Kolejne rozdziały czekają na swój świstoklilk. Nie liczcie na regularność, postaram się dobrnąć sprawnie do końca pierwszego roku ;)

Mam zamęt twórczy, nie wiem co, gdzie i kiedy napiszę.

sobota, 10 marca 2018

4. Pierwsze lekcje

- To niemożliwe. NIE-MO-ŻLI-WE.
Hermiona każdą sylabę akcentowała gwałtownym potrząśnięciem głową, a jej włosy sprężynowały we wszystkie strony.
- Co tym razem, Hermiono? - westchnął Ron. Dziewczyna chodziła wszędzie za nim i za Harrym i uprzykrzała im życie. Przynajmniej jego zdaniem.
- Przeczytałam dziesięć różnych książek opisujących twoją historię, Harry i w żadnej nie ma nawet najmniejszej wzmianki o Alex! - Rozemocjonowana Hermiona nachyliła się nad Harrym, który próbował w spokoju zjeść śniadanie. Nie chciał się spóźnić pierwszego dnia. - Z drugiej strony, skoro jest tak podobna do twojej matki, jak ty do twojego ojca...
- Hermiono, Harry chyba nie chce rozmawiać z tobą o swoich rodzicach - przerwał jej Ron, a dziewczyna umilkła obrażona. - Stary, jedz szybciej, zaraz się spóźnimy!
- Mhm - mruknął Harry, wpychając do ust ostatni kawałek kanapki i sięgnął po torbę z książkami. - Co teraz mamy?
- Historię Magii, Fred twierdzi, że można umrzeć z nudów - westchnął Ron, ciągnąc go za sobą. - Kurczę mamy pięć minut, a jeszcze trzeba znaleźć salę!
- Te zajęcia prowadzi duch, profesor Binnis - usłyszeli nagle za sobą głos Alex. - Więc nawet jeżeli się spóźnimy, jest szansa, że tego nie zauważy. Sala jest na drugim piętrze, chodźcie. - Machnęła ręką, a chłopcy zgodnie ruszyli za nią.
- Nie było cię na śniadaniu - zauważył Harry, kiedy schody zamiast pokierować ich w górę, ruszyły na dół.
- Bo zaspałam. Zresztą zazwyczaj nie jadam śniadań, zjem bardziej obfity lunch. - Wzruszyła ramionami.
- Hermiona stwierdziła, że... jesteś bardzo podobna do mojej mamy - odezwał się cicho Harry, kiedy w końcu trafili na właściwe piętro.
- Nie chce ci dać spokoju, co? - westchnęła Alex. - Ja wiem, że to brzmi bardzo nieprawdopodobnie, ale to prawda, Harry. Nie mam na to żadnych dowodów, ale ja to wiem. Ja to czuję, rozumiesz? - Zerknęła na niego z nadzieją.
Harry spojrzał się na nią i przez dłuższą chwilę milczał.
- Nie wiem co o tym myśleć, Alex. Musisz dać mi czas.
- Dobrze. - Kiwnęła głową, choć nie było jej łatwo. Nie łudziła się, że będzie prosto, ale miała nadzieję, że Harry poczuje to, co ona. Że w końcu odnalazła rodzinę. - O, to tutaj! - zawołała, odnajdując właściwą klasę.
Rozpoczynanie nauki w Hogwarcie od spóźnienia może nie było najlepszym początkiem, ale dawało przecież możliwość poprawy, prawda?


***

Przez kolejny tydzień pozostali uczniowie pierwszych klas zapoznawali się z zamkiem i rządzącymi nim zasadami. Wielokroć spóźniali się na lekcje, bowiem wcale nie tak łatwo było znaleźć drogę do sali lekcyjnej. Przyczyniały się do tego znacznie "wędrujące" schody i znikające drzwi.
Raz w tygodniu, o północy, Gryfoni z pierwszej klasy, na dachu Wieży Astronomicznej, obserwowali gwiazdy. Również raz w tygodniu spotykali się z Puchonami na lekcjach zielarstwa, gdzie uczyli się rozpoznawać rośliny.
Jednak  spośród wszystkich lekcji znacząco wyróżniały się: transmutacja i eliksiry.
Nauczycielką transmutacji była profesor McGonagall, która była opiekunką Gryffindoru. Od razu na pierwszej lekcji uprzedziła wszystkich o niebezpieczeństwach związanych z transmutacją i tysiącem nakazów i zakazów związanych z jej lekcjami. Potem przeszli od razu do praktyki.
- Na każdej ławce leży kilka zapałek. W sposób przedstawiony na tablicy - machnęła różdżką, a na tablicy pojawiły się wskazówki - zamieńcie je w igły. Nie oczekuję, że wam się to uda. Przynajmniej nie na tej lekcji. A teraz przećwiczmy zaklęcie...
Powtórzyli kilka razy formułkę i rozpoczęli ćwiczenia. Zaraz też okazało się dlaczego każdy z uczniów dostał po kilka zapałek. Już po chwili przy stoliku Neville'a wybuchł kłąb kolorowego dymu. Po zapałce nie było śladu.
- Nie, Longbottom! Nie tak! Najpierw unieść różdżkę, a potem potrząsnąć! NIE NA ODWRÓT!
Pod koniec lekcji, gdy wielu uczniów miało już osmalone brwi i sadzę na nosach, profesor McGonagall sprowadziła wyniki.
- Dobrze, Thomas - prawie ci się udało. Longbottom, co to ma być? Granger, bardzo dobrze - prawie idealnie. Weasley... Weasley? Gdzie twoja zapałka?
- Yyyy... - zająknął się Ron - Tak jakby... znikło ją. To znaczy zniknęła.
Nauczycielka tylko westchnęła.
- Potter? - Wskazała pustą ławkę.
Harry wzruszył ramionami.
- Nie wiem, pani profesor. Zniknęły razem z zapałkami Rona.
McGonagall westchnęła raz jeszcze i spojrzała na stolik, przy którym siedziała Alex.
- Potter? Dobrze się czujesz?
Alex skinęła głową. Była lekko czerwona na twarzy i widocznie zmęczona. Za to przed nią leżały trzy srebrne, bardzo ostre igły. Nauczycielka wzięła jedną do ręki.
- Bardzo dobrze, wręcz wspaniale! Pięć punktów dla Gryffindoru! Na pewno dobrze się czujesz, Potter? - upewniła się.
- Tak, pani profesor, nic mi nie jest. To po prostu było... bardzo wyczerpujące zaklęcie. - Odetchnęła głęboko, autentycznie zmęczona.
Nauczycielka spojrzała na nią podejrzliwie, ale nic nie powiedziała.
- Dobrze, zaraz będzie dzwonek. Możecie się już spakować.
Rozległo się szuranie i po chwili Gryfoni byli w drodze na kolejną lekcję.

***

Lekcja eliksirów to była zupełnie inna bajka... O ile w ogóle można było to nazwać bajką. Odbywała się w jednym z lochów, ciemnym i ponurym, dokładnie jak postać nauczyciela, którą pierwszakom zdążyli zarysować już starsi koledzy.
Alex usiadła nieco z tyłu - dwa rzędy za Harry'm i Ronem. Między innymi dlatego, że tuż obok chłopców usadowiła się Panna-Zarozumialska, jak Alex nazywała Hermionę. Jej dociekliwe śledztwo zdążyło ją nieco zirytować. Zależało jej tylko na tym, by Harry jej uwierzył. Opinia całej reszty była dla niej nieistotna.
- Jeżeli uważacie, że lekcja eliksirów polega na bezsensownym machaniu różdżkami, to możecie od razu stąd wyjść i nigdy nie wracać. - Rozległ się cichy szept profesora Snape'a. - Chować różdżki.
Rozległo się ciche szurnięcie, gdy różdżki znalazły się szybko z powrotem w torbach.
Nauczyciel rozejrzał się po klasie.
- Proszę, proszę. Kogo my tu mamy? - zadrwił na widok Harry'ego. - Harry Potter. Nasza nowa znakomitość.
Ledwie Harry zdążył unieść głowę, pierwsze pytanie padło niczym cios:
- Co otrzymam, jeśli dodam korzeń asfodelusa do nalewki z piołunu?
Ręka Hermiony wystrzeliła w górę.
- Przykro mi, nie wiem, panie profesorze - odparł zmieszany Harry. 
- A gdzie będziesz szukać bezoaru?
Hermiona zaczęła niemal podskakiwać w ławce.
- Bezoar... - zaczęła.
- Cicho, Granger! - uciszył ją Snape. - A czym różni się mordownik od tojadu żółtego, Potter?
- To ta sama roślina. - Rozległ się głos z tyłu. - Nazywa się ją także akonitem.
Profesor Snape spojrzał na Alex. Jego złowrogi wyraz twarzy na moment złagodniał, jakby zobaczył kogoś znajomego. Jednak po chwili znów patrzył na nią bezlitosnym wzrokiem.
- Nie mówiłem do ciebie, Potter - wycedził, a ostatnie słowo wręcz wypluł z siebie z obrzydzeniem.
- Ale, panie profesorze... - Zmarszczyła brwi. - Jestem pewna, że słyszałam...
- Dosyć! A ty, Potter... - Wskazał na Harry'ego, żeby nie było żadnych wątpliwości, do kogo się zwraca - A ty wiedz, że bezoar to kamień pochodzący z żołądka kozy, natomiast dodając korzeń asfodelusa do nalewki z piołunu otrzymamy silny napój nasenny, zwany także Wywarem Żywej Śmierci... Czemu tego nie piszecie? - fuknął na klasę.
W jednej chwili loch wypełniło skrobanie piór.

***

Jako, że tego dnia mieli dwie lekcje eliksirów pod rząd, na następnej lekcji zajęli się warzeniem napoju leczącego czyraki. Receptura nie była zbyt skomplikowana, jednak wymagała nieco koncentracji.
Pracowali parami. Harry i Ron oczywiście razem, a Hermiona, ku jej ogromnemu niezadowoleniu, pracowała z Alex. Nie wiadomo, która z nich była bardziej nieszczęśliwa z tego powodu.
- Pokrój ślimaki - mruknęła Alex, regulując ogień pod kociołkiem.
- Dlaczego? - obruszyła się natychmiast dziewczyna. - W podręczniku jest napisane...
- Tak, ale jak ich teraz nie pokroisz, to nie zdążą puścić soku, który jest potrzebny w następnym punkcie. Będziemy musiały czekać kolejne dziesięć minut bezczynnie - wytłumaczyła jej cierpliwie Alex.
- Gdyby to było istotne, na pewno zostałoby wspomniane w instrukcji! - Spierała się dalej Hermiona.
- Ale nie zostało! Myślisz, że pierwszy raz w życiu robię napój na czyraki? - Zirytowała się rudowłosa. Być może nie powinna wykorzystywać swojej przewagi w postaci jedenastu lat spędzonych pod dachem czarodziejów, czego Hermiona nie mogła doświadczyć, ale niestety jej cierpliwość została już wyczerpana.
Nim jednak Hermiona zdążyła się obrazić lub coś odpowiedzieć, z drugiego końca sali rozległ się donośny wybuch.
- Longbottom, ty idioto! - zasyczał wściekle Snape - Pewnie nie zdjąłeś kociołka z ognia przed dodaniem ślimaków? Zabierz go do skrzydła szpitalnego - warknął do Rona, który pośpiesznie zaczął podnosić okopconego Neville'a. - A ty, Potter? Czemu nie uprzedzałeś Longbottoma? Myślałeś, że coś na tym zyskasz?
- Ale ja... - zaczął się spierać Harry, oburzony jawną niesprawiedliwością. Jednak urwał, gdy ktoś dość boleśnie kopnął go w kostkę. Zerknął wściekły za siebie i ujrzał Alex, z najniewinniejszą miną na świecie, z uwagą wpatrującą się w nauczyciela.
- Minus jeden punkt dla Gryffindoru! - dodał jeszcze Snape, nim przedwcześnie zakończył lekcję.

***

- Co ty robisz? To bolało! - oburzył się Harry, gdy wchodzili do Wielkiej Sali na przerwę obiadową.
- Co masz na myśli? - zapytała, szukając wzrokiem wolnego miejsca. Chwyciła Harry'ego za rękaw i pociągnęła na koniec stołu. Stwierdziła, że najlepszym sposobem na zyskanie jego zaufania będzie po prostu zaprzyjaźnienie się z nim. Przecież oboje potrzebowali przyjaciół, prawda?
- Odpowiedziałaś za mnie, a potem kopnęłaś mnie w kostkę! - wytknął jej.
Westchnęła, opadając na ławkę i zaczęła nakładać ziemniaki na talerz. Lekcje lekcjami, ale dziś znowu nie zjadła śniadania.
- To pytanie równie dobrze mogło być skierowane do mnie, chciałam odwrócić jego uwagę, żeby przestał się nad tobą pastwić - wyjaśniła. - Chyba nie bardzo za tobą przepada...
- On mnie nienawidzi - poprawił ja natychmiast Harry.
- A poza tym i tak nie znałeś odpowiedzi - dokończyła Alex. - Za kostkę przepraszam, ale gdybyś coś odpyskował, to nie skończyłoby się na jednym punkcie. Mógłbyś nawet dostać szlaban!
- No i co z tego?
- Tu akurat ma rację. - Ron przysiadł się do nich, gdy Alex zrobiła mu trochę miejsca. - Fred mówił mi, że szlabany u Snape'a to jakaś masakra. Dasz mi te ziemniaki?
- Proszę. - Alex podała mu miskę. - Jak się czuje Neville?
- Wyliże się, tylko trochę się poparzył. Wkrótce wróci do dormitorium.  Pani Pomfrey chce go jeszcze poobserwować. Dlaczego Snape cię tak nienawidzi? - zapytał Ron.
- Ponoć nienawidzi wszystkich Gryfonów. - Alex wzruszyła ramionami.
- Ale dla ciebie był prawie miły! - zauważył Ron. - Dlaczego?
- Też mnie to zastanawia - odparła, grzebiąc widelcem w talerzu. - To dziwne... Ale tylko przez chwilę, potem znowu był wredny. Może go po prostu zaskoczyłam? - zasugerowała.
- Pewnie tak. - Chłopcy zgodzili się z nią bez większego przekonania.
Nagle na stole wylądowała popielata sówka, hamując gwałtownie pomiędzy talerzami. Poczłapała do Harry'ego, wyciągając przed siebie nóżkę z listem. Chłopak odwiązał liścik i przeczytał:

Harry, wpadnij do mnie po południu na kubełek herbatki.
Opowiesz mi o pierwszych wrażeniach.
A, i weź ze sobą Alex - ucieszy się dziewczyna...
Hagrid

- Hagird zaprasza nas na herbatę - mruknął do Alex, bazgrząc odpowiedź na odwrocie listu. - Chcesz iść z nami, Ron?
Rudzielec zgodził się im towarzyszyć, a Harry dyskretnie obserwował reakcję Alex. Dziewczyna była wyraźnie ucieszona z perspektywy spędzenia z nimi czasu. Chyba faktycznie jej zależało. Harry pomyślał, że musi w końcu wyjaśnić całą sprawę. On i Alex byli zupełnie różni. Hermiona miała trochę racji - wprost niemożliwe, by byli rodzeństwem! 
Miał nadzieję, że Hagrid będzie miał dla nich trochę odpowiedzi. W końcu to on powiedział mu, że jest czarodziejem.

***

- Cześć, Harry! Witaj, Ron! - przywitał ich Hagrid. - Wchodźcie, wchodźcie! Zara, zara... A gdzieście zgubili młodą Potterównę, hę?
- Zaraz przyjdzie - odparł szybko Ron, zdejmując płaszcz. - Musiała coś jeszcze załatwić.
- Czyli poszła do biblioteki - dodał Harry tonem wyjaśnienia. - Przyjdzie za kilka minut.
Hagrid uśmiechnął się uspokojony.
- Dobra, siadajcie. Herbata zara będzie. I co chłopaki, jak w szkole? Ciężko?
- No, tak sobie...
Hagrid roześmiał się rubasznym śmiechem.
- No, Harry, pewnieś się ucieszył, jakżeś się dowiedział, że nie jesteś taki całkiem sam, nie?
Harry i Ron spojrzeli na siebie niepewnie. Nie wiedzieli, jak zapytać Hagrida o całą tę sprawę z Alex. Nie spodziewali się, że to on sam zacznie temat. A skoro Hagrid wiedział o Alex...
- Trochę mnie to zaskoczyło. Nawet bardzo - przyznał Harry. - I trochę ciężko mi w to uwierzyć, Hagrid. Jak ona może być moją... siostrą? - Ostatnie słowo z trudem przeszło mu przez gardło. Do tej pory było dla niego totalną abstrakcją.
- Ej, cosik mi się widzi, że coś kręcicie, chłopaki. - Hagrid przyjrzał im się bystro. - O co chodzi? Coś z nią nie tak?
- Nie, jest w porządku - zaprzeczył natychmiast Harry. - Ale... Ale to całkiem nielogiczne. Jak mogę mieć siostrę, o której nic nie wiem? O której nikt nie wie?
- Bzdura! - wykrzyknął Hagrid, a Ron aż podskoczył, wylewając herbatę na spodnie. - Przeca to żadna tajemnica, kto ci takich bzdur nagadał?
- No, ale Hagrid...
- Słuchaj, Harry. I ty też, Ron. - Olbrzym nachylił się do nich, przybierając poważną minę. - Gdyście się urodzili, ty, Harry oraz Alex, nie było wesoło, oj nie, na brodę Merlina. Sami-Wiecie-Kto i te wszystkie mroczne sprawy... Ciężkie to były czas, ot co. Ale wasi rodzice bardzo się cieszyli. Cholibka, naprawdę się cieszyli. Powiedzieli wszystkim znajomym, czego mieliby się wstydzić? Mieli dwójkę wspaniałych dzieci. Tylko, że tamtej nocy, kiedy Sami-Wiecie-Kto... - Hagridowi zadrżał głos,  westchnął ciężko i pociągnął z kubka. - Zresztą, sami wiecie. Tamtej nocy wszystko się zmieniło. On odszedł, zniknął, ale wy wcale nie byliście bezpieczni. Było wielu takich, tych co go popierało, którzy chcieliby cię dorwać, Harry. Dlatego Dumbledore zrobił wszystko, żebyście byli bezpieczni. Oboje.
- I dlatego nas rozdzielono? - zapytał cicho Harry.
- Samżech was wyniósł z ruin domu, Harry. Dursleyowie dali ci w kość, to fakt. Ale Alex też nie miała łatwo, dziecinka. Nikt nie zawracał sobie nią głowy, jedyne, co was wówczas łączyło to nazwisko. I to całkiem popularne. I dobrze, że miała spokój, ciebie chronił mugolski świat. Ale teraz... teraz macie tylko siebie nawzajem, Harry. Ona ciebie, a ty ją.  To co was łączy, to nie byle co.
Harry i Ron zerknęli na siebie. Nie spojrzeli wcześniej na to z tej strony. Jak musiało się Alex żyć wśród obcych ludzi z myślą, że gdzieś tam, z rodzoną ciotką i wujem mieszka jej brat, który być może nawet nie wie o jej istnieniu? Jak ciężkim brzemieniem musiała być wiedza o tym, kim jest i że ona zawsze będzie tkwić w jego cieniu?
Choć Alex nie wydawała się osobą, która dałaby się zepchnąć w kąt.
- Hagrid, my...
- No dobra, chłopaki - mruknął olbrzym, przecierając twarz ręką. - Trocha się rozkleiłem przez te wspominki. Bądźcie dla niej mili, co? To dobra dziewczyna, ale potrzebuje przyjaciół, zbyt dużo czasu spędziła z dorosłymi. A poza tym, co innego, gdy ignoruje cię cały świat, a co innego, gdy własny brat, co nie?
Harry nadal miał wrażenie, że coś tu nie gra, ale nie chciał się kłócić z Hagridem. Ufał mu, nie było podstaw, by mu nie wierzyć. Zatem Alex naprawdę była jego siostrą. Cała ta historia jednak była tak nieprawdopodobna... Jakim cudem przeżyła spotkanie z Voldemortem? Dlaczego nie zamieszkała wraz z nim u Dursleyów? Dlaczego ciotka nigdy o niej nie mówiła? I dlaczego tylko garstka ludzi w ogóle zdawała sobie sprawę z jej istnienia?
Nie miał jednak odwagi o to zapytać teraz Hagrida. Zresztą i tak w tym momencie rozległo się pukanie do drzwi chatki i nie czekając na zaproszenie, Alex wpadła do środka.
- Och, ale się rozpadało! - zawołała, ściągając przemoczoną pelerynę. - Witaj, Hagridzie. Dziękuję za zaproszenie. - Podeszła do kominka, by wysuszyć ubranie.
- No proszę, pokaż się, mała! - Hagrid zamknął ją w uścisku. - Podrosłaś odkąd żeśmy się ostatnio widzieli!
- To było sześć lat temu, nic dziwnego. Przy okazji, pozdrowienia od Ann i Toma. - Uśmiechnęła się. - O czym rozmawiacie?
- O... O szkole - odpowiedział z wahaniem Hagrid, zerkając na chłopaków. - Harry i Ron właśnie mi opowiadali, co też słychać w starym, dobrym Hogwarcie. A tobie jak się podoba?
- Jest wspaniale! - zapewniła Alex z mocą. - Cieszę się, że mogę tu być. Opowiedzieli ci o Snapie? - Szybko zmieniła temat, zerknąwszy przelotnie na Harry'ego.
- A cóż on znowu wymyślił?
- Zdaje się, że za mną nie przepada - przyznał Harry.
- Delikatnie powiedziane. Prędzej nienawidzi - mruknął Ron.
- Co wy mówicie? Mrukliwy z niego gość to fakt, ale żeby kogoś nienawidzić? - oburzył się Hagrid. - Mówicie, co tam jeszcze. Lekcje trudne? Pewnie nie, dla takich bystrzaków, jak wy, co?
Ron zaczął opowiadać o "niesamowicie trudnych" lekcjach, "stosach prac domowych" i "...tych przeklętych schodach. Jak McGonagall może się czepiać, że się spóźniamy, skoro dotarcie do sali zajmuje nam średnio godzinę?". Alex spierała się z Ronem, zwłaszcza w kwestii trudności zajęć, a Harry tymczasem zerknął na rozłożonego na stole Proroka Codziennego. Jego wzrok przykuł w szczególności jeden artykuł.

- Ej, Hagrid... Było włamanie do Gringotta - zauważył. - W tym samym dniu, kiedy poszliśmy na Pokątną - zawołał nagle, dokładnie czytając artykuł.
- Co skradziono? - zainteresowała się Alex, w pół słowa przerywając rozmowę.
- Nic, skrytkę opróżniono kilka godzin wcześniej - odpowiedział Harry, myśląc gorączkowo.
Czy to możliwe, że próbowano obrabować tę skrytkę, z której Hagrid zabrał wówczas tajemnicze zawiniątko? To nie mógł być zbieg okoliczności! I cóż mogła zawierać ta niewielka paczuszka?
- Powinniście już wracać, ciemno się robi. - Jego rozmyślania przerwał głos Hagrida.
Pożegnali się szybko i ruszyli z powrotem do zamku. Całe szczęście, że przestało padać. Harry nie miał sił zajmować się pracą domową, a jego myśli całkowicie pochłonęła zagadka. Ron za to niechętnie zabrał się za ćwiczenie transmutacji, a Alex rozłożyła się w salonie koło kominka z wielkim stosem książek, które niekoniecznie były jej potrzebne do nauki. Siedziała wciąż nad nimi, kiedy chłopcy szli spać i jeszcze długo potem.
______
Uch, coraz dłuższe wychodzą! Jak to się dzieje?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz