Kolejne rozdziały czekają na swój świstoklilk. Nie liczcie na regularność, postaram się dobrnąć sprawnie do końca pierwszego roku ;)

Mam zamęt twórczy, nie wiem co, gdzie i kiedy napiszę.

piątek, 15 czerwca 2018

9. Mecz

Od czasu incydentu z trollem Harry i Alex bardzo się zbliżyli. Nawet Ron przestał kręcić nosem na jej "niesamowicie irytującą obecność". Co więcej, nie uzgadniając tego ze sobą, do swojej tworzącej się powoli paczki dołączyli Hermionę, która po bliższym poznaniu okazała się naprawdę sympatyczna. Wspólne pokonanie górskiego trolla bez wątpienia stało się początkiem wspaniałej przyjaźni.
- Snape utyka - zwróciła im uwagę Hermiona na początku listopada. - Od Halloween, zauważyliście?
- Coś go ugryzło w nogę - dodał Harry. - Widziałem, gdy wpadł do tej łazienki. Od razu się zasłonił, ale zdążyłem dostrzec ranę.
- Co go mogło ugryźć w zamku? - zdziwiła się Alex, a pozostała trójka wymieniła znaczące spojrzenia. - No co? O co wam chodzi?
Pochylili się bardziej nad stolikiem przy kominku. W Pokoju Wspólnym nie było zbyt wiele osób, jednak woleli zachować ostrożność.
- Coś, co pilnuje klapy na trzecim piętrze - przypomniał jej Harry. - Nie widziałaś tego psa, cud, że Snape ma jeszcze nogę.
- Myślicie, że próbował się tam włamać? Po co? - Zmarszczyła brwi. 
- Może po to, co jest tam ukryte? Sama wspominałaś, że być może to tam jest to, co Hagrid wyjął z Gringotta - zauważył Harry.
- A jeśli próbował wcześniej? - odezwała się Hermiona. - Mówicie, że było włamanie do skrytki w banku. Właśnie do tej, z której Hagrid to zabrał. - Spojrzała na nich, czekając aż skojarzą fakty.
- Snape... Snape miałby się włamać do Gringotta? - spytała Alex z niedowierzaniem. - To bez sensu!
- Jest zły. Pasuje to do niego - prychnął Ron. - Znęca się nad Harrym!
- To świadczy o nim źle jako o nauczycielu. Ale kradzież...? - mruknęła Alex. Coś było nie tak z nauczycielem eliksirów. Ale dziewczyna nie potrafiła wyobrazić go sobie w roli złodzieja. - Istnieje wiele innych wyjaśnień. Jedno jest pewne - musimy odkryć, czym jest to coś, czego pilnuje pies. Może to nieco rozjaśni nam w głowach. Musimy...
- My się tym zajmiemy - przerwał jej Ron, wskazując siebie i Hermionę. - Wy macie co innego na głowie. - Gdy oboje Potterowie spojrzeli na niego ze zdumieniem, wywrócił oczami. - Z kim ja żyję? Macie mecz w przyszłym tygodniu! Skupcie się na rozsmarowaniu Ślizgonów po boisku, to może Snape'owi odechce się myszkowania.
Jakby na potwierdzenie słów Rona, chwilę później do Pokoju Wspólnego wpadł Wood i gorączkowo pogonił ich na trening. Słowa protestu dotyczące padającej śniegopodobnej brei, spłynęły po nim jak po kaczce.

***

Mimo najszczerszych chęci Alex nie potrafiła się na niczym skupić w stu procentach. Skutkowało to kilkoma chybionymi podaniami na treningu, przynajmniej do czasu, gdy nie upomniał jej Wood oraz dziwnym rozkojarzeniem na lekcjach, przez co na zielarstwie posadziła żółte grzyby bąblowcowe tuż obok niebieskich, co spowodowało powstanie grzybów zielonych, których okropny zapach na dłuższą chwilę wygonił wszystkich ze szklarni.
- Potter, co się z tobą dzieje? - dopytywała profesor Sprout, zaklęciem neutralizując zapach i usuwając śmierdzące grzyby. - Przecież mówiłam ostatnio, żeby nie łączyć tych dwóch odmian w jednej doniczce! Minus pięć punktów dla Gryffindoru.
Tę ostatnią stratę dziewczyna odrobiła z nawiązką na transmutacji, jej myśli jednak nadal błądziły wokół innego tematu.
Od Nocy Duchów milion razy odtwarzała w myślach wszystko, co zrobiła od pójścia na ucztę, aż po spotkanie z trollem w łazience. Czy to możliwe, że jednak wzięła ze sobą różdżkę i nieświadomie odłożyła ją zaraz po powrocie na miejsce? Przecież tyle się działo, mogła nie zauważyć takiego szczegółu... Im dłużej jednak o tym myślała, tym bardziej dochodziła do wniosku, że nie miała przy sobie różdżki. Jak więc rzuciła zaklęcie?
Przez moment rozważała możliwość, że zaklęcie, które uratowało Harry'ego, rzucił ktoś inny. Sam na siebie nie mógł rzucić tego zaklęcia, a wyraźnie słyszała inkantację. Jego różdżka zresztą tkwiła wówczas w nosie trolla...
Ron? Ron stał z drugiej strony. Jego zaklęcie posłałoby Harry'ego w stronę Alex i Hermiony, więc i ten trop był błędny. Odpowiednią pozycję do rzucenia zaklęcia miała Hermiona, ale jej różdżka utknęła pod gruzami toalety i odzyskała ją dopiero następnego dnia.
I to do Alex Harry zwrócił się potem z podziękowaniami. To wszystko nie pozostawiało wątpliwości, że zaklęcie zostało rzucone przez nią. Tylko w jaki sposób, skoro jej różdżka przez cały ten czas spoczywała na jej nocnej szafce?
- Hermiono - zagadnęła koleżankę po zajęciach kilka dni po starciu z trollem - czy podczas naszej... przygody w łazience zauważyłaś coś... nietypowego? - zapytała ostrożnie.
- Prócz ogromnego górskiego trolla demolującego kabiny i umywalki? Albo Rona po raz pierwszy rzucającego poprawnie zaklęcie lewitujące? Nie. - Pokręciła głową. - I myślę, że już niewiele będzie w stanie mnie zdziwić.
- A coś... dotyczącego mnie? - zniżyła głos do szeptu, a Hermiona spojrzała na nią zaskoczona.
- Nie sądziłam, że znasz zaklęcie odsyłające. Zaczniemy je dopiero za dwa tygodnie. Ja sama nie wpadłabym na to, by go użyć. A dlaczego pytasz? - spytała podejrzliwie.
- Nie, nic... tak po prostu. Nie rzucałam go wcześniej, nie sądziłam, że mi wyjdzie. Dzięki, do zobaczenia później. Muszę jeszcze coś sprawdzić w bibliotece. - Pomachała jej na pożegnanie, a Hermiona pokręciła głową.
- Znowu? - mruknęła do siebie. - Ona nie długo stanie się pod tym względem gorsza ode mnie!

