Kolejne rozdziały czekają na swój świstoklilk. Nie liczcie na regularność, postaram się dobrnąć sprawnie do końca pierwszego roku ;)

Mam zamęt twórczy, nie wiem co, gdzie i kiedy napiszę.

niedziela, 25 marca 2018

5. Quidditch

- Potter! Hej, Potter!
Alex obróciła się i uśmiechnęła się na widok Olivera Wooda. Fajnie było mieć znajomych w starszej klasie, którzy mogli podpowiedzieć czasami co i jak nowym uczniom. Chłopak dogonił ją na schodach do wieży Gryffindoru i zrównał z nią krok.
- Cześć, Wood! - odpowiedziała.
- Jak minął pierwszy tydzień?
- W porządku, chyba polubię transmutację i zaklęcia. Całkiem nieźle mi idzie. - Uśmiechnęła się. - A jak u ciebie?
- W tym roku czekają mnie SUMy, więc nie ma lekko. - Podrapał się z zakłopotaniem po głowie. - Właściwie, to chciałem cię przeprosić. Nie powinienem pytać o ciebie i Pottera. To przecież dość osobiste, prawda?
- Słucham? - zdziwiła się Alex, przechodząc przez dziurę za portretem, po czym przypomniała sobie, że powiedziała Woodowi, że nie są z Harrym spokrewnieni. 
To znaczy, właściwie nie powiedziała mu tego, ale nie zaprzeczyła, gdy zasugerował zbieżność nazwisk. Zdaje się, że po szkole powoli rozeszła się wieść, że jednak naprawdę są rodzeństwem. Alex nie łudziła się, że pozostanie to tajemnicą, ale liczyła, że zyska trochę więcej czasu, nim zostanie wyciągnięta z cienia.
- To ja cię powinnam przeprosić, Wood - zwróciła się do starszego chłopaka. - Nie powinnam cię okłamywać, ale... Ale chciałam uniknąć pytań. To dla mnie też niełatwe i muszę oswoić się z tym wszystkim. No wiesz, mój brat jest gwiazdą. - Zaśmiała się nieco wymuszenie, a Oliver jej zawtórował.
- Nie da się ukryć. O, patrz!  Zaczynacie lekcje latania. - Wskazał palcem tablicę ogłoszeń, pod którą kłębiła się całkiem spora grupka młodszych uczniów. - Zajęcia z profesor Hooch są świetne. Tylko uważaj na szkolne miotły, są nieco mało stabilne i trochę niesforne.
- Mhm, dzięki. Zapamiętam. Ostatniego lata próbowałam nieco latać na starej miotle cioci Ann i szło mi całkiem nieźle. Myślisz, że mi się spodoba? - Zerknęła na niego, a ten rozpromienił się cały, jakby z dumy.
- Pewnie! Quidditch jest świetny! Ale jestem kapitanem drużyny, więc mój osąd może być mało obiektywny. - Mrugnął do niej, a Alex uśmiechnęła się lekko. - Dobra, uciekam, bo mam masakryczny esej z eliksirów do napisania. Trzymaj się, Alex!
- Do zobaczenia, Wood! - odpowiedziała, odprowadzając go wzrokiem.
Uśmiechnęła się sama do siebie - zdaje się, że Hogwart powoli zaczął stawać się dla niej domem.


***

Gryfoni niechętnie zbierali się na polanie przed zamkiem. Pogoda, co prawda, znacznie się poprawiła, ale to nie miało nic do rzeczy. Zaplanowana na dziś pierwsza lekcja latania zapowiadałaby się świetnie, gdyby nie jeden, drobny fakt. Tuż pod ogłoszeniem z datami i godzinami zajęć, dzień później pokazał się dopisek o następującej treści:

Uczniowie Gryffindoru będą dzielić czas zajęć z uczniami Slytherinu.
To jedno zdanie było wystarczającym powodem, by niemal wszyscy Gryfoni szli tego słonecznego dnia jak na ścięcie. Każde zajęcia ze Ślizgonami były katorgą i konkursem niesprawiedliwości. Ale być może dlatego, że dotąd głównie towarzyszyli im podczas lekcji eliksirów. Zacięta walka między tymi dwoma domami objawiała się niemal w każdej sytuacji.
- Nie bój żaby, Ron! - Fred klepnął brata w ramię parę dni wcześniej. - Wreszcie macie okazję, by utrzeć nosa tym oślizgłym glistom.
- Taaa... Tylko najpierw trzeba być lepszym w lataniu od nich - westchnął Ron, który bardzo ciężko znosił lekcje ze Ślizgonami. - Chyba tym razem także zmieszają nas z błotem.
Było to całkiem zgodne z prawdą. Uczniowie Slytherinu byli zdecydowanie faworyzowani na lekcjach eliksirów. Doszło do tego, że Alex przesiadła się na stałe do przodu i pomagała Nevillowi warzyć co trudniejsze wywary, inaczej chłopak miałby spory problem, by przetrwać lekcje Snape'a. A nauczyciel o dziwo nie zwracał uwagi na jej poczynania. Zupełnie jakby panna Potter była dla niego niewidzialna.
- Kurczę, co jest? - irytował się Ron, po starcie piętnastu punktów w ciągu zaledwie dwóch minut. - Alex ciągle gada z Nevillem, niemal robi za niego połowę roboty, a Snape nic! - żalił się Harry'emu, który również z lekcji wychodził stratny o kilka punktów.
- Po prostu najciemniej jest pod latarnią. - Usłyszał za sobą rezolutny głos.
Alex minęła chłopaków i pewnym krokiem ruszyła na kolejną lekcję.

***

To właśnie Alex była jedną z nielicznych osób, którą obecność Ślizgonów na pierwszym treningu latania obchodziła tyle, co zeszłoroczny śnieg. Próbowała już wcześniej latania i raczej nie sprawiało jej to trudności. A to, kto będzie się przyglądał jej próbom, nie miało dla niej znaczenia. Miała zamiar dobrze się bawić i podszlifować swoje umiejętności.
- Ponoć rączkę miotły należy uchwycić mniej więcej w jednej piątej długości. Daje to pewny uchwyt i stabilność lotu... - Usłyszała nagle znajomy głos.
Hermiona udzielała wykładu Nevillowi. Chłopak trząsł się jak galareta, a głos Hermiony nie był tak pewny jak zwykle. Alex zwolniła i zrównała się z nimi, by lepiej słyszeć rewelacje Hermiony. Nigdy nie zastanawiała się nad technicznym aspektem latania. To mogło być całkiem ciekawe.
- Usiłujesz się nauczyć latania na miotle z książki, Hermiono? - zapytała z zainteresowaniem. Nie chciała jej obrazić, ale Hermina i tak prychnęła obrażona. Ostatnio reagowała tak niemal na każde jej słowo.
- Wszystkiego można się nauczyć z książek! Prawie - dodała nieco ciszej i nieco mniej pewnie.
- Prawie... - powtórzyła Alex powoli, unosząc brwi. Wiara Hermiony w niezwykłą moc biblioteki była czasami zadziwiająca.
- Są to naprawdę skrajne przypadki! - Dziewczyna odzyskała dawną werwę. - Teoretyczne opanowanie techniki w dziewięćdziesięciu procentach wystarcza do opanowania praktyki. Uważam, że jest to wystarczające, by siadając po raz pierwszy na miotłę, po uprzednim dokładnym zapoznaniem się z teorią, móc poczuć się na niej pewnie i bezpiecznie. Perfekcyjne opanowanie praktyki jest jedynie kwestią paru ćwiczeń...
- Skoro w to wierzysz, to dobrze. Ja jednak wolę się skupić na własnym doświadczeniu. Nie bój się Neville, pani Hooch wszystko nam wytłumaczy. - Uśmiechnęła się do zestresowanego chłopca i przyśpieszyła kroku, zostawiając za sobą sapiącą ze zdenerwowania Hermionę.
Z przodu zaczęła się już formować grupa, w której Alex wypatrzyła Harry'ego z Ronem i pośpieszyła w tym kierunku. Przepchnęła się przez gęstniejący tłum, używając raz czy dwa kościstych łokci i stanęła za nimi.
- Latanie na miotle, to tuż obok teleportacji, podstawowy środek transportu czarodziei. - Usłyszeli nagle koło siebie. Nauczycielka była niewysoka i pojawiła się jakby znikąd. Alex pomyślałaby, że się teleportowała, gdyby nie to, że w Hogwarcie było to niemożliwe. Czytała o tym w Krótkiej historii Hogwartu podczas wakacji. - Nazywam się Hooch i od dzisiaj będę uczyć was latania na miotle. Nie obchodzi mnie, że nie interesują was żadne sporty. Macie opanować latanie na miotle w stopniu na tyle zadowalającym, by nie stanowić w powietrzu zagrożenia dla siebie i innych.
- W ich przypadku to chyba niemożliwe - zadrwił Malfoy po cichu, wskazując na grupę Gryfonów, wśród których znajdował się Neville w szacie założonej tyłem do przodu.Kilku najbliższych Ślizgonów się zaśmiało, a Alex westchnęła cicho. Czasami miała okropną chęć utrzeć mu nosa, ale obiecała sobie, że nie będzie się pakować w kłopoty.
No, chyba że będzie chodziło o Harry'ego.
- CISZA!
Podskoczyli, jak rażeni gromem.
- Podejść do mioteł. No już, szybko!
Pośpiesznie spełnili żądanie nauczycielki. Alex ustawiła się pomiędzy Harrym i Nevillem. Pod jej prawą ręką na trawie leżała miotła. Nie była pierwszej młodości i wyraźnie przeżyła już swoje, z walnięciem w drzewo na czele. I to pewnie nie raz.
- Wyciągnijcie prawą rękę i zawołajcie: Do mnie!
Nauczycielka zademonstrowała sposób, w jaki należało wykonać polecenie. Miotła poderwała się i przylgnęła do jej dłoni.
- Teraz wasza kolej.
Polana wypełniła się różnego rodzaju okrzykami Do mnie!.
Alex wzięła głęboki oddech, uniosła rękę i przywołała miotłę, która posłusznie poderwała się z trawy i idealnie dopasowała się do jej ręki. Uśmiechnęła się do siebie i rozejrzała dookoła. Zdaje się, że Harry'emu również udało się za pierwszym razem. Ron wrzeszczał na miotłę coraz głośniej, po czym zdenerwował się i kopnął ją tak, że skrzyżowała się ona z miotłą Hermiony. Dziewczyna cała już czerwona powtarzała Do mnie! jak mantrę coraz to innym tonem. Z jej drugiej strony, Neville w podobny sposób próbował zmusić miotłę do posłuszeństwa. Bez skutku.
- Nie tak! Mówcie jak do przyjaciela, jednak z odpowiednią nutą stanowczości... - podpowiadała nim nauczycielka, sprawdzając efekty.
- Zdaje się, że moja przyjaźń z tym przeklętym kijem spaliła na panewce - mamrotał Ron gniewnie pod nosem.
Alex zauważyła, że Malfoy przywołał miotłę dopiero za kolejnym razem. Dało jej to nieco złośliwej satysfakcji, bo Ślizgon chwalił się podczas śniadania, że od dziecka lata na miotle. Właśnie było to widać. Jakby słysząc jej myśli, rzucił wściekle:
- Mamy latać na tych starych gratach? Przecież to się nadaje jedynie do zamiatania boiska!
Z mniejszą lub większą pomocą pani Hooch, wszystkie miotły trafiły wreszcie do rąk uczniów. Nauczycielka wróciła na swoje miejsce i chwyciła własną miotłę.
- Teraz siadajcie na miotłę, chwyćcie mocno rączkę i odbijcie się lekko nogami, utrzymując rączkę w pozycji poziomej. Oderwijcie się od ziemi DOPIERO NA MÓJ ZNAK!
Przeszła się wzdłuż rzędu uczniów, poprawiając pozycje i uchwyty. Gdy wróciła na miejsce zawołała:
- W GÓRĘ!
Niemal dwadzieścia osób uniosło się pół metra w górę. Zgodnie z tym, czego zdążyła się dowiedzieć od Wooda podczas ich niedawnej rozmowy, szkolne miotły nieco szarpały przy starcie, ale Alex była na to przygotowana i nie miała większego problemu z zapanowaniem nad miotłom. 
Usadziła się wygodniej, trochę ponad pół metra nad ziemią i swobodnie balansując na miotle, rozejrzała się dookoła. Nieopodal Harry znakomicie sobie radził z nową umiejętnością, miotła całkowicie poddała się jego woli. Aż trudno uwierzyć, że to był jego pierwszy raz!
Zarówno Ron, jak i Hermiona trzymali się kurczowo mioteł, z obawą spoglądając na grunt zaledwie pół metra niżej. Ron jednak w przeciwieństwie do dziewczyny po chwili trochę się wyluzował. Malfoy łapał równowagę na miotle z niepewną miną, zapewne był przyzwyczajony do mioteł w znacznie lepszym stanie technicznym. Natomiast Neville...
- Stój! Nie leć do góry! - krzyczała pani Hooch. - Na dół! Na dół!
Neville jednak nie potrafił zapanować nad miotłą. Ku przerażeniu swojemu, kolegów i nauczycielki wznosił się coraz wyżej i wyżej.
- Opuść rączkę! W dół ją! W DÓŁ!!!
Neville jednak wciąż wznosił się coraz wyżej. Pięć metrów, dziesięć, piętnaście i...
ŁUUUP!
Przerażony chłopiec łatwo ześlizgnął się z miotły i spadł na ziemię.
Nauczycielka natychmiast do niego podbiegła, a cała grupa stłoczyła się wokół niego zszokowana. Neville leżał na ziemi, cicho jęcząc.
- Złamany nadgarstek - zawyrokowała profesor Hooch po chwili oględzin. - Chodź, kochany. Zabiorę cię do skrzydła szpitalnego. A wy! - zwróciła się ostro do reszty klasy, porzucając miły ton, jakim przemawiała Neville'a. - Nie ruszajcie się stąd nawet o milimetr! Zaraz wrócę! A jeśli któremuś z was przyjdzie do głowy oderwać od ziemi choćby mały palec u stopy, wyleci z Hogwartu szybciej niż zdąży powiedzieć: quidditch.
Nauczycielka poprowadziła chłopca do zamku, a na polanie wybuchła zażarta dyskusja.
- To niebezpieczne! - stwierdziła Hermiona. - Neville złamał nadgarstek! A wzniósł się jedynie na piętnaście metrów!
- Och, cicho już bądź! Zakochałaś się w Longbottomie, czy jak?!
Hermiona oblała się czerwonym rumieńcem i nic już nie powiedziała. Odsunęła się jednak od miotły na bezpieczną odległość, jakby ta miała ją ukąsić.
- Jeju, Harry! To było świetne! Za pierwszym razem? Ja trochę już latałem na miotle, ale... Zresztą widziałeś, jak mi poszło.
Alex przysunęła się do Rona i Harry'ego, którzy dyskutowali o pierwszych wrażeniach i chciała przyłączyć się do rozmowy, ale nagle usłyszała obok drwiący głos Malfoya.
- Żenada! Jakim cudem ten pacan w ogóle znalazł się w Hogwarcie? Nawet na miotłę toto wleźć nie potrafi, żeby sobie od razu nie połamać niczego!
- Nie wiem, kto tu jest największym pacanem, Malfoy... - Odwróciła się do niego lekko marszcząc brwi.
Chłopak chciał potwierdzić, dodając, że największym pacanem jest Potter, ale jego wzrok zatrzymał się na twarzy Alex. Wykrzywił więc jednie usta w obrzydliwym grymasie.
- ...bo mnie się wydaje, że w tej dziedzinie jesteś bezkonkurencyjny - dokończyła Alex z niewinnym uśmiechem.
Ktoś się cicho zaśmiał, a Draco zmrużył drapieżnie oczy.
- Mówiłaś do mnie, Potter? - wysyczał zimno.
Alex rozejrzała się z udawanym skupieniem. W końcu zatrzymała wzrok na Draco i zapytała z niemal szczerym zainteresowaniem:
- A widzisz tu jeszcze jakiegoś pacana, Draco?
Grupa ryknęła śmiechem. Śmiało się nawet kilku Ślizgonów, którzy jednak umilkli szybko pod ciężkimi spojrzeniami kolegów. Malfoy gotował się z wściekłości. Nagle jego wzrok padł na coś leżącego koło jego nogi. Podniósł to szybko z ziemi.
- O patrzcie! Zabawka tego połamanego gamonia!
W ręce trzymał przypominajkę, którą Neville dostał tego ranka od babci. Uśmiechnął się złośliwie i zwrócił się do Alex:
- Oj, twój chłopak będzie niepocieszony, jeśli zabaweczka mu się zniszczy, prawda? - Wsiadł na miotłę i uniósł się parę centymetrów do góry.
- Zostaw to, Malfoy! - Alex zdziwiła się niebotycznie, słysząc, jak Harry przeciska się w kierunku Malfoya z miotłą w garści. - Nie waż się ruszyć!
Draco uniósł się metr w górę.
- Widzę, że Longbottom to również twój przyjaciel, Potter. Mówiłem ci, że dobrałeś sobie nie najlepszych kompanów.
- Oddaj to!
- To sobie to weź! - Malfoy poderwał się w górę. Harry przerzucił nogę przez swoją miotłę i ruszył za nim.
- Harry, nie! Wyrzucą cię! - krzyknęła Hermiona, jednak chłopak już jej nie słyszał.
Alex westchnęła ciężko i chwyciła leżącą nieopodal miotłę. Zdaje się, że udało jej się zbyt długo wytrwać w swoim postanowieniu nie pakowania się w kłopoty. 
- Co ty wyprawiasz?! - zdenerwowała się Hermiona, gdy zobaczyła, jak Alex wsiada na miotłę. - Wszystkich was zaraz wyrzucą!
- Przynajmniej będę wiedziała za co. - Wzruszyła ramionami i uniosła się parę metrów w górę. - Za to, że wybiję Malfoyowi zęby. Nikt nie będzie mnie bezkarnie nazywał dziewczyną Longbottoma.
Pozostawiając przerażoną i wściekłą Hermionę oraz lekko rozbawionych uczniów, pomknęła za Harrym oraz Draco, którzy zdążyli się już wzbić kilkanaście metrów nad ziemię.
Wiatr rozwiał jej włosy. Odgarnęła je do tyłu i odetchnęła głęboko. Harry siedział Malfoyowi na ogonie i usiłował mu zabrać przypominajkę. Malfoy jednak nie dawał za wygraną i wymachując wściekle wolną ręką uniemożliwiał mu to. Robił nagłe zwroty, zwalniał, przyśpieszał, a mimo to Harry nie dał się podpuścić. Alex pochyliła się niżej nad miotłą i pomknęła w ich kierunku, jak czerwony pocisk.
Nagle Malfoyowi udało się walnąć Harry'ego w twarz. Okulary przekrzywiły mu się na nosie, zwolnił więc, by je poprawić, a Malfoy uciekł w górę uśmiechając się drwiąco. Nagle jednak dostrzegł Alex, lecącą w jego kierunku. A raczej niewyraźną smugę lecącą z prędkością, której by się nigdy nie spodziewał po starych szkolnych miotłach. Zerwał się i zaczął znów uciekać.
Alex dogoniła go jednak bez trudu. Zablokowała mu drogę, tak, że musiał wyhamować i wyciągnęła do niego dłoń.
- Malfoy, oddaj to - zażądała stanowczo. 
Draco skręcił gwałtownie próbując ją ominąć, ale dziewczyna znowu go zablokowała i złapała mocno za rękę.
- Oddaj i wracajmy na ziemię, zanim wpakujemy się wszyscy w kłopoty - powtórzyła stanowczo.
- Nic z tego, Potter! - warknął Malfoy, a Alex mocniej ścisnęła jego nadgarstek, tak, że przypominajka wypadła mu z ręki i poleciała w dół. Dziewczyna puściła go, zanurkowała za nią i bez większego problemu złapała.
- Drętwota! - Czerwona smuga zaklęcia minęła ją o kilka metrów, ale Potter i tak się wzdrygnęła.
- Oszalałeś?! - wrzasnęła do Malfoya, podrywając wyżej miotłę, by wyjść z jego zasięgu. - Chcesz mnie zabić?!
- Ośmieszyłaś mnie! - zawołał wściekle i pomknął w jej stronę.
Muszę uciekać, pomyślała Alex, zerkając na przypominajkę, która mocno upośledzała chwyt. Kątem oka dostrzegła jednak Harry'ego, któremu właśnie udało się doprowadzić do porządku po starciu z Malfoyem.
- Łap! - krzyknęła do niego i rzuciła kulkę daleko za siebie, po czym zrobiła gwałtowny zwrot, o włos mijając się z Malfoyem, który zawrócił i ponownie sięgnął po różdżkę. Zanurkowała pod nim, czując, jak szybko bije jej serce. Jeżeli Draco trafi ją jakimś zaklęciem na tej wysokości, to spędzi kilka ładnych tygodni w skrzydle szpitalnym.
- Opanuj się, Malfoy! - krzyknęła do niego, słysząc na dole jakieś zamieszanie. - Przecież nic ci nie zrobiłam!
Ślizgon jednak nie wysilił się nawet na odpowiedź, tylko pomknął szybko w kierunku ziemi. Alex przystanęła w powietrzu i zmarszczyła zdezorientowana brwi. Sekundę później dołączył do niej Harry, podrzucający w ręku przypominajkę.
- Złapałeś! - ucieszyła się i bez słowa porozumienia skierowali jednocześnie miotły ku ziemi.
- Nie było łatwo - przyznał. - A ty świetnie poradziłaś sobie z Malfoyem. Ja nie dałbym rady mu jej zabrać.
- Praca zespołowa! - Uśmiechnęła się Alex, a Harry jej zawtórował. - Ciekawe dlaczego Malfoy zwiał, przecież się mnie chyba nie wystraszył? - zdziwiła się.
- Nie mam poję-...
- Potter! - Usłyszeli nagle krzyk z dołu. - Na ziemię! Oboje! NATYCHMIAST!
- Oj, niedobrze - mruknęła Alex, dostrzegając wzburzoną profesor McGonagall, śpieszącą ku nim przez błonia.
Dziewczyna pośpieszyła na dół, a Harry zaraz za nią. Oboje zeskoczyli z mioteł tuż przed wzburzoną nauczycielką.
- Pani profesor... - zaczęła się tłumaczyć.
- Cicho, Potter. Jeszcze nigdy w mojej karierze... Coś takiego...!
- Pani profesor, to Malfoy! - odezwał się ktoś z Gryfonów.
- Harry tylko... - podjął ktoś inny.
- A Alex... - Cała grupa stanęła za nimi murem.
- Cisza! - przerwała ten harmider nauczycielka. Podniesione głosy umilkły natychmiast. Malfoy za plecami nauczycielki odgrywał pantomimę, której motywem przewodnim było wyrzucanie młodych Potterów ze szkoły. 
- Potter - zwróciła się do nich lodowatym tonem - pozwolicie za mną.
Obróciła się i szybkim krokiem ruszyła w kierunku zamku, nie bacząc czy dwójka rodzeństwa za nią nadąża. Oboje pośpieszyli za nią odprowadzeni współczującym spojrzeniem Gryfonów i złośliwymi uśmieszkami Ślizgonów. Harry wymienił z Alex zmartwione spojrzenie. Zdaje się, że mieli przechlapane.
- Pani profesor... - spróbowała nieśmiało dziewczyna.
- Cicho, Potter!
Alex wzięła głębszy oddech i odezwała się ponownie.
- To moja wina, pani profesor! - zawołała zdecydowanie, a McGonagall o dziwo jej nie przerwała. - Harry nie ma z tym nic wspólnego. Sprowokowałam Malfoya i zaczęliśmy się ścigać, a Harry podleciał tylko po to, by nas rozdzielić. Bał się, że Draco coś mi zrobi.
- Później o tym porozmawiamy... - ucięła profesor McGonagall, wchodząc do zamku.
Harry spojrzał z niedowierzaniem na Alex, co też ona wprawiała?! Dlaczego okłamała nauczycielkę? I dlaczego brała na siebie całą winę? Przecież oboje maczali w tym palce... Nie mówiąc o tym, że to wszystko przez arogancję Malfoya.
Nauczycielka zajrzała do jednej z sal i zapytała:
- Filiusie, czy mogę na chwilę pożyczyć Wooda?
Harry zaczął się gorączkowo zastanawiać, czy może być ów tajemniczy Wood, nie zauważył więc z trudem skrywanego uśmiechu, który pojawił się na twarzy Alex. Chwilę później okazało się, że Wood jest krzepkim piętnastolatkiem, który nieco zdziwił się na widok Potterów, a zwłaszcza Alex.
McGonagall nie mówiąc ani słowa, otworzyła drzwi pierwszej wolnej sali i kazała im wejść do środka.
- Potter, to jest Oliver Wood. Wood - odezwała się uroczystym tonem - znalazłam ci szukającego.
- Serio? - Starszy chłopak wytrzeszczył oczy i natychmiast podszedł do Harry'ego i zaczął oglądać go ze wszystkich stron. - No faktycznie, lekki, zwinny, zbudowany jak należy... - mamrotał pod nosem, kompletnie zafascynowany.
- Złapał niewielką piłkę zalewie kilka centymetrów nad ziemią - dodała profesor McGonagall. - Potter, to był twój pierwszy raz na miotle?
- Tak, pani profesor - odpowiedział nieco skołowany Harry.
- Fantastycznie! - ucieszył się Wood. - Znasz się na quidditchu?
- E... nie - przyznał niepewnie Harry.
- Nie szkodzi, wszystko ci pokażę. Jakby mi pani profesor znalazła jeszcze ścigającego, to już by była pełnia szczęścia - westchnął Wood. - Mieliśmy dwa wakaty po poprzednim roku, na jedno miejsce wskoczyła Katie Bell, ale Alicja Spinnet jest zaledwie w rezerwie, bo ma w tym roku egzaminy i ostro kuje do eliksirów...
- Wood - przerwała mu ostro McGonagall. - Panna Potter nie jest tu po to, by ładnie wyglądać - zwróciła mu uwagę, a Oliver odwrócił się o sto osiemdziesiąt stopni, przypominając sobie o Alex. - Gdybyś widział, jak zablokowała Malfoya w powietrzu!
- Serio? - Ponownie wytrzeszczył oczy.
- Mówiłam ci, że jestem w tym całkiem niezła. - Wzruszyła ramionami, a Wood przyjrzał się jej bliżej.
- No, nie wiem... W drużynie Puchonów i Krukonów ścigający są nieco większej postury. A jeżeli zrobią jej krzywdę? - zmartwił się.
- Najpierw musieliby mnie dogonić! - prychnęła Alex i sprawa była już przesądzona.
- Potter, tylko trenować mi porządnie. Wierzę, że dzięki wam w końcu odzyskamy Puchar. Nie pozwólcie, bym żałowała swojej decyzji - upomniała ich jeszcze. - Porozmawiam z dyrektorem i spróbujemy załatwić wam jakieś porządne miotły. A ty, Wood - zwróciła się do chłopaka - powiedz im co i jak. Mecz ze Slytherinem zbliża się wielkimi krokami!
- Wszystko będzie zapięte na ostatni guzik, pani profesor! - zapewnił ją Wood, a Alex pomyślała, że nigdy nie widziała chyba nikogo szczęśliwszego, niż on w tej chwili.

***

- Harry! Będziesz najmłodszym graczem od... od... - ekscytował się Ron, gdy szli na obiad.
- Od ponad stu lat. Wiem, Wood mi mówił.
Przed południem Oliver opowiedział im co nieco o quidditchu, strasznie się tym ekscytował, widać było, że to jego pasja. Alex chętnie słuchała, bo choć wiedziała to i owo, wcześniej niespecjalnie zgłębiała temat. Harry natomiast był całkiem oszołomiony tym wszystkim, ale chyba spodobała mu się ta wizja.
- Będziecie z Alex drugą parą bliźniaków w naszej drużynie - dorzucił Ron.
- Drugą? - zdziwił się jego przyjaciel.
- My też jesteśmy w drużynie, Harry! - Rozległo się za ich plecami.
Harry przywitał się z bliźniakami Weasley, Fredem i Georgem.
- Hej, Harry! A gdzie jest nasza nowa ścigająca? Chcieliśmy ją pokazać Angelinie i Katie... Niech wiedzą dziewczyny, z kim będą pracować.
Harry rozejrzał się. Nigdzie w zasięgu wzroku nie zauważył Alex. Było to co najmniej dziwne. Zazwyczaj nie odstępowała go na krok. Co było nieco denerwujące, jak się nad tym głębiej zastanowić. Teraz jednak brakowało mu jej irytującej obecności, przyzwyczaił się do niej. Było w niej coś pokrzepiającego.
Byli już w połowie obiadu, gdy Alex z impetem wpadła na jadalnię. Klapnęła ciężko obok Harry'ego i Rona i rzuciła się na sałatkę.
- Uświadomiłam sobie jedną rzecz - zaczęła, nim ktokolwiek zdążył coś powiedzieć. - McGonagall doskonale wiedziała, że kłamałam o tej sytuacji z Malfoyem i nic nie powiedziała! Teraz strasznie mi głupio - westchnęła.
- Trzeba było nie kłamać - wytknął jej Harry. - Po co to w ogóle zrobiłaś?
- Żeby cię chronić - odparła, jak gdyby nigdy nic. - Masz rację, trzeba było nie kłamać. Ale skąd mogłam wiedzieć, że wcale nie chce nas wyrzucić?
- Mieliśmy farta - zgodził się z nią Harry. - Gdzie zniknęłaś? Neville cię szukał, ponoć umówiłaś się z nim, żeby się pouczyć.
- O kurczę, zapomniałam! - przeraziła się Alex. - Muszę go zaraz znaleźć i przeprosić! Po prostu byłam w bibliotece i się zaczytałam. Straszne! A na dodatek zapomniałam dać w zęby Malfoyowi - westchnęła.
- Zaraz, zaraz - zainteresował się George. - Za co miałaś dać Malfoyowi w zęby? To znaczy to szlachetny, społeczny czyn, ale za co?
Alex uśmiechnęła się.
- A, nic takiego. Tak jakby chciał mnie zrzucić z miotły, ale mu na to nie pozwoliłam. Ale to mniej istotne, gorzej, że był zazdrosny o Longbottoma! - krzyknęła z udawaną zgrozą, a bliźniacy wybuchnęli śmiechem.
- No to ma przechlapane!
- Żebyś wiedział! - mruknęła Alex i już na poważnie zajęła się obiadem.
Miała dużo spraw do przemyślenia, a biorąc pod uwagę to, co przeczytała w bibliotece, zemsta na Malfoyu była ostatnią rzeczą, o której myślała.
Dobrze, że chwilowo mieli go z głowy.
_______
Osobiście uwielbiam scenę z Malfoyem, ale możecie nie podzielać mojego zdania. A te notki się naprawdę robią coraz dłuższe i dłuższe!

sobota, 10 marca 2018

4. Pierwsze lekcje

- To niemożliwe. NIE-MO-ŻLI-WE.
Hermiona każdą sylabę akcentowała gwałtownym potrząśnięciem głową, a jej włosy sprężynowały we wszystkie strony.
- Co tym razem, Hermiono? - westchnął Ron. Dziewczyna chodziła wszędzie za nim i za Harrym i uprzykrzała im życie. Przynajmniej jego zdaniem.
- Przeczytałam dziesięć różnych książek opisujących twoją historię, Harry i w żadnej nie ma nawet najmniejszej wzmianki o Alex! - Rozemocjonowana Hermiona nachyliła się nad Harrym, który próbował w spokoju zjeść śniadanie. Nie chciał się spóźnić pierwszego dnia. - Z drugiej strony, skoro jest tak podobna do twojej matki, jak ty do twojego ojca...
- Hermiono, Harry chyba nie chce rozmawiać z tobą o swoich rodzicach - przerwał jej Ron, a dziewczyna umilkła obrażona. - Stary, jedz szybciej, zaraz się spóźnimy!
- Mhm - mruknął Harry, wpychając do ust ostatni kawałek kanapki i sięgnął po torbę z książkami. - Co teraz mamy?
- Historię Magii, Fred twierdzi, że można umrzeć z nudów - westchnął Ron, ciągnąc go za sobą. - Kurczę mamy pięć minut, a jeszcze trzeba znaleźć salę!
- Te zajęcia prowadzi duch, profesor Binnis - usłyszeli nagle za sobą głos Alex. - Więc nawet jeżeli się spóźnimy, jest szansa, że tego nie zauważy. Sala jest na drugim piętrze, chodźcie. - Machnęła ręką, a chłopcy zgodnie ruszyli za nią.
- Nie było cię na śniadaniu - zauważył Harry, kiedy schody zamiast pokierować ich w górę, ruszyły na dół.
- Bo zaspałam. Zresztą zazwyczaj nie jadam śniadań, zjem bardziej obfity lunch. - Wzruszyła ramionami.
- Hermiona stwierdziła, że... jesteś bardzo podobna do mojej mamy - odezwał się cicho Harry, kiedy w końcu trafili na właściwe piętro.
- Nie chce ci dać spokoju, co? - westchnęła Alex. - Ja wiem, że to brzmi bardzo nieprawdopodobnie, ale to prawda, Harry. Nie mam na to żadnych dowodów, ale ja to wiem. Ja to czuję, rozumiesz? - Zerknęła na niego z nadzieją.
Harry spojrzał się na nią i przez dłuższą chwilę milczał.
- Nie wiem co o tym myśleć, Alex. Musisz dać mi czas.
- Dobrze. - Kiwnęła głową, choć nie było jej łatwo. Nie łudziła się, że będzie prosto, ale miała nadzieję, że Harry poczuje to, co ona. Że w końcu odnalazła rodzinę. - O, to tutaj! - zawołała, odnajdując właściwą klasę.
Rozpoczynanie nauki w Hogwarcie od spóźnienia może nie było najlepszym początkiem, ale dawało przecież możliwość poprawy, prawda?


***

Przez kolejny tydzień pozostali uczniowie pierwszych klas zapoznawali się z zamkiem i rządzącymi nim zasadami. Wielokroć spóźniali się na lekcje, bowiem wcale nie tak łatwo było znaleźć drogę do sali lekcyjnej. Przyczyniały się do tego znacznie "wędrujące" schody i znikające drzwi.
Raz w tygodniu, o północy, Gryfoni z pierwszej klasy, na dachu Wieży Astronomicznej, obserwowali gwiazdy. Również raz w tygodniu spotykali się z Puchonami na lekcjach zielarstwa, gdzie uczyli się rozpoznawać rośliny.
Jednak  spośród wszystkich lekcji znacząco wyróżniały się: transmutacja i eliksiry.
Nauczycielką transmutacji była profesor McGonagall, która była opiekunką Gryffindoru. Od razu na pierwszej lekcji uprzedziła wszystkich o niebezpieczeństwach związanych z transmutacją i tysiącem nakazów i zakazów związanych z jej lekcjami. Potem przeszli od razu do praktyki.
- Na każdej ławce leży kilka zapałek. W sposób przedstawiony na tablicy - machnęła różdżką, a na tablicy pojawiły się wskazówki - zamieńcie je w igły. Nie oczekuję, że wam się to uda. Przynajmniej nie na tej lekcji. A teraz przećwiczmy zaklęcie...
Powtórzyli kilka razy formułkę i rozpoczęli ćwiczenia. Zaraz też okazało się dlaczego każdy z uczniów dostał po kilka zapałek. Już po chwili przy stoliku Neville'a wybuchł kłąb kolorowego dymu. Po zapałce nie było śladu.
- Nie, Longbottom! Nie tak! Najpierw unieść różdżkę, a potem potrząsnąć! NIE NA ODWRÓT!
Pod koniec lekcji, gdy wielu uczniów miało już osmalone brwi i sadzę na nosach, profesor McGonagall sprowadziła wyniki.
- Dobrze, Thomas - prawie ci się udało. Longbottom, co to ma być? Granger, bardzo dobrze - prawie idealnie. Weasley... Weasley? Gdzie twoja zapałka?
- Yyyy... - zająknął się Ron - Tak jakby... znikło ją. To znaczy zniknęła.
Nauczycielka tylko westchnęła.
- Potter? - Wskazała pustą ławkę.
Harry wzruszył ramionami.
- Nie wiem, pani profesor. Zniknęły razem z zapałkami Rona.
McGonagall westchnęła raz jeszcze i spojrzała na stolik, przy którym siedziała Alex.
- Potter? Dobrze się czujesz?
Alex skinęła głową. Była lekko czerwona na twarzy i widocznie zmęczona. Za to przed nią leżały trzy srebrne, bardzo ostre igły. Nauczycielka wzięła jedną do ręki.
- Bardzo dobrze, wręcz wspaniale! Pięć punktów dla Gryffindoru! Na pewno dobrze się czujesz, Potter? - upewniła się.
- Tak, pani profesor, nic mi nie jest. To po prostu było... bardzo wyczerpujące zaklęcie. - Odetchnęła głęboko, autentycznie zmęczona.
Nauczycielka spojrzała na nią podejrzliwie, ale nic nie powiedziała.
- Dobrze, zaraz będzie dzwonek. Możecie się już spakować.
Rozległo się szuranie i po chwili Gryfoni byli w drodze na kolejną lekcję.

***

Lekcja eliksirów to była zupełnie inna bajka... O ile w ogóle można było to nazwać bajką. Odbywała się w jednym z lochów, ciemnym i ponurym, dokładnie jak postać nauczyciela, którą pierwszakom zdążyli zarysować już starsi koledzy.
Alex usiadła nieco z tyłu - dwa rzędy za Harry'm i Ronem. Między innymi dlatego, że tuż obok chłopców usadowiła się Panna-Zarozumialska, jak Alex nazywała Hermionę. Jej dociekliwe śledztwo zdążyło ją nieco zirytować. Zależało jej tylko na tym, by Harry jej uwierzył. Opinia całej reszty była dla niej nieistotna.
- Jeżeli uważacie, że lekcja eliksirów polega na bezsensownym machaniu różdżkami, to możecie od razu stąd wyjść i nigdy nie wracać. - Rozległ się cichy szept profesora Snape'a. - Chować różdżki.
Rozległo się ciche szurnięcie, gdy różdżki znalazły się szybko z powrotem w torbach.
Nauczyciel rozejrzał się po klasie.
- Proszę, proszę. Kogo my tu mamy? - zadrwił na widok Harry'ego. - Harry Potter. Nasza nowa znakomitość.
Ledwie Harry zdążył unieść głowę, pierwsze pytanie padło niczym cios:
- Co otrzymam, jeśli dodam korzeń asfodelusa do nalewki z piołunu?
Ręka Hermiony wystrzeliła w górę.
- Przykro mi, nie wiem, panie profesorze - odparł zmieszany Harry. 
- A gdzie będziesz szukać bezoaru?
Hermiona zaczęła niemal podskakiwać w ławce.
- Bezoar... - zaczęła.
- Cicho, Granger! - uciszył ją Snape. - A czym różni się mordownik od tojadu żółtego, Potter?
- To ta sama roślina. - Rozległ się głos z tyłu. - Nazywa się ją także akonitem.
Profesor Snape spojrzał na Alex. Jego złowrogi wyraz twarzy na moment złagodniał, jakby zobaczył kogoś znajomego. Jednak po chwili znów patrzył na nią bezlitosnym wzrokiem.
- Nie mówiłem do ciebie, Potter - wycedził, a ostatnie słowo wręcz wypluł z siebie z obrzydzeniem.
- Ale, panie profesorze... - Zmarszczyła brwi. - Jestem pewna, że słyszałam...
- Dosyć! A ty, Potter... - Wskazał na Harry'ego, żeby nie było żadnych wątpliwości, do kogo się zwraca - A ty wiedz, że bezoar to kamień pochodzący z żołądka kozy, natomiast dodając korzeń asfodelusa do nalewki z piołunu otrzymamy silny napój nasenny, zwany także Wywarem Żywej Śmierci... Czemu tego nie piszecie? - fuknął na klasę.
W jednej chwili loch wypełniło skrobanie piór.

***

Jako, że tego dnia mieli dwie lekcje eliksirów pod rząd, na następnej lekcji zajęli się warzeniem napoju leczącego czyraki. Receptura nie była zbyt skomplikowana, jednak wymagała nieco koncentracji.
Pracowali parami. Harry i Ron oczywiście razem, a Hermiona, ku jej ogromnemu niezadowoleniu, pracowała z Alex. Nie wiadomo, która z nich była bardziej nieszczęśliwa z tego powodu.
- Pokrój ślimaki - mruknęła Alex, regulując ogień pod kociołkiem.
- Dlaczego? - obruszyła się natychmiast dziewczyna. - W podręczniku jest napisane...
- Tak, ale jak ich teraz nie pokroisz, to nie zdążą puścić soku, który jest potrzebny w następnym punkcie. Będziemy musiały czekać kolejne dziesięć minut bezczynnie - wytłumaczyła jej cierpliwie Alex.
- Gdyby to było istotne, na pewno zostałoby wspomniane w instrukcji! - Spierała się dalej Hermiona.
- Ale nie zostało! Myślisz, że pierwszy raz w życiu robię napój na czyraki? - Zirytowała się rudowłosa. Być może nie powinna wykorzystywać swojej przewagi w postaci jedenastu lat spędzonych pod dachem czarodziejów, czego Hermiona nie mogła doświadczyć, ale niestety jej cierpliwość została już wyczerpana.
Nim jednak Hermiona zdążyła się obrazić lub coś odpowiedzieć, z drugiego końca sali rozległ się donośny wybuch.
- Longbottom, ty idioto! - zasyczał wściekle Snape - Pewnie nie zdjąłeś kociołka z ognia przed dodaniem ślimaków? Zabierz go do skrzydła szpitalnego - warknął do Rona, który pośpiesznie zaczął podnosić okopconego Neville'a. - A ty, Potter? Czemu nie uprzedzałeś Longbottoma? Myślałeś, że coś na tym zyskasz?
- Ale ja... - zaczął się spierać Harry, oburzony jawną niesprawiedliwością. Jednak urwał, gdy ktoś dość boleśnie kopnął go w kostkę. Zerknął wściekły za siebie i ujrzał Alex, z najniewinniejszą miną na świecie, z uwagą wpatrującą się w nauczyciela.
- Minus jeden punkt dla Gryffindoru! - dodał jeszcze Snape, nim przedwcześnie zakończył lekcję.

***

- Co ty robisz? To bolało! - oburzył się Harry, gdy wchodzili do Wielkiej Sali na przerwę obiadową.
- Co masz na myśli? - zapytała, szukając wzrokiem wolnego miejsca. Chwyciła Harry'ego za rękaw i pociągnęła na koniec stołu. Stwierdziła, że najlepszym sposobem na zyskanie jego zaufania będzie po prostu zaprzyjaźnienie się z nim. Przecież oboje potrzebowali przyjaciół, prawda?
- Odpowiedziałaś za mnie, a potem kopnęłaś mnie w kostkę! - wytknął jej.
Westchnęła, opadając na ławkę i zaczęła nakładać ziemniaki na talerz. Lekcje lekcjami, ale dziś znowu nie zjadła śniadania.
- To pytanie równie dobrze mogło być skierowane do mnie, chciałam odwrócić jego uwagę, żeby przestał się nad tobą pastwić - wyjaśniła. - Chyba nie bardzo za tobą przepada...
- On mnie nienawidzi - poprawił ja natychmiast Harry.
- A poza tym i tak nie znałeś odpowiedzi - dokończyła Alex. - Za kostkę przepraszam, ale gdybyś coś odpyskował, to nie skończyłoby się na jednym punkcie. Mógłbyś nawet dostać szlaban!
- No i co z tego?
- Tu akurat ma rację. - Ron przysiadł się do nich, gdy Alex zrobiła mu trochę miejsca. - Fred mówił mi, że szlabany u Snape'a to jakaś masakra. Dasz mi te ziemniaki?
- Proszę. - Alex podała mu miskę. - Jak się czuje Neville?
- Wyliże się, tylko trochę się poparzył. Wkrótce wróci do dormitorium.  Pani Pomfrey chce go jeszcze poobserwować. Dlaczego Snape cię tak nienawidzi? - zapytał Ron.
- Ponoć nienawidzi wszystkich Gryfonów. - Alex wzruszyła ramionami.
- Ale dla ciebie był prawie miły! - zauważył Ron. - Dlaczego?
- Też mnie to zastanawia - odparła, grzebiąc widelcem w talerzu. - To dziwne... Ale tylko przez chwilę, potem znowu był wredny. Może go po prostu zaskoczyłam? - zasugerowała.
- Pewnie tak. - Chłopcy zgodzili się z nią bez większego przekonania.
Nagle na stole wylądowała popielata sówka, hamując gwałtownie pomiędzy talerzami. Poczłapała do Harry'ego, wyciągając przed siebie nóżkę z listem. Chłopak odwiązał liścik i przeczytał:

Harry, wpadnij do mnie po południu na kubełek herbatki.
Opowiesz mi o pierwszych wrażeniach.
A, i weź ze sobą Alex - ucieszy się dziewczyna...
Hagrid

- Hagird zaprasza nas na herbatę - mruknął do Alex, bazgrząc odpowiedź na odwrocie listu. - Chcesz iść z nami, Ron?
Rudzielec zgodził się im towarzyszyć, a Harry dyskretnie obserwował reakcję Alex. Dziewczyna była wyraźnie ucieszona z perspektywy spędzenia z nimi czasu. Chyba faktycznie jej zależało. Harry pomyślał, że musi w końcu wyjaśnić całą sprawę. On i Alex byli zupełnie różni. Hermiona miała trochę racji - wprost niemożliwe, by byli rodzeństwem! 
Miał nadzieję, że Hagrid będzie miał dla nich trochę odpowiedzi. W końcu to on powiedział mu, że jest czarodziejem.

***

- Cześć, Harry! Witaj, Ron! - przywitał ich Hagrid. - Wchodźcie, wchodźcie! Zara, zara... A gdzieście zgubili młodą Potterównę, hę?
- Zaraz przyjdzie - odparł szybko Ron, zdejmując płaszcz. - Musiała coś jeszcze załatwić.
- Czyli poszła do biblioteki - dodał Harry tonem wyjaśnienia. - Przyjdzie za kilka minut.
Hagrid uśmiechnął się uspokojony.
- Dobra, siadajcie. Herbata zara będzie. I co chłopaki, jak w szkole? Ciężko?
- No, tak sobie...
Hagrid roześmiał się rubasznym śmiechem.
- No, Harry, pewnieś się ucieszył, jakżeś się dowiedział, że nie jesteś taki całkiem sam, nie?
Harry i Ron spojrzeli na siebie niepewnie. Nie wiedzieli, jak zapytać Hagrida o całą tę sprawę z Alex. Nie spodziewali się, że to on sam zacznie temat. A skoro Hagrid wiedział o Alex...
- Trochę mnie to zaskoczyło. Nawet bardzo - przyznał Harry. - I trochę ciężko mi w to uwierzyć, Hagrid. Jak ona może być moją... siostrą? - Ostatnie słowo z trudem przeszło mu przez gardło. Do tej pory było dla niego totalną abstrakcją.
- Ej, cosik mi się widzi, że coś kręcicie, chłopaki. - Hagrid przyjrzał im się bystro. - O co chodzi? Coś z nią nie tak?
- Nie, jest w porządku - zaprzeczył natychmiast Harry. - Ale... Ale to całkiem nielogiczne. Jak mogę mieć siostrę, o której nic nie wiem? O której nikt nie wie?
- Bzdura! - wykrzyknął Hagrid, a Ron aż podskoczył, wylewając herbatę na spodnie. - Przeca to żadna tajemnica, kto ci takich bzdur nagadał?
- No, ale Hagrid...
- Słuchaj, Harry. I ty też, Ron. - Olbrzym nachylił się do nich, przybierając poważną minę. - Gdyście się urodzili, ty, Harry oraz Alex, nie było wesoło, oj nie, na brodę Merlina. Sami-Wiecie-Kto i te wszystkie mroczne sprawy... Ciężkie to były czas, ot co. Ale wasi rodzice bardzo się cieszyli. Cholibka, naprawdę się cieszyli. Powiedzieli wszystkim znajomym, czego mieliby się wstydzić? Mieli dwójkę wspaniałych dzieci. Tylko, że tamtej nocy, kiedy Sami-Wiecie-Kto... - Hagridowi zadrżał głos,  westchnął ciężko i pociągnął z kubka. - Zresztą, sami wiecie. Tamtej nocy wszystko się zmieniło. On odszedł, zniknął, ale wy wcale nie byliście bezpieczni. Było wielu takich, tych co go popierało, którzy chcieliby cię dorwać, Harry. Dlatego Dumbledore zrobił wszystko, żebyście byli bezpieczni. Oboje.
- I dlatego nas rozdzielono? - zapytał cicho Harry.
- Samżech was wyniósł z ruin domu, Harry. Dursleyowie dali ci w kość, to fakt. Ale Alex też nie miała łatwo, dziecinka. Nikt nie zawracał sobie nią głowy, jedyne, co was wówczas łączyło to nazwisko. I to całkiem popularne. I dobrze, że miała spokój, ciebie chronił mugolski świat. Ale teraz... teraz macie tylko siebie nawzajem, Harry. Ona ciebie, a ty ją.  To co was łączy, to nie byle co.
Harry i Ron zerknęli na siebie. Nie spojrzeli wcześniej na to z tej strony. Jak musiało się Alex żyć wśród obcych ludzi z myślą, że gdzieś tam, z rodzoną ciotką i wujem mieszka jej brat, który być może nawet nie wie o jej istnieniu? Jak ciężkim brzemieniem musiała być wiedza o tym, kim jest i że ona zawsze będzie tkwić w jego cieniu?
Choć Alex nie wydawała się osobą, która dałaby się zepchnąć w kąt.
- Hagrid, my...
- No dobra, chłopaki - mruknął olbrzym, przecierając twarz ręką. - Trocha się rozkleiłem przez te wspominki. Bądźcie dla niej mili, co? To dobra dziewczyna, ale potrzebuje przyjaciół, zbyt dużo czasu spędziła z dorosłymi. A poza tym, co innego, gdy ignoruje cię cały świat, a co innego, gdy własny brat, co nie?
Harry nadal miał wrażenie, że coś tu nie gra, ale nie chciał się kłócić z Hagridem. Ufał mu, nie było podstaw, by mu nie wierzyć. Zatem Alex naprawdę była jego siostrą. Cała ta historia jednak była tak nieprawdopodobna... Jakim cudem przeżyła spotkanie z Voldemortem? Dlaczego nie zamieszkała wraz z nim u Dursleyów? Dlaczego ciotka nigdy o niej nie mówiła? I dlaczego tylko garstka ludzi w ogóle zdawała sobie sprawę z jej istnienia?
Nie miał jednak odwagi o to zapytać teraz Hagrida. Zresztą i tak w tym momencie rozległo się pukanie do drzwi chatki i nie czekając na zaproszenie, Alex wpadła do środka.
- Och, ale się rozpadało! - zawołała, ściągając przemoczoną pelerynę. - Witaj, Hagridzie. Dziękuję za zaproszenie. - Podeszła do kominka, by wysuszyć ubranie.
- No proszę, pokaż się, mała! - Hagrid zamknął ją w uścisku. - Podrosłaś odkąd żeśmy się ostatnio widzieli!
- To było sześć lat temu, nic dziwnego. Przy okazji, pozdrowienia od Ann i Toma. - Uśmiechnęła się. - O czym rozmawiacie?
- O... O szkole - odpowiedział z wahaniem Hagrid, zerkając na chłopaków. - Harry i Ron właśnie mi opowiadali, co też słychać w starym, dobrym Hogwarcie. A tobie jak się podoba?
- Jest wspaniale! - zapewniła Alex z mocą. - Cieszę się, że mogę tu być. Opowiedzieli ci o Snapie? - Szybko zmieniła temat, zerknąwszy przelotnie na Harry'ego.
- A cóż on znowu wymyślił?
- Zdaje się, że za mną nie przepada - przyznał Harry.
- Delikatnie powiedziane. Prędzej nienawidzi - mruknął Ron.
- Co wy mówicie? Mrukliwy z niego gość to fakt, ale żeby kogoś nienawidzić? - oburzył się Hagrid. - Mówicie, co tam jeszcze. Lekcje trudne? Pewnie nie, dla takich bystrzaków, jak wy, co?
Ron zaczął opowiadać o "niesamowicie trudnych" lekcjach, "stosach prac domowych" i "...tych przeklętych schodach. Jak McGonagall może się czepiać, że się spóźniamy, skoro dotarcie do sali zajmuje nam średnio godzinę?". Alex spierała się z Ronem, zwłaszcza w kwestii trudności zajęć, a Harry tymczasem zerknął na rozłożonego na stole Proroka Codziennego. Jego wzrok przykuł w szczególności jeden artykuł.

- Ej, Hagrid... Było włamanie do Gringotta - zauważył. - W tym samym dniu, kiedy poszliśmy na Pokątną - zawołał nagle, dokładnie czytając artykuł.
- Co skradziono? - zainteresowała się Alex, w pół słowa przerywając rozmowę.
- Nic, skrytkę opróżniono kilka godzin wcześniej - odpowiedział Harry, myśląc gorączkowo.
Czy to możliwe, że próbowano obrabować tę skrytkę, z której Hagrid zabrał wówczas tajemnicze zawiniątko? To nie mógł być zbieg okoliczności! I cóż mogła zawierać ta niewielka paczuszka?
- Powinniście już wracać, ciemno się robi. - Jego rozmyślania przerwał głos Hagrida.
Pożegnali się szybko i ruszyli z powrotem do zamku. Całe szczęście, że przestało padać. Harry nie miał sił zajmować się pracą domową, a jego myśli całkowicie pochłonęła zagadka. Ron za to niechętnie zabrał się za ćwiczenie transmutacji, a Alex rozłożyła się w salonie koło kominka z wielkim stosem książek, które niekoniecznie były jej potrzebne do nauki. Siedziała wciąż nad nimi, kiedy chłopcy szli spać i jeszcze długo potem.
______
Uch, coraz dłuższe wychodzą! Jak to się dzieje?