Ślizgoni jakoś musieli poradzić sobie z przegraną. Mimo kłopotów szukającego Gryfonów, ponieśli rażącą porażkę, nie przeszkadzało im to jednak w gnębieniu kolegów różnymi docinkami. Głównym obiektem żartów był oczywiście Harry.
- Jak tam ujeżdżanie miotły, Potter?
- Dopadł cię lęk wysokości?
- Siostrzyczka odwala za ciebie robotę, Potter!
- Nie słuchaj ich. - Alex wywróciła oczami i przeniosła wzrok na sąsiednią stronę wielkiej księgi. Siedzieli od rana w bibliotece i szukali czegoś o Nicolasie Flamelu. - Nie umieją przegrywać.
- Owszem. Ale nie podoba mi się, że ktoś ot tak może zaczarować moją miotłę - mruknął Harry, podpierając głowę pięścią.
- Flitwick obejrzał miotłę, nic jej nie jest. Wieczorem rzucę ci na nią kilka ochronnych czarów, tylko muszę jeszcze dwa z nich trochę poćwiczyć - starała się go uspokoić. - Swoją zresztą też zabezpieczę. Masz coś?
- Nic - westchnął.
- Tego szukacie, Potter? - Nagle koło nich pojawił się Draco Malfoy, z książką w ręce. Rzucił ją na stół, a Alex dostrzegła tytuł "Magiczne gady i płazy Ameryki Południowej - encyklopedia". - Uzupełniasz braki w drzewie genealogicznym, co? To po babci rzekotce drzewnej ten szeroki uśmiech? W sam raz do łapania znicza! - zaśmiał się cienko, a Alex ze złością zatrzasnęła książkę.
- Idź sprawdź, czy cię nie ma za drzwiami, Malfoy. - Była tak zmęczona tymi docinkami, że już nie chciało jej się wymyślać lepszych ripost. - Ty na pewno nie masz w rodzinie żadnych płazów, bo twoje żarty są suchsze niż piasek na pustyni. Gadów za to masz w niej bez liku.
- Czy ty właśnie obrażasz moją rodzinę, Potter? - zasyczał groźnie, nachylając się do niej.
- Nie bardziej niż ty moją. Naruszasz moją strefę komfortu, Malfoy. - Gestem pokazała mu, że ma się odsunąć. - Zostaw nas, rozmawiamy o ważnych sprawach, niewłaściwych dla uszu małych kijanek - sarknęła.
Malfoy pomamrotał coś pod nosem i zostawił ich w spokoju. Harry westchnął.
- Nie odpuści tak łatwo.
- Wiem. Ale nie mam zamiaru mu niczego ułatwiać. Trzeba znaleźć sposób, by utrzeć mu nosa...
- Teraz mamy ważniejsze sprawy na głowie. Mam dość - stwierdził Harry, zamykając książkę. - Idę do Pokoju Wspólnego, może Hermiona i Ron coś wymyślili. Idziesz?
- Zaraz cię dogonię, muszę jeszcze coś załatwić. Szkoda, że Hermiona wyjeżdża. Ona najprędzej by coś znalazła... - Pomachała Harry'emu na pożegnanie i pozbierała swoje rzeczy. Szybkim krokiem przeszła przez zamek i nieco zdyszana wdrapała się na ostatnie piętro sowiarni, gdzie bez trudu odnalazła swoją sowę.
- Sandy! Chodź tutaj! - zawołała.
- Sandy? - Teraz dopiero zauważyła Hagrida, wiążącego jakiś świstek do nogi jednej ze szkolnych płomykówek. - Skąd takie imię?
- Podobało mi się. - Alex wzruszyła ramionami. - I pasuje do niej. - Wskazała płowe upierzenie ptaka. - A czemu pytasz, Hagridzie?
Oblicze olbrzyma nieco się zachmurzyło.
- Twoja matka miała sowę o takim imieniu, trochę podobną do twojej, cholibka. Towarzyszyła jej przez siedem lat w Hogwarcie. Potem śmierciożercy prawdopodobnie capnęli ją, gdy leciała z listem do przyjaciół Lily i już nigdy do niej nie wróciła.
- Smutne - westchnęła Alex. - To nie dziwne, że nazwałam swoją sowę tak samo, jak ona? - zapytała z namysłem.
- Absolutnie! Jesteś do niej tak niesamowicie podobna, że w ogóle mnie nie dziwi, że Sn-... - Hagrid zmieszał się nagle. - Jest zawsze przy tobie, tutaj, w twoim sercu. - Wskazał gestem. - I będzie tam, choćby nie wiem co.
- Dzięki, Hagridzie. Jeżeli chodzi o to, co mówiliśmy po meczu... - zaczęła.
- Wiem, że Snape zalazł wam za skórę, cholibka. Ale gwarantuję wam, że nie chciał zabić Harry'ego - oświadczył stanowczo Hagrid. - Skrytka jest bezpieczna i nic wam do tego! To nie są sprawy dla małych dzieci. Pójdę już, załatwiłem, co miałem załatwić.
- Hagridzie! - zawołał za nim Alex. Nie chciała go rozzłościć. Gajowy jednak już zniknął, siadła więc na najmniej upaćkanej ekskrementami ławce, wyciągnęła pergamin oraz pióro i zabrała się do pisania listu.
Drodzy Ann i Tomie,
przepraszam, że do Was nie pisałam, wiem, że obiecałam. Bardzo podoba mi się w Hogwarcie, nawet nie wiecie, jak bardzo! No fakt, nie wiecie, bo się do Was nie odzywałam. Raz jeszcze proszę Was o wybaczanie.
Bardzo chciałabym się z Wami spotkać i wszystko Wam opowiedzieć, ale obawiam się, że muszę zostać na święta w szkole. Mam strasznie dużo nauki do egzaminów semestralnych i pomyślałam też, że zostanę z Harrym. On nie wraca do naszego wujostwa na przerwę świąteczną, twierdzi, że to okropni ludzi. Myślę, że to dobra okazja do nadrobienia straconego czasu. Mam nadzieję, że się nie gniewacie, co? Przyjadę, gdy tylko będę mogła, obiecuję. Może nawet uda mi się zaprosić na kilka dni Harry'ego, jeżeli nie macie nic przeciwko. Ale to odległe plany. Teraz życzę Wam wesołych świąt. Sandy jeszcze przyniesie Wam coś przed Nowym Rokiem. Niestety przesyłka nie dotarła do mnie na czas.
Ściskam Was mocno i pozdrawiam od siebie i moich przyjaciół. Musicie ich koniecznie poznać!
Alex
Zakleiła kopertę, zaadresowała do swoich opiekunów i wypuściła Sandy z sowiarni. Ruszyła z powrotem do wieży Gryffindoru, zastanawiając się, w czym jeszcze jest podobna do matki.
***
Harry i Ron grali w szachy. Hermiona przyglądała im się znudzona, co jakiś czas podrywając się z fotela i biegła na górę, by wrzucić do kufra jeszcze jedną rzecz, o której zapomniała.
- O której wyjeżdżasz? - zapytała Alex, dosiadając się do nich.
- Po obiedzie. Czy ja spakowałam szczoteczkę do zębów? - zastanowiła się nagle.
- Tak, sprawdzałaś to dziesięć minut temu, po czym uznałaś uspokojona, że twoi rodzice są denterystami i mają ich w domu na pęczki. - Alex wywróciła oczami.
- Dentystami - poprawiła ją Hermiona. - To strasznie brutalna gra! - zawołała, gdy królowa Rona wyrzuciła z planszy sponiewieranego skoczka Harry'ego.
- Mogę spróbować? - Ron ustąpił miejsca Alex i machnięciem różdżki ustawił ponownie figury. - Białe zaczynają, tak?
- Musicie koniecznie przeszukać bibliotekę! - gorączkowała się Hermiona w czasie, gdy Ron sugerował Alex możliwe rozwiązania. - Ja mogę wziąć do domu tylko kilka książek, wątpię, by coś w nich było...
- Spróbuj poszukać w mugolskich bibliotekach - mruknęła Alex, szukając dogodnego miejsca do postawienia skoczka. Chwilę później został zbity przez wieżę Harry'ego. - Kurcze, trudne to. Neville, co się stało?
Chłopiec podszedł do nich z niewyraźną miną.
- Czekam na ciebie, Alex. No i Malfoy znowu mi dokuczał...
- Przykro mi, Neville, olej go. Niech sobie gada. - Zerknęła na zegarek. - Kompletnie zapomniałam, że byliśmy umówieni, Neville - jęknęła z rozpaczą. - Wybaczysz mi? Może spotkamy się po południu?
- Święta spędzam z babcią, wyjeżdżam po obiedzie.
- Nadrobimy to jak najszybciej, Neville, obiecuję. Przepraszam cię raz jeszcze... Ej! Tak wolno? - zawołała nagle, widząc, jak Harry dokonuje roszady króla i wieży. - Dlaczego mi nie mówisz o takich rzeczach?! - zwróciła się z pretensją do Rona.
- Bo nie pytałaś! - odpowiedział.
- Pierwszy raz w życiu gram w szachy...!
Przekomarzając się w ten sposób rozegrali - mniej lub bardziej prawidłowo - partię szachów, a później wspólnie zeszli na obiad. Podczas posiłku Hermiona zostawiła im jeszcze mnóstwo rad i poleceń, kazała na siebie uważać, po czym wyściskała ich mocno (chłopakom nie spodobało się to zbytnio i krzywili się, jakby ktoś kazał wypić im cytrynę) i pobiegła do powozów, które miały zabrać uczniów wracających na święta do domu do Hogsmead.
Alex wyszła tuż za nią i w Sali Wejściowej natknęła się mocno spóźnionego Wooda.
- Uciekasz bez pożegnania? - zażartowała.
- Nie śmiałbym! - odpowiedział, uśmiechając się szeroko. - Zostajecie z Harrym w Hogwarcie?
- Mhm. On nie ma ochoty wracać do wujostwa, a ja postanowiłam dotrzymać mu towarzystwa - wyjaśniła.
- Mam nadzieję, że będziecie ostro trenować w tym czasie? - Przybrał groźną minę, ale Alex wiedziała, że żartuje.
Choć, czy Wood kiedykolwiek żartował, gdy chodziło o quidditcha?
- Uważaj, żebym cię nie wygryzła ze stołka kapitana! - droczyła się z nim dalej. - Leć już, bo ci pociąg odjedzie. Wesołych świąt, Wood!
- Wesołych świąt, Lex! - odkrzyknął jej, śpiesząc już do powozu.
Uśmiechnęła się do siebie i lekkim krokiem ruszyła w stronę biblioteki, na dalsze poszukiwania Nicolasa Flamela.
Wszystkie dziewczyny z pierwszego roku wyjechały, spała więc w dormitorium sama. W świąteczny poranek obudziła się wcześnie i długo wpatrywała się w sufit. Wstała dopiero, gdy usłyszała podniecony głos Rona:
- Harry! Wstawaj! Prezenty!
Wybiegła z dormitorium niemal równo z bratem i prawie zderzyli się na schodach.
- Wesołych świąt, Harry! - Uśmiechnęła się do niego.
- Wesołych świąt, Alex - odpowiedział i zeszli do Rona, który już tonął w stercie kolorowych papierów.
- Co tak stoicie? Chodźcie, dla was też są! - zawołał rudzielec, otwierając pudełko fasolek wszystkich smaków. - To od Hermiony!
Alex podeszła zaciekawiona do choinki. Faktycznie, było kilka paczuszek zaadresowanych do niej. Spodziewała się co najwyżej jednej - od Ann i Toma. Z ciekawością zaczęła je otwierać.
- To wszystko dla mnie? - Harry był nie mniej zdziwiony od niej. - Ja... ja nigdy nie dostawałem prezentów na święta. Ani na urodziny...
- Ja jedynie od moich opiekunów, jakieś drobiazgi - odpowiedziała Alex, wyciągając z pierwszego pakunku piękne strusie pióro. - Ron, nie musiałeś. Ale jest wspaniałe! - zawołała, odczytując karteczkę i natychmiast sięgnęła po atrament, by je wypróbować.
W kolejnych paczkach znalazła paczuszkę sowich smakołyków od Hagrida, dużą torbę słodyczy od Hermiony oraz nić dentystyczną od jej rodziców (Harry musiał wytłumaczyć jej i Ronowi do czego służy), bowiem nie "chcieli mieć na sumieniu stanu uzębienia moich przyjaciół", jak tłumaczyła w liście Hermiona; Ann i Tom podarowali jej książkę "Niezbędnik młodej czarownicy", a Harry sprezentował jej komplet magicznych tuszy, które tworzyły ładny zestaw z prezentem Rona. Mimo to, została jeszcze jedna paczka i Alex nie miała pomysłu od kogo może być.
- Mhm, ja wiem, od kogo to - wymamrotał Ron, zajadając się pasztecikami, które dostał od niej w prezencie. Wskazał na podobną paczkę zaadresowaną do Harry'ego. - To od mojej mamy, otwórzcie, śmiało!
Alex bardzo zaintrygowana rozerwała papier i wyciągnęła ze środka długaśny szalik w barwach Gryffindoru oraz pasujące rękawiczki i czapkę z wielkim pomponem.
- Dostałeś sweter Weasleyów! - oburzył się Ron, oglądając prezent Harry'ego. - Nie mów, że tobie też zrobiła! - Odwrócił się do Alex, która pokazała mu szalik.
- Napisała mi na liściku, że nie miała okazji mnie poznać, więc nie chciała, by sweter był w złym rozmiarze. Liczy, że przyjadę w wakacje i będzie mogła to nadrobić w przyszłym roku - wyjaśniła, podając mu liścik. Zrobiło jej się bardzo miło. Pani Weasley znała ją jedynie z opowieści swoich dzieci, a mimo to sprawiła jej taką niespodziankę. No i od razu zaprosiła na wakacje!
Obejrzała sweter Harry'ego - również w barwach Gryffindoru z dużym złotym H na piersi i pomogła chłopakom odpakować pozostałe prezenty. Harry, prócz swetra i dużego pudła czekoladowych żab od Alex, dostał również flet (od Hagrida), kolejną porcję słodyczy od Hermiony (również wzbogaconą o nić dentystyczną) i jakiś śmieszny pieniążek od wujostwa ("to śmieć, możecie go sobie wziąć" - wyjaśnił im Harry, a Ron z radością zabrał monetę, mówiąc, że jego tata z chęcią rzuci na nią okiem).
Ron dostał najwięcej prezentów od swojej licznej rodziny. Gdy już wszystko było rozpakowane, dostrzegł jeszcze jedną paczuszkę, która schowała się za choinką.
- Ej, to dla was! - zawołał, podając ją rodzeństwu. Faktycznie, zaadresowana była zarówno do Alex, jak i do Harry'ego. - Od kogo to?
- Nie mam pojęcia. Nie mamy z Harrym zbyt wielu wspólnych znajomych - zauważyła Alex, wzruszając ramionami. - Otwórz. - Podała bratu paczkę i ciekawie zerkała mu przez ramię, gdy mocował się z grubą warstwą ozdobnego papieru.
- To... to chyba jakiś stary płaszcz - wymamrotał Harry, odpakowawszy prezent. Razem z Ronem zaczęli go oglądać ze wszystkich stron, a uwagę Alex przykuł mały kartonik, który wypadł z opakowania.
- Harry, twój ojciec pożyczył mi to, niedługo przed śmiercią. Czas, by wróciło do ciebie - przeczytała na głos tekst napisany zgrabnym, wąskim pismem. - PS. Alex, dopilnuj, by korzystał z niej mądrze. Tak, jak Lily pilnowała Jamesa przed robieniem głupst. Nie ma podpisu - dodała, gdy tylko Ron otworzył usta.
- Ty masz pilnować mnie? - zdziwił się Harry. - I myślałem, że to wspólny prezent...
- Zdaje się, że w znacznej mierze jednak należy do ciebie. Tylko... jak można niemądrze korzystać z płaszcza? - zdziwiła się. Nie było jej przykro, że list był skierowany głownie do Harry'ego. W końcu to coś, co należało do taty. To logiczne, że Harry był głównym odbiorcą.
- Może masz pilnować, żeby nie nosił go na lewą stronę? Albo do nieodpowiednich butów? - zasugerował Ron, a Alex w odpowiedzi popukała się w czoło. - Ej, właśnie! Przymierz!
- Jest na pewno za duży... - zaprotestował Harry, ale posłusznie zarzucił płaszcz na plecy i... i cały jego tułów zniknął!
Alex i Ron zachłysnęli się powietrzem.
- O co chodzi? - zdziwił się Harry, po czym spojrzał na swoje nogi i wytrzeszczył oczy, gdy ich nie zobaczył. - Co to?
- To peleryna-niewidka - wyjaśniła Alex nieomalże z nabożeństwem. - Są bardzo rzadkie.
- I bardzo drogie - mruknął Ron. - Skąd wasz tata ją miał?
- Ciekawe, z czego jest zrobiona? - zastanawiała się Alex, podchodząc bliżej i dotknęła peleryny. Była miła w dotyku, choć nieco szorstka. - Futro demimoza już dawno by straciło moc, skoro ma już przynajmniej dziesięć lat. Choć jeśli była rzadko używana... Może to zaklęcie kameleonowe...? - mamrotała do siebie, a Harry zdjął pelerynę i ostrożnie poskładał ją z powrotem.
- Kto mógł nam ją dać? - zapytał.
- Ktoś, kto dobrze znał naszych rodziców i był im bliski. Takich rzeczy nie pożycza się byle komu. Schowaj ją - poleciła Harry'emu. - Im mniej ludzi o niej wie, tym lepiej.
- Ale powiemy Hermionie? - zapytał Ron, zerkając niepewnie na Alex.
- Niech Harry decyduje, należy teraz do niego.
- Do nas - poprawił ją chłopak. - Jasne, że powiemy. Zaniosę ją na górę... Chyba, że ty ją weźmiesz?
Alex pokręciła głową. Gdy tylko wrócił, do Pokoju Wspólnego wpadli bliźniacy i pogonili ich na śniadanie.
Choć mieli za sobą już kilka hogwartckich uczt, kolacja wigilijna była wyjątkowa. Po pierwsze, została ich w szkole tylko garstka - Harry, Alex, Ron, bliźniacy i Percy oraz jeszcze jeden Gryfon z czwartej klasy, dwie dziewczyny i jeden chłopak z Ravenclawu, trzech Puchonów i jeden uczeń ze Slytherinu, który został w szkole tylko dlatego, że cała jego rodzina zachorowała na groszopryszczkę, schorzenie co prawda niegroźne, ale bardzo nieprzyjemne. Z tego powodu wszyscy siedzieli przy jednym stole wraz z nauczycielami, którzy postanowili święta spędzić w szkole. Był wśród nich dyrektor oraz profesorowie McGonagall, Snape i oczywiście Hagrid. Najedli się wszyscy do syta, pootwierali cukierki-niespodzianki i pośpiewali kolędy. Alex stwierdziła, że to były chyba najmilsze święta, jakie dotąd obchodziła.
- Dla mnie też. - Uśmiechnął się do niej Harry, gdy mu się do tego przyznała podczas powrotu do dormitoriów. - Może dlatego, że w końcu naprawdę rodzinne?
- Dursleyowie to też twoja rodzina. Nasza - poprawiła się natychmiast.
- Szczerze, to wolałbym o tym zapomnieć. Zdecydowanie bardziej wolę ciebie. - Nie mógł nie zauważyć szerokiego uśmiechu na twarzy Alex. - A u twoich... opiekunów? Też było niefajnie? - zainteresował się.
- Było... miło - odparła z wahaniem. - To naprawdę dobrzy ludzie, ale... Ale to nie rodzina. A Gwiazdka to rodzinne święta. Cieszę się, że możemy je spędzić razem.
I faktycznie następne dni spędzali razem, czy to w bibliotece, szukając informacji o Nicolasie Flamelu, czy to w Pokoju Wspólnym grając w szachy, eksplodującego durnia bądź gargulki, czy to na błoniach lepiąc bałwany i urządzając bitwę na śnieżki. Zorganizowali sobie nawet zawody Gryfoni, którzy mieli najsilniejszą reprezentację, kontra pozostali uczniowie. Całej tej zabawie sekundował Dumbledore, który pełnił rolę sędziego. Zawody zakończyły się remisem, a wszyscy uczestnicy zostali zaproszeni do Wielkiej Sali na rozgrzewającą herbatę z goździkami i imbirem.
Alex, prócz poszukiwań prowadzonych wraz z Harrym i Ronem, przemierzała również bibliotekę szukając informacji na temat swoich magicznych umiejętności. Podobnie jak Hermiona, wierzyła w moc książek i nie mogła uwierzyć, że nie znajdzie tu żadnej pomocnej wskazówki. Jak do tej pory jednak nie powiodło jej się to. W końcu natrafiła na dość interesującą lekturę, która traktowała o historii różdżkarstwa. Pomyślała, że czytając o czasach, w których tworzenie magicznych różdżek było jeszcze w powijakach, pomoże jej odkryć, jak może wyglądać magia bez różdżek.
Książka była bardzo ciekawa i pochłonęła ją tak bardzo, że nie zauważyła, że Pokój Wspólny opustoszał, a kominek powoli zaczął wygasać. Z lektury wyrwało ją dopiero skrzypnięcie schodów prowadzących do dormitorium chłopców. Obejrzała się, jednak nic nie zauważyła. Skrzypnięcie powtórzyło się.
- Harry? - zapytała, zakładając książkę kawałkiem pergaminu. Nic innego nie miała pod ręką. - Harry, wiem, że tam jesteś. Zapomniałeś o skrzypiącym stopniu - dodała, wpatrując się w przestrzeń na schodach.
Dobiegło ją stamtąd westchnięcie i nieco niżej niż się spodziewała pojawiła się głowa Harry'ego.
- Skąd wiedziałaś?
- Skrzypiący stopień - powtórzyła. - Dokąd się wybierasz? - zapytała ciekawie.
- Pomyślałem, że ją wypróbuję. - Wskazał pelerynę-niewidkę. - I... szukaliśmy Flamela wszędzie, w całej bibliotece. Ale... - zawiesił głos.
- ...ale nie w Dziale Ksiąg Zakazanych. - Alex kiwnęła domyślnie głową. - To może się udać. Uważaj na siebie, dobrze?
- Jasne. - Kiwnął głową i chwilę później zniknął z zasięgu wzroku.
Alex ziewnęła sennie i nieco bez przekonania wróciła do lektury. Przeczytała ledwie kilka zdań nim zmorzył ją sen.
- Alex! Alex, wstawaj! Musisz coś zobaczyć!
Poderwała się gwałtownie, zrzucając książę na podłogę. Nic nie zobaczyła, ale ze stolika obok spadło pudło z szachami Rona oraz rozległ się tupot nóg na schodach do dormitorium chłopaków.
- Harry...? - mruknęła jeszcze nie do końca rozbudzona. - O co chodzi?
Minutę później na dół doczłapał zaspany Ron w piżamie i z włosami przyklepanymi na jedną stronę, cięgnięty za rękaw przez Harry'ego, któremu peleryna zsunęła się częściowo z ramion i było widać mniej więcej połowę jego ciała.
- Chodźcie, muszę wam coś koniecznie pokazać! - emocjonował się chłopak.
- Stary, jest środek nocy - ziewnął Ron.
- Filch nas złapie - zauważyła przytomnie Alex, odzyskując jasność myśli. - Nie może to poczekać do rana?
- Nie, bo zapomnę drogi. No, właźcie tutaj, zmieścimy się. - Wpuścił ich pod pelerynę i ruszyli razem przed siebie. Pilnowanie, by peleryna nie zsunęła się i nie odsłoniła czyichś kostek (co było najbardziej prawdopodobne w przypadku Rona) było bardzo męczące, więc kiedy dotarli do celu, jak stwierdził Harry, byli cali mokrzy, mimo chłodu panującego na korytarzach.
- To tutaj. - Pchnął drzwi do jakiejś nieużywanej klasy i zaprosił ich do środka. Pomieszczenie było niemalże puste, jedynym rzucającym się w oczy elementem było duże, ozdobne, stojące lustro. Harry podszedł do niego, przywołując ich gestem.
- Tu są rodzice! Patrzcie! - Stanął przed taflą i uśmiechnął się szeroko.
Alex podeszła bliżej i spojrzała w zwierciadło. Faktycznie. Za swoimi plecami ujrzała kobietę o takich samych rudych włosach i jasnych zielonych oczach, jak ona. Uśmiechała się szeroko do niej i do Harry'ego. Tuż obok niej stał chudy, ciemnowłosy mężczyzna w okrągłych okularach, opierając dłoń na ramieniu Harry'ego. On również uśmiechał się z dumą.
Ale to były tylko postaci w lustrze.
- Harry - powiedziała łagodnie Alex. - To tylko obraz. Nie są prawdziwi.
Przekomarzając się w ten sposób rozegrali - mniej lub bardziej prawidłowo - partię szachów, a później wspólnie zeszli na obiad. Podczas posiłku Hermiona zostawiła im jeszcze mnóstwo rad i poleceń, kazała na siebie uważać, po czym wyściskała ich mocno (chłopakom nie spodobało się to zbytnio i krzywili się, jakby ktoś kazał wypić im cytrynę) i pobiegła do powozów, które miały zabrać uczniów wracających na święta do domu do Hogsmead.
Alex wyszła tuż za nią i w Sali Wejściowej natknęła się mocno spóźnionego Wooda.
- Uciekasz bez pożegnania? - zażartowała.
- Nie śmiałbym! - odpowiedział, uśmiechając się szeroko. - Zostajecie z Harrym w Hogwarcie?
- Mhm. On nie ma ochoty wracać do wujostwa, a ja postanowiłam dotrzymać mu towarzystwa - wyjaśniła.
- Mam nadzieję, że będziecie ostro trenować w tym czasie? - Przybrał groźną minę, ale Alex wiedziała, że żartuje.
Choć, czy Wood kiedykolwiek żartował, gdy chodziło o quidditcha?
- Uważaj, żebym cię nie wygryzła ze stołka kapitana! - droczyła się z nim dalej. - Leć już, bo ci pociąg odjedzie. Wesołych świąt, Wood!
- Wesołych świąt, Lex! - odkrzyknął jej, śpiesząc już do powozu.
Uśmiechnęła się do siebie i lekkim krokiem ruszyła w stronę biblioteki, na dalsze poszukiwania Nicolasa Flamela.
***
Wszystkie dziewczyny z pierwszego roku wyjechały, spała więc w dormitorium sama. W świąteczny poranek obudziła się wcześnie i długo wpatrywała się w sufit. Wstała dopiero, gdy usłyszała podniecony głos Rona:
- Harry! Wstawaj! Prezenty!
Wybiegła z dormitorium niemal równo z bratem i prawie zderzyli się na schodach.
- Wesołych świąt, Harry! - Uśmiechnęła się do niego.
- Wesołych świąt, Alex - odpowiedział i zeszli do Rona, który już tonął w stercie kolorowych papierów.
- Co tak stoicie? Chodźcie, dla was też są! - zawołał rudzielec, otwierając pudełko fasolek wszystkich smaków. - To od Hermiony!
Alex podeszła zaciekawiona do choinki. Faktycznie, było kilka paczuszek zaadresowanych do niej. Spodziewała się co najwyżej jednej - od Ann i Toma. Z ciekawością zaczęła je otwierać.
- To wszystko dla mnie? - Harry był nie mniej zdziwiony od niej. - Ja... ja nigdy nie dostawałem prezentów na święta. Ani na urodziny...
- Ja jedynie od moich opiekunów, jakieś drobiazgi - odpowiedziała Alex, wyciągając z pierwszego pakunku piękne strusie pióro. - Ron, nie musiałeś. Ale jest wspaniałe! - zawołała, odczytując karteczkę i natychmiast sięgnęła po atrament, by je wypróbować.
W kolejnych paczkach znalazła paczuszkę sowich smakołyków od Hagrida, dużą torbę słodyczy od Hermiony oraz nić dentystyczną od jej rodziców (Harry musiał wytłumaczyć jej i Ronowi do czego służy), bowiem nie "chcieli mieć na sumieniu stanu uzębienia moich przyjaciół", jak tłumaczyła w liście Hermiona; Ann i Tom podarowali jej książkę "Niezbędnik młodej czarownicy", a Harry sprezentował jej komplet magicznych tuszy, które tworzyły ładny zestaw z prezentem Rona. Mimo to, została jeszcze jedna paczka i Alex nie miała pomysłu od kogo może być.
- Mhm, ja wiem, od kogo to - wymamrotał Ron, zajadając się pasztecikami, które dostał od niej w prezencie. Wskazał na podobną paczkę zaadresowaną do Harry'ego. - To od mojej mamy, otwórzcie, śmiało!
Alex bardzo zaintrygowana rozerwała papier i wyciągnęła ze środka długaśny szalik w barwach Gryffindoru oraz pasujące rękawiczki i czapkę z wielkim pomponem.
- Dostałeś sweter Weasleyów! - oburzył się Ron, oglądając prezent Harry'ego. - Nie mów, że tobie też zrobiła! - Odwrócił się do Alex, która pokazała mu szalik.
- Napisała mi na liściku, że nie miała okazji mnie poznać, więc nie chciała, by sweter był w złym rozmiarze. Liczy, że przyjadę w wakacje i będzie mogła to nadrobić w przyszłym roku - wyjaśniła, podając mu liścik. Zrobiło jej się bardzo miło. Pani Weasley znała ją jedynie z opowieści swoich dzieci, a mimo to sprawiła jej taką niespodziankę. No i od razu zaprosiła na wakacje!
Obejrzała sweter Harry'ego - również w barwach Gryffindoru z dużym złotym H na piersi i pomogła chłopakom odpakować pozostałe prezenty. Harry, prócz swetra i dużego pudła czekoladowych żab od Alex, dostał również flet (od Hagrida), kolejną porcję słodyczy od Hermiony (również wzbogaconą o nić dentystyczną) i jakiś śmieszny pieniążek od wujostwa ("to śmieć, możecie go sobie wziąć" - wyjaśnił im Harry, a Ron z radością zabrał monetę, mówiąc, że jego tata z chęcią rzuci na nią okiem).
Ron dostał najwięcej prezentów od swojej licznej rodziny. Gdy już wszystko było rozpakowane, dostrzegł jeszcze jedną paczuszkę, która schowała się za choinką.
- Ej, to dla was! - zawołał, podając ją rodzeństwu. Faktycznie, zaadresowana była zarówno do Alex, jak i do Harry'ego. - Od kogo to?
- Nie mam pojęcia. Nie mamy z Harrym zbyt wielu wspólnych znajomych - zauważyła Alex, wzruszając ramionami. - Otwórz. - Podała bratu paczkę i ciekawie zerkała mu przez ramię, gdy mocował się z grubą warstwą ozdobnego papieru.
- To... to chyba jakiś stary płaszcz - wymamrotał Harry, odpakowawszy prezent. Razem z Ronem zaczęli go oglądać ze wszystkich stron, a uwagę Alex przykuł mały kartonik, który wypadł z opakowania.
- Harry, twój ojciec pożyczył mi to, niedługo przed śmiercią. Czas, by wróciło do ciebie - przeczytała na głos tekst napisany zgrabnym, wąskim pismem. - PS. Alex, dopilnuj, by korzystał z niej mądrze. Tak, jak Lily pilnowała Jamesa przed robieniem głupst. Nie ma podpisu - dodała, gdy tylko Ron otworzył usta.
- Ty masz pilnować mnie? - zdziwił się Harry. - I myślałem, że to wspólny prezent...
- Zdaje się, że w znacznej mierze jednak należy do ciebie. Tylko... jak można niemądrze korzystać z płaszcza? - zdziwiła się. Nie było jej przykro, że list był skierowany głownie do Harry'ego. W końcu to coś, co należało do taty. To logiczne, że Harry był głównym odbiorcą.
- Może masz pilnować, żeby nie nosił go na lewą stronę? Albo do nieodpowiednich butów? - zasugerował Ron, a Alex w odpowiedzi popukała się w czoło. - Ej, właśnie! Przymierz!
- Jest na pewno za duży... - zaprotestował Harry, ale posłusznie zarzucił płaszcz na plecy i... i cały jego tułów zniknął!
Alex i Ron zachłysnęli się powietrzem.
- O co chodzi? - zdziwił się Harry, po czym spojrzał na swoje nogi i wytrzeszczył oczy, gdy ich nie zobaczył. - Co to?
- To peleryna-niewidka - wyjaśniła Alex nieomalże z nabożeństwem. - Są bardzo rzadkie.
- I bardzo drogie - mruknął Ron. - Skąd wasz tata ją miał?
- Ciekawe, z czego jest zrobiona? - zastanawiała się Alex, podchodząc bliżej i dotknęła peleryny. Była miła w dotyku, choć nieco szorstka. - Futro demimoza już dawno by straciło moc, skoro ma już przynajmniej dziesięć lat. Choć jeśli była rzadko używana... Może to zaklęcie kameleonowe...? - mamrotała do siebie, a Harry zdjął pelerynę i ostrożnie poskładał ją z powrotem.
- Kto mógł nam ją dać? - zapytał.
- Ktoś, kto dobrze znał naszych rodziców i był im bliski. Takich rzeczy nie pożycza się byle komu. Schowaj ją - poleciła Harry'emu. - Im mniej ludzi o niej wie, tym lepiej.
- Ale powiemy Hermionie? - zapytał Ron, zerkając niepewnie na Alex.
- Niech Harry decyduje, należy teraz do niego.
- Do nas - poprawił ją chłopak. - Jasne, że powiemy. Zaniosę ją na górę... Chyba, że ty ją weźmiesz?
Alex pokręciła głową. Gdy tylko wrócił, do Pokoju Wspólnego wpadli bliźniacy i pogonili ich na śniadanie.
***
Choć mieli za sobą już kilka hogwartckich uczt, kolacja wigilijna była wyjątkowa. Po pierwsze, została ich w szkole tylko garstka - Harry, Alex, Ron, bliźniacy i Percy oraz jeszcze jeden Gryfon z czwartej klasy, dwie dziewczyny i jeden chłopak z Ravenclawu, trzech Puchonów i jeden uczeń ze Slytherinu, który został w szkole tylko dlatego, że cała jego rodzina zachorowała na groszopryszczkę, schorzenie co prawda niegroźne, ale bardzo nieprzyjemne. Z tego powodu wszyscy siedzieli przy jednym stole wraz z nauczycielami, którzy postanowili święta spędzić w szkole. Był wśród nich dyrektor oraz profesorowie McGonagall, Snape i oczywiście Hagrid. Najedli się wszyscy do syta, pootwierali cukierki-niespodzianki i pośpiewali kolędy. Alex stwierdziła, że to były chyba najmilsze święta, jakie dotąd obchodziła.
- Dla mnie też. - Uśmiechnął się do niej Harry, gdy mu się do tego przyznała podczas powrotu do dormitoriów. - Może dlatego, że w końcu naprawdę rodzinne?
- Dursleyowie to też twoja rodzina. Nasza - poprawiła się natychmiast.
- Szczerze, to wolałbym o tym zapomnieć. Zdecydowanie bardziej wolę ciebie. - Nie mógł nie zauważyć szerokiego uśmiechu na twarzy Alex. - A u twoich... opiekunów? Też było niefajnie? - zainteresował się.
- Było... miło - odparła z wahaniem. - To naprawdę dobrzy ludzie, ale... Ale to nie rodzina. A Gwiazdka to rodzinne święta. Cieszę się, że możemy je spędzić razem.
I faktycznie następne dni spędzali razem, czy to w bibliotece, szukając informacji o Nicolasie Flamelu, czy to w Pokoju Wspólnym grając w szachy, eksplodującego durnia bądź gargulki, czy to na błoniach lepiąc bałwany i urządzając bitwę na śnieżki. Zorganizowali sobie nawet zawody Gryfoni, którzy mieli najsilniejszą reprezentację, kontra pozostali uczniowie. Całej tej zabawie sekundował Dumbledore, który pełnił rolę sędziego. Zawody zakończyły się remisem, a wszyscy uczestnicy zostali zaproszeni do Wielkiej Sali na rozgrzewającą herbatę z goździkami i imbirem.
Alex, prócz poszukiwań prowadzonych wraz z Harrym i Ronem, przemierzała również bibliotekę szukając informacji na temat swoich magicznych umiejętności. Podobnie jak Hermiona, wierzyła w moc książek i nie mogła uwierzyć, że nie znajdzie tu żadnej pomocnej wskazówki. Jak do tej pory jednak nie powiodło jej się to. W końcu natrafiła na dość interesującą lekturę, która traktowała o historii różdżkarstwa. Pomyślała, że czytając o czasach, w których tworzenie magicznych różdżek było jeszcze w powijakach, pomoże jej odkryć, jak może wyglądać magia bez różdżek.
Książka była bardzo ciekawa i pochłonęła ją tak bardzo, że nie zauważyła, że Pokój Wspólny opustoszał, a kominek powoli zaczął wygasać. Z lektury wyrwało ją dopiero skrzypnięcie schodów prowadzących do dormitorium chłopców. Obejrzała się, jednak nic nie zauważyła. Skrzypnięcie powtórzyło się.
- Harry? - zapytała, zakładając książkę kawałkiem pergaminu. Nic innego nie miała pod ręką. - Harry, wiem, że tam jesteś. Zapomniałeś o skrzypiącym stopniu - dodała, wpatrując się w przestrzeń na schodach.
Dobiegło ją stamtąd westchnięcie i nieco niżej niż się spodziewała pojawiła się głowa Harry'ego.
- Skąd wiedziałaś?
- Skrzypiący stopień - powtórzyła. - Dokąd się wybierasz? - zapytała ciekawie.
- Pomyślałem, że ją wypróbuję. - Wskazał pelerynę-niewidkę. - I... szukaliśmy Flamela wszędzie, w całej bibliotece. Ale... - zawiesił głos.
- ...ale nie w Dziale Ksiąg Zakazanych. - Alex kiwnęła domyślnie głową. - To może się udać. Uważaj na siebie, dobrze?
- Jasne. - Kiwnął głową i chwilę później zniknął z zasięgu wzroku.
Alex ziewnęła sennie i nieco bez przekonania wróciła do lektury. Przeczytała ledwie kilka zdań nim zmorzył ją sen.
***
- Alex! Alex, wstawaj! Musisz coś zobaczyć!
Poderwała się gwałtownie, zrzucając książę na podłogę. Nic nie zobaczyła, ale ze stolika obok spadło pudło z szachami Rona oraz rozległ się tupot nóg na schodach do dormitorium chłopaków.
- Harry...? - mruknęła jeszcze nie do końca rozbudzona. - O co chodzi?
Minutę później na dół doczłapał zaspany Ron w piżamie i z włosami przyklepanymi na jedną stronę, cięgnięty za rękaw przez Harry'ego, któremu peleryna zsunęła się częściowo z ramion i było widać mniej więcej połowę jego ciała.
- Chodźcie, muszę wam coś koniecznie pokazać! - emocjonował się chłopak.
- Stary, jest środek nocy - ziewnął Ron.
- Filch nas złapie - zauważyła przytomnie Alex, odzyskując jasność myśli. - Nie może to poczekać do rana?
- Nie, bo zapomnę drogi. No, właźcie tutaj, zmieścimy się. - Wpuścił ich pod pelerynę i ruszyli razem przed siebie. Pilnowanie, by peleryna nie zsunęła się i nie odsłoniła czyichś kostek (co było najbardziej prawdopodobne w przypadku Rona) było bardzo męczące, więc kiedy dotarli do celu, jak stwierdził Harry, byli cali mokrzy, mimo chłodu panującego na korytarzach.
