Kolejne rozdziały czekają na swój świstoklilk. Nie liczcie na regularność, postaram się dobrnąć sprawnie do końca pierwszego roku ;)

Mam zamęt twórczy, nie wiem co, gdzie i kiedy napiszę.

niedziela, 25 lutego 2018

3. Ceremonia Przydziału

Pierwszoroczni tłoczyli się w przylegającej do Wielkiej Sali komnaty. Już wkrótce miała się odbyć Ceremonia Przydziału. Harry kręcił się nerwowo. Na czym może polegać ta cała Ceremonia? Każą mu coś wyczarować? Wyciągnąć królika z kapelusza? Podczas podróży udało mu się poznać świat magii na tyle by wiedzieć, że może spodziewać się praktycznie wszystkiego.
Stojący tuż obok Ron także się denerwował. Bracia nastraszyli go jakimiś strasznie trudnymi egzaminami, które sami z ledwością zdali. Jak mógł sobie z tym poradzić, skoro nawet nie potrafił zmienić koloru swojego starego szczura...?
Harry rozejrzał się po sali. W jej przeciwnym rogu dojrzał stojącą samotnie dziewczynę. Było to dziwne. Choć wszyscy znali się dopiero od kilku godzin, już zaczęły się tworzyć grupki przyjaciół, którzy dyskutowali o czekającej ich za moment Ceremonii. Niby stała obok Hermiony i Neville'a, czyli chłopca, który zgubił ropuchę, ale zupełnie nie brała udziału w ich rozmowie. A raczej, z tego co widział Harry, monologu wygłaszanego przez Hermionę, do każdego kto był w zasięgu jej głosu. Pucołowaty chłopiec kiwał głową co jakiś czas, dziewczyna jednak była pogrążona we własnych myślach.
Kiedy Harry przyglądał się jej ponad ramieniem mówiącego do niego Rona, nagle uniosła głowę i spojrzała mu prosto w oczy. Wydawała mu się jakby znajoma... W jasno oświetlonej sali mógł bez problemu dostrzec jej jasnozielone oczy. Harry zachłysnął się. Była to ta sama dziewczyna, która wpadła na niego na Pokątnej! I...
- Ron. - Szturchnął przyjaciela. - To jest ta dziewczyna, o której ci mówiłem. Znasz ją?
Rudzielec obrócił się.
- Ona? - upewnił się. - Nie, pierwszy raz ją widzę na oczy.
Dziewczyna zauważyła, że się jej przyglądają i uśmiechnęła się lekko. Harry niepewnie odwzajemnił uśmiech. Zastanawiał się czy nie podejść do niej i nie porozmawiać, ale w tym momencie ktoś trącił go w ramię.
- Ty jesteś Harry Potter, prawda? 
Harry obrócił się i skinął niepewnie głową. Chłopak, który zadał pytanie otworzył szeroko oczy.
- Wow! Serio? Nie mogę uwierzyć! Sam Harry Potter! Jestem Seamus, a to Dean. – Wskazał ciemnoskórego kolegę. - O rety, to naprawdę ty...!
- Tak, mi też miło poznać... - mruknął Harry. To była już któraś z kolei taka sytuacja. Bycie sławnym okazało się bardzo męczące, zwłaszcza, że nie widział dokładnie dlaczego jest taki sławny. Hagrid, co prawda wyjaśnił mu kim był Lord... To znaczy, Sami-Wiecie-Kto, ale Harry nic nie pamiętał, był zbyt mały. Jak coś, czego nie pamięta mogło zmienić go w tak sławną osobę?
Ron pogrążył się w rozmowie z Seamusem, który okazał się wielkim fanem quidditcha, a Dean, który pochodził z rodziny mugoli pilnie przysłuchiwał się ich rozmowie, czyniąc ciągłe porównania do futbolu, które dla Rona były całkowicie niezrozumiałe („Ale dlaczego ta piłka nie lata? I nie ma mioteł?!”). Harry w tym czasie znów rozejrzał się po sali, a jego wzrok zabłądził w kierunku zielonookiej dziewczyny.
