Kolejne rozdziały czekają na swój świstoklilk. Nie liczcie na regularność, postaram się dobrnąć sprawnie do końca pierwszego roku ;)

Mam zamęt twórczy, nie wiem co, gdzie i kiedy napiszę.

sobota, 26 grudnia 2015

PROLOG

Hagrid szedł szybko ponurą, ciemną ulicą. Gdzieś przed sobą słyszał krzyki. Na horyzoncie biła czerwona łuna. Pożar już ugaszono, ale gdzie nie gdzie dogasały ostatnie płomienie. W końcu zza zakrętu wyłonił się dom - a raczej to, co z niego zostało.
Olbrzym powstrzymał szloch. W tym domu mieszkali jego przyjaciele. Teraz gdzieś tam, wśród ruin, leżały jeszcze niedawno ich martwe ciała.
Hagrid przecisnął się przez tłum aurorów, próbujących ogarnąć zamieszanie. Ignorując ich gniewne krzyki i ostrzeżenia wszedł pomiędzy ruiny.
- Hagridzie, nie wchodź tam! Ten dom może się zawalić!
Nic nie odpowiedział, tylko podążył tam, gdzie jeszcze niedawno było pierwsze piętro i sypialnia. Usłyszał ciche popłakiwanie niemowlęcia. Pchnął pozostałość po drzwiach i wszedł do pokoju.
Na środku pomieszczenia stało łóżeczko. W środku leżał mały, czarnowłosy chłopiec. Na czole miał brzydką, krwawiącą ranę. Cicho płakał, patrząc z przerażeniem na Hagrida.
- No już, mały - mruknął olbrzym, wyjmując go z łóżeczka. - Już ci nic nie grozi, cholibka...
Owinął go we własny płaszcz (równie dobrze mógł go włożyć do kieszeni) i rozejrzał się jeszcze raz po pokoju. W kącie dostrzegł jeszcze jedno łóżeczko. Podszedł szybko do niego i zajrzał do środka.
- No chodź, ślicznotko - mruknął. - Ciebie też tu nie zostawimy.
Dziewczynka leżała nieruchomo i patrzyła na niego z szeroko otwartymi oczami. Nie płakała. Hagrid chwycił ją i także owinął w płaszcz. Obrzucił pokój jeszcze jednym, uważnym spojrzeniem i otarł łzę. Potem obrócił się i wyszedł.

***

Gdy Hagrid pojawił się na pustej, mugolskiej uliczce Privet Drive, pożyczonym latającym motorem, czekały tam na niego dwie osoby. Olbrzym zsunął się nieco niezgrabnie z pojazdu i podszedł do nich.
- Dobry wieczór, panie psorze! - Kiwnął głową w kierunku czarodzieja z długą, siwą brodą. Potem obrócił się w kierunku wysokiej i chudej kobiety w szpiczastym kapeluszu. - Dobry wieczór, pani psor!
- Albusie... - Kobieta chciała o coś zapytać swojego towarzysza, ale czarodziej pokręcił głową.
- Daj mi go, Hagridzie! - zwrócił się do olbrzyma.
Hagrid oddał czarodziejowi małego chłopca. Ten wyjął z kieszeni list i umieścił go między kocami. Następnie podszedł pod drzwi jednego z domów.
- Albusie, ja naprawdę uważam, że to nie jest dobry pomysł. - Na potwierdzenie jej słów zza ich pleców rozległ się spazmatyczny szloch Hagrida.
- Hagridzie...
- Tak. - Siąknął raz jeszcze nosem, wyciągając ogromną chustkę do nosa. - Przepraszam, panie psorze...
Profesor zwrócił się do kobiety:
- Minerwo, wiem, że to nie jest najlepszy pomysł, ale innego nie mamy. Tutaj Harry będzie najbezpieczniejszy.
- Albusie! Ty nie widziałeś tych mugoli! To chyba najgorsi ludzie na świecie!
- Minerwo, wiem. Ale jak już powiedziałem - tu będzie najbezpieczniejszy. - Z tymi słowami schylił się i położył chłopca pod drzwiami.
Wszyscy troje patrzyli chwilę na zawiniątko, po czym czarodziej westchnął.
- Powodzenia, Harry!
W tym momencie spod płaszcza Hagrida rozległo się ciche ziewnięcie. Olbrzym rozsunął poły płaszcza i wyjął drugie niemowlę.
- Właśnie, panie psorze, co z nią?
Dziewczynka rozglądała się dookoła szeroko otwartymi, zielonymi oczami. Profesor podszedł do Hagrida i wziął ją ostrożnie na ręce.
- Zajmę się nią, Hagridzie.
- Co zamierzasz z nią zrobić, Albusie? - dopytywała się Minerwa. - Nie zostawisz jej tutaj? Razem z Harrym?
Profesor pokręcił głową.
- To byłoby zbyt niebezpieczne...
- Jak to? Harry jest tu bezpieczny, a ona nie?
Mężczyzna skinął głową.
- To potężniejsza magia, niż nam się wydaje.
Z tymi słowami obrócił się z zamiarem odejścia.
- Albusie! - zawołała raz jeszcze kobieta - Dokąd ją zabierasz?
Czarodziej uśmiechnął się.
- Sądzę, że u młodych państwa Ravenów, będzie jej całkiem przyjemnie.
Po tych słowach obrócił się i zniknął.
__________
Moje sto pięćdziesiąte ósme podejście do Harry'ego i nadal nie jestem zadowolona. Leży to już od paru lat na moim dysku i woła o dokończenie. Więc biorę się za kończenie, choć bardziej pisanie, bo do końca dalej niż bliżej.
Czy opowiadania o Harrym nadal są na topie? Chyba tak, aczkolwiek co jedno, to dziwniejsze. Tutaj doznacie raczej pewnego rodzaju "normalności".
To co? Zaczynamy czary...?