Alex przeciągnęła się szeroko i głośno ziewnęła. Nie przejmowała się konwenansami, bo była w dormitorium sama. Reszta dziewczyn już zeszła na śniadanie. Chyba.
Wyciągnęła z kufra czystą szatę, zerkając przelotnie na zegarek. Za pół godziny miała transmutację. Zdąży jeszcze chyba zjeść płatki...?
Wyszła z Pokoju Wspólnego, wiążąc włosy w kucyk na czubku głowy. Pozdrowiła szybko Grubą Damę (bardzo ukontentowaną tym faktem) i zjechała po poręczy schodów. Jakiś starszy uczeń fuknął na nią, gdy potrąciła go przy zsiadaniu. Posłała mu szeroki uśmiech i szybkim krokiem ruszyła do Wielkiej Sali.
Hogwart. Kochała to miejsce. Przez całe życie będąc podrzutkiem, nie potrafiąc znaleźć swojego miejsca na świecie, tutaj wreszcie znalazła swój dom. U Toma i Ann nie było jej źle, ale... Ale to nie był dom. Nie pamiętała, jak wygląda dom. Teraz stworzyła nową definicję tego słowa. Dom to Hogwart. Dom to przyjaciele. Dom to Harry.
Naprawdę bała się jego reakcji. Ale zdaje się, że choć informacja o tym, że są rodzeństwem nieco nim wstrząsnęła i potrzebował czasu, żeby się do niej przyzwyczaić, to on też cieszył się z jej obecności. Mieli tylko siebie. Musieli się wspierać.
Wpadła na jadalnię i szybko odszukała Harry'ego i Rona. Przy stołach nie było wielu uczniów, więc nie było to zbyt trudne. Z impetem dosiadła się do nich i rzuciła zachłannie na płatki, ignorując ciekawe spojrzenia skierowane w ich stronę. Choć nie rozmawiali o tym o tym praktycznie z nikim, wieść o tym, że są spokrewnieni była w szkole tajemnicą poliszynela. Alex wiedziała, że nie da się tego uniknąć, ale nie spodziewała się, że wieść tak szybko obiegnie najbliższe otoczenie.
- Muszę spytać się Flitwicka o to zaklęcie budzące - mruknęła na powitanie w kierunku chłopaków. - Musiałam coś dzisiaj pokręcić. A chciałam jeszcze zrobić sobie poranny spacer, póki jest w miarę ciepło... Kiedy umówiłeś się z Woodem? - zapytała Harry'ego, nie czyniąc najmniejszej pauzy między zdaniami.
Przełknął kęs kanapki.
- Jeszcze nie wiem, czeka aż dostaniemy miotły... kchem! - zakrztusił się.
Alex z rozmachem poklepała go po plecach.
- Uważaj trochę, Harry. Popij herbatą - poradziła mu, zaniepokojona.
Harry zamruczał coś pod nosem.
- Co?
- Harry miał chyba na myśli, że niepotrzebnie się tak o niego troszczysz... - zauważył Ron, obserwując to wszystko odrobinę zdezorientowany. Nie wiedział co myśleć o tej dziewczynie, która nie odstępowała ich na krok.
- Co tam, Potter? - usłyszeli w tym momencie jadowity głos Draco. - Siostrzyczka musi ci podcierać pupcię?
Ach, a zatem i do Slytherinu dotarła ta radosna informacja... Alex rzuciła okiem na niesympatycznego kolegę.
- Zgubiłeś gdzieś swoich goryli, Malfoy - stwierdziła. - Uważasz, że to bezpieczne tak nas obrażać?
- Grozisz mi, Potter? - Napuszył się od razu chłopak.
Uśmiechnęła się słodko.
- Ależ skąd. Stwierdzam jedynie fakt. - Wzruszyła ramionami.
Draco uśmiechnął się kpiąco.
- Masz może ochotę wyzwać mnie na jakiś pojedynek? - Zmrużył groźnie oczy, ale odsunął się od stołu Gryfonów na bezpieczną odległość. - Z chęcią zobaczyłbym czy wszyscy Potterowie to tacy nieudacznicy - prychnął.
Alex wstała i wytrzepała szatę. Nie patrzyła na Malfoya, można by wręcz pomyśleć, że Ślizgon jest dla niej niewidzialny.
- Transmutacja zaczyna się za pięć minut. Pośpieszcie się - rzuciła do Rona i Harry'ego.
- Tchórzysz? - Usłyszała za plecami głos Draco.
Przystanęła i obróciła głowę.
- Malfoy, spójrz na mnie. Wyzwiesz dziewczynę na pojedynek? - Zrobiła krótką pauzę i dokończyła. - Twoja duma mogłaby mocno na tym ucierpieć - westchnęła teatralnie.
Najbliżsi uczniowie ryknęli śmiechem, a Alex ruszyła w kierunku wyjścia. Gdy była już w połowie sali, usłyszała cichy głos Harry'ego:
- O której?
Westchnęła cicho i poszła na transmutację.
Czy on zawsze musi się pakować w jakieś kłopoty?
***
Harry i Ron wpadli do sali równo z dzwonkiem. O dziwo, tuż za nimi wsunęła się do klasy zarumieniona Hermiona. Syczała coś gniewnie chłopakom do ucha. Na widok Alex umilkła i naburmuszona usiadła w swojej ławce.
- Dziś zajmiemy się zaklęciem odwrotnym do tego, które zmienia zapałkę w igłę. Omówiliśmy je na ostatnich lekcjach, więc czas zająć się praktyką. - Na twarzy nauczycielki pojawił się wąski uśmiech. - Na ławkach macie po kilka zapałek. Zamieńcie je w igły, a następnie, według wskazówek z podręcznika, z powrotem w zapałki. Macie czas do końca lekcji.
Alex odetchnęła głęboko, postanawiając, że sprawą Harry'ego zajmie się na przerwie. Logiczne było, że Malfoy go podpuszcza, ale przecież nie można było zignorować wyzwania. Teraz jednak jej myśli zaprzątały jedynie zapałki.
W co on się znowu pakuje? - pomyślała jeszcze przelotnie, nim trzema machnięciami różdżki zamieniła zapałki w igły.
To zabawne. Dwa tygodnie temu musiałam się nieźle napocić, by tego dokonać. A teraz proszę! Niemalże od ręki. - Uśmiechnęła się pod nosem na to porównanie.
Zerknęła na tablicę i szybko przeczytała instrukcję. Pomruczała chwilę pod nosem, ćwicząc zaklęcie, po czym zgodnie ze wskazówkami wykonała sekwencję ruchów i wypowiedziała zaklęcie. Poczuła jak moc niechętnie opuszcza jej ciało. Było to wręcz... może nie bolesne. Bardziej przypominało to swędzenie bądź pieczenie.
Dziwne. Nie sądziłam, że magia... swędzi - myślała, patrząc na trzy zapałki identyczne jak przed lekcją.
- Doskonale, Potter! Zdaje się, że ty jedna słuchasz, co się do ciebie mówi - skomentowała przechodząca obok profesor McGonagall, co można było uznać za spory komplement w jej wypadku.
Jedynie Hermionie udało się na tej lekcji jeszcze poprawnie wykonać ćwiczenie. Alex przez resztę zajęć przyglądała się, jak reszta klasy męczy się z zaklęciem. Harry'emu szło całkiem nieźle.
Dobrze, że to zaklęcie nie jest takie wyczerpujące, jak poprzednie.
Alex nie przyszło do głowy, że jest jedyną osobą, dla której rzucanie zaklęć wiąże się z różnymi skutkami ubocznymi.
***
- No dobra, Harry, przyznaj się, w co znów się wpakowałeś... - Złapała brata tuż za progiem klasy. - No? Co tym razem?
Chłopak przystanął. Ron zatrzymał się tuż obok.
- Ja? To ty drażniłaś się z Malfoyem - odparł oburzony Harry. - Co miałem zrobić?
- Nic - odpowiedziała, wzruszając ramionami. - Malfoy na zbyt wiele sobie pozwala, to fakt. Ale nie zamierzam się zniżać do jego poziomu. Mam nadzieję, że ty również...?
- Nic ci do tego - warknął do niej Harry, wyraźnie zdenerwowany. - Jesteś niemożliwa, przez ciebie nikt nie traktuje mnie poważnie. Daj mi święty spokój!
Obrócił się i ruszył szybko na następną lekcję. Ron po chwili namysłu ruszył za nim, oglądając się co chwila na Alex.
Dziewczyna stała przez dobrą chwilę na środku korytarza, nie zawracając na poszturchiwanie i marudzenie innych uczniów, tłumnie przechodzących obok niej. W głowie miała pustkę - jej umysł nie umiał znaleźć odpowiedniej reakcji na takie słowa. Nie potrafiła zrozumieć, co się właśnie wydarzyło.
Co mu się stało? Przecież... - pomyślała, kiedy zadzwonił dzwonek i wreszcie ruszyła przed siebie.
Pokręciła głową. Wydawało jej się, że dobrze się rozumieją, że udało im się nawet zaprzyjaźnić. Zupełnie nie spodziewała się takiej reakcji z jego strony. A przecież tylko próbowała go chronić. Bo to robią przecież siostry, prawda? Gdy byli dziećmi, to on ochronił ją, choć całkiem nieświadomie. Miała wobec niego dług wdzięczności i postanowiła spłacać go każdego dnia.
Pytanie tylko, czy Harry jej na to pozwoli.
Wolnym krokiem zeszła do lochów. Minęło już kilka minut od dzwonka, kiedy pchnęła bez pukania drzwi do pracowni profesora Snape'a.
- Niech zgadnę, Potter... - W klasie zabrzmiał cichy, lecz groźny głos nauczyciela. - Nie słyszałaś dzwonka?
Pokręciła głową.
- Nie, panie profesorze, słyszałam i to bardzo wyraźnie. Rozdzwonił się tuż nad moim uchem. Po prostu... - urwała. Uświadomiła sobie, że nie ma właściwie nic na swoje usprawiedliwienie.
- Minus dziesięć punktów dla Gryffindoru. Siadaj! - wycedził nauczyciel, a Alex ruszyła na swoje miejsce, nawet nie próbując dyskutować. Po pierwsze nie miało to najmniejszego sensu, chyba, że chciała zarobić jeszcze szlaban, a po drugie czuła, że zasłużyła na tę karę.
Usiadła koło Neville'a i otworzyła podręcznik na odpowiedniej stronie. Przeczytała przepis i poszła do szafki po składniki. Zabrakło dla niej pazurów jastrzębia.
Kto późno przychodzi, sam sobie szkodzi.
- Neville, nie zostało ci trochę pazurów jastrzębia? - spytała cicho kolegę.
Chłopiec skinął niemrawo głową.
- Ale tylko trochę. Przykro mi, Alex.
Uśmiechnęła się pokrzepiająco.
- Nic się nie stało, spokojnie. Mogę? - zapytała, wskazując na nadmiar składnika, leżący koło kociołka chłopca.
Neville podał jej pazury, a Alex rozejrzała się w poszukiwaniu kolejnego potencjalnego ich źródła, siekając jednocześnie pierwszy ze składników. Nie zamierzała jeszcze na dodatek dostać złej oceny, za niewykonanie eliksiru. A ten dzień zaczął się tak miło...
- Draco... - Uśmiechnęła się nagle na widok sporej kupki pazurów na jego stoliku. - Nie masz przypadkiem na zbyciu paru pazurów jastrzębia?
Snape kątem oka obserwował jej poczynania, ale nic nie powiedział. Harry, który z nisko pochyloną głową pracował nad swoim eliksirem, gniewnie myślał, że gdyby teraz szepnął choć słówko do Rona, Snape ostro by go zrugał. Ale dziewczyna z jakiegoś powodu była dla nauczyciela zupełnie niewidzialna przez większość czasu. Jakby robił wszystko, byleby na nią nie patrzeć.
Pochylił się jeszcze bardziej, by uniknąć wzroku Alex, która tymczasem stanęła wyczekująco nad stolikiem Dracona. Blondyn spojrzał na nią kpiąco.
- Do mnie mówisz, tchórzu? - prychnął pogardliwie.
- Słucham? - zdziwiła się. - Nie, nie, musiało ci się coś pomylić, Draco. Przecież ja mam sowę, a nie tchórza! Tchórze nie są przecież zbyt pożytecznymi zwierzątkami... Więc co z tymi pazurami? - naciskała.
- Naprawdę sądzisz, że coś ci dam, Potter? - prychnął Draco. - Dobry żart, nic ode mnie nie dostaniesz. Na pewno nie po tym, jak mnie poniżyłaś dziś rano.
Alex wzruszyła ramionami.
- Pomiń etap dąsów, Draco i po prostu podziel się ze spóźnioną koleżanką.
- Chyba kpisz! - wykrzyknął nieco za głośno.
- Ciszej, Potter - wysyczał Snape, nie zwracając uwagi na to, że to Ślizgon podniósł głos. - Chcesz stracić kolejne dziesięć punktów za przeszkadzanie w lekcji?
- Nie, panie profesorze. - Dygnęła w jego kierunku. Była pierwszą osobą w życiu Harry'ego, która potrafiła coś takiego zrobić. Ba! Która coś takiego robiła. - Czy mogę wykonać o połowę mniej eliksiru, niż jest podane w przepisie? Obawiam się, że skończyły się potrzebne składniki. Oczywiście pewnie jest jeszcze zapas w składziku, ale nie chciałabym fatygować pana profesora...
- Dość! - przerwał jej nauczyciel. - Malfoy, daj jej pazury i przymknijcie się wreszcie!
- Ale, panie profesorze... - zaoponował Malfoy.
- Powiedziałem. Pośpiesz się, nim stracę cierpliwość, a Slytherin kilka punktów.
Alex z satysfakcją poniosła do stolika swój łup. Harry obejrzał się i przez chwilę obserwował, jak nadrabia stracony czas. Jakimś cudem skończyła eliksir niewiele później, niż Hermiona. Zgłosiła się, a Snape obejrzał jej dzieło. Spojrzał z uznaniem na eliksir, po czym sobie o czymś przypomniał i skrzywił się, jakby wypił właśnie szklankę soku z cytryny.
- Piętnaście punktów dla Gryffindoru - mruknął niechętnie.
A zatem jestem do przodu.
***
Gdy wychodzili z sali, poczuła na ramieniu czyjąś dłoń.
- Nie myśl, że ujdzie ci to na sucho, Potter - syknął jej do ucha Malfoy i oddalił się, nim zdążyła cokolwiek odpowiedzieć.
Nie przejmowała się Ślizgonem. Draco dużo mówił, ale nie wydawał się jej groźny. Martwiła się jedynie całą tą sytuacją z Harrym. Chciała odszukać go po zajęciach, ale zrezygnowała. Pomyślała, że chłopak potrzebuje nieco oddechu. Doszła do wniosku, że chyba trochę za bardzo mu się narzuca, nawet nie dała mu się oswoić z myślą, że są rodzeństwem, a to przecież nie jest coś, nad czym przechodzi się do porządku dziennego!
Przez cały dzień trzymała się z dala od chłopców i jeszcze dalej od Hermiony, która kręciła się blisko nich i cały czas o coś zagadywała. Jedyne, czego Alex brakowało do szczęścia, to jej wścibstwa. I bez tego była cały dzień rozkojarzona, na tyle, że nie poradziła sobie z dość prostym, wręcz podstawowym zaklęciem jakim było Lumos. Światełko na końcu różdżki pojawiało się ledwie na sekundę i znikało, a po kilkunastu próbach Alex, tak mocno rozbolała głowa, że dała sobie spokój, mimo zmartwionych spojrzeń rzucanych przez profesora Flitwicka.
Dlatego też może zaraz po kolacji skierowała się wprost do łóżka, z wdzięcznością myśląc, że ten dzień nareszcie dobiegł końca.
***
Obudziło ją światło księżyca padające na twarz. Podniosła się do pozycji siedzącej i zaspana przetarła twarz dłonią.
- Hermiono, dlaczego znowu zapomniałaś zasłonić zasłony, przecież mówiłam ci, że dzisiaj pełnia - westchnęła cicho, zerkając na łóżko koleżanki.
Łóżko, które było puste.
Hermiona Granger wymykająca się w nocy z sypialni? Czy to jakiś dziwny sen? - zdziwiła się Alex i dla pewności uszczypnęła się w ramię.
Ale to nie był sen. Hermiony nie było. Dziewczyna podeszła do okna, by zasłonić zasłonę, ale rozbudziła się już całkowicie i wracanie do łóżka nie miało najmniejszego sensu. Ubrała szlafrok i wyszła z dormitorium, by posiedzieć trochę przy kominku. Było już po północy, dlatego w Pokoju Wspólnym panowała cisza i spokój. Jedyną osobą, która się tam znajdowała, był Oliver śpiący w fotelu z książką na kolanach. Alex podeszła do niego i delikatnie szturchnęła go w ramię.
- W ten sposób ani się nie wyśpisz, ani się niczego nie nauczysz - zauważyła bystro, gdy chłopak przebudził się gwałtownie.
- Alex, co tu robisz o tej porze? - Zdziwił się, zerkając na zegar nad kominkiem.
- Ktoś nie zasłonił zasłon i obudził mnie księżyc - odpowiedziała zgodnie z prawdą. - Czego się uczysz? - zainteresowała się, dosiadając się do niego.
- Numerologia. Mam jutro ważny sprawdzian.
- Ciekawe to? - zapytała Alex, biorąc od niego książkę i przeglądając ją pobieżnie. - Wybór dodatkowych przedmiotów czeka mnie dopiero za dwa lata, ale warto wyrobić sobie opinię, prawda?
- Zgadza się. W sumie nawet ciekawe, ja po prostu potrzebuję tego SUMa, by łatwiej dostać się do drużyny quidditcha po szkole. Czasem faktycznie przydaje się na boisku - wyjaśnił jej chłopak.
- Ambitnie. - Kiwnęła głową. - Dla mnie SUMy to czysta abstrakcja, co dopiero mówić o życiu po Hogwarcie - westchnęła. Nigdy nie myślała o przyszłości. Miała tylko nadzieję, że jej przyszłość i przyszłość Harry'ego będą ze sobą jakoś połączone.
- Masz jeszcze czas. Pójdę już. - Oliver podniósł się, a Alex oddała mu książkę. - Nauczyć się już nic nie nauczę, ale przynajmniej się trochę prześpię. Dobranoc, Alex, nie siedź za długo.
- Dobranoc, Wood. - Pomachała mu na pożegnanie i zapatrzyła się w ogień trzaskający w kominku.
Chyba nieco przysnęła, bo obudził ją dopiero podniesiony głos Rona.
- Co oni sobie myślą, trzymając coś takiego w szkole?!
- On czegoś pilnuje, stał na jakiejś... - Harry urwał, dostrzegając Alex przed kominkiem. - Co tu robisz?
- Przepytywałam Wooda z numerologii i mi się przysnęło - odpowiedziała szybko. - A wy? Gdzie byliście? - zwróciła się do Neville'a, który cały dygotał. Coś musiało go nieźle wystraszyć.
- Nie twoja... - zaczął buńczucznie Ron, ale Hermiona nie wytrzymała.
- Mam tego dość. Mam nadzieję, że jesteście z siebie zadowoleni. Mogliśmy tam wszyscy zginać. Albo co gorsza - mogli nas wyrzucić ze szkoły! - dodała ze zgrozą. - A teraz wybaczcie, idę spać.
Hermiona obróciła się na pięcie i ruszyła do dormitorium, a chłopcy zerknęli na siebie zdezorientowani.
- Nie wiem, o co chodzi - odezwała się Alex - ale coś jest chyba nie tak z jej systemem wartości. W co wyście się wpakowali? - zapytała ciekawie.
- Wierz mi, nie chcesz wiedzieć - westchnął Ron i pociągnął za sobą Harry'ego. - Chodź, stary, chcę się przekonać, że to był tylko zły sen.
- Dobranoc, Alex - wymamrotał Neville i ruszył za nimi.
Alex odprowadziła ich wzrokiem i odetchnęła głęboko. Musi się dowiedzieć, co się wydarzyło. Harry najwyraźniej jest na dobrej drodze, by wpaść w niezłe tarapaty, a ona przecież nie może mu na to pozwolić, niezależnie od tego, co on o tym myśli.
Jutro - pomyślała, ziewając. Zmęczenie w końcu dało o sobie znać i dziewczyna z trudem doczłapała do dormitorium, w którym już smacznie spała Hermiona.
***
Dobrze się stało, że była umówiona z Nevillem w bibliotece podczas przerwy obiadowej. Obiecała mu, że rzuci okiem na jego wypracowanie z eliksirów, a to była przecież dobra okazja, by wyciągnąć z niego, co wydarzyło się w nocy.
Komu, jak komu, ale jej chyba Neville nie da rady odmówić.
- Jest okej, popraw tylko to, co ci zaznaczyłam. - Oddała mu pergamin, a chłopiec z zapałem zabrał się do nanoszenia poprawek zgodnie z jej wytycznymi. - Neville?
- Mhm?
- Co się wczoraj stało?
- Kiedy? - Uniósł głowę znad pracy domowej.
- W nocy - uściśliła Alex, a chłopiec pobladł nieco na twarzy. - Proszę, chcę wiedzieć. Boję się, że Harry wpakuje się w jakieś kłopoty.
- Nooo... - zaczął się łamać. - Czekałem przed północą na Grubą Damę pod portretem, bo znowu gdzieś poszła i zobaczyłem, jak Harry i Ron wychodzą, a zaraz za nimi wściekła Hermiona, która na nich krzyczała.
- Nic dziwnego, akurat wyjątkowo się z nią zgadzam - westchnęła Alex. - I co było dalej?
- No, nie mogliśmy wejść do środka, więc poszliśmy z chłopakami do Izby Pamięci, mieli tam się spotkać z Malfoyem i się pojedynkować, czy coś.
- A Malfoya pewnie tam nie było? - domyśliła się Alex.
- Nie, zrobił Harry'ego w konia. No a potem pojawił się Filch i musieliśmy uciekać, no i... I trafiliśmy na korytarz na trzecim piętrze - dokończył Neville przerażonym szeptem, a ręce zaczęły drżeć mu tak mocno, że cały arkusz poplamił atramentem.
- Ten zakazany? - wyrwało się Alex, ale było widać, że chłopiec nie da rady powiedzieć jej nic więcej. - W porządku, Neville, tyle mi wystarczy. Dziękuję, że mi powiedziałeś. Lepiej idź na obiad, jesteś strasznie blady, później to przepiszesz. - Wskazała esej.
- A ty nie idziesz? - zdziwił się, ochoczo podnosząc się znad stolika.
- Muszę jeszcze przeczytać kilka rzeczy, nie czekaj na mnie, spotkamy się na zajęciach. - Pomachała mu na pożegnanie i zniknęła między regałami.
Kogoś mogłoby zaskoczyć, że jedenastoletnia dziewczynka tak mocno interesuje się historią Banku Gringotta, ale Alex nie była zwykłą jedenastoletnią dziewczynką. Ten temat musiał ją naprawdę mocno zainteresować, bo omal nie spóźniła się na popołudniowe zajęcia.
Tym razem na zaklęciach była już w pełni skupiona i zaklęcie Lumos po kilku próbach opanowała perfekcyjnie, bez żadnych skutków ubocznych. Doszła do wniosku, że tylko pierwsze podejścia są nieprzyjemne, potem magia nie wiąże się z żadnymi dodatkowymi objawami.
Muszę trochę o tym poczytać - pomyślała, zamykając podręcznik i wypatrując Harry'ego wśród uczniów. Dogoniła go w drodze na kolejne zajęcia i zrównała z nim krok.
- Możemy później porozmawiać? - spytała niepewnie.
- O czym? - mruknął nieco niechętnie.
- Dowiedziałam się czegoś ciekawego o skrytce numer 713 - zniżyła głos do szeptu. - Porozmawiamy po zajęciach? - Spojrzała na niego z nadzieją.
- Dobrze - zgodził się Harry po chwili wahania.
Reszta dnia minęła szybko, może dlatego, że Alex miała na co czekać. Po kolacji odnalazła Harry'ego przy kominku, gdzie męczył się z esejem na zaklęcia.
- To co chcesz mi powiedzieć? - Uniósł głowę, gdy dosiadła się do niego.
- Poszperałam trochę i to naprawdę dziwne, że ktoś odważył się włamać do skrytki w Gringottcie - zaczęła. - Skarbce na tym poziomie są bardzo dobrze strzeżone i wierz mi, nie chcesz wiedzieć, co może przydarzyć się złodziejowi przyłapanemu na gorącym uczynku.
- Ale złodzieja nie złapano - zauważył Harry. Zdaje się, że udało jej się go zainteresować tematem.
- I to jest jeszcze dziwniejsze. To musiał być naprawdę potężny czarodziej, jeżeli udało mu się obejść zabezpieczenia i nie wszcząć od razu alarmu - kontynuowała Alex.
- Jak bardzo potężny...? - zapytał ostrożnie Harry, nachylając się do niej.
- Jak Dumbledore. Albo nawet potężniejszy - wyszeptała, bo do Pokoju Wspólnego zaczęli napływać starsi uczniowie i przy kominku zrobiło się tłoczno. - Całe szczęście, że Hagrid zabrał to, co tam było. Cokolwiek to jest - westchnęła.
- Myślę, że to może być teraz w Hogwarcie. Hagrid mówił mi, że to najbezpieczniejsze miejsce na świecie - dodał Harry.
- I pewnie ma rację. Co może wymagać takiej ochrony...? - zadumała się Alex.
- Nie wiem, ale na sto procent jest bezpieczne - mruknął Harry.
- Skąd wiesz? - zdziwiła się.
Chłopiec dłuższą chwilę bił się z myślami, nim zdecydował się odpowiedzieć na to pytanie.
- Wczoraj w nocy... Przez przypadek trafiliśmy na korytarz na trzecim piętrze. Ten zakazany - dodał, zniżając głos do szeptu, tak że Alex musiała się nachylić jeszcze bardziej. - Jest tam komnata, w której jest ogromny trzygłowy pies. Bardzo groźny. O mało nas nie pożarł. Hermiona zauważyła, że stoi na jakiejś klapie i czegoś pilnuje - wyjaśnił chłopiec, zerkając na Alex, która zmrużyła mocno oczy, myśląc nad czymś intensywnie.
- Pakunek ze skrytki numer 713 - mruknęła. - Tylko co to takiego? I jaki wielki czarodziej tak mocno tego pożąda, że gotów był włamać się do najlepiej strzeżonego banku świecie czarodziejów...? - zamyśliła się, patrząc w ogień, a Harry wrócił do pisania eseju.
Obserwowała go przez chwilę, rozmyślając nad tym, czego się dowiedziała. Mieli wczoraj szczęście, że udało im się uciec przed Filchem i nie zostali zjedzeni przez tego psa. Ale koło takich wieści nie można było przejść obojętnie.
- Jednym z rodzajów zaklęcia Lumos jest Lumos Maxima, a nie Maximus - poprawiła go machinalnie, porzucają myśli o wielkim psie.
- Mogłabyś... tak nie robić? - poprosił nieco poirytowany Harry. - To... Nie potrzebuję twojej pomocy, okej?
- Przepraszam - westchnęła Alex. - To silniejsze ode mnie. Wiem, że strasznie ci się narzucam, ale... - Zagryzła wargę. - Myślałam, że mnie rozumiesz, Harry. Mam tylko ciebie i nie chcę cię stracić. Ale ty masz Rona i zrozumiem, jeżeli nie będziesz chciał mieć ze mną nic wspólnego - zakończyła, powstrzymując cisnące się jej do oczu łzy.
- Ja... - Harry urwał, nie wiedząc co powiedzieć. - Po prostu postaraj się być mniej... irytująca, dobra? To wszystko jest dla mnie bardzo... dziwne.
- Dla mnie też. - Uśmiechnęła się krótko i podniosła się z fotela. - Jakbyś potrzebował pomocy przy tym eseju, to daj znać. Swój już napisałam i trochę pomogłam Neville'owi.
- Dzięki, zapamiętam - odpowiedział Harry i uśmiechnął się do niej wąsko.
Alex odwróciła się i ruszyła do dormitorium. Miała nadzieję, że teraz będzie już tylko lepiej. Zresztą, miała nad czym myśleć. Miała zagadkę do rozwiązania, a to było coś, co akurat bardzo lubiła.
___________
Tłumów tu nie ma, ale do tych co są i komentują - wiecie, jak bardzo Was kocham? :D
Być może Alex i Harry trochę szybciej zaczęli łączyć fakty, ale w końcu co dwie głowy, to nie jedna, nie?
Być może Alex i Harry trochę szybciej zaczęli łączyć fakty, ale w końcu co dwie głowy, to nie jedna, nie?