Hermiona mówiła coś do niej, ona jednak nie wydawała się zainteresowana. Odpowiedziała coś krótko i przelotnie spojrzała na Harry'ego ponad jej ramieniem. Hermiona jednak nie dała za wygraną i nadal do niej coś mówiła. Nieznajoma westchnęła i odpowiedziała jej, po czym odwróciła się do Neville'a, który wyglądał na naprawdę przerażonego czekającą ich Ceremonią Przydziału. Ponad jego ramieniem uśmiechała się lekko do Harry'ego, a tak przynajmniej mu się wydawało.
Harry potrząsnął zdezorientowany głową i już miał się odwrócić do Rona, by mu o tym opowiedzieć, gdy drzwi komnaty otworzyły się z hukiem.
- Pierwszoroczni! Ustawić się w pary! - zawołała prof. McGonagall, którą zdążyli poznać już wcześniej.
Gdy spełnili jej polecenie, nauczycielka poprowadziła ich do Wielkiej Sali. Harry przezornie ustawił się razem z Ronem. Ci, którzy szybko nie znaleźli pary zostawali przydzieleni losowo przez nauczycielkę. Tym właśnie sposobem w parze za nimi znajdowała się Hermiona z tajemniczą dziewczyną. Hermiona cały czas tłumaczyła coś milczącej koleżance. Gdy weszli do Wielkiej Sali, szepnęła do niej:
- Sufit jest zaczarowany. Czytałam o tym w Krótkiej historii Hogwartu.
- Wiem, Hermiono – odparła zniecierpliwiona dziewczynka. - Czytałam ją w pociągu, pamiętasz? Kiedy ty szukałaś ropuchy Neville'a.
Druga dziewczynka zamilkła, nieco naburmuszona, a Harry zerknął w górę, by stwierdzić, że sklepienie naprawdę robi wrażenie. Postanowił sobie, że gdy tylko będzie ku temu okazja, porozmawia z tą dziewczyną -  coś musiało być na rzeczy!
Tymczasem profesor McGonagall ustawiła ich w dwóch rzędach naprzeciwko starej, zniszczonej tiary. Jakież było jego zdziwienie, gdy jeden z fałdów wykrzywił się niczym usta, a Tiara zaczęła śpiewać! Już nic nie mogło go zdziwić, kiedy więc nauczycielka ogłosiła, że będzie wywoływać ich alfabetycznie, a Tiara Przydziały zadecyduje do jakiego domu trafią, uspokoiło go to znacząco.
- Więc mamy tylko ubrać ten stary kapelusz? - syknął jeszcze Ron. - Zabiję George'a opowiadał mi o walce z trollem!
- Abbott Hanna! - W tym czasie rozpoczęła się Ceremonia, a jasnowłosa dziewczynka żwawo podbiegła do stołka i nałożyła Tiarę na głowę.
- HUFFLEPUFF! - Rozbrzmiał donośny głos Tiary, a Hanna pobiegła do jednego ze środkowych stołów, wiwatującego na jej cześć.
Profesor McGonagall wywoływała kolejnych uczniów. Hermiona i Neville trafili do Gryffindoru, a Malfoy, którego Harry miał już nieprzyjemność poznać trafił zgodnie ze swoim życzeniem do Slytherinu. Uczniów stojących u stóp podium ubywało, a nauczycielka w końcu dotarła do litery P.
Parkinson, Patil, Patil  i wreszcie:
- Potter. - Po tym nazwisku zapadła cisza, jaka nie towarzyszyła innym uczniom. Harry uczynił krok do przodu, kiedy nauczycielka dokończyła nieco zmienionym głosem. - Alexandra.
Na sali rozległy się podniecone szepty, a chłopiec cofnął się, zdezorientowany. Rozejrzał się, jednak nikt nie wystąpił z szeregu.
- Potter? Powiedziała Potter?
- Ale chyba nie Harry Potter?
- To jakaś pomyłka?
- POTTER ALEXANDRA! - powtórzyła zdecydowanym głosem profesor McGonagall, jednocześnie ucinając wszelkie dyskusje.
Rudowłosa dziewczyna wystąpiła z drugiego rzędu i podeszła do Tiary, która opadła jej głęboko na oczy, skrywając jej twarz przed ciekawską publicznością.

