wielkiej Sali nie dało opisać się słowami. Wszyscy uczniowie - oczywiście poza Ślizgonami - wiwatowali na cześć Gryfonów, którzy padali sobie w objęcia. Dyrektor w międzyczasie zmienił dekoracje na bardziej pasujące: czerwono-złote. Neville, siedzący równo naprzeciwko Alex wciąż nie dowierzał, że chodzi właśnie o niego.
- Widzisz, Neville? - ryknęła, bo inaczej nie dało się w tym momencie komunikować. - Mówiłam ci!
Nic więcej nie dodała, bo i tak by jej nie usłyszał.
Emocje nie opuszczały ich aż do końca kolacji. Co chwilę ktoś wznosił toasty ku ich czci, pytaniom i gratulacjom nie było końca. Wszyscy tłoczyli się wokół Harry'ego, co było oczywiste oraz wokół Neville'a, który stał się cichym bohaterem tego dnia. Alex, chcąc uniknąć zamieszania przesiadała się nieco bliżej Wooda i bliźniaków.
- Lojalność i poświęcenie. - Oliver zagwizdał z uznaniem. - To chyba całkiem trafna definicja ciebie, Lex.
Uśmiechnęła się lekko. Ollie zawsze miał dla niej kilka miłych słów w zanadrzu. Poza Harrym, Ronem i Hermioną był dla niej najbliższą osobą tutaj.
- Szkoda tylko quidditcha - westchnęła. - Ale nie można mieć wszystkiego, prawda? - Wzruszyła ramionami.
- Nadrobimy w przyszłym roku - obiecał jej Wood. - Z tobą i Harrym w drużynie nie ma opcji, żeby było inaczej. Lex - dodał po chwili wahania. - Mogę mieć prośbę?
- Tak? - Zerknęła na niego z ukosa, kątem oka dostrzegając zerkającą w ich kierunku Katie Bell. - Tylko nie proś mnie o podanie tamtego puddingu, nie wcisnę się tam teraz. - Wskazała kłębowisko przy przyjaciołach. Stojący tam jeżynowy pudding należał do ulubionych deserów Wooda.
- Spokojnie - zaśmiał się chłopak. - Miałem na myśli... napiszesz do mnie latem?
Alex zamrugała zaskoczona i skupiła wzrok na Oliverze.
- Co? - wydukała.
Wood zawstydził się nieco.
- Wiesz, mam zamiar przetestować kilka nowych technik w wakacje i potrzebuję kogoś, z kim będę mógł wymieniać uwagi. Nikt poza tobą nie zniesie mojego bełkotu w wolnym czasie - zaśmiał się. Alex miała wrażenie, że początkowo miał na myśli coś innego, ale nie drążyła tematu.
- Jasne, cokolwiek będziesz chciał. Tylko nie wiem, kiedy wróci moja sowa, więc może ty napisz do mnie, tak będzie bezpieczniej... O, moje krzesło się zwolniło - zawołała, zmieniając temat. - Chcesz tego puddingu? Potem może nie być okazji.
- Obejdzie się. I tak jestem już przejedzony.
Alex uśmiechnęła się i wróciła na swoje miejsce. Dopiero wtedy zauważyła, że Hermiona przygląda jej się z uwagą.
- No co?
- Nic. Katie Bell zjadła chyba wyjątkowo kwaśną galaretkę - rzuciła zupełnie bez sensu i ponownie wdała się w dyskusję z Percym Weasleyem na temat najlepszych mnemotechnik.

***

Mimo iż większość uczniów tak się przejadła podczas uczty, że niemal od razu poszli spać, Alex i Harry'ego roznosiła energia. Wraz z Ronem i Hermioną spędzili jeszcze kilka miłych chwil przy kominku w Pokoju Wspólnym. Rozegrali partię gargulków, a salon powoli się wyludniał. Ron i Hermiona też w końcu się z nimi pożegnali, twierdząc, że muszą się jeszcze spakować.
Rodzeństwo zostało samo.
- Hagrid dał mi dzisiaj prezent - odezwał się Harry. - Poczekaj.
Zniknął na chwilę w dormitorium, po czym wrócił z dosyć grubym albumem ze zdjęciami. Alex aż zaświeciły się oczy.
- Przejrzałem go pobieżnie, ale postanowiłem zaczekać na ciebie - powiedział Harry, rozsiadając się na dywanie przed kominkiem. Alex dosiadła się do niego i wspólnie zaczęli przeglądać zdjęcia.
Na większości byli ich rodzice - czasem sami, czasem w otoczeniu przyjaciół. Potem było kilka zdjęć, na których trzymali w ramionach dwoje niemowląt. Alex uśmiechnęła się, gdy zobaczyła jak mały Harry na zdjęciu próbuje złapać tatę za nos. Jeszcze dalej były zdjęcia jakiejś dużej grupy ludzi, a na samym końcu kilka zdjęć z czasów szkolnych. Na jednym z nich nie mogli być więcej niż dwa lata starsi od nich.
Podobieństwo było uderzające. Gdyby nie ubrania, można byłoby uznać, że na zdjęciach jest Alex. W przypadku Harry'ego było podobnie, choć nie zgadzał się kolor oczu - Harry miał zielone, tak samo jak siostra i mama, a James brązowe. Poza tym jedyną różnicą między nimi była blizna na czole Harry'ego. Nawet okulary nosili podobne!
- Myślisz, że byliby z nas dumni? - zapytała dziewczynka z zadumą.
- Mam nadzieję, że tak - odparł Harry. - Przepraszam, Alex - odezwał się nagle.
- Za co? - zdziwiła się.
- Nie wierzyłem ci na początku. Może się bałem, może nie ufałem dlatego, że nie przywykłem do myśli, że mam jakąkolwiek rodzinę poza Dursleyami... Ale nie powinienem był tak cię traktować. Przepraszam - powtórzył.
- To nie twoja wina, Harry. - Alex wzruszyła ramionami. - Miałeś prawo być zaskoczony. Potrzebowałeś czasu. Zresztą... - zawahała się. - Nie tylko ty nie mogłeś uwierzyć. Dumbledore włożył wiele wysiłku w to, by wszelki ślad po mnie zaginął. Żeby nas chronić. Żeby chronić ciebie.
Nie wchodziła w szczegóły, a Harry nie pytał. Dla świętego spokoju jednak zmieniła temat:
- A Dursleyowie? Jacy oni są? - zapytała z ciekawością. - Poza tym, że straszni i okropni, to już słyszałam - uprzedziła Harry'ego, który właśnie zamierzał to powiedzieć.
- Cóż... Właściwie to chyba woleliby, żebym zniknął. Całkowicie negują istnienie magii i czegokolwiek, co wykracza poza przyjęte przez nich normy, a ja im to wybitnie utrudniam. Chyba dlatego tak bardzo mnie nienawidzą...
- To twoja rodzina. Nasza - poprawiła się dziewczynka. - Na pewno w głębi serca, w jakiś sposób cię kochają.
- Wierz mi, ciężko bym się zdziwił. Hogwart to prawdziwe wybawienie - westchnął Harry. - Szkoda, że nie możemy spędzić lata razem.
- Ron zapraszał nas do siebie, nie mówił ci? - zdziwiła się Alex. - A no tak, byłeś w szpitalu. Cóż, musi to jeszcze uzgodnić z rodziną, ale na pewno da znać. Byłoby super, prawda?
- Na pewno! A... jak u ciebie? - zapytał z lekkim wahaniem Harry.
- W porządku. Ale jakby nie było, to obcy ludzie. Nie cieszę się na powrót. Nie dlatego, że jest mi tam źle, tylko po prostu...
- To nie jest dom - westchnął Harry, gdy Alex zawiesiła głos. - Dom jest tutaj.
- Dom jest tutaj - powtórzyła Alex, przewracając ostatnią stronę w albumie. - O, to właśnie Ravenowie! - zawołała, wskazując jedną z dwóch fotografii.
One również pochodziły z czasów szkolnych. Na jednym znajdował się roześmiany James wraz z trójką chłopaków w jego wieku. Mogli mieć nie więcej niż piętnaście lat. Natomiast na zdjęciu, które wskazała Alex była Lily, dwie dziewczyny oraz jeden chłopak, również w podobnym wieku. Dziewczynka pokazała mu dziewczynę, która na głowie miała burzę jasnoblond włosów stojącą obok chłopaka.
- To Eleen i Tim. Właściwie nie pamiętam ich dobrze, ale ta fryzura jest bardzo charakterystyczna! - Uśmiechnęła się, po czym nieco zmarkotniała. - Sandy nadal nie wróciła. Martwię się o nią.
- Poradzi sobie. Mam nadzieję, że udało jej się ich znaleźć... Szkoda, że nie są podpisane. - Wskazał zdjęcia.
- Możemy kiedyś dopytać Hagrida. - Alex ziewnęła. - Idziemy spać?
Harry kiwnął głową, ale wciąż było tyle spraw, o których chcieli jeszcze porozmawiać. I choć byli już senni, zmęczenie wzięło nad nimi górę dopiero nad ranem.

***

Alex nigdy nie lubiła się pakować. Było to zdecydowanie w pierwszej dziesiątce nielubianych przez nią rzeczy. A pakowanie się na drogę powrotną z Hogwartu plasowało się gdzieś na samej górze tej listy.
Mimo zarwanej nocy udało im się szybko zebrać, tak, że ich kufry na czas dotarły do holu, skąd miały zostać zapakowane do pociągu. Pożegnali się tylko z szkolnymi portretami i nauczycielami, bo na pożegnanie z kolegami był jeszcze czas - w końcu mieli przed sobą całodzienną podróż pociągiem.
Tym razem bez trudu znaleźli przedział - Alex, Harry, Ron, Hermiona i Neville. Od czasu do czasu ktoś zaglądał do środka, by zamienić kilka słów, ale poza tym nikt ich nie niepokoił.
- Napiszę do was, jak już rodzice się zgodzą - powiedział Ron. - Myślę, że możemy spędzić ostatnie tygodnie wakacji u mnie i razem pojechać do Hogwartu, co wy na to?
- Brzmi super. - Uśmiechnęła się Alex. - Mam nadzieję, że te wakacje szybko miną, już tęsknię.
- Tak, w przyszłym roku będziemy się uczyć tylu wspaniałych rzeczy! - emocjonowała się Hermiona. - Percy opowiadał mi, że...
- Ty pewnie już jutro zaczniesz wkuwać, Hermiono. - Ron wywrócił oczami, a dziewczyna prychnęła obrażona.
- Mam tylko nadzieję, że w przyszłym roku obejdzie się bez dodatkowych atrakcji - wtrąciła Alex.
- Chyba wykorzystaliśmy limit na następne dziesięć lat - zgodził się Harry.
W tym momencie drzwi przedziału otworzyły się i do środka zajrzały Angelina i Katie.
- Potter, pozwólcie na chwilę. Wood zarządził odprawę!
Alex i Harry spojrzeli na siebie zdziwieni, ale zgodnie podnieśli się i ruszyli na spotkanie z kapitanem. Wszyscy już stali zgromadzeni w przedziale dwa wagony dalej.
- No! - Wood powitał ich niecierpliwie. - Wiem, że już praktycznie wakacje, ale nie udało nam się spotkać w pełnym składzie na boisku i należycie pożegnać, więc chcę wam tylko powiedzieć, że macie ćwiczyć! Bez wyjątku, bez wymówek!
- Wood, ja mieszkam z mugolami, którzy nie tolerują magii w żadnej postaci - odezwał się Harry.
- Powiedziałem, bez wymówek, Potter! A we wrześniu bierzemy się ostro za treningi, jasne? W wakacje opracuję nowy plan treningowy, który...
- ...wyciśnie z nas wszystkie soki - westchnął teatralnie Fred.
- ...przerobi na miazgę - dodał George.
- Po prostu...
- ...totalnie nas...
- ...wykończy! - zakończyli chórem.
- Damy z siebie wszystko, Ollie - zapewniła go Alex, zanim ten zdążył zbesztać bliźniaków. - Możesz na nas liczyć. Czekam na twoje pomysły. Utemperuję jego mordercze zapędy, spokojnie - dodała scenicznym szeptem w kierunku reszty, co wywołało salwę śmiechu. Oliver też się uśmiechnął.
- Miłych wakacji wszystkim, w takim razie!
- Nawzajem!
- Dzięki, kapitanie!
Rozeszli się w swoich kierunkach. Alex uśmiechnęła się jeszcze do Wooda.
- Będę czekać na twoje listy, Ollie. Nawet jeśli niemal w stu procentach będą składać się z nowych planów treningowych.
Szturchnęła Harry'ego i wrócili do przedziału. A tam, czekała na nich miła niespodzianka.
- Sandy!
Hermiona karmiła piaskową sowę przysmakami, a Ron próbował odwiązać od jej nóżki sporych rozmiarów list. Alex i Harry natychmiast rzucili się na pomoc. Chłopiec pomógł przyjacielowi z listem, a jego siostra zajęła się swoją sową.
- Tak się martwiłam! Nie było jej prawie pół roku! - wykrzyknęła, uświadamiając sobie, że wysłała ją z listem przecież w okresie Bożego Narodzenia.
- Droga do Australii trochę trwa. Czytamy? - zapytał Harry, a Alex skinęła głową, zamknęła za sową drzwi do klatki, gdzie Sandy natychmiast zapadła w zasłużony sen i przysiadła się do brata. Przyjaciele dyskretnie dali im nieco prywatności wdając się w jakąś zażartą dyskusję, rodzeństwo jednak było już całkowicie pochłonięte treścią listu.

Kochani!
Oczywiście, że Was pamiętamy! Ciebie, Alex, oczywiście o wiele lepiej, z wiadomych powodów. Bardzo ucieszył nas Wasz list. Nie kontaktowaliśmy się ze względów bezpieczeństwa, teraz jednak bardzo chętnie pozostaniemy z Wami w kontakcie. 
Pewnie martwiliście się o swoją sowę. Niestety miała parę nieprzyjemnych przygód podczas drogi i dotarła do nas w kiepskim stanie. Nie mogliśmy wypuścić jej z powrotem, póki całkiem nie doszła do siebie, stąd ta cała zwłoka. Następnym razem korzystajcie z sowiej poczty - mają świetnie opanowane przesyłki międzykontynentalne. Kosztuje to nieco więcej, ale trwa krócej, dzięki zmianom sów co kilkaset kilometrów i jest dla nich o wiele bezpieczniejsze. 
Dobrze, to teraz przejdziemy do konkretów. Do listu dołączyliśmy kilka zdjęć z młodzieńczych czasów z opisami. Na większości jest Wasza mama i my, ponieważ w czasach szkolnych nie przyjaźniliśmy się jakoś bardzo z Waszym tatą... W każdym razie Eleen dołączyła też co ciekawsze (i mniej intymne) fragmenty swojego pamiętnika z tamtych czasów.
Mamy Wam tak wiele do opowiedzenia, że nawet nie wiemy, od czego zacząć. Z niecierpliwością wyczekiwaliśmy wieści o Was, ale tutaj wszystko dociera z opóźnieniem. Mamy nadzieję, że dobrze Wam tam, gdzie teraz jesteście. Poszukamy jeszcze jakichś pamiątek, a Wy napiszcie nam, co najbardziej Was interesuje. 
Pozdrawiamy Was serdecznie,
ciocia Eleen i wujek Tim

Po przeczytaniu listu pokazali go przyjaciołom, a sami rzucili się na dołączone zdjęcia i fragmenty pamiętnika, pieczołowicie umieszczając je w otrzymanym od Hagrida albumie. Część zdjęć się powtarzała, niektóre postaci udało im się połączyć z właściwymi imionami. Na jednym ze zdjęć byli na przykład rodzice Neville'a!
- Nie jesteśmy sami, Harry - westchnęła z ulgą Alex. - Może i nic o nich nie wiemy, ale mamy szansę ich poznać. To nie to samo, nie wróci im życia, ale sprawi, że będą odrobinę bardziej prawdziwi. Namacalni. Obecni.
- To był doskonały pomysł, żeby do nich napisać. Dziękuję, Alex. - Harry uśmiechnął się.
Dziewczynka kiwnęła głową. Wiedziała, ile to dla niego znaczy.
- Weź album, a ja wezmę list i napiszę odpowiedź. Musisz mi przesłać swoje pytania! Albo napiszemy, jak będziemy u Rona, co?
Do końca podróży z rodzeństwem Potter nie było absolutnie żadnego kontaktu, zupełnie pochłonęły ich pamiątki rodzinne. Kiedy pociąg wtoczył się na stacje King's Cross, Harry westchnął ciężko.
- Teraz czekają mnie najgorsze dni. Chyba już zacznę odliczać do 1. września...
- Postaramy się uwolnić cię od nich jak najszybciej, stary. - Ron poklepał go po plecach, gdy wyciągali kufry na peron. - Powiem mamie, jak źle cię tam traktują, to na pewno zgodzi się, byś przyjechał już na początku sierpnia!
Koledzy żegnali się z nimi, machając i wołając ich po imieniu. Odpowiadali na okrzyki, machali na pożegnanie, powoli zmierzając ku wyjściu z peronu. Alex nagle zmarkotniała i zamilkła.
- Co jest? - Harry od razu wyczuł zamianę jej nastroju.
- Myślisz, że powinnam podejść i się przywitać? - spytała niepewnie. - To w końcu też moja rodzina...
- Jeśli chcesz... choć wątpię, by to cię uszczęśliwiło. I nie gwarantuję, że wuj nie dostanie wylewu na twój widok.
Alex uśmiechnęła się pod nosem.
- Chodźmy, Ron i Hermiona już przeszli.
Przyjaciele czekali na nich po drugiej stronie muru. Kilka metrów dalej rodzina Weasleyów była już w komplecie, na dworzec przyjechała nawet mała Ginny. Hermiona machała do dwójki nieco zdezorientowanych ludzi, którzy musieli być jej rodzicami, a spojrzenie Harry'ego od razu odszukało trójkę ewidentnie niezadowolonych z życia ludzi: wysoką, kościstą i ciemnowłosą kobietę, grubego i wąsatego mężczyznę oraz chłopaka, który był jego idealną kopią, choć mniej wąsiastą i nieco jednak wyższą niż szerszą.
- Jak rok? Trudny? - pierwsza podeszła do nich pani Weasley.
- Oj tak! - westchnęli chłopcy jednym głosem.
- Dziękuję za szalik, pani Weasley - dodała Alex, a ta uściskała ją mocno.
- Teraz już wiem, jakiego rozmiaru sweter będzie ci potrzebny. I w jakim kolorze, butelkowa zieleń pięknie podkreśli twoje oczy, kochanieńka!
Alex zaczerwieniła się lekko.
- Gotowy? - Usłyszeli pełne zniecierpliwienia burknięcie. - Pośpiesz się, nie mam całego dnia.
Harry pożegnał się z przyjaciółmi, obiecał, że będzie pisał i nieco niechętnie ruszył za wujem. Jedynym pocieszeniem dla niego był fakt, że wujostwo nie miało pojęcia o zakazie używania magii. To dawało mu niejaką przewagę. Być może będą dla niego milsi, jeśli będą przekonani, że w każdej chwili może pozamieniać ich w ropuchy.
Alex wahała się chwilę, odprowadzając Harry'ego wzrokiem. Ann i Toma nigdzie nie było jeszcze widać,  wiedziała, że mogą się nieco spóźnić, ruszyła więc za nim.
- Dzień dobry! - przywitała się radośnie, wywołując zaskoczenie na twarzach całej trójki Dursleyów. Harry stłumił śmiech, dostrzegając przerażenie na twarzy wuja Vernona.
- Nie rozmawiamy z obcymi! - mruknął. Ciotka dla odmiany wydała z siebie jakieś zduszone prychnięcie, które brzmiało podejrzanie podobnie do "Lily".
- Ale ja nie jestem obca! Jestem Alex Potter, jesteśmy rodziną - wyjaśniła uprzejmie.
- Poniekąd. - Wuj cały poczerwieniał. Zapewne wystraszyła go możliwość, że będzie musiał wrócić do domu nie z jednym dziwadłem, a dwoma.
- Miło mi poznać, wujku. Ciociu. - Odwróciła się do Petunii, szukając w niej rodzinnego podobieństwa, ale na pierwszy rzut oka nie poznałaby, że są spokrewnione. - A ty musisz być Dudley! Harry dużo o tobie mówił - zwróciła się do kuzyna, który wyglądał na jeszcze bardziej przerażonego niż wuj.
Mina jej brata sugerowała, że ten zaraz udusi się ze śmiechu i że jest jej wdzięczny za osłodzenie tych pierwszych chwil wakacji.
- O, to moi opiekunowie, muszę już lecieć. Do zobaczenia, Harry!
Ann i Tom stali kawałek dalej, rozglądając się po rzedniejącym tłumie. Pomachała do nich energicznie, zwracając ich uwagę.
- Zadowolona z pierwszego roku? - zapytał Tom, biorąc od niej kufer.
- Tak, bardzo! Choć było trochę niebezpiecznie.
- Słyszeliśmy - odparła zmartwiona Ann. - Wstąpimy po drodze na lody? Opowiesz nam o wszystkim?
- Chyba noc by nas zastała! - zaśmiała się Alex. - Chyba wolę wrócić do domu i zjeść twoją szarlotkę, ciociu... Dobrze? To nie problem? - zmartwiła się.
- Nie, oczywiście, że nie. - Kobieta uśmiechnęła się ciepło i przytuliła dziewczynkę.
- Zmieniłaś się, Alex - zauważył Tom.
- Dowiedziałam się wiele o sobie i swojej rodzinie przez ten rok, wujku - odpowiedziała. - Jestem inna, to fakt, ale po prostu jestem bardziej sobą. Coraz lepiej rozumiem, co to znaczy.
- Wracajmy do domu - zarządziła Ann i ramię w ramię ruszyli ku wyjściu z dworca.
_____________
*to zaklęcie jest oczywiście całkowicie moim wymysłem.

Miałam skończyć "Kamień filozoficzny" do końca roku 2019. Nie wyszło. Siedziałam 2 miesiące w domu z wiadomych powodów, a rozdział nie powstał. Powstał teraz, kiedy powinnam pisać pracę magisterską... Cóż. Jak to się mówi - dissapointed, but not suprised.
Chyba od razu wezmę się za "Komnatę", skoro tak dobrze mi idzie, co?