- To tutaj. - Pchnął drzwi do jakiejś nieużywanej klasy i zaprosił ich do środka. Pomieszczenie było niemalże puste, jedynym rzucającym się w oczy elementem było duże, ozdobne, stojące lustro. Harry podszedł do niego, przywołując ich gestem.
- Tu są rodzice! Patrzcie! - Stanął przed taflą i uśmiechnął się szeroko.
Alex podeszła bliżej i spojrzała w zwierciadło. Faktycznie. Za swoimi plecami ujrzała kobietę o takich samych rudych włosach i jasnych zielonych oczach, jak ona. Uśmiechała się szeroko do niej i do Harry'ego. Tuż obok niej stał chudy, ciemnowłosy mężczyzna w okrągłych okularach, opierając dłoń na ramieniu Harry'ego. On również uśmiechał się z dumą.
Ale to były tylko postaci w lustrze.
- Harry - powiedziała łagodnie Alex. - To tylko obraz. Nie są prawdziwi.
- Ale... - zaprotestował chłopak. - Widzę ich pierwszy raz w życiu. Nie tęsknisz za nimi?
- Tęsknię - odpowiedziała, jednak odsunęła się od lustra. - Ale to nic nie zmienia. Nie wiem, jak działa to lustro, ale nie zwróci ci tych straconych lat, Harry.
Ron zaintrygowany podszedł bliżej. Harry zachęcił, go wskazując mamę i tatę, rudzielec jednak pokręcił głową.
- Nic nie widzę, stary. Jestem tylko ja i... o, kurczę! Jestem najlepszy! Mam odznakę prefekta, jak Bill i Percy! I kapitana quidditcha, jak Charlie! Ale ekstra!
- Tęsknię - odpowiedziała, jednak odsunęła się od lustra. - Ale to nic nie zmienia. Nie wiem, jak działa to lustro, ale nie zwróci ci tych straconych lat, Harry.
Ron zaintrygowany podszedł bliżej. Harry zachęcił, go wskazując mamę i tatę, rudzielec jednak pokręcił głową.
- Nic nie widzę, stary. Jestem tylko ja i... o, kurczę! Jestem najlepszy! Mam odznakę prefekta, jak Bill i Percy! I kapitana quidditcha, jak Charlie! Ale ekstra!
Alex zmarszczyła brwi. Lustro nie było niebezpieczne, ale od dziecka nauczono ją, by nie ufała przedmiotom magicznym o nieznanym działaniu. Już sam fakt, że oboje z Harrym widzieli w nim coś zupełnie innego niż Ron, był zastanawiający. Tak samo jak to, że widzą w nim ni mniej, ni więcej, a swoją rodzinę w komplecie. Marzenie, które nigdy się nie ziści.
Do jej uszu dotarła dyskusja między chłopcami na temat działania lustra, jednak żadne z nich nie doszło do żadnych sensownych wniosków.
- Lepiej stąd chodźmy, zanim Filch nas nakryje - powiedziała stanowczo.
Chłopcy niechętnie dali oderwać się od lustra i całą trójką wrócili do dormitorium. Zagrzebując się ponownie w pościeli, Alex pomyślała, że lustro to kolejna zagadka, którą skrywają mury szkoły. Czy istnieje szansa, że powie im cokolwiek o ich rodzinie?
Przez kolejne dni przerwy świątecznej, Harry znikał na całe godziny. Przestał nawet pomagać im w szukaniu Flamela, zresztą niewiele zostało im już ksiąg do przejrzenia. Ronowi z trudem udawało się go namówić na partię szachów, myśli chłopca cały czas krążyły wokół zwierciadła.
Oboje z Alex udawali, że nie zauważają jego dziwnej obsesji, bo Harry bardzo się denerwował, gdy tylko zwracali mu na to uwagę. W końcu zaczął wymykać się do lustra nocą, tak by żadne z nich o tym nie wiedziało.
Alex jednak nie dała się zwieść. Wiedziała, że Harry tak łatwo nie zrezygnuje.
- Wpakuje się w jakieś kłopoty - mruknęła do Rona, rozgrywając z nim partię gargulków. - Nie mówiąc o tym, że zarywa przy tym lustrze noce i chodzi cały czas niewyspany. Co będzie, gdy zaczną się lekcje? To już za dwa dni!
Do jej uszu dotarła dyskusja między chłopcami na temat działania lustra, jednak żadne z nich nie doszło do żadnych sensownych wniosków.
- Lepiej stąd chodźmy, zanim Filch nas nakryje - powiedziała stanowczo.
Chłopcy niechętnie dali oderwać się od lustra i całą trójką wrócili do dormitorium. Zagrzebując się ponownie w pościeli, Alex pomyślała, że lustro to kolejna zagadka, którą skrywają mury szkoły. Czy istnieje szansa, że powie im cokolwiek o ich rodzinie?
***
Przez kolejne dni przerwy świątecznej, Harry znikał na całe godziny. Przestał nawet pomagać im w szukaniu Flamela, zresztą niewiele zostało im już ksiąg do przejrzenia. Ronowi z trudem udawało się go namówić na partię szachów, myśli chłopca cały czas krążyły wokół zwierciadła.
Oboje z Alex udawali, że nie zauważają jego dziwnej obsesji, bo Harry bardzo się denerwował, gdy tylko zwracali mu na to uwagę. W końcu zaczął wymykać się do lustra nocą, tak by żadne z nich o tym nie wiedziało.
Alex jednak nie dała się zwieść. Wiedziała, że Harry tak łatwo nie zrezygnuje.
- Wpakuje się w jakieś kłopoty - mruknęła do Rona, rozgrywając z nim partię gargulków. - Nie mówiąc o tym, że zarywa przy tym lustrze noce i chodzi cały czas niewyspany. Co będzie, gdy zaczną się lekcje? To już za dwa dni!
- E, tam, przejdzie mu - zbagatelizował sprawę Ron. - Ha! Punkt dla mnie!
- Porozmawiam z nim - zadecydowała nagle Alex. - I tak przegrałam... Wiesz gdzie jest?
- Nie, w dormitorium go nie ma, na bank. - Pokręcił głową Ron. - Dziwne, późno już...
- Spokojnie, chyba wiem, gdzie go szukać - westchnęła Alex.
Nie trafiła od razu, była w tej komnacie tylko raz w życiu. Zresztą nie było łatwo unikać duchów, a w szczególności Irytka, nie mając na sobie peleryny-niewidki, którą Harry wziął ze sobą. Nie miała ochoty na spotkanie z Filchem, bo zbliżała się pora ciszy nocnej, a raz omal nie wpadła na Panią Norris, która według niektórych uczniów szpiegowała dla woźnego i o wszystkim mu donosiła.
W końcu jednak znalazła właściwe drzwi i wsunęła się cicho do pomieszczenia. Tak, jak się spodziewała, Harry siedział po turecku przed lustrem i wpatrywał się w swoje odbicie z lekkim uśmiechem, a peleryna-niewidka leżała porzucona nieopodal na podłodze. Podeszła do niego cicho i usiadła obok, podkulając pod siebie stopy.
- Do piątego roku życia mieszkałam z Eleen i Timem, najlepszymi przyjaciółmi naszej mamy z czasów szkolnych - powiedziała, wpatrując się w uśmiechniętą kobietę, gdy Harry obrócił się w jej stronę. - Na kominku stały jej zdjęcia z przyjaciółmi, ślubne zdjęcie rodziców, nawet jedno, na którym trzymają nas oboje na rękach. Niewiele więcej pamiętam. Eleen na pewno coś mi o nich opowiadała, jestem przekonana, ale byłam tak mała, że pozostały z tego tylko skrawki wspomnień. Ale to mi wystarcza, by wiedzieć, że nie powinnam rozpamiętywać przeszłości. Też chciałabym, żeby żyli i byli tutaj z nami. - Wskazała lustro, ze smutnym uśmiechem.