***

W pierwszej chwili, gdy usłyszała swoje nazwisko, nie zwróciła na to uwagi. Wszyscy dookoła mówili o Harrym, nie miała więc wątpliwości, że to o niego chodzi. Dopiero później uświadomiła sobie, że pod względem alfabetycznym, to ona ma pierwszeństwo.
I, szczerze powiedziawszy, spanikowała.
Zwłaszcza, gdy usłyszała te wszystkie szepty. Ich treść nie w pełni do niej docierała, ale sam fakt był dość przerażający. Nie chciała się znaleźć w centrum uwagi. Była przecież nikim. Dziewczynką noszącą to samo nazwisko, co chłopiec-legenda. Nie chciała wychodzić z cienia. Ale musiała, jeżeli chciała spełnić swoje marzenie.
Dlatego, gdy profesor McGonagall wywołała ją ponownie, szybko podeszła do Tiary Przydziału i niemalże schowała się pod nią, uciekając przed ciekawskimi spojrzeniami.
I przede mną próbujesz się skryć? - Zabrzmiał w jej głowie rozbawiony głos. - Niełatwo poskromić tak tęgi umysł. Naprawdę tęgi umysł. W połączeniu z talentem, którego ci nie brakuje najlepszym rozwiązaniem wydaje się Ravenclaw. Ale... - Głos zawahał się. - Ale widzę w twojej duszy coś, obok czego nie da się przejść obojętnie. Potencjał, który nie może zostać zmarnowany. Dlatego...
- GRYFFINDOR! - Rozbrzmiało w całej sali, a Alex ściągnęła Tiarę z głowy i ruszyła do skrajnego stołu, który powitał ją radosnymi, ale dość skromnymi oklaskami. Wciąż odprowadzały ją zaintrygowane spojrzenia.
- Alex, tutaj! - Usłyszała znajomy głos i ulgą rozpoznała Olivera.
- Cześć - odpowiedziała, siadając między nim i wysoką ciemnoskórą dziewczyną. Naprzeciw nieco po skosie siedziała Hermiona wraz z Nevillem. - Miło mi, że jesteśmy razem w jednym domu. - Uśmiechnęła się ostrożnie.
- Mnie też! Zbieżność nazwisk? - zapytał ciekawie, wskazując Harry'ego podchodzącego właśnie nieco chwiejnie do Tiary Przydziału.
- To popularne nazwisko - odparła wymijająco, a po chwili dookoła niej wybuchła burza oklasków, gdy Harry również trafił do Gryffindoru. Przyłączyła się do nich ochoczo, a chłopak usiadł koło pozostałych pierwszorocznych, siedzących po przeciwnej stronie stołu. 
Jeszcze kilka nazwisk i Ceremonia dobiegła końca. Do Gryfonów dołączył między innymi rudowłosy przyjaciel Harry'ego, Ron. Alex obserwowała ich pilnie przez całą kolację, nie zauważyła więc wnikliwego wzroku Hermiony, która przez cały ten czas nie spuszczała jej z oka.
- Dlatego! - zawołała syczącym szeptem, gdy prefekt Gryfonów, którym był starszy brat Rona, Percy, prowadził ich do dormitorium. - Dlatego, nie chciałaś się przyznać w pociągu, jak się nazywasz! - rzuciła oskarżycielsko.
- Niby dlaczego? Dlatego, że nazywam się tak samo jak wspaniały Harry Potter? - Wywróciła oczami, próbując to zbagatelizować. Nie chciała, by wszyscy wiedzieli. Chciała tylko, by on wiedział.
A nie miała odwagi mu się do tego przyznać.
- Cały czas się na niego gapiłaś! - wytknęła jej Hermiona.
- Jak wszyscy - prychnęła poirytowana Alex. - Przecież to Chłopiec Który Przeżył. - Znów mocno zaakcentowała ostatnie słowa.
- Macie takie same oczy! - Dziewczyna nie dawała za wygraną, kiedy przechodziły przez dziurę za portretem Grubej Damy. Przez to wszystko Alex nie zapamiętała, jakie jest hasło. - Musicie być spokrewnieni!
- To zapytaj go, czy mnie zna. Bo ja go jedynie z książek. - Ucięła dyskusję, odwracając się od Hermiony plecami. Tamta prychnęła obrażona i zniknęła w dormitorium dla dziewcząt. Alex opadła bez sił na fotel przed kominkiem, uświadamiając sobie, że będzie musiała je z nią dzielić przez całe siedem, długich lat.
- Alex, prawda? - Usłyszała nad sobą niepewny głos. Uniosła głowę i na moment zamarła. - Ty... Ty masz takie samo nazwisko, jak ja. - Harry usiadł naprzeciw niej i przyglądał się jej badawczo.
- To popularne nazwisko - odpowiedziała mu tak, jak Oliverowi. Nie bardzo wiedziała, co innego mogłaby powiedzieć.
- Więc to tylko przypadek? - zapytał Harry, a w jego głosie zabrzmiało coś na kształt zawodu.
- A chciałbyś, żeby było inaczej? - odpowiedziała cicho pytaniem na pytanie. Harry milczał.
- Przez chwilę miałem nadzieję, że jednak nie jestem sam - powiedział w końcu bardzo cicho.
Alex uśmiechnęła się do niego ciepło.
- A więc nie jesteś sam, Harry. Masz mnie. Bez względu na wszystko.
I odeszła, nim chłopak zdążył powiedzieć coś jeszcze.

***

- Ej, ta dziewczyna, o którą pytałeś nazywa się tak samo, jak ty! - Emocjonował się Ron, ubijając poduszki w jakiś bliżej nieokreślony kształt. - To nie może być przypadek! Znacie się?
- Niby jak? Jeszcze miesiąc temu nie wiedziałem nawet, że jestem czarodziej - westchnął Harry. Nie mógł jednak zapomnieć tego miłego uczucia, gdy przez krótką chwilę miał nadzieję, że jest ktoś jeszcze. Rodzina, o której dotąd nie wiedział, która mogłaby być wybawieniem od Dursleyów.
- Kurcze, no... - mruknął Ron, nakrywając się kołdrą aż po czubek piegowatego nosa. - Wiesz, mam sześcioro rodzeństwa, cały czas słyszę coś w stylu "Ach, ty jesteś bratem Charliego, tego świetnego szukającego!" albo "Fred i George to twoi bracia? Ostatnio wywinęli mi niezły numer", więc dla mnie to nic dziwnego, ale dla ciebie? A jeśli faktycznie jesteście spokrewnieni, czy coś?
- To niemożliwe - westchnął Harry. - Przecież moja ciotka by o tym wiedziała. Wszyscy by o tym wiedzieli, mam wrażenie, że jestem jedną osobą, która nie wie, kim tak naprawdę jestem.
- Szczęściarzem, serio. A tą całą Alex się nie martw. Jest trochę dziwna, ale chyba fajna. Czy to ważne, że jest twoją kuzynką, czy kim tam?
Harry zamyślił się, ale nie zdążył mu nic odpowiedzieć, bo Ron już zapadł w sen. Dla niego to chyba też byłoby dobre rozwiązanie, ale niestety nie mógł zasnąć. Chciał wierzyć, że nie jest sam na świecie.
Ale czy mógł wciągać w to zupełnie obcą dziewczynę?

***

Było już po północy, kiedy Alex zrezygnowała z przewracania się z boku na bok. Najpierw udawała sen, bo Hermiona zadręczała ją pytaniami, ale tak naprawdę nie umiała zasnąć. Po cichu wstała, ubrała szlafrok i zeszła na dół, by posiedzieć przy kominku.
O dziwo, nie tylko ona miała problem z zaśnięciem.
- Nie śpisz? - zdziwiła się, widząc Harry'ego, wpatrującego się w ogień. - Od dziewiątej jutro mamy lekcje.
- Neville strasznie głośno chrapie. Nie mogłem zasnąć - przyznał się.
- Będziesz musiał się przyzwyczaić - westchnęła, przysiadając się do niego. - A ja do Hermiony i jej wiecznej gadaniny. Tak mnie zagadała, że nie zapamiętałam hasła do wejścia.
- Caput Draconis - podpowiedział jej Harry. - Mogę ci zadać pytanie?
- Jasne. - Kiwnęła głową.
- Czy ty... mnie znasz? - zapytał nieco niepewnie.
- Harry, każdy cię przecież zna, czemu ja miałabym cię nie znać? - zapytała. Chciała, naprawdę chciała mu powiedzieć, ale jednocześnie bała się tego.
- Chodzi mi o to, że... Wydawało mi się, że mnie rozpoznałaś. Nie tak, jak inni, ale jakbyśmy się kiedyś znali. To głupie, wiem. - Pokręcił głową. - Po prostu łudzę się, że istnieje jakaś inna rodzina, do której mógłbym trafić. Wszędzie byle dalej od Dursleyów - westchnął.
- Ciocia jest dla ciebie niemiła? - wyrwało się Alex, ale Harry chyba nic nie zauważył.
- Niemiła? Oni są okropni. Wierz mi, nie chciałabyś ich poznać. - Skrzywił się. - A twoi rodzice? Są mili? Są czarodziejami?
- Byli - odpowiedziała ostrożnie. - Nie pamiętam ich. Jak byłam całkiem mała wychowywałam się w domu Timmy i Eleen, przyjaciół mojej mamy. Byli dla mnie bardzo dobrzy, ale... Jak miałam pięć lat musieli nagle wyjechać, więc trafiłam do Ann i Toma. Teraz mieszkam z nimi.
- Och. - Harry chyba nie bardzo wiedział, co powiedzieć. - Przykro mi, nie wiedziałem.
- To nic. - Uśmiechnęła się smutno. - Nikt nie wie. Tak jest bezpieczniej, tak mi mówili. Dzięki temu miał mnie nie szukać - dodała cicho.
- Kto? - wyszeptał chłopak.
Alex spojrzała na niego i płomienie igrające w jego oczach. Widziała zdjęcia, wiedziała, że prawda wcześniej, czy później wyjdzie na jaw.
- Przecież wiesz, Harry. Przecież wiesz - odpowiedziała, ze smutnym uśmiechem. - Powiedz mi, kogo my chcemy oszukać? - westchnęła.
- A więc jesteś...? - urwał oszołomiony.
Alex wzięła głęboki oddech. Nie mogła dłużej odwlekać tej chwili, nieważne, jak kuriozalnie miałoby zabrzmieć to, co miała zamiar powiedzieć.
- Tak, Harry. Jesteśmy rodzeństwem.
_____
Taka ciekawostka: z Harrym Potterem zaczynałam moją przygodę z blogowaniem, a było to gdzieś w 2009 roku. Zaczęłam od historii Lily i Huncwotów, gdzie faktycznie jej przyjaciółmi byli Eleen, Timmy i Mary. To taki hołd dla tej pierwszej historii. Jeżeli nie zrazi Was pisanina trzynastolatki, to możecie znaleźć tę historię tutaj: lilycarrolson.blog.onet.pl.
Nie jestem do końca zadowolona z tego rozdziału, ale i tak jest lepszy niż pierwotna wersja ;).

sobota, 10 lutego 2018

2. W pociągu

Rudowłosa dziewczynka próbowała coś wypatrzeć w kłębach pary spowijającej peron 9 i 3/4. Ludzie byli tylko cienistymi smugami, mijającymi ją, jak kolejną anonimową osobę. Bo była taką osobą, nikt nie wiedział, kim jest. Wkrótce jednak miało to ulec zmianie.
Obok niej stał wózek bagażowy wyładowany ogromnym kufrem oraz klatką, w której siedziała jej sowa. Pohukiwała ona cicho, jakby niezadowolona, że musi siedzieć bezczynnie w klatce. Alex wypuszczała ją przez cały sierpień, teraz więc Sandy, bo tak nazwała swoją nową przyjaciółkę, poczuła się chyba nieco ograniczona. 
Sowa w końcu zwróciła na siebie uwagę dziewczynki, która przestała lustrować otaczające ją opary i odwróciła się do dwójki dorosłych czarodziei stojących po drugiej stronie wózka. Oboje mieli na sobie mugolskie ubrania, które dziwnie do nich nie pasowały. Rozglądali się dookoła, ni to z zaciekawieniem, ni to z obawą.
- Alex, zaraz musimy iść - odezwała się Ann, zerkając na swój zegarek. - Musimy być dziś w Ministerstwie.
- Wiem. - Kiwnęła głową. - Nie przejmujcie się mną, dam sobie radę.
- Na pewno? - zapytał Tom, jak zwykle zatroskany. - Nie wybaczyłbym sobie, gdyby stała ci się krzywda.
- Nic mi nie będzie - uspokoiła go. - Idźcie, bo się spóźnicie.
Ann uściskała ją nieco sztywno i ucałowała w policzek, a Tom jedynie poklepał po ramieniu. Zniosła dzielnie te nieco wymuszone czułości i odprowadziła ich wzrokiem, dopóki nie zniknęli w tłumie i mgle.
Alex westchnęła ciężko i przeniosła swój wzrok na ledwo widoczny z tej odległości Express Londyn-Hogwart. Wielka czerwona lokomotywa wyglądała majestatycznie i zachęcała do podróży. Podróży, na która Alex tak długo czekała.
Rozejrzała się raz jeszcze, próbując wypatrzeć jakąś twarz, która wyda jej się znajoma. Nie wiedziała nawet czy uda jej się go rozpoznać. Trochę obawiała się tego momentu. Czy ktokolwiek jej uwierzy? A może wręcz nie powinna się z tym afiszować? 
Te rozterki nie zmieniały faktu, że chciałaby w końcu stanąć z nim twarzą w twarz. Dlatego nie zwlekając dłużej, chwyciła rączkę wózka i ruszyła żwawo w kierunku pociągu. 

***

Jakimś cudem udało jej się wtaszczyć ciężki kufer do pociągu, z niemałą pomocą jakiegoś starszego chłopaka, który przedstawił się jej jako Oliver. Teraz jednak musiała radzić sobie sama. Sandy zasnęła po turbulencjach związanych z pakowaniem do pociągu i chowając głowę pod skrzydło, bujała się w rytm kroków Alex.
Zaglądała do mijanych przedziałów, jednak wszystkie były już wypełnione. W końcu było tuż przed jedenastą i pociąg miał zaraz ruszać. Próbowała odszukać przedział, gdzie znalazłaby się w towarzystwie pierwszoroczniaków, ale znalezienie ich nie było takie łatwe.
Gdzieś w połowie długości pociągu udało jej się odkryć prawie pusty przedział. W środku siedziało tylko dwóch chłopców. Obaj zdaje się dopiero co weszli do przedziału, bowiem właśnie kończyli upychać swoje kufry na właściwych miejscach, pogrążeni w rozmowie.
Alex chwyciła za klamkę, by wejść i zapytać o miejsce, kiedy nagle jeden z nich odgarnął z czoła czarne włosy ukazując bliznę w kształcie błyskawicy. Dziewczyna zamarła na moment, nie mogąc oderwać od niego wzroku.
To był on.
Harry Potter.
Chłopiec Który Przeżył.
Jego imię znało każde dziecko w czarodziejskim świecie. Był legendą, gdyż jako jedyny przeżył Mordercze Zaklęcie i złamał moc Tego, Którego Imienia Nie Wolno Wymawiać. Był bohaterem, zanim jeszcze nauczył się chodzić. A jego rodzice oddali życie w jego obronie.
O tym wiedzieli wszyscy. Prawda była jednak jeszcze bardziej zaskakująca. Nawet dla niego samego. Dlatego Alex nie mogła wejść do tego przedziału. Puściła klamkę i pociągnęła swój kufer dalej.
Na końcu pociągu udało jej się odnaleźć wolne miejsce. W przedziale siedziała już dziewczynka z burzą kasztanowych loków i pyzaty ciemnowłosy chłopiec.
- Można? - zapytała Alex, zaglądając do środka. Nie czekając na odpowiedź, władowała się do środka i z ulgą opadła na siedzenie naprzeciw nowych towarzyszy.
- Pierwszy rok, prawda? - zapytała.
- Tak – odpowiedział chłopiec. - A ty?
- Ja też – odparła, wyciągając gazetę, a pociąg ruszył z lekkim szarpnięciem. - Ty też? - upewniła się, spoglądając na dziewczynkę.
- Tak. – Kiwnęła głową, a loki zatrzęsły się energicznie na jej głowie. - Tak w ogóle to jestem Hermiona Granger, a to – wskazała na chłopca – Neville Longbottom. A ty? Jak się nazywasz?
Wszystko to wypowiedziała z szybkością lotu najnowszej miotły sportowej Nimbus 2000, którą Alex podziwiała ostatnio na Pokątnej. Bardzo lubiła latać, jednak wiedziała, że na pierwszym roku nie będzie miała do tego wielu okazji. 
- Alex – mruknęła zza gazety, wyrwana z zamyślenia, bowiem jeden z artykułów już przykuł jej uwagę. - Właściwie to Alexandra, ale wszyscy mówią mi Alex.
- I to wszystko? - zdziwiła się Hermiona.
- Co masz na myśli? - Alex zmarszczyła brwi, nie rozumiejąc, co ma na myśli.
- No, bo chyba masz jakieś nazwisko...? - uzupełniła Hermiona. Neville nie odzywał się, skupiając się na ściskaniu swojej ropuchy, która nie chciała spokojnie usiedzieć mu na kolanach.
- A, nazwisko... - Alex zerknęła tęsknie na artykuł. Chciała jeszcze choć przez parę godzin zachować względną anonimowość i uniknąć natrętnych pytań, które na pewno się pojawią. Obawiała się reakcji, jaką musiało wywołać jej pojawienie się. Musiała się jeszcze do tego jakoś przygotować.
Dlatego mocniej chwyciła gazetę niczym tarczę i posłała nieco już zniecierpliwionej i spragnionej informacji Hermionie lekko kpiący uśmieszek.
- Oj, Hermiono... Jak ci powiem, to i tak nie uwierzysz,
I nie czekając na jej reakcję, definitywnie pogrążyła się w lekturze.

***

Harry i Ron zjedli już wszystkie smakołyki, po których zostały tylko stosy papierków. Czas mijał im szybko we własnym towarzystwie. Harry był zafascynowany swoim nowym znajomym prawie tak samo jak Ron nim.  Rudzielec opowiadał mu o magicznym świecie, cierpliwie znosząc wszystkie jego pytania. Harry natomiast dziwił się, jak można nie wiedzieć do czego służy skrzynka na listy („Ale to jak sowy wlatują do środka...?”).
Obaj powiększyli swoje kolekcje kart z Czekoladowych Żab, a Harry ze zdumieniem przyglądał się swoim nowym nabytkom. Zdjęcia się ruszały, chłopiec nie mógł więc oderwać od nich wzroku. 
- Ron – zapytał, bo nagle coś mu się przypomniało. - Na początku do naszego przedziału podeszła jakaś dziewczyna, kojarzysz?
- Nie... - Ron pokręcił głową. - A co?
- Myślałem, że ją znasz. – Harry wzruszył ramionami. - Wydawało mi się, że cię poznała.
- Mnie? Niby jak? - zdziwił się Ron. - Prędzej...
W tym momencie drzwi otworzyły się i w progu stanął chłopiec o okrągłej buzi.
- Nie widzieliście może ropuchy?
Obaj pokręcili głowami. Chłopiec westchnął żałośnie.
- Ciągle ode mnie ucieka. Szukam jej po całym pociągu... - Wyglądał na naprawdę zmartwionego.
- Na pewno się znajdzie – pocieszył go Harry. - Powodzenia.
- Dzięki. Gdybyście ją widzieli... - westchnął raz jeszcze ciężko i zamknął za sobą drzwi.
- Gdybym miał ropuchę, to pozbyłbym się jej jak najszybciej. – Skrzywił się Ron. - Są ohydne! Choć mój Parszywek, wcale nie jest dużo lepszy... - westchnął, wyciągając z kieszeni swojego szczura.
Harry pokiwał głową, myślami był jednak gdzie indziej. Był pewien, że dziewczyna, którą zauważył na początku podróży poznała Rona i dlatego nie zdecydowała się wejść. Przecież nie mogło chodzić o niego! 
A może jednak...?

***

- Długo go nie ma, prawda?
Alex westchnęła w duchu. Hermiona nie potrafiła wysiedzieć w ciszy dłużej niż minutę. Nieustannie próbowała wciągnąć ją w rozmowę, nie zważając na fakt, że dziewczynka nie marzyła o niczym innym, jak o kliku chwilach spokojnej lektury.
- Poradzi sobie – mruknęła, niechętnie wychylając nos zza podręcznika do historii magii. - Teodora nie mogła uciec daleko.
Klika minut wcześniej, Neville odkrył brak swojej ukochanej ropuchy, która chyba znalazła sposobność do wyrwania się na wolność. Zdawało się, że nie przepada za bardzo za swoim właścicielem. Chłopiec ruszył na jej poszukiwanie, a dziewczynki zostały same.
Hermiona wytrzymała jakieś pół minuty, nim odezwała się ponownie.
- Pójdę mu pomóc. Idziesz ze mną? - zapytała, stojąc już w drzwiach.
Alex ponownie uniosła głowę znad książki. Przyłapała się na tym, że od kilku minut czyta wciąż jedno i to samo zdanie, bowiem przez swoją nową koleżankę ciągle gubi wątek. Westchnęła ciężko i przewróciła stronę.
- Myślę, że dwie osoby poszukujące w pociągu ropuchy to wystarczająco dziwaczny widok – stwierdziła. - Zostanę tu i poczytam sobie spokojnie. – Wyraźnie zaakcentowała ostatnie słowo, ostentacyjnie wkładając nos w książkę.
Hermiona westchnęła głośno zdegustowana jej zachowaniem i zamknęła za sobą drzwi z cichym stukotem.
Chwila błogosławionej ciszy nie trwała długo, przynajmniej w jej odczuciu. Całkowicie zatraciła się w świecie średniowiecznych walk pomiędzy goblinami a czarodziejami. Nic więc dziwnego, że nie była zadowolona, kiedy pół godziny później do przedziału wpadła lekko zarumieniona Hermiona. Tuż za nią wczłapał zmęczony Neville. Ropuchy nie było z nimi.
- Alex, nie uwierzysz co się stało! - zawołała rozentuzjazmowana dziewczynka.
- Ktoś zaadoptował Teodorę? - palnęła ironicznie, wyrwana z lektury. - Wybacz, Neville, nie chciałam cię urazić – dodała, uświadamiając sobie, że chłopcu mogło się zrobić przykro, gdy obraziła jego zwierzątko.
- Nie, nie udało nam się jej znaleźć. – Hermiona pokręciła głową, a brązowe loczki zaczęły sprężynować we wszystkich kierunkach. - Ale kilka przedziałów stąd jest Harry Potter! To niesamowite! Nie sądziłam, że będzie tak po prostu jechać pociągiem, choć w sumie nie wiem, jak inaczej mógłby trafić do Hogwartu... Bo chyba są jakieś inne drogi, w końcu nauczyciele też muszą tam jakoś dotrzeć...? Ale przecież nie ma powodu, dla którego nie mógłby jechać z nami, prawda? Ale to typowy chłopak, już zdążył się wdać w jakąś bójkę z takim jednym blondynem... Alex, słuchasz mnie? - przerwała nagle swój wywód, który ciągnęła prawie że na jednym oddechu. Alex przestała się zastawiać, dlaczego Hermiona mówi tak szybko – gdyby nie to, już dawno by się udusiła.
- Tak, słucham – odparła, wyciągając z kufra czarne szaty. - Ale najwyższy czas się przebrać, nie sądzisz?
- Właśnie! - przypomniała sobie Hermiona. - Przecież niedługo dojedziemy, gdzie są moje szaty...? - mruczała, grzebiąc w swoim kufrze.
Alex pokręciła głową i wyszła z przedziału, by się przebrać. Zanim drzwi się zamknęły, usłyszała jeszcze głos Hermiony:
- No, ale Alex nie powiesz mi chyba, że nie wiesz kim jest HARRY POTTER, przecież każdy go zna. Nie rozumiem więc, dlaczego...
Doskonale wiedziała, kim jest ten chłopiec. Był Chłopcem Który Przeżył, który pokonał Sami-Wiecie-Kogo. A jednak... to było dla niej najmniej istotne. Mało kto wiedział, że Harry był kimś jeszcze. Kimś bardzo ważnym. A mimo to, on sam nawet o tym nie wiedział.
______
Wróciłam! Notka raz w miesiącu jest chyba całkiem niezłym tempem, nie?