***

Książki niewiele pomogły. Jedyne informacje dotyczące rzucania czarów bez użycia różdżek znalazła w książce pod tytułem "Magia nieletnich - jak poskromić moce swojego szkraba, nim pojedzie do Hogwartu" i opowiadała o domowych sposobach radzenia sobie z potłuczonymi talerzami oraz podobnego typu drobnymi incydentami spowodowanych dziecięcą magią.
Po przejrzeniu całego stosu podobnej literatury dała sobie spokój, stwierdzając, że jedynie empirycznie jest w stanie się dowiedzieć, co właściwie wydarzyło się w łazience.
Nie wykorzystała tym razem żadnej z sal, bo już parę razy w nauce zaklęć przeszkodził jej Irytek, a nie chciała, by później pół szkoły wiedziało o jej dziwnych próbach. Ubrała się więc ciepło i znalazła na błoniach ustronny zakątek, osłoniony przed ciekawskimi spojrzeniami. Wykorzystała też zaklęcie znalezione przez Hermionę, dzięki któremu wyczarowała kilka grzejących miło płomyków.
- No dobra - mruknęła do siebie, odkładając na bok różdżkę. - Myśl, Potter. Jak to zrobiłaś?
Postanowiła zacząć od prostego zaklęcia. Najpierw pomyślała o Lumos, ale jak miała zapalić koniec różdżki, nie korzystając z niej? Rozejrzała się w poszukiwaniu natchnienia i zauważyła średnich rozmiarów kamień, leżący nad brzegiem jeziora. Wpatrując się w niego intensywnie, rzuciła:
- Wingardium Leviosa!
Nic się nie stało. Po chwili uświadomiła sobie, że przejęta sytuacją powieliła błąd Rona, zupełnie wypaczając sposób intonacji.
- Wingardium Leviosa! - powtórzyła, świdrując kamień wzrokiem. Ponownie nie zauważyła żadnej reakcji. Podeszła krok bliżej i powtórzyła zaklęcie. Gdy nic się nie wydarzyło, przymknęła oczy i raz jeszcze odtworzyła w pamięci spotkanie z trollem. Czy zrobiła coś szczególnego?
Wciąż nie otwierając zaciśniętych mocno powiek, wyobraziła sobie trolla chwiejącego się na piętach i przypomniała sobie, jak bardzo bała się wtedy o Harry'ego. Wyciągnęła przed siebie rękę i mruknęła:
- Depulso.
Otworzyła oczy, słysząc głośny plusk. Chwilę rozglądała się za kamieniem, nim zrozumiała, co się stało. Gdy podeszła bliżej, zobaczyła go przez warstwę krystalicznie czystej wody na dnie kilka metrów od brzegu. Zastanowiła się głęboko, po czym raz jeszcze wyciągnęła rękę przed siebie.
- Wingardium Leviosa - powtórzyła po raz kolejny, a kamień drgnął. Skupiła się bardziej, wypowiedziała zaklęcie i w końcu osiągnęła sukces. Kamień poddał się jej woli i uniósł nad powierzchnię wody, lecz gdy tylko zmienił środowisko, Alex straciła nad nim kontrolę i opadł z powrotem na dno.
- No tak, Flitwick wspominał, że trzeba uważać przy zmianie stanu skupienia środowiska - przypomniała sobie. A więc zasady rzucania czarów były takie same...
Z chęcią próbowałaby dalej, ale była już nieco spóźniona na trening. Nie chcąc nadwyrężać cierpliwości Wooda, z żalem podniosła różdżkę i pobiegła w kierunku boiska.