- Ja nic o nich nie wiem, Alex. Dursleyowie powiedzieli mi, że zginęli w wypadku samochodowym! Teraz przynajmniej wiem, jak wyglądali... - Obrócił się z powrotem w kierunku lustra.
Alex westchnęła.
- To lustro nie da ci odpowiedzi, Harry. Mogę ci opowiedzieć, to co wiem, jeśli zechcesz. Teraz ja jestem twoją rodziną, Harry. I to musi ci wystarczyć - zakończyła cicho.
Harry odwrócił się z powrotem do niej i nagle szeroko otworzył oczy, dostrzegając postać za jej plecami.
- Twoja siostra ma rację, Harry. - Alex zerwała się z miejsca, słysząc spokojny głos dyrektora. - To lustro nie da ci odpowiedzi. Domyślasz się, jak działa?
- Pokazuje to... czego pragniemy - odpowiedział z wahaniem chłopak.
- A dokładnie najskrytsze pragnienie naszego serca. Ty i Alex widzicie swoją rodzinę w komplecie, choć jej pragnienie chyba zostało już częściowo spełnione. - Spojrzenie niebieskich oczu przeniknęło Alex na wskroś. - Natomiast pan Wesaley, tkwiący wciąż w cieniu swojego utalentowanego rodzeństwa, widział siebie jako najlepszego pośród nich, prawda? Jednak myślę, że i on dokona wielkich rzeczy, ale nie mówcie mu o tym, dobrze? - Dyrektor zmrużył oko.
- Skąd pan to wie, profesorze? - zapytała Alex.
- Wychowałem zbyt wiele pokoleń uczniów, by nie rozpoznać mężnego serca, Alex.
- Chodziło mi o to, skąd pan profesor wiedział, co Ron zobaczył w lustrze - uściśliła dziewczynka, a dyrektor podszedł kilka kroków, podnosząc z ziemi pelerynę-niewidkę.
- Ta peleryna to potężny artefakt, kochani - zauważył, oddając ją Alex. - Ale nie jest jedynym sposobem, by stać się niewidocznym.
- Zaklęcie kameleonowe! - zawołała, gdy rozjaśniło się jej w głowie. - Zaraz, to prezent od pana? - domyśliła się chwilę później, ściskając pelerynę.
- Ja jestem tylko posłańcem. Ta peleryna przechodziła w waszej rodzinie z ojca na syna od wielu wieków. Czuję się zaszczycony, że wasz ojciec pożyczył mi jej, gdy tak bardzo jej potrzebowałem, jednak należy do was.
- Do Harry'ego - zauważyła Alex.
- Do was - potwierdził z naciskiem Dumbledore. - Jestem pewien, że by tego chcieli. A teraz, Harry - zwrócił się do niego z poważną miną - chciałbym, żebyś wrócił do łóżka i nigdy więcej nie szukał tego zwierciadła. Jeszcze dziś zostanie przeniesione w inny zakątek zamku. Skorzystaj z rady siostry i nie rozpamiętuj przeszłości. Nie zmienisz jej.
Harry kiwnął głową i podszedł do Alex, która rozwinęła pelerynę i zarzuciła im obojgu na ramiona.
- A co pan widzi w lustrze, profesorze? - zapytała ciekawie, gdy już mieli odejść.
- Siebie trzymającego parę nowych skarpet - odparł Dumbledore z uśmiechem, było w nim jednak coś smutnego. - Ludzie na święta zawsze dają mi mądre książki, a mnie zawsze brakuje skarpetek. Nigdy dość ciepłych skarpet, kochani.
- Dobranoc, profesorze - odpowiedziała Alex i narzuciła pelerynę na głowę. W milczeniu dotarli z Harrym do Pokoju Wspólnego, budząc po drodze Grubą Damę, która nie była z tego powodu zadowolona.
- To chyba nie były jednak skarpetki - zauważyła Alex, gdy zdjęli z siebie pelerynę-niewidkę. - Choć właściwie, czego mógłby pragnąć ktoś taki, jak Dumbledore? Ma chyba wszystko!
- Wiesz, to było dość osobiste pytanie - zauważył Harry. - Miał prawo się nie przyznać... Alex?
- No?
- Dlaczego tak krótko byłaś u nich? U tych znajomych mamy? - zapytał nieśmiało.
- Nie wiem... Chodziło chyba o to, że rodzice Tima zachorowali i wyjechali się nimi zająć, a ja musiałam zostać w Anglii. - Zamyślona usiadała na kanapie, a Harry dosiadł się do niej. - Mam wrażenie, że kiedy byłam u nich, nie bardzo mogli wychodzić z domu... Dumbledore chyba rzucił jakieś zaklęcie, żeby mnie chronić, a gdy wyjechali, ono zostało zerwane. - Zmarszczyła brwi, wyciągając z głowy strzępy wspomnień. - Potem, gdy zamieszkałam z Ann i Tomem, już nie było to potrzebne chyba. W każdym razie, Ravenowie są teraz w Australii, a ja od sześciu lat nie miałam z nimi kontaktu. Te zdjęcia, o których ci mówiłam... nie wiem, gdzie są. Przykro mi, Harry.
- Może gdyby udało się zdobyć ich adres... - zamyślił się Harry.
Alex pacnęła się w czoło.
- Ciągle zapominam, że ty nie ogarniasz świata czarodziei! - wykrzyknęła, sięgając po pergamin i pióro ze stolika. Należało chyba do Percy'ego, ale to nie było teraz istotne. - Przecież nie potrzebujemy adresu! Sowa ich znajdzie!
Szybko skreśliła kilka zdań do Eleen i Tima. Nie bardzo wiedziała co napisać do ludzi, któych ostatni raz widziała będąc małym dzieckiem, ale w końcu zdecydowała się na bardzo treściwą formę.
Drodzy Eleen i Timie,
mam nadzieję, że jeszcze mnie pamiętacie. Ja Was tak. Parę miesięcy temu poznałam swojego brata, Harry'ego i zastanawiam się, czy moglibyście choć odrobinę przybliżyć nam postaci naszych rodziców. Jesteście jedynymi znanymi mi osobami, które ich dobrze znały. Mam nadzieję, że macie się dobrze.
Pozdrawiamy z Hogwartu,
Alex i Harry Potter
Włożyła list do koperty i zaadresowała do Ravenów, dla pewności dopisując "Australia".
- Nie możemy wysłać Hedwigi, to sowa śnieżna, źle zniesie ciepły klimat - westchnęła. - Ale Sandy powinna dać sobie radę.
- To długa podróż. Gdybyś w tym czasie potrzebowała sowy, Hedwiga jest do twojej dyspozycji.
- Dzięki, Harry. - Uśmiechnęła się.
Siedzieli w Pokoju Wspólnym niemal do samego rana, opowiadając sobie wzajemnie historie z dzieciństwa i odkrywając nawzajem łączące ich cechy.
Te opowieści były najlepszym prezentem świątecznym, jaki mogli sobie nawzajem dać.
__________
Nadciągam z dalszą częścią historii. Czytajcie, radujcie się i komentujcie!
- Porozmawiam z nim - zadecydowała nagle Alex. - I tak przegrałam... Wiesz gdzie jest?
- Nie, w dormitorium go nie ma, na bank. - Pokręcił głową Ron. - Dziwne, późno już...
- Spokojnie, chyba wiem, gdzie go szukać - westchnęła Alex.
Nie trafiła od razu, była w tej komnacie tylko raz w życiu. Zresztą nie było łatwo unikać duchów, a w szczególności Irytka, nie mając na sobie peleryny-niewidki, którą Harry wziął ze sobą. Nie miała ochoty na spotkanie z Filchem, bo zbliżała się pora ciszy nocnej, a raz omal nie wpadła na Panią Norris, która według niektórych uczniów szpiegowała dla woźnego i o wszystkim mu donosiła.
W końcu jednak znalazła właściwe drzwi i wsunęła się cicho do pomieszczenia. Tak, jak się spodziewała, Harry siedział po turecku przed lustrem i wpatrywał się w swoje odbicie z lekkim uśmiechem, a peleryna-niewidka leżała porzucona nieopodal na podłodze. Podeszła do niego cicho i usiadła obok, podkulając pod siebie stopy.
- Do piątego roku życia mieszkałam z Eleen i Timem, najlepszymi przyjaciółmi naszej mamy z czasów szkolnych - powiedziała, wpatrując się w uśmiechniętą kobietę, gdy Harry obrócił się w jej stronę. - Na kominku stały jej zdjęcia z przyjaciółmi, ślubne zdjęcie rodziców, nawet jedno, na którym trzymają nas oboje na rękach. Niewiele więcej pamiętam. Eleen na pewno coś mi o nich opowiadała, jestem przekonana, ale byłam tak mała, że pozostały z tego tylko skrawki wspomnień. Ale to mi wystarcza, by wiedzieć, że nie powinnam rozpamiętywać przeszłości. Też chciałabym, żeby żyli i byli tutaj z nami. - Wskazała lustro, ze smutnym uśmiechem.
- Ja nic o nich nie wiem, Alex. Dursleyowie powiedzieli mi, że zginęli w wypadku samochodowym! Teraz przynajmniej wiem, jak wyglądali... - Obrócił się z powrotem w kierunku lustra.
Alex westchnęła.
- To lustro nie da ci odpowiedzi, Harry. Mogę ci opowiedzieć, to co wiem, jeśli zechcesz. Teraz ja jestem twoją rodziną, Harry. I to musi ci wystarczyć - zakończyła cicho.
Harry odwrócił się z powrotem do niej i nagle szeroko otworzył oczy, dostrzegając postać za jej plecami.
- Twoja siostra ma rację, Harry. - Alex zerwała się z miejsca, słysząc spokojny głos dyrektora. - To lustro nie da ci odpowiedzi. Domyślasz się, jak działa?
- Pokazuje to... czego pragniemy - odpowiedział z wahaniem chłopak.
- A dokładnie najskrytsze pragnienie naszego serca. Ty i Alex widzicie swoją rodzinę w komplecie, choć jej pragnienie chyba zostało już częściowo spełnione. - Spojrzenie niebieskich oczu przeniknęło Alex na wskroś. - Natomiast pan Wesaley, tkwiący wciąż w cieniu swojego utalentowanego rodzeństwa, widział siebie jako najlepszego pośród nich, prawda? Jednak myślę, że i on dokona wielkich rzeczy, ale nie mówcie mu o tym, dobrze? - Dyrektor zmrużył oko.
- Skąd pan to wie, profesorze? - zapytała Alex.
- Wychowałem zbyt wiele pokoleń uczniów, by nie rozpoznać mężnego serca, Alex.
- Chodziło mi o to, skąd pan profesor wiedział, co Ron zobaczył w lustrze - uściśliła dziewczynka, a dyrektor podszedł kilka kroków, podnosząc z ziemi pelerynę-niewidkę.
- Ta peleryna to potężny artefakt, kochani - zauważył, oddając ją Alex. - Ale nie jest jedynym sposobem, by stać się niewidocznym.
- Zaklęcie kameleonowe! - zawołała, gdy rozjaśniło się jej w głowie. - Zaraz, to prezent od pana? - domyśliła się chwilę później, ściskając pelerynę.
- Ja jestem tylko posłańcem. Ta peleryna przechodziła w waszej rodzinie z ojca na syna od wielu wieków. Czuję się zaszczycony, że wasz ojciec pożyczył mi jej, gdy tak bardzo jej potrzebowałem, jednak należy do was.
- Do Harry'ego - zauważyła Alex.
- Do was - potwierdził z naciskiem Dumbledore. - Jestem pewien, że by tego chcieli. A teraz, Harry - zwrócił się do niego z poważną miną - chciałbym, żebyś wrócił do łóżka i nigdy więcej nie szukał tego zwierciadła. Jeszcze dziś zostanie przeniesione w inny zakątek zamku. Skorzystaj z rady siostry i nie rozpamiętuj przeszłości. Nie zmienisz jej.
Harry kiwnął głową i podszedł do Alex, która rozwinęła pelerynę i zarzuciła im obojgu na ramiona.
- A co pan widzi w lustrze, profesorze? - zapytała ciekawie, gdy już mieli odejść.
- Siebie trzymającego parę nowych skarpet - odparł Dumbledore z uśmiechem, było w nim jednak coś smutnego. - Ludzie na święta zawsze dają mi mądre książki, a mnie zawsze brakuje skarpetek. Nigdy dość ciepłych skarpet, kochani.
- Dobranoc, profesorze - odpowiedziała Alex i narzuciła pelerynę na głowę. W milczeniu dotarli z Harrym do Pokoju Wspólnego, budząc po drodze Grubą Damę, która nie była z tego powodu zadowolona.
- To chyba nie były jednak skarpetki - zauważyła Alex, gdy zdjęli z siebie pelerynę-niewidkę. - Choć właściwie, czego mógłby pragnąć ktoś taki, jak Dumbledore? Ma chyba wszystko!
- Wiesz, to było dość osobiste pytanie - zauważył Harry. - Miał prawo się nie przyznać... Alex?
- No?
- Dlaczego tak krótko byłaś u nich? U tych znajomych mamy? - zapytał nieśmiało.
- Nie wiem... Chodziło chyba o to, że rodzice Tima zachorowali i wyjechali się nimi zająć, a ja musiałam zostać w Anglii. - Zamyślona usiadała na kanapie, a Harry dosiadł się do niej. - Mam wrażenie, że kiedy byłam u nich, nie bardzo mogli wychodzić z domu... Dumbledore chyba rzucił jakieś zaklęcie, żeby mnie chronić, a gdy wyjechali, ono zostało zerwane. - Zmarszczyła brwi, wyciągając z głowy strzępy wspomnień. - Potem, gdy zamieszkałam z Ann i Tomem, już nie było to potrzebne chyba. W każdym razie, Ravenowie są teraz w Australii, a ja od sześciu lat nie miałam z nimi kontaktu. Te zdjęcia, o których ci mówiłam... nie wiem, gdzie są. Przykro mi, Harry.
- Może gdyby udało się zdobyć ich adres... - zamyślił się Harry.
Alex pacnęła się w czoło.
- Ciągle zapominam, że ty nie ogarniasz świata czarodziei! - wykrzyknęła, sięgając po pergamin i pióro ze stolika. Należało chyba do Percy'ego, ale to nie było teraz istotne. - Przecież nie potrzebujemy adresu! Sowa ich znajdzie!
Szybko skreśliła kilka zdań do Eleen i Tima. Nie bardzo wiedziała co napisać do ludzi, któych ostatni raz widziała będąc małym dzieckiem, ale w końcu zdecydowała się na bardzo treściwą formę.
Drodzy Eleen i Timie,
mam nadzieję, że jeszcze mnie pamiętacie. Ja Was tak. Parę miesięcy temu poznałam swojego brata, Harry'ego i zastanawiam się, czy moglibyście choć odrobinę przybliżyć nam postaci naszych rodziców. Jesteście jedynymi znanymi mi osobami, które ich dobrze znały. Mam nadzieję, że macie się dobrze.
Pozdrawiamy z Hogwartu,
Alex i Harry Potter
Włożyła list do koperty i zaadresowała do Ravenów, dla pewności dopisując "Australia".
- Nie możemy wysłać Hedwigi, to sowa śnieżna, źle zniesie ciepły klimat - westchnęła. - Ale Sandy powinna dać sobie radę.
- To długa podróż. Gdybyś w tym czasie potrzebowała sowy, Hedwiga jest do twojej dyspozycji.
- Dzięki, Harry. - Uśmiechnęła się.
Siedzieli w Pokoju Wspólnym niemal do samego rana, opowiadając sobie wzajemnie historie z dzieciństwa i odkrywając nawzajem łączące ich cechy.
Te opowieści były najlepszym prezentem świątecznym, jaki mogli sobie nawzajem dać.
__________
Nadciągam z dalszą częścią historii. Czytajcie, radujcie się i komentujcie!