- Potter! Hej, Potter!
Alex obróciła się i uśmiechnęła się na widok Olivera Wooda. Fajnie było mieć znajomych w starszej klasie, którzy mogli podpowiedzieć czasami co i jak nowym uczniom. Chłopak dogonił ją na schodach do wieży Gryffindoru i zrównał z nią krok.
- Cześć, Wood! - odpowiedziała.
- Jak minął pierwszy tydzień?
- W porządku, chyba polubię transmutację i zaklęcia. Całkiem nieźle mi idzie. - Uśmiechnęła się. - A jak u ciebie?
- W tym roku czekają mnie SUMy, więc nie ma lekko. - Podrapał się z zakłopotaniem po głowie. - Właściwie, to chciałem cię przeprosić. Nie powinienem pytać o ciebie i Pottera. To przecież dość osobiste, prawda?
- Słucham? - zdziwiła się Alex, przechodząc przez dziurę za portretem, po czym przypomniała sobie, że powiedziała Woodowi, że nie są z Harrym spokrewnieni.
To znaczy, właściwie nie powiedziała mu tego, ale nie zaprzeczyła, gdy zasugerował zbieżność nazwisk. Zdaje się, że po szkole powoli rozeszła się wieść, że jednak naprawdę są rodzeństwem. Alex nie łudziła się, że pozostanie to tajemnicą, ale liczyła, że zyska trochę więcej czasu, nim zostanie wyciągnięta z cienia.
- To ja cię powinnam przeprosić, Wood - zwróciła się do starszego chłopaka. - Nie powinnam cię okłamywać, ale... Ale chciałam uniknąć pytań. To dla mnie też niełatwe i muszę oswoić się z tym wszystkim. No wiesz, mój brat jest gwiazdą. - Zaśmiała się nieco wymuszenie, a Oliver jej zawtórował.
- Nie da się ukryć. O, patrz! Zaczynacie lekcje latania. - Wskazał palcem tablicę ogłoszeń, pod którą kłębiła się całkiem spora grupka młodszych uczniów. - Zajęcia z profesor Hooch są świetne. Tylko uważaj na szkolne miotły, są nieco mało stabilne i trochę niesforne.
- Mhm, dzięki. Zapamiętam. Ostatniego lata próbowałam nieco latać na starej miotle cioci Ann i szło mi całkiem nieźle. Myślisz, że mi się spodoba? - Zerknęła na niego, a ten rozpromienił się cały, jakby z dumy.
- Pewnie! Quidditch jest świetny! Ale jestem kapitanem drużyny, więc mój osąd może być mało obiektywny. - Mrugnął do niej, a Alex uśmiechnęła się lekko. - Dobra, uciekam, bo mam masakryczny esej z eliksirów do napisania. Trzymaj się, Alex!
- Do zobaczenia, Wood! - odpowiedziała, odprowadzając go wzrokiem.
Uśmiechnęła się sama do siebie - zdaje się, że Hogwart powoli zaczął stawać się dla niej domem.
Gryfoni niechętnie zbierali się na polanie przed zamkiem. Pogoda, co prawda, znacznie się poprawiła, ale to nie miało nic do rzeczy. Zaplanowana na dziś pierwsza lekcja latania zapowiadałaby się świetnie, gdyby nie jeden, drobny fakt. Tuż pod ogłoszeniem z datami i godzinami zajęć, dzień później pokazał się dopisek o następującej treści:
Uczniowie Gryffindoru będą dzielić czas zajęć z uczniami Slytherinu.
Alex obróciła się i uśmiechnęła się na widok Olivera Wooda. Fajnie było mieć znajomych w starszej klasie, którzy mogli podpowiedzieć czasami co i jak nowym uczniom. Chłopak dogonił ją na schodach do wieży Gryffindoru i zrównał z nią krok.
- Cześć, Wood! - odpowiedziała.
- Jak minął pierwszy tydzień?
- W porządku, chyba polubię transmutację i zaklęcia. Całkiem nieźle mi idzie. - Uśmiechnęła się. - A jak u ciebie?
- W tym roku czekają mnie SUMy, więc nie ma lekko. - Podrapał się z zakłopotaniem po głowie. - Właściwie, to chciałem cię przeprosić. Nie powinienem pytać o ciebie i Pottera. To przecież dość osobiste, prawda?
- Słucham? - zdziwiła się Alex, przechodząc przez dziurę za portretem, po czym przypomniała sobie, że powiedziała Woodowi, że nie są z Harrym spokrewnieni.
To znaczy, właściwie nie powiedziała mu tego, ale nie zaprzeczyła, gdy zasugerował zbieżność nazwisk. Zdaje się, że po szkole powoli rozeszła się wieść, że jednak naprawdę są rodzeństwem. Alex nie łudziła się, że pozostanie to tajemnicą, ale liczyła, że zyska trochę więcej czasu, nim zostanie wyciągnięta z cienia.
- To ja cię powinnam przeprosić, Wood - zwróciła się do starszego chłopaka. - Nie powinnam cię okłamywać, ale... Ale chciałam uniknąć pytań. To dla mnie też niełatwe i muszę oswoić się z tym wszystkim. No wiesz, mój brat jest gwiazdą. - Zaśmiała się nieco wymuszenie, a Oliver jej zawtórował.
- Nie da się ukryć. O, patrz! Zaczynacie lekcje latania. - Wskazał palcem tablicę ogłoszeń, pod którą kłębiła się całkiem spora grupka młodszych uczniów. - Zajęcia z profesor Hooch są świetne. Tylko uważaj na szkolne miotły, są nieco mało stabilne i trochę niesforne.
- Mhm, dzięki. Zapamiętam. Ostatniego lata próbowałam nieco latać na starej miotle cioci Ann i szło mi całkiem nieźle. Myślisz, że mi się spodoba? - Zerknęła na niego, a ten rozpromienił się cały, jakby z dumy.
- Pewnie! Quidditch jest świetny! Ale jestem kapitanem drużyny, więc mój osąd może być mało obiektywny. - Mrugnął do niej, a Alex uśmiechnęła się lekko. - Dobra, uciekam, bo mam masakryczny esej z eliksirów do napisania. Trzymaj się, Alex!
- Do zobaczenia, Wood! - odpowiedziała, odprowadzając go wzrokiem.
Uśmiechnęła się sama do siebie - zdaje się, że Hogwart powoli zaczął stawać się dla niej domem.
***
Gryfoni niechętnie zbierali się na polanie przed zamkiem. Pogoda, co prawda, znacznie się poprawiła, ale to nie miało nic do rzeczy. Zaplanowana na dziś pierwsza lekcja latania zapowiadałaby się świetnie, gdyby nie jeden, drobny fakt. Tuż pod ogłoszeniem z datami i godzinami zajęć, dzień później pokazał się dopisek o następującej treści:
Uczniowie Gryffindoru będą dzielić czas zajęć z uczniami Slytherinu.
To
jedno zdanie było wystarczającym powodem, by niemal wszyscy Gryfoni szli
tego słonecznego dnia jak na ścięcie. Każde zajęcia ze Ślizgonami były katorgą i konkursem niesprawiedliwości. Ale być może dlatego, że dotąd głównie towarzyszyli im podczas lekcji eliksirów. Zacięta walka między tymi dwoma domami objawiała się niemal w każdej sytuacji.
-
Nie bój żaby, Ron! - Fred klepnął brata w ramię parę dni
wcześniej. - Wreszcie macie okazję, by utrzeć nosa tym oślizgłym
glistom.
-
Taaa... Tylko najpierw trzeba być lepszym w lataniu od nich - westchnął Ron, który bardzo ciężko znosił lekcje ze Ślizgonami. - Chyba
tym razem także zmieszają nas z błotem.
Było
to całkiem zgodne z prawdą. Uczniowie Slytherinu byli zdecydowanie
faworyzowani na lekcjach eliksirów. Doszło do tego, że Alex
przesiadła się na stałe do przodu i pomagała Nevillowi warzyć co
trudniejsze wywary, inaczej chłopak miałby spory problem, by przetrwać lekcje Snape'a. A nauczyciel o dziwo nie zwracał uwagi na jej poczynania. Zupełnie jakby panna Potter była dla niego niewidzialna.
-
Kurczę, co jest? - irytował się Ron, po starcie piętnastu punktów
w ciągu zaledwie dwóch minut. - Alex ciągle gada z Nevillem, niemal robi za niego połowę roboty, a Snape nic! - żalił się Harry'emu, który również z lekcji wychodził stratny o kilka punktów.
- Po prostu najciemniej jest pod latarnią. - Usłyszał za sobą rezolutny głos.
Alex
minęła chłopaków i pewnym krokiem ruszyła na kolejną lekcję.
***
To
właśnie Alex była jedną z nielicznych osób, którą obecność
Ślizgonów na pierwszym treningu latania obchodziła tyle, co
zeszłoroczny śnieg. Próbowała już wcześniej latania i raczej nie sprawiało jej to trudności. A to, kto będzie się przyglądał jej próbom, nie miało dla niej znaczenia. Miała zamiar dobrze się bawić i podszlifować swoje umiejętności.
- Ponoć rączkę miotły należy uchwycić mniej więcej w jednej piątej długości. Daje to pewny uchwyt i stabilność lotu... - Usłyszała nagle znajomy głos.
Hermiona udzielała wykładu Nevillowi. Chłopak trząsł się jak galareta, a głos Hermiony nie był tak pewny jak zwykle. Alex zwolniła i zrównała się z nimi, by lepiej słyszeć rewelacje Hermiony. Nigdy nie zastanawiała się nad technicznym aspektem latania. To mogło być całkiem ciekawe.
- Ponoć rączkę miotły należy uchwycić mniej więcej w jednej piątej długości. Daje to pewny uchwyt i stabilność lotu... - Usłyszała nagle znajomy głos.
Hermiona udzielała wykładu Nevillowi. Chłopak trząsł się jak galareta, a głos Hermiony nie był tak pewny jak zwykle. Alex zwolniła i zrównała się z nimi, by lepiej słyszeć rewelacje Hermiony. Nigdy nie zastanawiała się nad technicznym aspektem latania. To mogło być całkiem ciekawe.
-
Usiłujesz się nauczyć latania na miotle z książki, Hermiono? - zapytała z zainteresowaniem. Nie chciała jej obrazić, ale Hermina i tak prychnęła obrażona. Ostatnio reagowała tak niemal na każde jej słowo.
-
Wszystkiego można się nauczyć z książek! Prawie - dodała nieco
ciszej i nieco mniej pewnie.
-
Prawie... - powtórzyła Alex powoli, unosząc brwi. Wiara Hermiony w niezwykłą moc biblioteki była czasami zadziwiająca.
-
Są to naprawdę skrajne przypadki! - Dziewczyna odzyskała dawną
werwę. - Teoretyczne opanowanie techniki w dziewięćdziesięciu
procentach wystarcza do opanowania praktyki. Uważam, że jest to
wystarczające, by siadając po raz pierwszy na miotłę, po
uprzednim dokładnym zapoznaniem się z teorią, móc poczuć się na
niej pewnie i bezpiecznie. Perfekcyjne opanowanie praktyki jest
jedynie kwestią paru ćwiczeń...
-
Skoro w to wierzysz, to dobrze. Ja jednak wolę się skupić na własnym doświadczeniu. Nie bój się Neville, pani Hooch wszystko nam wytłumaczy. - Uśmiechnęła się do zestresowanego chłopca i przyśpieszyła kroku, zostawiając za sobą sapiącą ze zdenerwowania Hermionę.
Z przodu zaczęła się już formować
grupa, w której Alex wypatrzyła Harry'ego z Ronem i pośpieszyła w tym
kierunku. Przepchnęła się przez gęstniejący
tłum, używając raz czy dwa kościstych łokci i stanęła za nimi.
-
Latanie na miotle, to tuż obok teleportacji, podstawowy środek
transportu czarodziei. - Usłyszeli nagle koło siebie. Nauczycielka była niewysoka i pojawiła się jakby znikąd. Alex pomyślałaby, że się teleportowała, gdyby nie to, że w Hogwarcie było to niemożliwe. Czytała o tym w Krótkiej historii Hogwartu podczas wakacji. - Nazywam się
Hooch i od dzisiaj będę uczyć was latania na miotle. Nie obchodzi
mnie, że nie interesują was żadne sporty. Macie opanować latanie
na miotle w stopniu na tyle zadowalającym, by nie stanowić w
powietrzu zagrożenia dla siebie i innych.
-
W ich przypadku to chyba niemożliwe - zadrwił Malfoy po cichu,
wskazując na grupę Gryfonów, wśród których znajdował się
Neville w szacie założonej tyłem do przodu.Kilku najbliższych Ślizgonów się zaśmiało, a Alex westchnęła cicho. Czasami miała okropną chęć utrzeć mu nosa, ale obiecała sobie, że nie będzie się pakować w kłopoty.
No, chyba że będzie chodziło o Harry'ego.
No, chyba że będzie chodziło o Harry'ego.
-
CISZA!
Podskoczyli, jak rażeni gromem.
-
Podejść do mioteł. No już, szybko!
Pośpiesznie
spełnili żądanie nauczycielki. Alex ustawiła się pomiędzy
Harrym i Nevillem. Pod jej prawą ręką na trawie leżała miotła.
Nie była pierwszej młodości i wyraźnie przeżyła już swoje, z
walnięciem w drzewo na czele. I to pewnie nie raz.
-
Wyciągnijcie prawą rękę i zawołajcie: Do mnie!
Nauczycielka
zademonstrowała sposób, w jaki należało wykonać polecenie. Miotła
poderwała się i przylgnęła do jej dłoni.
-
Teraz wasza kolej.
Polana
wypełniła się różnego rodzaju okrzykami Do mnie!.
Alex
wzięła głęboki oddech, uniosła rękę i przywołała miotłę, która posłusznie poderwała się z trawy i idealnie dopasowała się do jej ręki. Uśmiechnęła się do siebie i rozejrzała dookoła. Zdaje się, że Harry'emu również udało się za pierwszym razem. Ron
wrzeszczał na miotłę coraz głośniej, po czym zdenerwował się i
kopnął ją tak, że skrzyżowała się ona z miotłą Hermiony.
Dziewczyna cała już czerwona powtarzała Do mnie! jak
mantrę coraz to innym tonem. Z jej drugiej strony, Neville w podobny
sposób próbował zmusić miotłę do posłuszeństwa. Bez skutku.
-
Nie tak! Mówcie jak do przyjaciela, jednak z odpowiednią nutą
stanowczości... - podpowiadała nim nauczycielka, sprawdzając efekty.
-
Zdaje się, że moja przyjaźń z tym przeklętym kijem spaliła na panewce - mamrotał Ron gniewnie pod nosem.
Alex zauważyła, że Malfoy przywołał miotłę
dopiero za kolejnym razem. Dało jej to nieco złośliwej satysfakcji, bo Ślizgon chwalił się podczas śniadania,
że od dziecka lata na miotle. Właśnie było to widać. Jakby
słysząc jej myśli, rzucił wściekle:
-
Mamy latać na tych starych gratach? Przecież to się nadaje jedynie
do zamiatania boiska!
Z
mniejszą lub większą pomocą pani Hooch, wszystkie miotły trafiły
wreszcie do rąk uczniów. Nauczycielka wróciła na swoje miejsce i
chwyciła własną miotłę.
-
Teraz siadajcie na miotłę, chwyćcie mocno rączkę i odbijcie się
lekko nogami, utrzymując rączkę w pozycji poziomej. Oderwijcie się
od ziemi DOPIERO NA MÓJ ZNAK!
Przeszła
się wzdłuż rzędu uczniów, poprawiając pozycje i uchwyty. Gdy
wróciła na miejsce zawołała:
-
W GÓRĘ!
Niemal
dwadzieścia osób uniosło się pół metra w górę. Zgodnie z tym, czego zdążyła się dowiedzieć od Wooda podczas ich niedawnej rozmowy, szkolne miotły nieco szarpały przy starcie, ale Alex była na to przygotowana i nie miała większego problemu z zapanowaniem nad miotłom.
Usadziła się wygodniej, trochę ponad pół metra nad ziemią i swobodnie balansując na miotle, rozejrzała się dookoła. Nieopodal Harry znakomicie sobie radził z nową umiejętnością, miotła całkowicie poddała się jego woli. Aż trudno uwierzyć, że to był jego pierwszy raz!
Usadziła się wygodniej, trochę ponad pół metra nad ziemią i swobodnie balansując na miotle, rozejrzała się dookoła. Nieopodal Harry znakomicie sobie radził z nową umiejętnością, miotła całkowicie poddała się jego woli. Aż trudno uwierzyć, że to był jego pierwszy raz!
Zarówno
Ron, jak i Hermiona trzymali się kurczowo mioteł, z obawą
spoglądając na grunt zaledwie pół metra niżej. Ron jednak w
przeciwieństwie do dziewczyny po chwili trochę się wyluzował.
Malfoy łapał równowagę na miotle z niepewną miną, zapewne był przyzwyczajony do mioteł w znacznie lepszym stanie technicznym. Natomiast Neville...
-
Stój! Nie leć do góry! - krzyczała pani Hooch. - Na dół! Na dół!
Neville
jednak nie potrafił zapanować nad miotłą. Ku przerażeniu
swojemu, kolegów i nauczycielki wznosił się coraz wyżej i wyżej.
-
Opuść rączkę! W dół ją! W DÓŁ!!!
Neville
jednak wciąż wznosił się coraz wyżej. Pięć metrów, dziesięć,
piętnaście i...
ŁUUUP!
Przerażony chłopiec łatwo ześlizgnął się z miotły i spadł na ziemię.
Przerażony chłopiec łatwo ześlizgnął się z miotły i spadł na ziemię.
Nauczycielka
natychmiast do niego podbiegła, a cała grupa stłoczyła się wokół niego zszokowana. Neville leżał na ziemi, cicho
jęcząc.
-
Złamany nadgarstek - zawyrokowała profesor Hooch po chwili oględzin. -
Chodź, kochany. Zabiorę cię do skrzydła szpitalnego. A wy! -
zwróciła się ostro do reszty klasy, porzucając miły ton, jakim
przemawiała Neville'a. - Nie ruszajcie się stąd nawet o milimetr!
Zaraz wrócę! A jeśli któremuś z was przyjdzie do głowy oderwać
od ziemi choćby mały palec u stopy, wyleci z Hogwartu szybciej
niż zdąży powiedzieć: quidditch.
Nauczycielka
poprowadziła chłopca do zamku, a na polanie wybuchła zażarta
dyskusja.
-
To niebezpieczne! - stwierdziła Hermiona. - Neville złamał
nadgarstek! A wzniósł się jedynie na piętnaście metrów!
-
Och, cicho już bądź! Zakochałaś się w Longbottomie, czy jak?!
Hermiona
oblała się czerwonym rumieńcem i nic już nie powiedziała. Odsunęła się jednak od miotły na bezpieczną odległość, jakby ta miała ją ukąsić.
-
Jeju, Harry! To było świetne! Za pierwszym razem? Ja trochę już
latałem na miotle, ale... Zresztą widziałeś, jak mi poszło.
Alex
przysunęła się do Rona i Harry'ego, którzy dyskutowali o pierwszych wrażeniach i chciała przyłączyć się do rozmowy,
ale nagle usłyszała obok drwiący głos Malfoya.
-
Żenada! Jakim cudem ten pacan w ogóle znalazł się w Hogwarcie?
Nawet na miotłę toto wleźć nie potrafi, żeby sobie od razu nie
połamać niczego!
-
Nie wiem, kto tu jest największym pacanem, Malfoy... - Odwróciła
się do niego lekko marszcząc brwi.
Chłopak
chciał potwierdzić, dodając, że największym pacanem jest Potter,
ale jego wzrok zatrzymał się na twarzy Alex. Wykrzywił więc jednie usta w
obrzydliwym grymasie.
- ...bo mnie się wydaje, że w tej dziedzinie jesteś bezkonkurencyjny - dokończyła Alex z niewinnym uśmiechem.
Ktoś
się cicho zaśmiał, a Draco zmrużył drapieżnie oczy.
-
Mówiłaś do mnie, Potter? - wysyczał zimno.
Alex
rozejrzała się z udawanym skupieniem. W końcu zatrzymała wzrok na
Draco i zapytała z niemal szczerym zainteresowaniem:
-
A widzisz tu jeszcze jakiegoś pacana, Draco?
Grupa
ryknęła śmiechem. Śmiało się nawet kilku Ślizgonów, którzy
jednak umilkli szybko pod ciężkimi spojrzeniami kolegów. Malfoy gotował
się z wściekłości. Nagle jego wzrok padł na coś leżącego koło
jego nogi. Podniósł to szybko z ziemi.
-
O patrzcie! Zabawka tego połamanego gamonia!
W
ręce trzymał przypominajkę, którą Neville dostał tego ranka od
babci. Uśmiechnął się złośliwie i zwrócił się do Alex:
-
Oj, twój chłopak będzie niepocieszony, jeśli zabaweczka mu się
zniszczy, prawda? - Wsiadł na miotłę i uniósł się parę centymetrów
do góry.
-
Zostaw to, Malfoy! - Alex zdziwiła się niebotycznie, słysząc, jak
Harry przeciska się w kierunku Malfoya z miotłą w garści. - Nie waż się
ruszyć!
Draco
uniósł się metr w górę.
-
Widzę, że Longbottom to również twój przyjaciel, Potter. Mówiłem ci,
że dobrałeś sobie nie najlepszych kompanów.
-
Oddaj to!
-
To sobie to weź! - Malfoy poderwał się w górę.
Harry przerzucił nogę przez swoją miotłę i ruszył za nim.
-
Harry, nie! Wyrzucą cię! - krzyknęła Hermiona, jednak chłopak
już jej nie słyszał.
Alex
westchnęła ciężko i chwyciła leżącą nieopodal miotłę. Zdaje się, że udało jej się zbyt długo wytrwać w swoim postanowieniu nie pakowania się w kłopoty.
- Co ty wyprawiasz?! - zdenerwowała się Hermiona, gdy zobaczyła, jak Alex wsiada na miotłę. - Wszystkich was zaraz wyrzucą!
- Co ty wyprawiasz?! - zdenerwowała się Hermiona, gdy zobaczyła, jak Alex wsiada na miotłę. - Wszystkich was zaraz wyrzucą!
-
Przynajmniej będę wiedziała za co. - Wzruszyła ramionami i uniosła
się parę metrów w górę. -
Za to, że wybiję Malfoyowi zęby. Nikt nie będzie mnie bezkarnie
nazywał dziewczyną Longbottoma.
Pozostawiając
przerażoną i wściekłą Hermionę oraz lekko rozbawionych uczniów, pomknęła za Harrym oraz Draco, którzy zdążyli się już wzbić kilkanaście metrów nad ziemię.
Wiatr
rozwiał jej włosy. Odgarnęła je do tyłu i odetchnęła głęboko.
Harry siedział Malfoyowi na ogonie i usiłował mu zabrać
przypominajkę. Malfoy jednak nie dawał za wygraną i wymachując
wściekle wolną ręką uniemożliwiał mu to. Robił nagłe zwroty,
zwalniał, przyśpieszał, a mimo to Harry nie dał się podpuścić.
Alex pochyliła się niżej nad miotłą i pomknęła w ich kierunku, jak czerwony pocisk.
Nagle
Malfoyowi udało się walnąć Harry'ego w twarz. Okulary
przekrzywiły mu się na nosie, zwolnił więc, by je poprawić, a Malfoy uciekł w górę uśmiechając się drwiąco. Nagle jednak
dostrzegł Alex, lecącą w jego kierunku. A raczej niewyraźną smugę lecącą z prędkością, której by się nigdy nie spodziewał po
starych szkolnych miotłach. Zerwał się i zaczął znów uciekać.
Alex
dogoniła go jednak bez trudu. Zablokowała mu drogę, tak, że musiał wyhamować i wyciągnęła do niego dłoń.
-
Malfoy, oddaj to - zażądała stanowczo.
Draco
skręcił gwałtownie próbując ją ominąć, ale dziewczyna znowu go zablokowała i złapała mocno za rękę.
- Oddaj i wracajmy na ziemię, zanim wpakujemy się wszyscy w kłopoty - powtórzyła stanowczo.
- Nic z tego, Potter! - warknął Malfoy, a Alex mocniej ścisnęła jego nadgarstek, tak, że przypominajka wypadła mu z ręki i poleciała w dół. Dziewczyna puściła go, zanurkowała za nią i bez większego problemu złapała.
- Drętwota! - Czerwona smuga zaklęcia minęła ją o kilka metrów, ale Potter i tak się wzdrygnęła.
- Oszalałeś?! - wrzasnęła do Malfoya, podrywając wyżej miotłę, by wyjść z jego zasięgu. - Chcesz mnie zabić?!
- Ośmieszyłaś mnie! - zawołał wściekle i pomknął w jej stronę.
Muszę uciekać, pomyślała Alex, zerkając na przypominajkę, która mocno upośledzała chwyt. Kątem oka dostrzegła jednak Harry'ego, któremu właśnie udało się doprowadzić do porządku po starciu z Malfoyem.
- Łap! - krzyknęła do niego i rzuciła kulkę daleko za siebie, po czym zrobiła gwałtowny zwrot, o włos mijając się z Malfoyem, który zawrócił i ponownie sięgnął po różdżkę. Zanurkowała pod nim, czując, jak szybko bije jej serce. Jeżeli Draco trafi ją jakimś zaklęciem na tej wysokości, to spędzi kilka ładnych tygodni w skrzydle szpitalnym.
- Opanuj się, Malfoy! - krzyknęła do niego, słysząc na dole jakieś zamieszanie. - Przecież nic ci nie zrobiłam!
Ślizgon jednak nie wysilił się nawet na odpowiedź, tylko pomknął szybko w kierunku ziemi. Alex przystanęła w powietrzu i zmarszczyła zdezorientowana brwi. Sekundę później dołączył do niej Harry, podrzucający w ręku przypominajkę.
- Złapałeś! - ucieszyła się i bez słowa porozumienia skierowali jednocześnie miotły ku ziemi.
- Nie było łatwo - przyznał. - A ty świetnie poradziłaś sobie z Malfoyem. Ja nie dałbym rady mu jej zabrać.
- Praca zespołowa! - Uśmiechnęła się Alex, a Harry jej zawtórował. - Ciekawe dlaczego Malfoy zwiał, przecież się mnie chyba nie wystraszył? - zdziwiła się.
- Nie mam poję-...
- Potter! - Usłyszeli nagle krzyk z dołu. - Na ziemię! Oboje! NATYCHMIAST!
- Oj, niedobrze - mruknęła Alex, dostrzegając wzburzoną profesor McGonagall, śpieszącą ku nim przez błonia.
Dziewczyna pośpieszyła na dół, a Harry zaraz za nią. Oboje zeskoczyli z mioteł tuż przed wzburzoną nauczycielką.
- Pani profesor... - zaczęła się tłumaczyć.
- Cicho, Potter. Jeszcze nigdy w mojej karierze... Coś takiego...!
- Pani profesor, to Malfoy! - odezwał się ktoś z Gryfonów.
- Harry tylko... - podjął ktoś inny.
- A Alex... - Cała grupa stanęła za nimi murem.
- Cisza! - przerwała ten harmider nauczycielka. Podniesione głosy umilkły natychmiast. Malfoy za plecami nauczycielki odgrywał pantomimę, której motywem przewodnim było wyrzucanie młodych Potterów ze szkoły.
- Potter - zwróciła się do nich lodowatym tonem - pozwolicie za mną.
Obróciła się i szybkim krokiem ruszyła w kierunku zamku, nie bacząc czy dwójka rodzeństwa za nią nadąża. Oboje pośpieszyli za nią odprowadzeni współczującym spojrzeniem Gryfonów i złośliwymi uśmieszkami Ślizgonów. Harry wymienił z Alex zmartwione spojrzenie. Zdaje się, że mieli przechlapane.
- Pani profesor... - spróbowała nieśmiało dziewczyna.
- Cicho, Potter!
Alex wzięła głębszy oddech i odezwała się ponownie.
- To moja wina, pani profesor! - zawołała zdecydowanie, a McGonagall o dziwo jej nie przerwała. - Harry nie ma z tym nic wspólnego. Sprowokowałam Malfoya i zaczęliśmy się ścigać, a Harry podleciał tylko po to, by nas rozdzielić. Bał się, że Draco coś mi zrobi.
- Później o tym porozmawiamy... - ucięła profesor McGonagall, wchodząc do zamku.
Harry spojrzał z niedowierzaniem na Alex, co też ona wprawiała?! Dlaczego okłamała nauczycielkę? I dlaczego brała na siebie całą winę? Przecież oboje maczali w tym palce... Nie mówiąc o tym, że to wszystko przez arogancję Malfoya.
Nauczycielka zajrzała do jednej z sal i zapytała:
- Filiusie, czy mogę na chwilę pożyczyć Wooda?
Harry zaczął się gorączkowo zastanawiać, czy może być ów tajemniczy Wood, nie zauważył więc z trudem skrywanego uśmiechu, który pojawił się na twarzy Alex. Chwilę później okazało się, że Wood jest krzepkim piętnastolatkiem, który nieco zdziwił się na widok Potterów, a zwłaszcza Alex.
McGonagall nie mówiąc ani słowa, otworzyła drzwi pierwszej wolnej sali i kazała im wejść do środka.
- Potter, to jest Oliver Wood. Wood - odezwała się uroczystym tonem - znalazłam ci szukającego.
- Serio? - Starszy chłopak wytrzeszczył oczy i natychmiast podszedł do Harry'ego i zaczął oglądać go ze wszystkich stron. - No faktycznie, lekki, zwinny, zbudowany jak należy... - mamrotał pod nosem, kompletnie zafascynowany.
- Złapał niewielką piłkę zalewie kilka centymetrów nad ziemią - dodała profesor McGonagall. - Potter, to był twój pierwszy raz na miotle?
- Tak, pani profesor - odpowiedział nieco skołowany Harry.
- Fantastycznie! - ucieszył się Wood. - Znasz się na quidditchu?
- E... nie - przyznał niepewnie Harry.
- Oddaj i wracajmy na ziemię, zanim wpakujemy się wszyscy w kłopoty - powtórzyła stanowczo.
- Nic z tego, Potter! - warknął Malfoy, a Alex mocniej ścisnęła jego nadgarstek, tak, że przypominajka wypadła mu z ręki i poleciała w dół. Dziewczyna puściła go, zanurkowała za nią i bez większego problemu złapała.
- Drętwota! - Czerwona smuga zaklęcia minęła ją o kilka metrów, ale Potter i tak się wzdrygnęła.
- Oszalałeś?! - wrzasnęła do Malfoya, podrywając wyżej miotłę, by wyjść z jego zasięgu. - Chcesz mnie zabić?!
- Ośmieszyłaś mnie! - zawołał wściekle i pomknął w jej stronę.
Muszę uciekać, pomyślała Alex, zerkając na przypominajkę, która mocno upośledzała chwyt. Kątem oka dostrzegła jednak Harry'ego, któremu właśnie udało się doprowadzić do porządku po starciu z Malfoyem.
- Łap! - krzyknęła do niego i rzuciła kulkę daleko za siebie, po czym zrobiła gwałtowny zwrot, o włos mijając się z Malfoyem, który zawrócił i ponownie sięgnął po różdżkę. Zanurkowała pod nim, czując, jak szybko bije jej serce. Jeżeli Draco trafi ją jakimś zaklęciem na tej wysokości, to spędzi kilka ładnych tygodni w skrzydle szpitalnym.
- Opanuj się, Malfoy! - krzyknęła do niego, słysząc na dole jakieś zamieszanie. - Przecież nic ci nie zrobiłam!
Ślizgon jednak nie wysilił się nawet na odpowiedź, tylko pomknął szybko w kierunku ziemi. Alex przystanęła w powietrzu i zmarszczyła zdezorientowana brwi. Sekundę później dołączył do niej Harry, podrzucający w ręku przypominajkę.
- Złapałeś! - ucieszyła się i bez słowa porozumienia skierowali jednocześnie miotły ku ziemi.
- Nie było łatwo - przyznał. - A ty świetnie poradziłaś sobie z Malfoyem. Ja nie dałbym rady mu jej zabrać.
- Praca zespołowa! - Uśmiechnęła się Alex, a Harry jej zawtórował. - Ciekawe dlaczego Malfoy zwiał, przecież się mnie chyba nie wystraszył? - zdziwiła się.
- Nie mam poję-...
- Potter! - Usłyszeli nagle krzyk z dołu. - Na ziemię! Oboje! NATYCHMIAST!
- Oj, niedobrze - mruknęła Alex, dostrzegając wzburzoną profesor McGonagall, śpieszącą ku nim przez błonia.
Dziewczyna pośpieszyła na dół, a Harry zaraz za nią. Oboje zeskoczyli z mioteł tuż przed wzburzoną nauczycielką.
- Pani profesor... - zaczęła się tłumaczyć.
- Cicho, Potter. Jeszcze nigdy w mojej karierze... Coś takiego...!
- Pani profesor, to Malfoy! - odezwał się ktoś z Gryfonów.
- Harry tylko... - podjął ktoś inny.
- A Alex... - Cała grupa stanęła za nimi murem.
- Cisza! - przerwała ten harmider nauczycielka. Podniesione głosy umilkły natychmiast. Malfoy za plecami nauczycielki odgrywał pantomimę, której motywem przewodnim było wyrzucanie młodych Potterów ze szkoły.
- Potter - zwróciła się do nich lodowatym tonem - pozwolicie za mną.
Obróciła się i szybkim krokiem ruszyła w kierunku zamku, nie bacząc czy dwójka rodzeństwa za nią nadąża. Oboje pośpieszyli za nią odprowadzeni współczującym spojrzeniem Gryfonów i złośliwymi uśmieszkami Ślizgonów. Harry wymienił z Alex zmartwione spojrzenie. Zdaje się, że mieli przechlapane.
- Pani profesor... - spróbowała nieśmiało dziewczyna.
- Cicho, Potter!
Alex wzięła głębszy oddech i odezwała się ponownie.
- To moja wina, pani profesor! - zawołała zdecydowanie, a McGonagall o dziwo jej nie przerwała. - Harry nie ma z tym nic wspólnego. Sprowokowałam Malfoya i zaczęliśmy się ścigać, a Harry podleciał tylko po to, by nas rozdzielić. Bał się, że Draco coś mi zrobi.
- Później o tym porozmawiamy... - ucięła profesor McGonagall, wchodząc do zamku.
Harry spojrzał z niedowierzaniem na Alex, co też ona wprawiała?! Dlaczego okłamała nauczycielkę? I dlaczego brała na siebie całą winę? Przecież oboje maczali w tym palce... Nie mówiąc o tym, że to wszystko przez arogancję Malfoya.
Nauczycielka zajrzała do jednej z sal i zapytała:
- Filiusie, czy mogę na chwilę pożyczyć Wooda?
Harry zaczął się gorączkowo zastanawiać, czy może być ów tajemniczy Wood, nie zauważył więc z trudem skrywanego uśmiechu, który pojawił się na twarzy Alex. Chwilę później okazało się, że Wood jest krzepkim piętnastolatkiem, który nieco zdziwił się na widok Potterów, a zwłaszcza Alex.
McGonagall nie mówiąc ani słowa, otworzyła drzwi pierwszej wolnej sali i kazała im wejść do środka.
- Potter, to jest Oliver Wood. Wood - odezwała się uroczystym tonem - znalazłam ci szukającego.
- Serio? - Starszy chłopak wytrzeszczył oczy i natychmiast podszedł do Harry'ego i zaczął oglądać go ze wszystkich stron. - No faktycznie, lekki, zwinny, zbudowany jak należy... - mamrotał pod nosem, kompletnie zafascynowany.
- Złapał niewielką piłkę zalewie kilka centymetrów nad ziemią - dodała profesor McGonagall. - Potter, to był twój pierwszy raz na miotle?
- Tak, pani profesor - odpowiedział nieco skołowany Harry.
- Fantastycznie! - ucieszył się Wood. - Znasz się na quidditchu?
- E... nie - przyznał niepewnie Harry.
- Nie szkodzi, wszystko ci pokażę. Jakby mi pani profesor znalazła jeszcze ścigającego, to już by była pełnia szczęścia - westchnął Wood. - Mieliśmy dwa wakaty po poprzednim roku, na jedno miejsce wskoczyła Katie Bell, ale Alicja Spinnet jest zaledwie w rezerwie, bo ma w tym roku egzaminy i ostro kuje do eliksirów...
- Wood - przerwała mu ostro McGonagall. - Panna Potter nie jest tu po to, by ładnie wyglądać - zwróciła mu uwagę, a Oliver odwrócił się o sto osiemdziesiąt stopni, przypominając sobie o Alex. - Gdybyś widział, jak zablokowała Malfoya w powietrzu!
- Serio? - Ponownie wytrzeszczył oczy.
- Mówiłam ci, że jestem w tym całkiem niezła. - Wzruszyła ramionami, a Wood przyjrzał się jej bliżej.
- No, nie wiem... W drużynie Puchonów i Krukonów ścigający są nieco większej postury. A jeżeli zrobią jej krzywdę? - zmartwił się.
- Najpierw musieliby mnie dogonić! - prychnęła Alex i sprawa była już przesądzona.
- Potter, tylko trenować mi porządnie. Wierzę, że dzięki wam w końcu odzyskamy Puchar. Nie pozwólcie, bym żałowała swojej decyzji - upomniała ich jeszcze. - Porozmawiam z dyrektorem i spróbujemy załatwić wam jakieś porządne miotły. A ty, Wood - zwróciła się do chłopaka - powiedz im co i jak. Mecz ze Slytherinem zbliża się wielkimi krokami!
- Wszystko będzie zapięte na ostatni guzik, pani profesor! - zapewnił ją Wood, a Alex pomyślała, że nigdy nie widziała chyba nikogo szczęśliwszego, niż on w tej chwili.
***
-
Harry! Będziesz najmłodszym graczem od... od... - ekscytował się
Ron, gdy szli na obiad.
-
Od ponad stu lat. Wiem, Wood mi mówił.
Przed
południem Oliver opowiedział im co nieco o quidditchu, strasznie się tym ekscytował, widać było, że to jego pasja. Alex chętnie słuchała, bo choć wiedziała to i owo, wcześniej niespecjalnie zgłębiała temat. Harry natomiast był całkiem oszołomiony tym wszystkim, ale chyba spodobała mu się ta wizja.
-
Będziecie z Alex drugą parą bliźniaków w naszej drużynie - dorzucił Ron.
-
Drugą? - zdziwił się jego przyjaciel.
-
My też jesteśmy w drużynie, Harry! - Rozległo się za ich
plecami.
Harry
przywitał się z bliźniakami Weasley, Fredem i Georgem.
-
Hej, Harry! A gdzie jest nasza nowa ścigająca? Chcieliśmy ją
pokazać Angelinie i Katie... Niech wiedzą dziewczyny, z kim będą
pracować.
Harry
rozejrzał się. Nigdzie w zasięgu wzroku nie zauważył Alex. Było
to co najmniej dziwne. Zazwyczaj nie odstępowała go na krok. Co
było nieco denerwujące, jak się nad tym głębiej zastanowić. Teraz jednak brakowało mu jej
irytującej obecności, przyzwyczaił się do niej. Było w niej coś pokrzepiającego.
Byli
już w połowie obiadu, gdy Alex z impetem wpadła na jadalnię.
Klapnęła ciężko obok Harry'ego i Rona i rzuciła się na sałatkę.
- Uświadomiłam sobie jedną rzecz - zaczęła, nim ktokolwiek zdążył coś powiedzieć. - McGonagall doskonale wiedziała, że kłamałam o tej sytuacji z Malfoyem i nic nie powiedziała! Teraz strasznie mi głupio - westchnęła.
- Trzeba było nie kłamać - wytknął jej Harry. - Po co to w ogóle zrobiłaś?
- Żeby cię chronić - odparła, jak gdyby nigdy nic. - Masz rację, trzeba było nie kłamać. Ale skąd mogłam wiedzieć, że wcale nie chce nas wyrzucić?
- Mieliśmy farta - zgodził się z nią Harry. - Gdzie zniknęłaś? Neville cię szukał, ponoć umówiłaś się z nim, żeby się pouczyć.
- O kurczę, zapomniałam! - przeraziła się Alex. - Muszę go zaraz znaleźć i przeprosić! Po prostu byłam w bibliotece i się zaczytałam. Straszne! A na dodatek zapomniałam dać w zęby Malfoyowi - westchnęła.
- Zaraz, zaraz - zainteresował się George. - Za co miałaś dać Malfoyowi w zęby? To znaczy to szlachetny, społeczny czyn, ale za co?
Alex uśmiechnęła się.
- A, nic takiego. Tak jakby chciał mnie zrzucić z miotły, ale mu na to nie pozwoliłam. Ale to mniej istotne, gorzej, że był zazdrosny o Longbottoma! - krzyknęła z udawaną zgrozą, a bliźniacy wybuchnęli śmiechem.
- No to ma przechlapane!
- Żebyś wiedział! - mruknęła Alex i już na poważnie zajęła się obiadem.
Miała dużo spraw do przemyślenia, a biorąc pod uwagę to, co przeczytała w bibliotece, zemsta na Malfoyu była ostatnią rzeczą, o której myślała.
Dobrze, że chwilowo mieli go z głowy.
_______
Osobiście uwielbiam scenę z Malfoyem, ale możecie nie podzielać mojego zdania. A te notki się naprawdę robią coraz dłuższe i dłuższe!
- Uświadomiłam sobie jedną rzecz - zaczęła, nim ktokolwiek zdążył coś powiedzieć. - McGonagall doskonale wiedziała, że kłamałam o tej sytuacji z Malfoyem i nic nie powiedziała! Teraz strasznie mi głupio - westchnęła.
- Trzeba było nie kłamać - wytknął jej Harry. - Po co to w ogóle zrobiłaś?
- Żeby cię chronić - odparła, jak gdyby nigdy nic. - Masz rację, trzeba było nie kłamać. Ale skąd mogłam wiedzieć, że wcale nie chce nas wyrzucić?
- Mieliśmy farta - zgodził się z nią Harry. - Gdzie zniknęłaś? Neville cię szukał, ponoć umówiłaś się z nim, żeby się pouczyć.
- O kurczę, zapomniałam! - przeraziła się Alex. - Muszę go zaraz znaleźć i przeprosić! Po prostu byłam w bibliotece i się zaczytałam. Straszne! A na dodatek zapomniałam dać w zęby Malfoyowi - westchnęła.
- Zaraz, zaraz - zainteresował się George. - Za co miałaś dać Malfoyowi w zęby? To znaczy to szlachetny, społeczny czyn, ale za co?
Alex uśmiechnęła się.
- A, nic takiego. Tak jakby chciał mnie zrzucić z miotły, ale mu na to nie pozwoliłam. Ale to mniej istotne, gorzej, że był zazdrosny o Longbottoma! - krzyknęła z udawaną zgrozą, a bliźniacy wybuchnęli śmiechem.
- No to ma przechlapane!
- Żebyś wiedział! - mruknęła Alex i już na poważnie zajęła się obiadem.
Miała dużo spraw do przemyślenia, a biorąc pod uwagę to, co przeczytała w bibliotece, zemsta na Malfoyu była ostatnią rzeczą, o której myślała.
Dobrze, że chwilowo mieli go z głowy.
_______
Osobiście uwielbiam scenę z Malfoyem, ale możecie nie podzielać mojego zdania. A te notki się naprawdę robią coraz dłuższe i dłuższe!