***

- Mam coś dla ciebie. - Dosiadła się do Harry'ego, przeglądającego podręcznik do historii magii na dziedzińcu i uśmiechnęła się szeroko, wyciągając z torby niewielką książkę.
- "Quidditch przez wieki"? Ron wspominał mi, że powinienem ją przeczytać, dzięki! - Z wdzięcznością wziął od niej prezent. - Z jakiej to okazji?
- Bez powodu, jesteś moim bratem. - Wzruszyła ramionami. - No i musimy się przygotować do meczu, to już za parę dni. Spójrz. - Sięgnęła raz jeszcze do torby. - Dla siebie kupiłam jeszcze "1001 zwodów i trików, które musisz znać, by dobrze grać w quidditcha". Jest w niej dużo technicznego słownictwa, ale Wood mi ją polecił. Często z niej korzysta, gdy wymyśla strategię na mecze. Możemy się potem wymienić.
- Jesteś cudowna! - autentycznie ucieszył się Harry i niemal od razu zanurzył się w lekturze, zapominając o lekcjach, o czym boleśnie przypomniała mu Hermiona, dołączając do nich kilka minut później wraz z Ronem.
Dziewczyna rozpaliła swoje popisowe płomyki i pobieżnie przejrzała przyniesione przez Alex książki, nim zasugerowała chłopakom powrót do nauki, bo test semestralny zbliżał się coraz większymi krokami.
- Nie mogę doczekać się meczu - westchnął Ron. - Potem będziesz nas tym zadręczać, Hermiono, teraz Harry musi się skupić. Alex zresztą też.
- Ale Alex ma dobre oceny! A wy jedziecie na samych Nędznych! A przecież stać was na więcej, wiem to. - Założyła ręce na piersi. - Prawda, Alex?
- Prawda - odpowiedziała, odkładając książkę, a chwilę później nad ich głowami stanął profesor Snape.
- Potter, nie wolno wynosić książek z biblioteki poza teren szkoły. Minus pięć punktów dla Gryffindoru. I konfiskuję książkę. - Zabrał Harry'emu podręcznik do quidditcha, nim ten zdążył zaprotestować i zniknął tak szybko, jak się pojawił. Na drugi, leżący na ławce koło Alex, nawet nie zwrócił uwagi.
- Wymyślił tę zasadę w tym momencie! - pieklił się Ron. - Nie znoszę go!
- Nie wiem, czy taka zasada nie obowiązuje jednak naprawdę... - zamyśliła się Hermiona. - Muszę to sprawdzić, ale to i tak nie w porządku. Powinien ukarać w takim razie nas wszystkich. - Wskazała książkę Alex oraz trzymany w objęciach "Krótki wstęp do numerologii".
- Nie mówiąc o tym, że to nie są książki z biblioteki - stwierdziła kwaśno Alex. - Kupiłam je kilka dni temu. Sandy właśnie mi je przyniosła - wyjaśniła. - Nie możesz tak tego zostawić, Harry. Idź do niego, to przecież twoja własność!
- Masz rację - zgodził się z nią brat, bardzo zdecydowany. - Nie mogę mu pozwalać tak się traktować. Idę! - Ruszył śmiało za nauczycielem.
- I upomnij się o te punkty! - krzyknęła za nim Hermiona. - No co? - zdziwiła się, widząc zdegustowany wzrok Rona. - Zdarzało się, że jeden z domów przegrywał Puchar z mniejszą stratą!
- Będzie dobrze, jeżeli uda mu się odzyskać książkę - mruknęła Alex i wróciła do lektury, ignorując Rona i Hermionę, którzy wdali się w krótką sprzeczkę.
Harry wrócił po kilku minutach wyraźnie zły.
- Nic z tego. I chyba znowu próbował dostać się do klapy. Tym razem capnął go w drugą nogę, wyglądało na świeże.
- Widocznie przyszedł na dziedziniec tylko dla zmylenia uwagi - domyśliła się Hermiona. - To po drodze, a nikogo nie zdziwi fakt, że przyszedł tylko po to, by wlepić Harry'emu kilka ujemnych punktów.
- Co nie zmienia faktu, że zabrał mu prezent ode mnie - odpowiedziała rozeźlona Alex. - Ja pójdę. Mnie lubi.
- Ale...
Nie słuchała, co mówią. Ruszyła wprost do królestwa Snape'a i tak, jak się spodziewała, złapała go szukającego czegoś w szkolnym składziku.
- Przepraszam, że przeszkadzam, panie profesorze - zaczęła grzecznie.  Snape wyszedł do niej i jakby mimochodem zasłonił stół z kilkoma buteleczkami, w których Alex już chwilę wcześniej rozpoznała składniki eliksiru ułatwiającego gojenie się ran.
- Czego chcesz, Potter?
- Książki Harry'ego. Nie jest z biblioteki - dodała szybko, nim nauczyciel zdążył zaprotestować. - Kupiłam mu ją w prezencie. Mogę pokazać panu rachunek, jeżeli mi pan nie wierzy. 
- Z jakiej to okazji, Potter? Do świąt jeszcze daleko - sarknął Snape, wyciągając zza pazuchy książkę, nie oddał jej jednak od razu.
- Bez powodu. - Wzruszyła ramionami. - Przez dziesięć lat nie dostawał ode mnie prezentów świątecznych. Ani urodzinowych. Nie było mnie przy nim. Chcę jakoś nadrobić te stracone lata - wyjaśniła cicho, nawet nie wiedząc, dlaczego zdradza to nauczycielowi.
- Jesteś pewna, że były stracone, Potter? - spytał Snape, dziwnie łagodnie. - Nie próbuj się wkupywać w czyjeś łaski prezentami, nie warto.
- Nie muszę, panie profesorze. Czy... skoro regulamin nie został złamany, to czy jest szansa na odzyskanie punktów? - zapytała jeszcze nieśmiało, bojąc się nadwyrężyć cierpliwość nauczyciela, który o dziwo, był dziś dla niej niemal miły.
-  Nie przeciągaj struny, Potter. Bierz książkę i znikaj, zanim się rozmyślę. - Wygonił ją gestem z lochów.
Jednak gdy szła przez hol na spotkanie przyjaciół, by powiedzieć im o warzonym przez Snape'a eliksirze i by oddać Harry'emu książkę, zauważyła, że ilość rubinów w klepsydrze Gryffindoru wróciła do poprzedniego stanu.

***

W końcu nadszedł ten wielki dzień. Alex szybko opanowała pewną nerwowość, która wkradła się do jej ruchów podczas porannej toalety (trzy razy upuściła mydło i raz szczoteczkę do zębów, nim udało jej się umyć) i zeszła na śniadanie. Tym razem usiadła z drużyną, która była niemal w komplecie.
- Gdzie Harry? - zdziwiła się, pewna, że brat już dawno zszedł na dół.
- Ron próbuje wykopać go z łóżka - wyjaśnił George, pojawiając się obok nich.
- Chyba dopadł go stresik - dodał Fred, siadając obok niej. - A ty? Jak się trzymasz? 
- Przygotowana i zdeterminowana, by skopać tyłki Ślizgonom - zapewniła ich z mocą.
- I taką postawę to rozumiem! - ucieszył się Wood. - O, Harry idzie. Tutaj, Potter! - zawołał go.
Pogrążyła się z Angeliną w cichej dyskusji na temat Markusa Flinta - ścigającego Slytherinu oraz ich kapitana, kątem oka obserwując Harry'ego, który był dziwnie blady.
- Gra naprawdę nieczysto, musisz na niego uważać, zwłaszcza, że Hooch nie zawsze zauważa jego faule i nie odgwizduje rzutów karnych - zakończyła dłuższy wywód starsza koleżanka i również zerknęła na drugie z Potterów. - On ma zamiar coś zjeść, czy będzie tylko tak siedział?
- Harry, musisz zjeść chociaż jedną kanapkę! - zawołała Katie, podsuwając mu talerz pod nos. - Musisz mieć dużo siły!
- Nie mogę... coś mnie ściska w żołądku. Chyba... Ja chyba nie dam rady - wyjąkał chłopak.
- Nie gadaj bzdur - oburzyła się Alex. - No już, wcinaj. Pokonaliśmy razem górskiego trolla, a nie dasz rady szukającemu Ślizgonów? Spójrz na niego. - Wskazała stół na drugim końcu sali. - Nie jest nawet w połowie tak paskudny, choć się stara.
Udało jej się go nieco rozśmieszyć. Namówiła go do zjedzenia kilku łyżek owsianki i wypicia kubka kakao. Nieco spokojniejsi ruszyli wkrótce do szatni, odprowadzani wiwatami Gryfonów. Ron i Hermiona odprowadzili ich niemal do samego brzegu boiska, zapewniając, że będą trzymać za nich kciuki i głośno kibicować.
Alex przebrała się szybko i wraz z dziewczynami dołączyła do chłopaków, gdzie Wood szykował swoją przemowę.
- To jest właśnie to - zaczął uroczyście.
- Coś, na co wszyscy czekaliśmy - wtrącił się Fred.
- Ten dzień należy do nas - dodał George.
- Dziś wstępujemy na naszą drogę chwały - zakończyli wspólnie pod groźnym wzrokiem Wooda. - Znamy to przemówienie na pamięć, Wood! Wyluzuj, jak z nimi skończymy, to nie będzie co zbierać.
Kapitan tylko westchnął i machnął ręką.
- Wiecie co robić, dajcie im popalić - rzucił tylko i gestem wygonił ich z szatni. Na sekundę jednak wstrzymał jeszcze Alex.
- No? - spytała z niecierpliwością. Zdążyło się jej udzielić podniecenie reszty drużyny. Gwar głosów dochodzący z boiska tylko to odczucie podsycał.
- Uważaj na siebie, Alex. Będzie ostro. Dużo ostrzej niż na treningach. A ty będziesz w samym centrum tego bałaganu. - Wyglądał na naprawdę zatroskanego.
- Na to liczę. Po to tu jestem - żeby narobić zamieszania. Poradzę sobie, nie martw się. - Poklepała go po ramieniu.
- Tak jak z trollem? - zapytał cicho, lustrując ją wzrokiem. Chyba miał jej nieco za złe, że go wtedy okłamała.
- To była wyjątkowa sytuacja. Nie musisz się mną opiekować, Wood. Ja już mam starszego brata. - Mrugnęła do niego i ruszyła za resztą drużyny.
Wszystko, co wydarzyło się do momentu pierwszego gwizdka, pamiętała jak przez mgłę. Zresztą, gdy rozbrzmiał, wszystko straciło znaczenie.
- I proszę państwa, oto co znaczy mieć dobre wejście! - krzyczał Lee Jordan, przyjaciel bliźniaków, który zasiadał na stanowisku komentatora. - Alex Potter, nowy nabytek Wooda, korzystając ze swoich drobnych rozmiarów, przemyka pod ramieniem Flinta i na dobry początek meczu przejmuje kafla. Pierwsza akcja młodej Potterówny i już tyle emocji!
Zamarkowała podanie do Angeliny, przerzucając jednocześnie kafel pod miotłą do drugiej ręki. Sapiący wściekle kapitan Ślizgonów ruszył za drugą ścigającą, a Alex pośpiesznie ruszyła na przeciwną stronę boiska udając, że przygotowuje się do przejęcia kafla z powrotem. Dwaj pozostali ścigający Ślizgonów zablokowali ją, by uniemożliwić Angelinie podanie, ta więc wykonała ruch, jakby chciała się cofnąć do Katie Bell, ściągając na siebie uwagę przeciwnej drużyny, a Alex pomknęła w stronę bramek Slytherinu. Kątem oka dostrzegła Freda, który kiwnął głową. Ruszyła w kierunku lewej bramki, ściągając do niej Bletchleya, gdy usłyszała za sobą świst tłuczka, skręciła gwałtownie i przerzuciła kafla przez prawą obręcz, podczas gdy obrońca nawet tego nie zauważył, uchylając się w tym czasie przed agresywną piłką.
- Tak! Zrobiła to! Kiedy Potter odzyskała kafla? Wyciągnęła go z powietrza? Dziesięć do zera dla Gryffindoru! - emocjonował się Lee, a Fred podleciał do Alex, by przybić jej piątkę.
- Uchyliłaś się w ostatniej chwili - mruknął. - Już się bałem, że zapomniałaś, co robić.
- Kpisz? Ćwiczyliśmy to całe dwa tygodnie! - oburzyła się.
- Wyszło fenomenalnie. Gdybym nie wiedział, to byłbym pewien, że pozbyłaś się tego kafla na samym początku. Ale poczekajmy z powtórką kilka minut, żeby się nie zorientowali - przypomniał jej jeszcze, wracając na swoją pozycję, gdy pani Hooch wznowiła grę od bramki Ślizgonów. 
Bletchley podał do Pucey'a, ten zygzakami ruszył szybko na połowę Gryfonów, w połowie drogi nieznacznie upuszczając ją do lecącego poniżej niego Flinta. Piłka jednak znowu do niego nie dotarła, gdy tuż przed nosem przeleciał mu Nimbus 2000, nieomalże drapiąc go witkami po czole.
- Znowu to zrobiła! Ta dziewczyna jest fenomenalna, to się nazywa gra na krawędzi! Patrzcie uważnie na jej ręce! - wołał Lee, podczas gdy Alex, korzystając z możliwości swojej miotły, szybko wróciła na połowę Ślizgonów, lecąc nisko nad trawą. Zygzakiem ominęła dwa posłane w jej stronę tłuczki i otwarcie podała do lecącej bezpośrednio nad nią Angeliny, gdy tylko George odstraszył siedzącego jej na ogonie Montague'a celnie posłanym tłuczkiem. 
- Johnson ma kafla, choć kto wie, czy to nie kolejna zmyłka, podaje do Bell, Bell pędzi prosto na bramki, Pucey ją blokuje, podaje do tyłu, piłkę przejmuje Flint... Och, prawie dostał tłuczkiem! A było tak blisko!
- Jordan! - upomniała go McGonagall. - Miałeś być obiektywny!
- Flint ponownie nabiera rozpędu, chce podać do Montague'a, ale blokuje go Bell... Auć, to musiało boleć! Ścigająca Gryfonów na chwilę wypada z gry po spotkaniu z tłuczkiem. Flint podaje do Montague'a bez prze-... a jednak! Potter wyrosła przed nim jak spod ziemi i kafel dosłownie wypadł mu z ręki. Kilka metrów niżej zgarnia go Johnson i pędzi na Bletchley'a. Wszyscy zawodnicy zielonych są na połowie Gryfonów, obrona mocno zaniedbana, panie Flint! Johnson sam na sam z obrońcą i... Tak! Gooool do Gryfonów!!!
Angelina pokazała Alex uniesiony w górę kciuk. Ktoś mógłby pomyśleć, że to wyraz podziękowania za udaną akcję, ale dla niej to był znak. Mimochodem ustawiła się blisko Wooda, przy okazji szukając wzrokiem Harry'ego. Razem z Higgsem krążył wysoko, wypatrując znicza.
- To aż zastanawiające, że znicz się jeszcze nie pokazał. - Lee jakby czytał jej w myślach. - Druga, bardziej sławna połowa rodzeństwa Potterów na razie nie ma wiele do roboty. Choć jak tak dalej pójdzie, to kto wie, kto tu będzie bardziej sławny...
- Jordan! Gra jest wznowiona od jakichś dwóch minut - obsztorcowała go McGonagall.
- Się robi, pani profesor. Flint i Pucey blokują Angelinę, musi się cofnąć. Bell poza zasięgiem, nie ma jak podać. Gryfoni oddają pola.
Alex spokojnie krążyła niemal na linii bramek. Angelina spróbowała, jakby beznadziejnie, podać piłkę do Katie, którą natychmiast przejął Pucey i ruszył agresywnie w stronę bramek pilnowanych przez Wooda. Alex obniżyła lot, a na trybunach wybuchło jakieś zamieszanie. Dziewczyna poświęciła mu jedynie ćwierć sekundy, by przekonać się, że Harry ruszył w swoją pierwszą prawdziwą pogoń za zniczem. Ścigającego Ślizgonów w ogóle to nie obeszło, pędził na ich bramki co sił w miotle. Wyprysnęła mu tuż przed nosem, zmuszając go do poderwania miotły w górę i odsłonięcia się, a Katie pojawiła się nie wiadomo skąd i przejęła kafla. Ślizgon zaklął szpetnie i pognał za nią, jednak Alex skutecznie go blokowała. Sprawnie posłany przez Freda tłuczek umożliwił Katie podanie kafla do Angeliny i gdy byli krok od zdobycia punktu, pani Hooch odgwizdała faul, przerywając tę widowiskową akcję.
- Co do...? - zirytowała się Alex, gdy nagle zorientowała się, że to dla nich nauczycielka dyktuje rzut karny.
- Flint sfaulował Harry'ego, bo był o krok od złapania znicza - wyjaśniła jej przelotnie Angelina, podczas gdy McGonagall wykłócała się z Jordanem o poprawność językową oraz bezstronność podczas komentowania. - Masz, wyżyj się - dodała, podając jej kafla, a Wood ze swojej pozycji kiwnął głową, pozwalając, by Potter wykonała rzut karny.
- Potter otrzymuje kafla, chyba chce się zemścić za ten oburzający faul... Dobrze, pani profesor, ograniczę osobiste wycieczki. W każdym razie zobaczymy, czy na chłodno też da popalić Ślizgonom. Chyba celuje w lewą bramkę, rzuca... Na brodę Merlina, jakim cudem on to obronił!? - wykrzykiwał zawiedziony Lee, gdy mocno podkręcona piłka została wybita przez obrońcę koniuszkami palców tuż przed prawą obręczą.
- Nie przejmuj się - szepnęła jej Angelina. - Jest dobry. Nieco za szybko spojrzałaś na prawo, zorientował się o ułamek sekundy za wcześnie.
- Nadal dwadzieścia do zera dla Gryffindoru. Grę wznawia Bletchley, piłkę przejmuje Flint, agresywnie do przodu, odpycha Potter, która trzyma się za brzuch... Czy profesor Hooch nie zauważyła tego faulu? Autentycznie rąbnął ją w żołądek! Drogę zagradza mu Angelina, ale... Auć, Weasley, nie mam pojęcia który, nie dał rady uchronić jej przed tłuczkiem. Flint ma czystą pozycję do strzału i... niestety trafia. Dziesięć punktów dla Slytherinu - zakończył z niechęcią Lee. 
Wood przed wybiciem piłki, poklepał ją trzy razy, Alex ustawiła się więc w jednej trzeciej boiska, blisko lewej trybuny. Oliver zamarkował rzut do Angeliny, którą ruszył blokować Pucey, a zamiast tego puścił ją dołem do Katie, która pomknęła przed siebie. Montague ruszył w jej kierunku, jednak nim dopadł Gryfonkę, kafel był już w posiadaniu Alex. Tuż przed bramką wyrósł przed nią Flint, jednak nie dała się nabrać na manewr, który sama wykorzystała kilka minut wcześniej i uniknęła zderzenia, robiąc salto w tył. Jeszcze wisząc do góry nogami, wzięła zamach i...
- ...czyżby Harry stracił panowanie nad miotłą? - dobiegł ją zaskoczony głos Jordana, a kafel o milimetry minął bramkę. 
Zaklęła, ganiąc się za własne rozkojarzenie. Przecież odwróciła wzrok jedynie na sekundę! Miała czyste pole do strzału, bo obrońcą zajęli się Fred i George posyłając w jego stronę po kolei oba tłuczki. Zmarnowana okazja!
Nim pani Hooch wznowiła grę, Alex zobaczyła, jak  Nimbus Harry'ego tańczy w powietrzu. Złapała kafla, udaremniając podanie do Puceya i ruszyła w kierunku Angeliny, ale w tym momencie Harry zsunął się z miotły, w ostatniej chwili łapiąc się jej jedną ręką. Rzuciła w kierunku Katie, którą dostrzegła kątem oka w pobliżu, ale Bell również była wpatrzona w jej brata i podanie do niej nie dotarło. Kafla przejął Flint i spokojnie zdobył kolejny punkt, podczas gdy Wood wykrzykiwał w kierunku Harry'ego różne rady.
- Grajcie, zajmiemy się nim! - krzyknęli bliźniacy, krążąc pod Harrym, który próbował wdrapać się z powrotem na miotłę, a Alex w ostatniej chwili uchyliła się przed tłuczkiem, który pozostawiony sam sobie, zaatakował ją, gdy ze zgrozą obserwowała brata kilka metrów powyżej. Ślizgoni zdobyli kolejny punkt, a Alex zacisnęła zęby i podleciała do Harry'ego.
- Zamieniamy się - zarządziła, utrzymując się w powietrzu metr poniżej niego. - Złapiesz znicza i zakończysz tę farsę. Ja sobie jakoś poradzę.
- Jak to sobie wyobrażasz?! - sapnął chłopak. - Ktoś ją chyba zaczarował, nigdy się tak nie zachowywała.
- Zeskocz za mnie i podrzucisz mnie trochę do góry. Coś wymyślę, póki nie złapiesz znicza. - Zerknęła na tablicę wyników. Było dwadzieścia do pięćdziesięciu dla Slytherinu.
- Dobra. - Harry kiwnął głową i już miał puścić miotłę, gdy ta nagle znieruchomiała. - Co jest?
- Widocznie komuś przeszła ochota na to, by cię zabić - odpowiedziała z ulgą. Nie była pewna, czy dałaby radę poskromić miotłę, a znicz zdążył zniknąć. - Wskakuj i nie marudź. Mamy do odrobienia trzydzieści punktów.
- Czterdzieści - poprawiła ją Angelina. - Flint wyrobił się jeszcze z jedną bramką, nim Wood wrócił na miejsce. - Skrzywiła się. - W porządku, Harry?
- Tak - odparł krótko, sadowiąc się z powrotem na miotle i wyprysnął w górę w poszukiwaniu znicza.
- Widzę w twoich oczach rządzę mordu - zauważyła Angelina, patrząc na Alex. - Przestajemy się cackać?
- Nie wiem, co zrobili z jego miotłą, ale pożałują, że w ogóle wpadli na taki pomysł - odparła mściwie dziewczyna i pomknęła wprost na Flinta, przymierzającego się do rzutu. Nie sfaulowała go, ale przeleciała tak blisko, że nie tylko wypuścił kafla, ale omal nie spadł z miotły. Złapała piłkę trzy metry niżej, nim ktokolwiek zdołał się ruszyć. Ślizgoni byli wciąż rozleniwieni po chwilowej przerwie w grze Gryfonów, więc obrońca mocno się zdziwił, gdy spod ziemi niemal pojawiła się Alex i przerzuciła kafel przez obręcz zaledwie kilka centymetrów od jego twarzy.
- Ktoś chyba nadepnął Potter na odcisk. Nie dość, że odrobiła już jedną bramkę, to niemal od razu zgarnia ponownie kafla i... znowu gol! Ścigający Slytherinu nawet nie zdążyli wrócić na swoją połowę! - wykrzykiwał Lee.
Pucey dopadł ją chwilę później, mocno strącając z kursu, gdy próbowała przejąć kafla, podczas podania do Montague'a. Z drugiej strony zablokował ją Flint, a pałkarz posłał w jej stronę tłuczka. Uratował ją Fred, odbijając go w tył głowy Montague'a, który był już w połowie boiska. Wypuścił kafla z rąk, łapiąc się za głową, a kilka metrów niżej piłkę zgarnęła Katie. Flint staranował ją, zmuszając do oddania kafla, Angelina zablokowała mu podanie do Puceya, oddał więc piłkę bramkarzowi. Bletchley chciał wybić daleko, ale Alex stanęła na drodze silnego podania. Piłka odbiła się od niej i trafiając po drodze obrońcę w twarz, przeleciała przez środkową obręcz.
- To się nazywa oberwać rykoszetem! Ktoś tu chyba przeczytał "1001 zwodów i trików" - pochwalił ją Lee. - Gryfoni już niemal wyrównali i nie zapowiada się na kontrę Ślizgonów. Wood, możesz się zdrzemnąć, twoje ścigające pozamiatają zielonymi boisko!
- JORDAN!
- Taka prawda, pani profesor. O, proszę! Angelina Johnson wyrównuje do sześćdziesięciu przy asyście Potter. Czemu ona wcześniej nie była w drużynie? A no tak, jest dopiero na pierwszym roku...
Flint staranował Katie i przebił się przez obronę Wooda, znów przechylając szalę na korzyść Slytherinu. W odwecie Alex z Angeliną zdobyły dwie kolejne bramki, zanim Bell doszła do siebie. Kończyły w trójkę kolejną sytuację podbramkową, kiedy obaj ścigający rzucili się nagle ku murawie.
- Pojawił się znicz! - emocjonował się Lee, ignorując fiasko pod bramką. Alex wykorzystała zamieszanie i ponownie zaatakowała bramkę. Bletchley obronił i wybił do Flinta. Zerknęła szybko na Harry'ego wyciągającego przed siebie rękę, odebrała podanie od Katie i już szykowała się do rzutu, gdy z trybun dobiegł jęk spowodowany upadkiem Harry'ego z miotły. Pucey odebrał jej piłkę i pomknął w stronę bramek Gryffindoru, lecz cała uwaga skupiła się na Harrym, który ewidentnie się czymś dławił. Alex olała grę i podleciała bliżej, podobnie jak reszta drużyny. Nawet Wood opuścił bramkę, przez którą Pucey bez problemu przerzucił kafla.
Harry kaszlnął raz jeszcze i na jego rękę wypadł złoty znicz.
- Proszę państwa! Potter złapał znicza! Bramka Puceya jest nieważna, ta którą teraz próbuje strzelić pod nieobecność Wooda również. Daruj sobie, Pucey, pozamiatane!
- JORDAN!!! - Po raz kolejny upomniała go McGonagall, ale widać było, że jest autentycznie uradowana zwycięstwem.
Pani Hooch odgwizdała koniec meczu, zgodnie ze słowami Jordana anulowała dwie ostatnie bramki Ślizgonów, które padły po złapaniu znicza i cała drużyna skupiła się wokół Harry'ego.
- Dlaczego łapałeś go zębami? - zdziwiła się Alex, gdy wyściskali go i odebrali niechętne gratulacje Ślizgonów. Markus Flint wykłócał się kawałek dalej z panią Hooch, o to, czy  aby na pewno połknięcie znicza jest równoznaczne z jego złapaniem.
- Straciłem równowagę na miotle i po prostu wpadł mi do ust. Więcej szczęścia niż rozumu. - Wzruszył ramionami Harry. - To ty zasługujesz na większe uznanie. Widziałem niemal wszystkie bramki. Cud, że ich bramkarz cokolwiek obronił.
- Oboje spisaliście się fantastycznie - pogodził ich Wood. - Wszyscy spisaliście się fantastycznie - poprawił się od razu, zgromiony wzrokiem bliźniaków. - Na cześć Potterów, Weasleyów oraz pozostałych dwóch ścigających: hip-hip!
- Hura!!! - ryknęli chórem.
- Na cześć najlepszego kapitana pod słońcem - przekrzyczała ich Alex. - HIP-HIP!
- HURA!!! - zgodzili się z nią głośno i znowu wpadli sobie w objęcia. Chwilę później dołączyła do nich profesor McGonagall.
- Opłacało się nagiąć dla was szkolny regulamin, Potter - powiedziała z wąskim uśmiechem. - Dobra robota, Wood, nie waż się zmarnować tych talentów - upomniała go. - A panów Weasleyów proszę, by impreza nie trwała dłużej niż do północy. Portrety w Pokoju Wspólnym narzekają później, że farba im blaknie od niewyspania i hałasu.
- Impreza? - zdziwiła się Alex.
Bliźniacy spojrzeli na nią i z politowaniem pokręcili głowami.
- Dopiero teraz będzie najlepsza część - rzucili z szelmowskimi uśmiechami.
Dziewczyna nie była pewna, czy powinna się cieszyć, czy raczej bać. Jedno było pewne - tego dnia nikt nie pójdzie wcześniej do łóżka.

***

- To był Snape! - gorączkował się szeptem Ron. Jakimś cudem Potterom udało się umknąć świętującym Gryfonom i znaleźć kąt, w którym mogli naradzić się z przyjaciółmi. - Zaczarował miotłę Harry'ego.
- Czytałam o tym. Trzeba utrzymywać kontakt wzrokowy - wyjaśniła Hermiona. - Gdy podpaliłam jego szatę, musiał go zerwać i urok przestał działać. 
- Uratowałaś go, Hermiono - stwierdziła Alex. 
- Naprawdę chcieliście się zamienić miotłami? - zapytała z niedowierzaniem. - To byłby bardzo niebezpieczny manewr!
- Bezpieczniejszy, niż spadnięcie ze zdziczałej miotły - zwróciła jej uwagę Alex. - Zresztą, ścigających jest trzech, a szukający jeden. Mamy ten sam model, więc to żadna różnica. - Wzruszyła ramionami.
- Snape mógł rzucić urok i na drugą miotłę - zauważył Ron.
- Przygotowanie uroku zajmuje trochę czasu, Harry miał przynajmniej kilka minut na złapanie znicza. Też trochę czytałam - mruknęła, gdy zdezorientowana Hermiona zamknęła usta. Była już gotowa pośpieszyć z wyjaśnieniami.
- Więc Snape naprawdę chce mnie zabić - westchnął Harry.
- A przynajmniej mocno uszkodzić - poprawiła go Alex. - Pewnie ktoś byłby na tyle przytomny, by rzucić zaklęcie poduszkujące. Ale i tak mocno byś się poobijał.
- Domyślił się, że wiesz o jego planach względem... Sam-Wiesz-Czego z krypty Sam-Wiesz-Której - szepnął Ron, gdy jakaś roześmiana grupa przeszła obok nich. - Chce cię wykończyć. Nas pewnie wkrótce też, gdy tylko sobie uświadomi, że skoro ty wiesz, to i my wiemy.
- Ron, przestań mówić zagadkami - westchnęła Alex. - Dobra. Żarty się skończyły. Trzeba się dowiedzieć czego pilnuje Puszek. - Skrzywiła się. Imię, które poznali dzięki rozmowie z Hagridem, którego odwiedzieli po meczu, zupełnie nie pasowało do opisu przedstawionego jej przez pozostałą trójkę.
- I co do tego ma ten cały Nicolas Flamel - dodała Hermiona. To imię również padło w rozmowie  z gajowym. - Szkoda, że Hagrid nie powiedział nic więcej.
- Dobre i tyle, mocno się zdenerwował tymi oskarżeniami rzucanymi na Snape'a - westchnęła Alex.
- To nie żadne oskarżenia! Sama widziałaś, co się działo! - oburzył się Ron.
- Przecież wiem. - Wywróciła oczami, choć w głębi duszy tlił się w niej jeszcze cień nadziei, że być może nauczyciel jest niewinny. Wszystko jednak przemawiało przeciwko niemu. - Dowiemy się, czego pilnuje Puszek, a na razie nie możemy spuścić ze Snape'a oka nawet na sekundę. A teraz... - Rozejrzała się dookoła. - Wróćmy do zabawy, bo wyglądamy podejrzanie. Tym wszystkim zajmiemy się od jutra.
Kiwnęli głową i rozeszli się w poszukiwaniu ulubionych łakoci. Fred i George rozkręcili naprawdę dużą imprezę, a zgodnie ze słowami McGonagall, portrety już o dziewiątej zaczęły kręcić nosami.
- Mam coś dla ciebie. - Wood stuknął ją w ramię, gdy wybierała z miski swoje ulubione, cytrynowe żelki i podał jej butelkę kremowego piwa.
- Dzięki - przyjęła je z wdzięcznością, bo była spragniona po niedawnej naradzie.
- Nie o tym mówię, to taki gratis. - Wood sięgnął do kieszeni i wyjął nieduże pudełko. - Otwórz.
Podejrzliwie obejrzała pudełko, zastawiając się czy to nie jakiś kawał bliźniaków, w który wciągnęli swojego kapitana. Wyglądało jednak w porządku, więc zajrzała do środka.
- To... - zająknęła się, wyciągając drobną, połyskującą srebrzyście niewielką przypinkę, na którą składały się miotła oraz krążące wokół niej cztery piłki - rubinowy kafel, szmaragdowe tłuczki i diamentowy znicz. - Wood, nie mogę tego przyjąć. Wygląda na drogie, a... A ja nawet nie wiem, z jakiej to okazji!
- Z okazji wygranego meczu. I, po pierwsze, mam takie same również dla innych, więc nie czuj się jakoś szczególnie uhonorowana, a po drugie, nie kosztowały mnie niemal nic - wyjaśnił, co nieco uspokoiło Alex. - Sami na nie zarobiliśmy.
- Jak? - zapytała ciekawie.
- Lee przyjmował zakłady przed meczem. Postawiłem na nas i... opłaciło mi się to - wyjaśnił. - To, że mój wujek ma spółkę z pewnym goblinem-jubilerem i spuścili mi z ceny, to drobiazg. - Wzruszył ramionami. - Należy się wam. Wszystkim. Za dobrze wykonaną robotę. - Uśmiechnął się.
- To miłe. Dzięki, Wood. A reszta? Gdzie ich przypinki? - Rozejrzała się, szukając ozdób u pozostałych członków drużyny.
- Jesteś pierwsza. Uznałem, że jeżeli okaże się, że to potworny kicz, to ty jako jedyna powiesz mi to prosto w twarz i nie zbłaźnię się przed resztą - wyznał ze speszonym uśmiechem.
- To nie kicz, są piękne - zapewniła go. - Idź, zanim dziewczyny wydrapią ci oczy z zazdrości.
- Cieszę się, że ci się podoba, Lex. - Wood odszedł, nim Alex zorientowała się, co powiedział.
Lex? Nikt tak do mnie nie mówi...
Po namyśle stwierdziła jednak, że to całkiem ładne zdrobnienie. Było w nim coś... osobistego. I chyba dobrze oddawało charakter jej relacji z Woodem. Była bliska, ale w zupełnie inny sposób, niż ta która łączyła ją z pozostałymi przyjaciółmi.
Lex. Podoba mi się. - Uśmiechnęła się do siebie, obserwując, jak Angelina ściska Wooda po otrzymaniu prezentu. Spojrzała na swoją przypinkę i dostrzegła drobniutki napis "Lex" na trzonku miotły.
Była niemal pewna, że pozostałe przypinki podobnych nie posiadają.
____________
Te ostatnie rozdziały pisze mi się tak dobrze, jak nigdy. Chyba stęskniłam się za tym światem. Cóż więcej mam mówić  - chwilo trwaj!
I, ej, odzywajcie się trochę, bo nie wiem co sobie myśleć. Czego za dużo, a czego za mało. Potrzebna mi konstruktywna krytyka! 
Ujawnijcie swoje myśli, ja nie umiem w legilimencję!


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz