Kolejne rozdziały czekają na swój świstoklilk. Nie liczcie na regularność, postaram się dobrnąć sprawnie do końca pierwszego roku ;)

Mam zamęt twórczy, nie wiem co, gdzie i kiedy napiszę.

piątek, 15 kwietnia 2022

17. Niedobra (nie)sława

Następny dzień zaczął się podejrzanie zwyczajnie. Szkoła wciąż huczała od plotek o tym, jak to Harry Potter wraz ze swoim rudym przyjacielem z hukiem przybyli do Hogwartu. Urosły one oczywiście do niebotycznych rozmiarów, zwłaszcza, że żaden z chłopców nie miał zamiaru chełpić się tym wyczynem i raczej unikali rozmów na ten temat.
- To było skrajnie nieodpowiedzialne z ich strony - marudziła cicho Hermiona, idąc u boku Alex na śniadanie. - Ale dobrze, że nic im się nie stało, ta wierzba bijąca...
- ...też nieźle oberwała - zauważyła Alex, wskazując na okno wychodzące na błonia. W oddali było widać profesor Sprout i panią Pomfrey pieczołowicie obwiązujące połamane witki wierzby specjalnymi bandażami.
- Oni zawsze wpakują się w jakieś kłopoty, co?
- Jak to chłopcy. - Alex wzruszyła ramionami. - Hej, Ginny! Idziesz na śniadanie? - dostrzegła w tłumie rude włosy, których odcienia nie dało się pomylić z niczym innym.
- Tak, ale chyba się zgubiłam, te głupie schody....
- Chodź z nami, tędy.
W trójkę dotarły do zapełniającej się powoli Wielkiej Sali. Nigdzie nie dostrzegały Harry'ego i Rona.
- Pewnie jeszcze śpią - westchnęła poirytowana Hermiona.
Chłopcy dotarli na śniadanie tuż przed sowią pocztą, a rozgadana jeszcze przed momentem Ginny zamilkła gwałtownie i omal nie udusiła się swoją owsianką. Hermiona powitała ich chłodno, ostentacyjnie potępiając ich zachowanie i schowała się za pierwszym lepszym podręcznikiem, zagłębiając się w lekturze.
- Errol? Co on tutaj...? Och nie! - wykrzyknął Ron, gdy stary puchacz podleciał bliżej i wylądował z hukiem na jego talerzu, rozbryzgując zupę mleczną na siedzących najbliżej uczniów. - Przysłała mi wyjca!
- Lepiej otwórz go szybko! - doradził mu Neville.
- Co to jest wyjec? - zdziwił się Harry.
- Zaraz się dowiesz, ciocia Ann dostała kiedyś takiego od swojego szefa, nic miłego - mruknęła pośpiesznie Alex, patrząc, jak Ron walczy z czerwoną, niepozorną kopertą.
Chwilę później całą Wielką Salę wypełnił wzmocniony magicznie głos Molly Weasley, karcącej Rona za kradzież samochodu.
- ...CO TWÓJ OJCIEC I JA PRZEŻYWALIŚMY! 
Ron na swoim krześle robił się coraz mniejszy i mniejszy, jakby chciał całkiem zniknąć, a i Harry miał mocno niewyraźną miną.
- OJCA CZEKA W PRACY DOCHODZENIE, JESZCZE JEDEN TAKI WYBRYK I KONIEC ZE SZKOŁĄ!
List w końcu przestał krzyczeć, gdy twarz Rona przybrała kolor niewiele jaśniejszy od koperty, w której dostarczono wyjca. Reszta szkoły po wysłuchaniu tego wstąpienia, powoli wracała do swoich spraw, a pomieszczenie stopniowo wypełniło się gwarem rozmów.
Harry nadal pełen poczucia winy, niemrawo żuł kanapkę z dżemem truskawkowym, gdy podeszła do nich profesor McGonnagal z planami zajęć. Rozdała im je, jak zwykle, a oni jak zwykle rzucili się, by sprawdzić jakie zajęcia czekają ich pierwszego dnia szkoły.
- Co mamy pierwsze? Zielarstwo? A ty, Ginny? - zwróciła się do młodszej koleżanki Alex. - Oj, eliksiry? Cudowny początek poniedziałku. Lepiej już leć, Snape nienawidzi spóźnień.
Dziewczynka prędko pomknęła do lochów, a i drugoklasiści zaczęli się zbierać - do cieplarni był całkiem spory kawałek.
Zdążyli na czas, akurat by zobaczyć, jak korpulentna nauczycielka dziarsko podąża przez błonia. U jej boku, z trudem dotrzymując jej kroku podążał nowy nauczyciel OPCM.
- Wygląda, jakby próbowała przed nim uciec - mruknęła Alex, nie kierując tych słów do nikogo konkretnego. Jeszcze nie wyrobiła sobie zdania o nauczycielu, ale okazja miała nadarzyć się już po luchu, gdy mieli mieć z nim pierwszą lekcję.
- ...uważam, że nie zaszkodziłoby dodać do opatrunków jeszcze odrobinę maści z śliną nieśmiałków, działa zbawiennie na liście wierzb bijących - usłyszeli głos Lockharta instruującego profesor Sprout.
- Cieplarnia numer trzy - przerwała mu szorstko kobieta, poganiając uczniów. - Mam teraz lekcję, Gilderoy, wybacz.
- Ach tak, Pomono, wybacz, absolutnie nie chciałem podważać twojego autorytetu... Czy mógłby jeszcze przy okazji zamienić słówko z Harrym?
Alex, która już przekraczała próg cieplarni, zatrzymała się na te słowa, a Ron wpadł na nią z impetem.
- Co jest?
- Idźcie - mruknęła, przepuszczając go w drzwiach. - Zaraz dołączę.
Obserwowała, jak Lockhart spaceruje z Harrym dookoła cieplarni, tłumacząc mu coś i gestykulując intensywnie. W końcu podeszli bliżej na odległość głosu i Alex dosłyszała jego ostatnie słowa:
- ...to dopiero początek, Harry, dopiero początek.
- Czego od ciebie chciał? - zapytała, marszcząc czoło, gdy brat dołączył do niej wciąż nieco oszołmiony.
- W sumie to nie wiem. Chce chyba pomóc mi z opanowaniem mojej "chęci dążenia do sławy".
- Do czego?
O Harrym można było powiedzieć wszystko, tylko nie to, że szuka rozgłosu. Wiedział o tym każdy, kto go choć trochę lepiej znał.
Chłopak wzruszył ramionami.
- Jakbym specjalnie ściągał na siebie te wszystkie dziwne wydarzenia... Chodźmy lepiej na zielarstwo.
W środku praca już wrzała - na dzisiejszą lekcję zaplanowane były mandragory. Mieli pracować w sześcioosobowych grupach, zatem Harry i Alex prędko dołączyli do Rona i Hermiony, którzy zaklepali im miejsca. Siedział już tam Neville i nieznany im z nazwiska Puchon.
- Justin Finch-Fletchley - przedstawił się prędko. - Już się poznaliśmy z Ronem, Hermioną i Nevillem. Ty to oczywiście Harry Potter - zwrócił się do chłopaka, po czym zmrużył oczy przenosząc wzrok na Alex. - A ty to...?
Zaniemówiła na chwilę. Nie czuła się jakąś wielką osobistością, ale po czerwcowych wydarzeniach wydawało jej się, że koledzy z roku powinni raczej kojarzyć jej nazwisko. Poza tym była w drużynie quidditcha!
- Alex Potter - odparła, decydując, że nie będzie chować urazy. Nie każdy zwraca uwagę na quidditcha, prawda?
- Aaaa, no tak - odparł Justin, ale jakoś bez przekonania. Nim pani Sprout kazała nałożyć im nauszniki zdążył opowiedzieć im całkiem sporo o swojej rodzinie. Podobnie jak i Hermiona był mugolakiem.
Przesadzanie mandragor poszło im całkiem sprawnie, mimo iż nieco ogłuszyły Neville'a, który niedokładnie założył nauszniki. Doszedł do siebie do końca lekcji, ale na transmutację trzeba go było prowadzić, wciąż nieco chwiał się na nogach.
- Dobrze, że to były tylko małe sadzonki... - zauważył Harry, trzymając go pod ramię.
- Musisz być nieco uważniejszy, Neville - zwróciła mu uwagę Alex, trzymająca go z drugiej strony. - Za bardzo się stresujesz i robisz głupie błędy. Przecież uwielbiasz zielarstwo!
- Chyba po prostu już teraz martwię się eliksirami...
Lekcja transmutacji przebiegła sprawnie. Robili powtórki z pierwszego roku i choć niektórym uczniom szło nieco topornie, Alex zdążyła w wakacje przeczytać pobieżnie podręczniki z pierwszego roku i przypomnieć sobie co trudniejsze zaklęcia. Guzik, w który miała zmienić żuka był może nieco zbyt połyskliwy, ale poza tym nic mu nie można było zarzucić. 
Na koniec lekcji profesor McGonnagal zawołała ją do siebie.
- Potter, czy pamiętasz o naszej umowie? - spojrzała na nią surowo.
- Tak, pani profesor. Korzystanie z mojego daru podczas lekcji byłoby nieuczciwe wobec innych uczniów - przytaknęła Alex. - Ale...
- Tak, Potter? - W oku nauczycielki dostrzegła jakiś błysk, który dodał jej odwagi.
- Czy pani albo profesor Dumbledore... Czy to byłoby bardzo nieodpowiednie, gdybym czasami, tylko na własny użytek i dla własnej ciekawości badała moje umiejętności? Muszę się przyznać, że próbowałam nieco czarować w zeszłym roku i odkryłam... interesujące rzeczy - zakończyła wywód nieco nieśmiało, bojąc się, że zrobiła coś sprzecznego ze szkolnym regulaminem i nauczycielka zaraz da jej jakiś paskudny szlaban.
- Potter - odezwała się profesor McGonnagal po dłuższej chwili milczenia - byłabym naprawdę zawiedziona, gdybyś nie próbowała badać swojego daru na własną rękę. - Uśmiechnęła się nieco zagadkowo. - Proszę tylko, byś uważała i zachowała dyskrecję. A w przyszłości... Chętnie usłyszę o tych "interesujących rzeczach". No, uciekaj na obiad, Potter, bo nie zdążysz zjeść.
Wyszła z klasy o wiele spokojniejsza i jakby kilka kilo lżejsza, przynajmniej na duchu.


***
Podczas obiadu, Ron próbował ratować swoją różdżkę, która została uszkodzona podczas spotkania z wierzbą bijącą. Magiczna taśma niewiele pomogła - chłopak miał spore problemy z rzuceniem nawet najprostszych czarów. Lekcja transmutacji była koszmarem.
- Można by ją wysłać do Ollivandera, może będzie mógł ją naprawić? - zasugerowała Alex. - Ale na razie i tak potrzebowałbyś nowej... przynajmniej na zastępstwo.
- Nie ma takiej opcji! Nie stać... - Ron umilkł gwałtownie i zaczerwienił się po czubek uszu. - To znaczy, mama byłaby wściekła, gdybym poprosił o nową. "To twoja wina, Ronaldzie Weasley!" - doskonale sparodiował głos własnej matki.
- Czymś musisz czarować... Daj na chwilę - zażądała. Wzięła różdżkę Rona do ręki i skupiła się mocno. Nigdy nie rzucała tego zaklęcia. Dla postronnej widowni machnęła swoją własną różdżką i zawołała - Reparo!
Brzegi pęknięcia scaliły się jakby mocniej, Ron dla pewności obkleił różdżkę grubą warstwą taśmy klejącej.
- To tylko na chwilę, trzeba będzie poprawić za jakiś czas... Ale i tak potrzebna ci nowa, Ron.
- Skąd znasz to zaklęcie? - zapytała podejrzliwie Hermiona. - Mamy się go uczyć dopiero na wiosnę!
- To pożyteczne zaklęcie, lubię sobie wcześniej przyswoić najważniejsze rzeczy. - Alex wzruszyła ramionami. Nie była to do końca prawda, więc żeby szybko odwrócić od siebie uwagę, dodała - Za to ty jesteś dobrze przygotowana do OPCM, prawda?
Hermiona natychmiast przykryła swój plan lekcji "Podróżami z wampirami" i zaczerwieniła się lekko. Nie umknęły ich uwadze serduszka, którymi ozdobiła każdą zaplanowaną lekcję z Lockhartem.
- Ty jesteś Harry Potter? Jestem Colin. Colin Creevey. - Jeden z pierwszoroczniaków szturchnął ją w plecy, przepychając się do ich stolika. Alex burknęła coś pod nosem, gdy spory aparat fotograficzny nabił jej guza na głowie, ale chłopiec nie zwrócił na nią uwagi. - Jejku, opowiadali mi o tobie. Wszystko! Urodziłem się w rodzinie mugoli i w ogóle nie wiedziałem, że to, co robię to czary! Teraz wszystko opowiadam mojemu tacie i wysyłam mu dużo zdjęć. Jeden chłopak powiedział mi, że jeśli wywołam je w specjalnym eliksirze, to będą się ruszały. Myślisz, że mógłbym zrobić sobie z tobą zdjęcie? Inaczej nikt mi nie uwierzy, że cię spotkałem! - Wyrecytował to wszystko praktycznie na jednym wdechu. - O, albo twój kolega zrobi nam zdjęcie, a ty je podpiszesz i...
- Hej, młody. - Alex szturchnęła go w łokieć, dostrzegając zażenowaną minę Harry'ego i podążającego ku nim Dracona Malfoya z podejrzanie złośliwą miną. Musiał wszystko usłyszeć. - To nie jest najlepszy moment. Może później... - próbowała odesłać chłopca, ale ten jakby w ogóle jej nie słyszał, wpatrzony w Harry'ego jak w obrazek.
- Potter, rozdajesz zdjęcia z autografem? Hej! Ustawcie się w kolejce, wielki Potter będzie podpisywał swoje zdjęcia! - ryknął Malfoy na całą jadalnię.
- Zamknij się! - syknęła Alex. - Nie możesz znieść, jeśli choć przez kilka sekund nie jesteś w centrum uwagi, co, Malfoy?
- Jesteś po prostu zazdrosny! - pisnął Colin, a Alex spojrzała na niego zdezorientowana. Przecież przed chwilą to powiedziała! Tylko, no... bardziej ironicznie.
Wywiązała się kłótnia między chłopakami, do której dziewczyna już miała się wtrącić, gdy Hermiona cichym syknięciem ostrzegła ich przed nadejściem nauczyciela. Ron w ostatniej chwili schował różdźkę.
- A co się tutaj dzieje? - Stanął nad nimi zatroskany Gilderoy Lockhart. - Kto rozdaje autografy?
Harry skurczył się w sobie, jakby wiedząc, co zaraz nastąpi, Alex zatem postanowiła szybko interweniować.
- Nic takiego, panie profesorze! - zapewniła gorąco. - To takie żarty, Draco chciał, żeby Colin zrobił mu zdjęcie na pamią-....
- To Harry! Obiecał mi swój autograf! - zawołał pierwszoroczny, a nauczyciel odwrócił się do niego, jakby zupełnie nie dostrzegając stojącej obok dziewczyny, której brutalnie przerwano wpół słowa. Alex spojrzała na pierwszoroczniaka tak, że gdyby wzrok mógł zabijać, to Colin już nigdy więcej nie zrobiłby żadnego zdjęcia.
- No, no, Harry... - Lockhart zacmokał z lekkim niesmakiem. - Rozmawialiśmy o tym, prawda? Dobrze panie Creevey, proponuję panu nie lada gratkę. Zapozuję z Harrym i obaj podpiszemy fotografię, dobrze? - Nauczyciel wyszczerzył pełen garnitur śnieżnobiałych zębów i odpędził Alex z kadru, niczym natrętną muchę.
Pufnęła poirytowana, rzucając wrogie spojrzenie za oddalającym się i zanoszącym chichotem Malfoyem. Co to wszystko miało znaczyć? Jeszcze nigdy żaden nauczyciel nie zignorował jej w tak perfidny sposób! Obróciła się na pięcie i ruszyła do sali lekcyjnej, nie czekając na przyjaciół. Lekcja i tak miała zacząć się za kilka minut.
Chwilę później dołączył do niej Harry, już uwolniony z żelaznego uścisku nauczyciela, ale nadal czerwony jak burak. Nie zauważył gradowej miny Alex, zajęty własnymi problemami.
- Ej, stary. - Do ławki dosiedli się Ron i Hermiona. - Módl się, żeby ten Creevey nie spotkał Ginny, bo jeszcze założą fanklub Pottera.
- Cicho! - syknął przerażony Harry. - Jakby Lockhart to usłyszał...
- Twoja siostra ma trochę więcej rozsądku, Ron - mruknęła Alex pod nosem, ale nikt jej nie słuchał, bo do klasy właśnie wszedł nauczyciel. Dziewczynka mimowolnie zauważyła dziwną tendencję - większość ławek z przodu zajęta była przez dziewczęta. Chłopcy trzymali się raczej z tyłu.
- Witam serdecznie, kochani! Wiem, że nie muszę się przedstawiać, bo wszyscy mnie znacie - tu zaśmiał się perliście - ale tego wymagają dobre maniery. Gilderoy Lockhart, do usług! - zawołał z emfazą. - Kawaler Orderu Merlina Trzeciej Klasy, pięciokrotny laureat nagrody tygodnika "Czarownica" za najbardziej czarujący uśmiech, et cetera, et cetera... Ale dość o mnie! Widzę, że wszyscy zakupiliście moją biografię i resztę podręczników? 
W odpowiedzi przez przednie ławki przetoczyło się potakujące westchnienie, a przez tylne fala kiwnięć głowami.
- Doskonale! Zacznijmy więc od małego testu wiedzy, zobaczymy, ile zapamiętaliście z lektury! - Machnięciem różdżki posłał w ich kierunku kartki z testami. Alex dostrzegła przerażoną minę Rona i Harry'ego, którzy nawet nie otworzyli nowych podręczników przez wakacje. - Spokojnie, to nie na ocenę. Macie trzydzieści minut.
Dziewczynka zerknęła na kilkadziesiąt pytań. Zdążyła pobieżnie przejrzeć co ciekawsze rozdziały z podręczników do OPCM, ale nawet nie otworzyła biografii Lockharta. Nie o nim wszak miały traktować te lekcje, prawda?
Cóż, po pierwszym rzucie oka na pytania, Alex przestała być taka pewna.
Szybko przebiegła test wzrokiem i westchnęła ciężko. Żadne z prawie sześćdziesięciu pytań nie dotyczyło obrony przed czarną magią. Każde, ale to naprawdę każde z nich opierało się o autobiografię nauczyciela. 
Z poczuciem zmarnowania kilku minut zaczęła odpowiadać na pytania. Większość odpowiedzi zmyślała, części dało się łatwo domyśleć (sądząc po ubiorze nauczyciela i wystroju klasy, jedyną odpowiedzią na pytanie o jego ulubiony kolor było "wszystkie odcienie różu i fioletu").
Nauczyciel zebrał kartki przejrzał je szybko i zacmokał niezadowolny.
- Nikt z was nie pamiętał, że liliowy to mój ulubiony kolor...
- A nie jest to przypadkiem odcień różu? - Zdziwiła się głośno Alex, zapominając o tym, by się zgłosić, nauczyciel jednak był zbyt pochłonięty przeglądaniem testów, by zwrócić na nią uwagę.
- ...za to pani Hermiona Granger bardzo ładnie odpowiedziała na drugie pytanie! Zasłużyła na najwyższą ocenę! - zawołał rozpromieniony, a Hermiona rozsiadła się wygodniej, bardzo z siebie zadwolona. - Natomiast panna Potter, cóż za zbieżność nazwisk, nawet nie odpowiedziała na połowę pytań! Gdyby nie mój wspaniałomyślny nastrój, chyba musiałbym odjąć pani kilka punktów, za zupełny brak przygotowania do zajęć!
- Ponoć to nie miało być na ocenę - mruknęła Alex pod nosem, ignorując uwagę o zbieżności nazwisk.
- Jesteś zazdrosna, bo sama napisałaś kompletne bzdury - odcięła się Hermiona nagle oburzona. Alex spojrzała na nią, zaskoczona jej nagłą złośliwością.
- Ale ja nie...
- Uważajcie! To bardzo niebezpieczne stworzenia! Przy mnie jednak nic wam nie grozi... - Nauczyciel w tym czasie postawił na biurku przestronną klatkę przykrytą błękitnym materiałem. Pod spodem coś prychało, syczało i kłębiło się niecierpliwie. - Zachowajcie spokój. Oto... chochliki kornawlijskie! - Dramatycznym gestem odsłonił klatkę.
W środku latało kilkanaście niewielkich niebieskoskórych stworzonek o humanoidalnych kształtach. Miały duże, wypukłe granatowe oczy i szybko poruszające się skrzydełka. Wyglądały na poirytowane ciasnotą w klatce. Syczały i prychały, drapiąc ostrymi pazurkami o metalowe pręty.
- Ale, panie profesorze... - Seamus nie był w stanie powstrzymać śmiechu. - Przecież one wcale nie są niebezpieczne!
- Złośliwe i psotne to tak - dodała Alex, przypominając sobie, że czytała kiedyś o nich w jednej z książek w domu Ann i Toma. - Ale poza zadrapaniem nie uczynią raczej nikomu krzywdy.
- Ach tak, panie Finningan? - Lockhart ponownie całkowicie zignorował jej wypowiedź. - No to zobaczymy, jak sobie z nimi poradzicie! - Jednym ruchem otworzył klatkę.
Uwolnione chochliki natychmiast rozpierzchły się po klasie i zaczęły rozrabiać. Część z nich od razu uciekła przez okno, nie przejmując się szybą, której okruchy poleciały na najbliższych uczniów. Dwa z nich chwyciły za uszy siedzącego w pierwszej ławce Neville'a i uniosły go do góry. Alex natychmiast ogłuszyła jednego z nich, a drugi, nie mogąc udźwignąć chłopca samodzielnie puścił go wprost na głowę nauczyciela i poleciał rzucać kałamarzami pełnymi atramentu w uczniów i ściany.
- No dalej, kochani! To przecież tylko chochliki! - zawołał Lockhart. - Poradzicie sobie przecież!
- Może jakieś przeciwzaklęcie, panie profesorze? - sarknęła poirytowana już mocno Alex, starając się zapędzić grupę chochlików do klatki. Dwa z nich wplątały się jej we włosy i szarpały mocno jej głową we wszystkie strony.
Nauczyciel wykonał jakiś bardzo skomplikowany ruch różdżką, ale jedyne co osiągnął, to to, że wypadła mu ona z ręki, natychmiast porwana przez jednego z chochlików, który wyrzucił ją przez okno.
- Bardzo pomocne - burknęła Alex, ale zagłuszył ją dzwonek na przerwę. Cała klasa rzuciła się ku drzwiom, tak że na placu boju zostali tylko przyjaciele, Neville wciąż lekko pojękujący na podłodze i nauczyciel stojący bezradnie na środku klasy.
- No, widzę, że sobie radzicie - zauważył, dostrzegając jak Hermiona ogłusza kolejnego chochlika, podczas gdy Ron zdzielił pięścią drugiego, który usiłował właśnie odgryźć mu ucho. - Posprzątajcie tu potem, do zobaczenia na następnej lekcji.
I zniknął.
- Immobilus! - krzyknęła Alex, celując w największą grupę niebieskich psotników, która znieruchomiała w powietrzu i jednym ruchem różdżki, rzuciła je do klatki, którą Harry zamknął z wyrazem ulgi na twarzy. 
Dwa pozostałe chochliki uciekły w panice przez dziurę w szybie, po drodze wylewając na głowę Neville'a całą zawartość ostatniego kałamarza.
- Dlaczego to zawsze muszę być ja? - jęknął chłopak, gdy pomogli mu podnieść się z podłogi. Alex szybko usunęła z niego atrament i naprawiła okno. Zmęczona po walce z chochlikami, nawet nie próbowała używać różdżki, korzystając z tego, że przyjaciele zajęci są dyskusją na temat umiejętności pedagogicznych Lockharta.
- To była doskonała okazja do ćwiczeń! - Hermiona z przekonaniem broniła nauczyciela.
- Hermiono, to był kompletny chaos! - warknęła, zmęczona całym tym dniem. - On w ogóle nie wiedział, co robi!
- Gdybyś tylko raczyła przeczytać choć kawałek którejkolwiek z jego książek, które są naszymi podręcznikami - wyraźnie zaakcentowała ostanie słowo - to wiedziałabyś, że jest wielkim czarodziejem i takie chochliki to dla niego pestka.
- Nauczyciel powinien dawać przykład, a nie zostawiać pięcioro uczniów z chmarą złośliwych stworzeń - burknęła Alex, ze złością zatrzaskując podręcznik, aż uśmiechnięta twarz Lockharta na okładce wykrzywiła się w nagłym, ale wdzięcznym grymasie.
- Alex...!
Dziewczyna jednak nie słuchała. Wyszła z klasy, trzaskając drzwiami. Miała serdecznie dosyć i chciała, żeby ten dzień zakończył się jak najszybciej.

***

Wiatr rozwiał jej włosy i odetchnęła głęboko zimnym powietrzem. Tutaj - kilkadziesiąt metrów nad ziemią - w końcu odzyskała równowagę. Zrobiła parę szybkich kółek dookoła boiska, by całkowicie oczyścić głowę ze złych myśli, które pozostawiła na dole.
Kilka chwil latała bez celu, nim w końcu dostrzegła jakąś znajomą postać na granicy pola widzenia.
- Hej, Potter, jesteś na jakieś diecie? Pomijasz wszystkie wieczorne posiłki? - Wood podleciał do niej, uśmiechając się zawadiacko.
- Odkryłeś mój sekret! - jęknęła teatralnie. - Myślałam, że nikt nie zauważy.
- I widzę, że zaczęłaś treningi szybciej ode mnie. To już naprawdę dziwne - zauważył Wood, rzucając jej kanapkę. Wisieli w powietrzu, kilkanaście metrów nad ziemią, a kapitan przyglądał jej się zatroskany.
- Musiałam oczyścić myśli. Ciężki dzień. A ty co tutaj robisz? - natychmiast zmieniła temat.
- Postanowiłem skalibrować miotłę - miałem mały wypadek latem i muszę wyregulować witki... Chcę, by była gotowa na sobotę. Zarezerwowałem boisko na rano. - Uśmiechnął się z dumą, jakby to było jakieś ogromne osiągnięcie.
- Co rozumiesz przez "rano"? - zapytała podejrzliwie Alex, przerywając konspumcję kanapki.
- Siódma może być? - odparł niewinnie.
Dziewczyna jęknęła.
- Przecież oni cię pozabijają! W pierwszą sobotę roku szkolnego trening o siódmej rano?! Sumienia nie masz, Ollie?
- Sama mówiłaś, że musimy przechytrzyć konkurencję. Byłem najszybszy, szybciej się nie dało! A teraz, Lex - podleciał bliżej, by móc spojrzeć jej w oczy - powiesz mi, czemu ten dzień był taki okropny?
Przełknęła ostatnie kęsy kanapki i spojrzała na niego zaskoczona. Była pewna, że porzucił temat. I możliwe, że gdyby nie pełny żołądek, kazałaby mu spadać, ale ta kanapka z masłem orzechowym jakoś nastawiła ją pozytywnie do zwierzeń.
- Możemy gdzieś usiąść? 
Kiwnął głową i razem podlecieli na dach jednej z cieplarni. Alex rozejrzała się zaskoczona - dach, choć zagracony, miał swój urok. Stały tu jakieś poobijane doniczki z rozrośniętymi dziko roślinami, kilka skrzynek po sadzonkach, na których można było usiąść i bardzo ładny widok na boisko do quidditcha.
- Uważaj, ta roślina lubi podszczypywać, kiedy nie patrzysz, lepiej usiądź tutaj. - Oliver podsunął jej skrzynkę i odłożył ich miotły kawałek dalej. 
- Wow, co to za miejsce, Ollie? - westchnęła, patrząc jak niebo nad bramkami robi się złotopomarańczowe.
- Odkryłem je cztery lata temu, kiedy Charlie Weasley wściekł się na mnie i wyrzucił kafla daleko poza boisko. Upadł tutaj, a ja uznałem, że to całkiem fajne miejsce, kiedy chcesz się przed kimś schować. I w spokoju pomyśleć. - Wzruszył ramionami, przysuwając sobie bliżej drugą skrzynkę.
- Czym wkurzyłeś Charliego Weasleya? - Alex nie mogła się powstrzymać przed tym pytaniem.
- Nie wiem, nie pamiętam konkretnie. To był po prostu bardzo kiepski trening, okej? No i potem zacząłem tu przylatywać. Nieco posprzątałem... Nie wiem, skąd tu te rzeczy, bo nie da się tu wejść od środka - wyjaśnił.
- Hm, wydaje się całkiem miłym miejscem na randkę, prewda? - zauważyła mimochodem Alex. 
- Tak sądzisz? - zadumał się Wood. - W sumie nie wiem, nigdy nie próbowałem tu nikogo zaprosić. 
- Zatem jestem zaszczycona. - Dziewczyna zgięła się w parodii pokłonu.
- To powiesz mi teraz, co uczyniło dzisiejszy dzień najgorszym pierwszym dniem w szkole w historii Hogwartu? - Oliver nie miał zamiaru dać się zbyć byle wymówkami. - Lex? Wyglądasz jak chmura gradowa, wiesz o tym?
Alex westchnęła.
- To zabrzmi żałośnie, Ollie, ale... nikt nie zwraca na mnie uwagi. - Skrzywiła się. Te słowa wypowiedziane na głos brzmiały jeszcze gorzej niż w jej głowie. Oliver jednak skomentował tego w żaden sposób, pozwalając mówić jej dalej. - Wiem, to głupio brzmi, ale dzisiaj ciągle miałam wrażenie, jakbym była przeźroczysta! Mówiłam coś, za rozmowa toczyła się dalej, jakbym w ogóle się nie odezwała; byłam popychana i przesuwana jak zbędny mebel i na dodatek zignorował mnie nauczyciel, co nigdy mi się nie zdarzyło. To był co prawda Lockhart, który jest tak zapatrzony w siebie, że nie dziwi mnie, że nie dostrzega ludzi dookoła, chyba, że są tak sławni jak on, ale naprawdę, gdybym się nie pojawiła dziś na lekcjach, to nikt by tego nie zauważył.
- Jestem pewien, że ktoś by na pewno to dostrzegł - przerwał jej Wood. - Twoi przyjaciel, twój brat... ja - zawiesił głos na ostatnim słowie.
- Przecież nie mamy razem lekcji. - Zdziwiła się Alex, wzruszając ramionami.
- Ale to nie znaczy, że nie zauważyłbym twojego braku. - Uśmiechnął się ciepło. - Muszę pilnować moich zawodników, prawda? - dodał po chwili.
- Dzięki, Ollie - westchnęła Alex, opierając brodę na dłoni. - Po prostu czasem mam wrażenie, jakbym nadal była pod działaniem zaklęcia Dementia Maxima...
- Jakiego zaklęcia? - zdziwił się Oliver.
Alex jęknęła i wywróciła oczami.
- Jejku, nie powinnam ci tego mówić, obiecałam Dumbledore'owi... Potrafisz dochować tajemnicy, Ollie? - zerknęła na niego zmartwiona swoim gadulstwem.
- Oczywiście. Powiesz, o co chodzi z tym zaklęciem? Tak ogólnie?
- Profesor Dumbledore rzucił je, by chronić mnie i Harry'ego, gdy byliśmy mali - wyjąniła, nieco zażenowana. - W skrócie miało sprawić, żebym zniknęła, żeby ludzie, poza niewielką, zaufaną grupą, zupełnie zapomnieli o moim istnieniu. Dziś czułam się tak, jakby ono wcale nie przestało działać. Jakbym była tylko cieniem, a nie prawdziwą osobą z własnymi celami i marzeniami.
- Lex, posłuchaj mnie uważnie. - Wood złapał ją za ramiona i zmusił, by podniosłą wzrok na jego twarz. - I zapamiętaj to na całe swoje życie: nie jesteś osobą, o której da się tak po prostu zapomnieć. Żadne zaklęcie nie wymaże kogoś tak niezwykłego, jak ty. Nie daj sobie tego wmówić, a już na pewno nie komuś takiemu jak Lockhart. - Wood skrzywił się nieco.
- Ooo... - Alex uśmiechnęła się złośliwie. - A więc już go nie bronisz tak, jak na Pokątnej? Czyżbyś miał już lekcję OPCM z naszym nowy profesorem?
- Nazwanie tej godziny męczarni lekcją to duża  nadinterpretacja - odparł Oliver. - Muszę chyba przyznać ci rację, ale myślę, że ty też musisz dać mu jeszcze szansę, co?
-  Cóż, mam nadzieję, że pierwsze wrażenie było mylne... Dobra, ja uciekam, bo robi się późno, a obiecałam jeszcze Neville'owi powtórkę z eliksirów przed jutrem... - Alex chwyciła swoją miotłę i przerzuciła nogę przez trzonek, nim jeszcze obejrzała się na starszego kolegę. - I, Ollie... dziękuję. Za to, co powiedziałeś - wyjaśniła, gdy zmarszczył brwi. - To naprawdę wiele dla mnie znaczy. Dobranoc, Wood.
- Dobranoc, Lex - odpowiedział, a Alex odleciała w ciemność nad błoniami Hogwartu.
_____________________
Nie spodziewałam się, że skończę ten rozdział. Ale dziś widziałam fragment "Komnaty" w TV, plus grywam ostatnio w "Hogwart Mystery" i tak jakoś tęskno mi się za HP zrobiło.
Z tego już się chyba nigdy nie wyrośnie, co nie, millenialsi?
Bawcie się dobrze (o ile ktoś tu jeszcze jest) i do usłyszenia!
A ja zamykam internety i lecę spać.
Colloportus!


niedziela, 9 stycznia 2022

16. Powrót do szkoły

- Dobrze, kochani, chodźcie tu wszyscy!
Alex ziewnęła szeroko i stanęła obok podekscytowanej Ginny. Pani Weasley zerwała ich wszystkich skoro świt, by wyruszyć punktualnie na Ulicę Pokątną. W końcu mieli dużo spraw do załatwienia. Dziewczynka nie mogła się doczekać kolejnego roku w Hogwarcie. Wakacje były cudownym czasem, ale tęskniła za szkolnymi korytarzami, porcją nowej wiedzy, za quidditchem, nauczycielami i znajomymi... Nawet za zadaniami domowymi i sprawdzianami.
Hermiona naprawdę miała na nich zły wpływ.
Wszyscy Weasleyowie otoczyli kręgiem wysłużony kominek, a pani Weasley zajrzała do dużej donicy, w której zmagazynowany był w Norze Proszek Fiuu. Nie było go tam zbyt wiele.
- Cóż, na dzisiaj starczy, będę musiała rzucić dziś okiem na ceny Proszku... - wymamrotała zmartwiona. - Dobrze, Harry, Alex, podróżowaliście już zapewne za pomocą Sieci Fiuu?
- Tak - odparła Alex.
- Nie - odpowiedział jednocześnie Harry.
- Och, to banalnie proste. - Machnęła ręką pani Weasley. - Ron, pokażesz Harry'emu, o co chodzi?
Rudzielec kiwnął głową, wziął garść proszku, wszedł do kominka i wołając "Na Pokątną!" rzucił proszek pod nogi i zniknął w zielonych płomieniach. 
- Teraz twoja kolej, Harry. - Pani Weasley wyciągnęła w jego stronę doniczkę.
- Ja... - Harry pobladł nieco.
- Ja pójdę - zaofiarowała się Alex. - Harry potrzebuje jeszcze minutki. To nic nie boli, obiecuję - szepnęła mu do ucha, podchodząc do pani Weasley. - Trochę kręci się potem w głowie i czasem sadza zostaje na twarzy.
Weszła do kominka z garścią proszku i bez większych problemów przeniosła się do Dziurawego Kotła. Nikt ze stałych bywalców nie był zaskoczony faktem pojawienia się kaszlącej popiołem i nieco osmalonej dwunastolatki.
- Tom dawno nie czyścił komina - mruknął Ron, który również próbował wytrząść popiół z włosów. - Gdzie Harry?
- Powinnien tu zaraz być, miał być następny...
Z kominka jednak wyłonił się po chwili Fred, a zaraz po nim George. Alex zmarszczyła brwi.
- Harry nadal się nie przekonał do Sieci Fiuu? - zdziwiła się.
- Nie, czemu? Poleciał przecież chwilę po tobie - odparł równie zdziwiony Fred. Lub George, Alex nie była do końca pewna, bo obaj byli porządnie osmaleni.
- Nie, nie ma go tutaj - zaprzeczyła.
- To niedobrze. Strasznie się jąkał, mógł wylądować parę kominków dalej - zmartwił się drugi z bliźniaków. 
- Jest tutaj Harry? - Jako ostatnia na miejsce dotarła Molly Wesaley.
Wszyscy pokręcili głowami. Kobieta zmartwiła się.
- Musimy go poszukać!
-  Nie mógł trafić daleko, mamo - odparł Ron. - Ktoś na pewno wskaże mu drogę...
- Lepiej się rozejrzyjmy. Ginny ze mną, za pół godziny spotkamy się przy Esach i Floresach, a jeśli nikt go do tego czasu nie znajdzie... - Molly zawiesiła głos.  - Lepiej chodźmy. Im szybciej go znajdziemy, tym lepiej.
Fred i George poszli w lewo, Ginny z mamą i Percym na wprost, a Alex i Ron w prawo. Rozglądali się uważnie i pytali przechodniów o ciemnowłosego chłopca w okularach, zaglądali do sklepów, czy nie ma w nich przypadkiem odpowiedniego kominka, nic to jednak nie dawało. Harry'emu nic nie powinno grozić w centrum Londynu, Alex czuła jednak pewnego rodzaju niepokój. Nawet w okolicy Pokątnej były zakątki, w które żaden rozsądny młody czarodziej nie powinien się zapuszczać nawet przez przypadek. Choćby taka ulica Śmiertelnego Nokturnu - centrum szemranych interesów i miejsce spotkań typów spod ciemnej gwiazdy.
- Alex, wiesz że tam zaraz zaczyna się Nokturn, prawda? - Ron wyrwał ją z zamyślenia. - Lepiej wracajmy, mama będzie wściekła, jeśli na czas nie znajdziemy się pod księgarnią. Pewnie już dawno znaleźli Harry'ego...
- Idź, zaraz cię dogonię. - Dziewczyna pokręciła głową. Miała wrażenie, że Harry jest daleki od odnalezienia się, a jednocześnie czuła, że jest całkiem niedaleko.
Czasem te przeczucia były strasznie irytujące.
Ron wzruszył ramionami i choć wahał się jeszcze przez chwilę, zostawił koleżankę na skrzyżowaniu ulic. Alex przestąpiła niecierpliwie z nogi na nogę. Nokturn był tuż za rogiem. Nie powinna tam iść. Ann i Tom urwaliby jej głowę, gdyby się dowiedzieli, a Molly Weasley dostałaby zapewne zawału. A jednak czuła, że to tam powinna się właśnie znaleźć.
W końcu, wciąż bijąc się z myślami, mocno zacisnęła oczy i zrobiła krok w kierunku wąskiej, ponurej uliczki i... wpadła na kogoś bardzo dużego.
- Hagrid?! - wykrzyknęła zaskoczona.
- Alex? Po co, cholibka pałętasz się w tej okolicy? Nie wystarczy, że Harry tu zbłądził? - pomarudził olbrzym, a dziewczynka dostrzegła za jego obszernymi plecami brata.
- Harry! - zawołała z ulgą. - Martwiliśmy się.
- Przejęzyczyłem się i poniosło mnie nieco za daleko. - Wzruszył ramionami chłopak. - Hagrid mnie znalazł.
- I dobrze, nie powinieneś chodzić sam po Nokturnie, to niedobre miejsce! - oburzyła się Alex.
- A ty niby co tu robiłaś?
- Zastanawiałam się, czy iść cię tam szukać, ale szczęśliwie Hagrid znalazł cię pierwszy - odparła.
- Dobra, dzieciaki, mam jeszcze parę spraw do ogarnięcia, cholibka. Traficie z powrotem? - upewnił się Hagrid.
- Tak, Weasleyowie czekają pod księgarnią - potaknęła Alex. - Dzięki, Hagrid. Do zobaczenia w szkole! Wpadniemy w sobotę na herbatę - zawołała na odchodnym.
- Mam nadzieję, że nie narobiłem kłopotów... - zmartwił się Harry, gdy weszli znów między ludzi na Pokątnej.
- Nie bardziej niż zwykle... Właściwie, co Hagrid robił na Nokturnie?
- Mówił, że szukał jakiegoś środka na ślimaki, a co?
- Nic. - Alex pokręciła głową. - Patrz! Wszyscy już na nas czekają. Jest nawet Hermiona!
Pomachali do Weasleyów zgromadzonych pod księgarnią i podeszli do nich prędko. Hermiona wyściskała ich na powitanie i przedstawiła swoich rodziców, którzy wydawali się bardzo zagubieni w czarodziejskim świecie. Poza tym jednak wyglądali bardzo sympatyczne i z dużym zainteresowaniem przyglądali się wszystkim sklepowym witrynom.
Po wszystkich niezbędnych powitaniach, wszyscy razem weszli do księgarni,

***

W księgarni panował niesamowity tłok. Alex nigdy wcześniej nie widziała tylu ludzi w Esach i Floresach.
- Co tu się dzieje...? - wymamrotała pod nosem.
- Och! - wydusiła tym momencie pani Weasley. - Przecież to Gilderoy Lockhart! - wykrzyknęła.
- Promuje właśnie swoją autobiografię - dodała Ginny, wskazując plakat na ścianie. - Możemy podejść bliżej, mamo? Proszę!
Nie musiała dwa razy powtarzać, Molly Weasley już bez pardonu torowała sobie drogę do środka księgarni, gdzie na podwyższeniu pozował do zdjęć przystojny mężczyzna o olśniewającym uśmiechu. Cała reszta podążyła za nią, korzystając skwapliwie z utorowanego jej łokciami korytarza. Jedynie pan Weasley zniknął z pola widzenia, mamrocząc coś o fachowej literaturze.
Ustawili się w kolejce, trzymając w dłoniach po egzemplarzu jednego z podręczników autorstwa Lockharta, z których mieli korzystać w tym roku szkolnym. Alex jakoś niespecjalnie cieszyła się perspektywą spotkania. Strasznie denerwował ją tłok w księgarni i wolałaby teraz być gdzieś indziej, choć fajnie było spotkać osobiście taką sławę, ale nie była tym wydarzeniem tak podekscytowana jak choćby Ginny i Hermiona. O pani Weasley nie wspominając.
- Auć! - jęknął Ron, gdy jakiś tęgi mężczyzna z aparatem nadepnął mu na stopę.
- Z drogi, chłopczę, to dla Proroka Codziennego! - odburknął tamten grubiańsko.
- Zwykłe "przepraszam" jeszcze nikogo nie zabiło - mruknęła pod nosem Alex.
Mruknięcie było jednak wystarczająco głośne, by zwrócić uwagę Gildroya Lockharta. Jego wzrok padł na dziewczynkę, jednak prześlizgnął się po jej sylwetce zupełnie obojętnie, jak gdyby nieomal jej nie dostrzegł i spoczął na stojącym obok niej Harrym, który nadal próbował doczyścić okulary z sadzy.
- Na mą duszę! - wykrzyknął teatralnie. - Nie może być! Przecież to Harry Potter we własnej osobie!
Tłum natychmiast zgęstniał i zaszemrał, a osoby stojące z tyłu zaczęły wyciągać szyje, by dostrzec sławnego chłopca. Tymczasem Lockhart wciągnął nieco oszołomionego Harry'ego na podwyższenie i ściskając go w niedźwiedzim uścisku zmusił do zapozowania wraz z nim do zdjęć. Po księgarni rozległ się szmer podekscytowania, nawet Hermiona westchnęła tęsknie, aż Alex zerknęła na nią ni to zdegustowana, ni zaskoczona. Sam Harry natomiast wydawał się mocno zestresowany całą tą sytuacją. Przez wakacje zdążył się odzwyczaić od otaczającego go rozgłosu, wyciągnięty ponownie gwałtownie na piedestał, nie wiedział jak się zachować. Alex dobrze wiedziała, jak bardzo nie lubił sławy, która ciągnęła się za nim niemal od urodzenia.
Lockhart jednak nadal nie chciał wypuścić Harry'ego z rąk, mimo iż ten wiercił się niespokojnie pod jego ramieniem.
- Panie i panowie.... Miałem poczekać z tym ogłoszeniem, ale skoro los sam zesłał do księgarni tego młodego, obiecującego czarodzieja, który zaraz wyjdzie stąd nie tylko z moją odręcznie podpisaną autobiografią, ale też resztą podręczników mojego autorstwa - to wszystko oczywiście za darmo - które przydadzą mu się podczas kolejnego roku nauki w Hogwarcie, gdzie od września ja - tak, właśnie ja, Gilderoy Lockhart - obejmę posadę nauczyciela Obrony Przed Czarną Magią! - ogłosił dumnie mężczyzna. Alex otumaniona potokiem słów, dopiero po chwil zrozumiała ich sens.
- On będzie naszym nauczycielem? - spytała z niedowierzaniem Harry'ego, który ponownie stanął obok niej, zaczerwieniony na twarzy, czy to pod wpływem zawstydzenia, czy też lekkiego podduszenia, uginając się pod stosem książek otrzymanych od księgarza.
- Najwyraźniej. - Niespodziewanie usłyszała głos Wooda za sobą. 
- Ollie! Cześć! - Uśmiechnęła się szeroko, zdzierając do góry głowę. O ile to możliwe, kapitan urósł parę centymetrów przez wakacje i choć nadal był o głowę niższy od bliźniaków, to sporo przewyższał dziewczynę wzrostem.
- Dziękuję, że nie olewałaś moich listów przez lato... jako jedyna - dodał ze skwaszoną miną.
- Cała przyjemność po mojej stronie. A próbowałeś pisać do kogoś innego? - zapytała zaciekawiona.
- Napisałem parę zdań do Katie i Angeliny, ale w końcu ich nie wysłałem. Nie chciałem im zawracać głowy... Jak ci minęło lato? - zainteresował się, prowadząc ją w jakąś spokojniejszą alejkę. Alex kątem oka uchwyciła jeszcze Harry'ego i Ginny wdających się w dyskusję z Malfoyem, co nie mogło skończyć się dobrze, ale postanowiła się tym zanadto nie przejmować.
Co może się stać przez kilka minut, prawda?
- Same nudy. Trochę poczytałam, trochę polatałam, a potem pojechałam do Rona na resztę wakacji. Mieliśmy tam małą przygodę wraz z Harrym... A no i oczywiście analizowałam twoje nowe techniki...
- O, i co myślisz? - zainteresował się natychmiast Oliver.
- Wszystko brzmiało super, ale przetestowałam kilka technik z Weasleyami i Harrym w Norze i część z nich jest wykonalna jedynie na papierze - zaśmiała się Alex. - Będziemy testować je jeszcze przez resztę wakacji, więc jeśli coś jeszcze przyjdzie ci do głowy, to natychmiast pisz.
- Okej, na pewno napiszę. Możesz wysłać mi potem listę tych "niewykonalnych". Co sądzisz o naszym nowym nauczycielu? - zmienił nagle temat Wood.
- To nie nauczyciel, to celebryta. - Skrzywiła się Alex, zerkając z ukosa na Lockharta.
- Wiesz, mamy w domu jedną z jego książek i zdaje się, że facet naprawdę zna się na rzeczy... - zwrócił jej uwagę.
- A nie wygląda - mruknęła złośliwie Alex.
- Lex. - Wood skarcił ją wzrokiem. - Nieładnie tak oceniać. Można być dobrym czarodziejem i jednocześnie korzystać z popularności.
- Można też być dobrym i jednocześnie skromnym czarodziejem... Przepraszam, Ollie - zmitygowała się Alex, zdając sobie sprawę, że mogło to zabrzmieć krzywdząco. - Po prostu po tym wszystkim, co wydarzyło się w zeszłym roku, wolę być ostrożna, czasem do przesady. A ciężko mi zaufać komuś, kto... Chwila, gdzie są Weasleyowie? 
Alex rozejrzała się niespokojnie po księgarni. Ciężko przeoczyć duże skupisko rudzielców, najwyraźniej cała rodzina opuściła już Esy i Floresy. Dziewczynka nie dostrzegła też nigdzie Draco Malfoya, ani Harry'ego.
- Ojej, muszę lecieć. Na razie, Ollie, napiszę. Do zobaczenia w szkole! - Uściskała go naprędce i wybiegła ze sklepu.
Dogoniła ich tuż przed wejściem do Dziurawego Kotła. Byli czymś tak wzburzeni, że nawet nie zauważyli jej nieobecności.
- Ominęła mnie jakaś awantura? - szepnęła do ucha Harry'emu.
- I to jaka - mruknął, wskazując pana Weasleya trzymającego się za krwawiący nos, Rona z podbitym okiem oraz bliźniaków trzymających się za szczęki - George'a po lewej i Freda po prawej stronie. Obrazu dopełniała Molly Weasley, gestykulującą i pokrzykującą na całe to towarzystwo.
- Chłopcy pobili się z Draco, a tata z jego tatą - wyjaśniła jej w skrócie Ginny, łapiąc ją pod ramię z drugiej strony. - Obrazili nas bardzo nieładnie.
- Można się było tego po nich spodziewać... Pozdrowienia od Wooda - dodała jeszcze, nim weszli do pubu, by czym prędzej wrócić do domu.

***

Reszta wakacji minęła im leniwie i spokojnie. W całym tym zamieszaniu Alex i Harry zapomnieli wysłać listu, więc zostawili go Weasleyom, by wysłali go przy okazji. Większość czasu spędzali w ogrodzie na grze w quidditcha, testując kolejne nowinki od Wooda. Sandy kursowała czasem nawet dwa razy dziennie pomiędzy Norą, a domem kapitana.
- W sumie dobrze, że jest ktoś, kto rozumie ten jego bełkot - mruknął Fred pewnego wieczoru, gdy wracali do domu po przećwiczeniu pewnego bardzo skomplikowanego manewru.
- Jak my sobie radziliśmy bez naszej małej, słodkiej Alex? - westchnął ironicznie George.
- Ignorowaliście Wooda, a potem on wrzeszczał na was na boisku - przypomniała im Ginny. - Sami mówiliście.
Gdy Alex wyszła z łazienki, zauważyła Ginny przeglądającą podręczniki. Już za parę dni zaczynał się rok szkolny, ona również powinna poczytać parę pierwszych rozdziałów. Nowe lekcje zapowiadały się bardzo ekscytująco!
- Co to za książka? - zapytała z zainteresowaniem, próbując wytrzeć włosy ręcznikiem. Czarna okładka rzucała się w oczy na różowej narzucie.
- Zwykły notes. Używany, ale pusty. Zaplątał się między inne książki - wyjaśniła Ginny.
- Będziesz z niego korzystać?
- Myślałam o pamiętniku... Chyba to się robi, gdy nie ma się zbyt wielu przyjaciół, co? - Uśmiechnęła się smutno Ginny.
- Musisz być bardzo samotna, mając sześciu braci i żadnej siostry, prawda? - domyśliła się Alex. 
- Jeszcze rok temu czułam się dość podobnie, więc jeśli potrzebowałabyś jakiejś przyjaciółki, to nieśmiało zgłaszam moją kandydaturę.
- Przecież przyjaźnisz się już z Ronem, Hermioną i Harrym - zdziwiła się Ginny.
- A kto powiedział, że nie mogę mieć więcej przyjaciół, hm? - Uśmiechnęła się lekko. - Jakby co, daj znać. Łazienka jest wolna, idę pomóc przy kolacji.
Dwa dni przed powrotem do szkoły wraz z Harrym i Ronem zaczęli pakować kufry.
- Nie mogę doczekać się Zaklęć! - westchnęła Alex. - I Transmutacji... i quidditcha, oczywiście.
- Czyli tak jak i my nie tęskniłaś za Historią Magii i Eliksirami? - upewnił się Ron.
- Jesteście obaj uprzedzeni do Snape'a - skrzywiła się.
- To on jest uprzedzony do Gryfonów - sprostował Ron. - Mam nadzieję, że Ginny nie wyląduje w Slytherinie - dodał szeptem.
- A czemuż by miała? - zdziwiła się Alex.
- Wiesz jaka wredna potrafiła być w dzieciństwie?!
- Ty też nie jesteś cukiereczkiem, Ron. - Alex wywróciła oczami, starannie składając piżamę. - Harry? Nie odzywasz się, o czym myślisz?
- Przypomniało mi się ostrzeżenie Zgredka... - Brat zamyślił się nad trzymanym w ręce stroju do gry w quidditcha. - A jeśli nie powinienem wracać?
- Hogwart to bezpieczne miejsce, Harry. - Alex poklepała go pocieszająco po łopatce. - Dumbledore nie pozwoli cię skrzywdzić. Ja też nie - dodała żartobliwie groźnym tonem.
- Ani ja, stary.... - Pokiwał głową Ron. - O ile nie będzie to obejmować pająków i innych strasznych rzeczy.
Harry uśmiechnął się lekko i dopakował ostatnią szatę.
- Dobrze. Alex, widziałaś moje podręczniki do OPCM?
- Wpakowałeś je na samym początku, zapewne więc są na dnie kufra... Nie myśleliście o tym, żeby - bo ja wiem... poukładać te rzeczy? - zapytała z niewinną miną.
- NIE! - wykrzyknęli chłopcy jednocześnie, siłując się razem z ledwie domykającym się wiekiem w kufrze Rona.
Alex westchnęła, zamknęła własny kufer i wzięła się za pakowanie podręcznej torby, przezornie zostawiając miejsce na kanapki na podróż, które miała zapewnić im potem pani Weasley.

***

W końcu nadszedł ten wyczekiwany dzień podróży do Hogwartu. To było prawie jak podróż do domu - w końcu Alex nie miała tak naprawdę "swojego" domu. Podobnie jak i Harry, to również ich łączyło.
Podobnie jak wiele innych rzeczy.
Mimo iż wstali skoro świt, byli bardzo spóźnieni. Percy w ostatniej chwili przypomniał sobie o skarpetkach, Ginny wracała się aż dwa razy - raz po podręcznik do eliksirów, a raz po różdżkę; Ron już za bramą posiadłości pędem wybiegł z auta, by wziąć zapas jedzenia dla Parszywka, Fred i George omal nie zapomnieliby szat do quidditcha, a Harry nie zostawił miotły w szopie na narzędzia tylko dlatego, że była spięta razem z miotłą Alex.
- Jakim cudem ty o niczym nie zapomniałaś? - westchnął zasapany Ron, gdy już wszyscy siedzieli w samochodzie, który potraktowany zaklęciem zmniejszająco-zwiększającym pomieścił bez problemu całą gromadkę i liczne bagaże.
- Porządek w kufrze i check-lista - wyjaśniła Alex, wzdychając lekko. - Zrobię wam taką przy następnej okazji.
- Spędzasz za dużo czasu z Hermioną. - Ron wywrócił oczami.
- Spędziłam z nią tyle samo czasu co i wy, a jednak wam to wcale nie pomogło. - Dziewczynka wzruszyła ramionami, a Ginny zachichotała cicho z tylnej kanapy.
Londyn okazał się nieco zakorkowany, a pani Weasley nie pozwoliła użyć w samochodzie opcji latającej, więc na King's Cross wpadli niemal w ostatniej chwili.
- Prędko, prędko, na peron 9 i 3/4! - pokrzykiwała pani Weasley, przepychając się między mugolami, by jak najszybciej dotrzeć pomiędzy perony dziewiąty i dziesiąty. - Fred, George razem, Percy poczekaj chwilkę... Teraz my, chodź, Ginny!
- Alex, odczekaj chwilkę i idźcie za nami - poinstruował ich Artur i zniknął zaraz za żoną i córką.
- Kurczę, mamy tylko minutę - jęknął Ron, patrząc na zegar.
- Zdążymy, nie odjadą bez nas... Idę, nie zmieścimy się w trójkę. Idźcie zaraz za mną, nikt nie zauważy w tym tłumie - poleciła im Alex i ruszyła w kierunku ściany pomiędzy mugolskimi peronami, korzystając z zamieszania wywołanego przez opóźnienie pociągu odjeżdżającego do Dublina.
Po drugiej stronie peron zatłoczony był jedynie przez dorosłych, wszyscy uczniowie byli już w pociągu, który ku uldze Alex wciąż stał przy peronie. Rozejrzała się w poszukiwaniu chłopaków, ale gęsta mgła unosząca się jak zwykle na dworcu utrudniała jej to zadanie. Mimo pewnego niepokoju - w końcu powinni być tuż za nią - ruszyła w kierunku najbliższego wagonu, gdyż pociąg ewidentnie szykował się do odjazdu.
Fred i George pomogli jej wnieść kufer po schodach i natychmiast popędzili gdzieś ze swoim przyjacielem Lee. Alex ruszyła wzdłuż pociągu, zaglądając do każdego mijanego przedziału. Harry'ego i Rona nigdzie nie było, udało jej się jednak znaleźć Hermionę i Ginny, które dosiadły się do Neville'a.
- Cześć! Zostawię tu kufer i idę szukać chłopaków. - Wsadziła kufer do środka i ruszyła na dalsze poszukiwanie. Czuła się nieco jak pierwszoklasistka szukająca wolnego miejsca i nowych przyjaciół. Spotkała nawet grupę pierwszorocznych, udzieliła kilku wskazówek i przepchnęła się między ich ogromnymi kuframi.
Ledwie udało jej się dotrzeć do końca pociągu, gdzie przemiła pulchna czarownica szykowała już swój wózek z przekąskami, poczuła szarpnięcie i londyński peron zaczął błyskawicznie znikać z zasięgu wzroku. 
Lekko zaniepokojona odwróciła się na pięcie i ruszyła w drogę powrotną. Kilka minut zajęło jej dotarcie na sam przód, aż pod drzwi wagonu, który zajmowali prefekci, jednak nadal nigdzie nie umiała znaleźć ani Rona, ani Harry'ego.
Przemierzyła całą trasę ponownie i znowu natknęła się na panią od przekąsek.
- Przepraszam bardzo, czy wie może pani, czy wszyscy wsiedli do pociągu? - zapytała grzecznie.
- Jeśli dotarli na czas, to pewnie tak. I tak mamy kilka minut opóźnienia, pewnie dlatego tak pędzi - zaśmiała się serdecznie.
Alex uśmiechnęła się grzecznie, ale wcale jej to nie uspokoiło. A jeśli Harry i Ron nie zdążyli na pociąg? Co wtedy?
Wróciła do przedziału, w którym zostawiła kufer i opadła zmęczona na siedzenie obok Ginny.
- Nie ma ich - westchnęła ciężko.
- Kogo? - zdziwił się Neville.
- Harry'ego i Rona. Mieli przejść na peron tuż za mną, ale zgubiłam ich w tłumie i według moich obserwacji nie wsiedli do pociągu, nie zdążyli - zmartwiła się Alex.
- To niemożliwe, pociąg czekał parę minut. Widziałam, jak tata rozmawiał z konduktorem - pisnęła Ginny. - Powiedział, że utknęliśmy w korku i żeby dali nam pięć minut na zapakowanie rzeczy. Skoro ty zdążyłaś, to oni też powinni.
- Ale nie ma ich w żadnym przedziale. - Alex pokręciła głową. - Mam złe przeczucia.
- Byłaś w każdym z nich? - spytała rzeczowo Hermiona.
- Tylko zaglądałam. I nie wchodziłam do wagonu dla prefektów - przyznała.
- Dobrze to zrobimy tak: pójdziemy wzdłuż pociągu i zajrzymy do każdego przedziału i będziemy pytać o Harry'ego i Rona - zarządziła Hermiona. - Ty i ja pójdziemy do przodu, a Ginny i Neville w kierunku tyłu, więc na pewno się z nimi nie miniemy. Tutaj zostawimy kartkę, by zostali w tym przedziale, jeśli się pojawią. Potem wracamy tutaj i albo się znajdą, albo ustalimy, co dalej.
- Okej. Chodźmy. 
Rozdzielili się i ruszyli w obie strony. Alex i Hermiona zaglądały do kolejnych przedziałów i pytały o chłopaków.
- Hej, widzieliście może Rona i Harry'ego? 
- Harry Potter, na pewno wiecie jak wygląda. A Ron? Wysoki, rudy i piegowaty.
- Cześć, był tu Harry? Albo Ron?
- Tak? Widzieliście Rona...? Nie, to akurat jest Percy, szukamy jego młodszego brata.
- Szukamy Harry'ego... Tak, tego Harry'ego. Tak, jest w pociągu... A przynajmniej mamy taką nadzieję.
W końcu dotarły na sam przód i westchnęły zrezygnowane.
- A jeśli ich tu nie ma? Jak dotrą do Hogwartu? 
- Na pewno Ginny i Neville już ich znaleźli - próbowała uspokoić ją Hermiona, lecz bezskutecznie. - Jeśli chcesz, możemy jeszcze zapytać prefektów.
- Nie powinnyśmy tam wchodzić.
- Percy tam jest, przecież nic nam nie zrobi.
Alex westchnęła ciężko, ale zapukała do drzwi następnego przedziału i weszła ostrożnie.
Był większy od wszystkich pozostałych, zajmował chyba pół wagonu. Zajęty był przez dziesięciu prefektów - po dwóch z każdego domu i dwóch prefektów naczelnych oraz starszej kobiety, która - o ile Alex dobrze pamiętała - nauczała Mugoloznastwa. 
Wszystkie rozmowy umilkły jak ucięte nożem, a Percy spojrzał na nie karcąco. Gdyby wzrok prefektów Slytherinu mógł zabijać, obie leżałyby już trupem.
- Dzień dobry, cześć - bąknęła nieśmiało Hermiona.
- Nie wolno wam tu być, dzieciaki - zauważył prefekt z Hufflepuffu.
- Mamy tylko jedno pytanie, szukamy dwóch uczniów i nie ma ich nigdzie, a sprawdzałyśmy wszędzie, tylko nie tutaj... - zaczęła Alex.
- Czy są prefektami? - przerwała jej dziewczyna w granatowych szatach Ravenclawu.
- Nie, ale...
- Więc ich tutaj nie ma. Chyba widzicie? - Wskazała ręką cały przedział. Faktycznie. Było tam 11 osób, które powinny się tam znajdować i ani jednej więcej.
- Co mamy więc zrobić, skoro dwóch uczniów najwyraźniej nie wsiadło do pociągu? - Alex nie dała się tak łatwo spławić. - Martwimy się o nich.
- To ich problem, skoro trafienie do pociągu na czas przekracza ich kompetencje - zaśmiał się prefekt Slytherinu.
- Chodzi o Rona i Harry'ego? - westchnął Percy, litując się nad nimi. - Na pewno rodzice już ich znaleźli i skontaktują się ze szkołą. Wyślą ich świstoklikiem albo Siecią Fiuu, pociąg to nie jedyny środek transportu, niektórzy uczniowie docierają innymi kanałami.
- Naprawdę? - zdziwiła się Alex.
- Tak, zmykajcie już. Robimy tu ważne rzeczy.
Podziękowały szybko za pomoc i niepocieszone wróciły do przedziału.
- Myślisz, że Percy ma rację? - zmartwiła się Alex. - Dotrą do szkoły inną drogą?
- Tak. - Hermiona wydawała się już całkowicie uspokojona. - Spójrz na to logicznie, Alex. Jeśli wsiedli do pociągu, to gdzieś tu są i być może mają z nas niezły ubaw.... Pamiętaj, że Harry ma pelerynę-niewidkę. Może siedzi tu z Ronem i duszą się ze śmiechu?
- A kufry?
- Przecież nie liczyłyśmy wszystkich bagaży. Schowanie dwóch kufrów w pociągu pełnym bagaży to żadna sztuka... A nawet jeśli ich tu nie ma, to zastanów się, co się mogło stać. Pociąg odjechał, a oni albo odnaleźli państwa Weasley na peronie, albo poczekali na nich przy aucie. Pani Weasley pewnie na nich nakrzyczała, potem się zmartwiła, a potem pan Weasley wykorzystał swoje kontakty w Ministerstwie Magii, by skontaktować się ze szkołą i teraz pewnie wymyślają sposób, w jaki przetransportować chłopaków do Hogwartu. Mówię ci, jeszcze się okaże, że trafią tam przed nami - zakończyła swoją przemowę z pełnym przekonaniem.
- Mówisz to tak, jakby już się to wydarzyło.
- Bo na pewno tak jest. A tak z innej beczki... Gdzie Ginny i Neville?
- O nie! - Alex złapała się za głowę. - Wiesz kogo nie spotkałyśmy w naszej połowie pociągu?
- No? - Hermiona nadal nie rozumiała przerażenia na twarzy Alex.
- Malfoya i spółki. A skoro nie było ich w naszej połowie....
- ...to byli w części pociągu sprawdzanej przez Neville'a i Ginny - dokończyła Hermiona, blednąc nieco.
- Neville panicznie boi się Malfoya - westchnęła Alex. Było jej przykro, że wiele osób wyśmiewało się z kolegi. Nie radził sobie z tym dobrze. - Prawie tak, jak Snape'a. A Ginny... Cóż, może i jest odważna, ale nic nie zdziała przeciwko całej bandzie. Idźmy ich poszukać.
Pognały prędko w przeciwną stronę. Szybko zlokalizowały przedział pełen Ślizgonów. Po Neville'u i Ginny nie było śladu.
- Siema, co zrobiłeś Neville'owi, Draco? - Alex wparowała do przedziału, nie bawiąc się w dyplomację.
- Zgubiłaś swojego chłopaka, Potter? - prychnął Malfoy, a Crabbe i Goyle, bez przypominania wstali, by nastraszyć ich swoimi rozmiarami.
- Nie boję się twoich goryli, Malfoy. A Neville może być, a może nie być moim chłopakiem, nic ci do tego. Przede wszystkim jest moim przyjacielem, więc jeśli zrobiłeś mu krzywdę, to gorzko tego pożałujesz.
- A co mi zrobisz?
- Wingardium Leviosa! - zawołała, wskazując jeden z ciężkich kufrów różdżką. Tak naprawdę wcale nie musiała jej używać, ale nie chciała, by ktokolwiek poznał jej mały sekret. A na pewno nie Malfoy i jego banda.
- Nie ośmielisz się, Potter! Będziesz mieć kłopoty! - zawołał Draco, gdy kufer zawisnął nad jego głową.
- Gdzie oni są? - Kufer opadł o kilka centymetrów.
- To może mnie zabić! Nie ośmielisz się!
- Czyżby? - Kufer śmignął w kierunku Malfoya,  przyduszając go lekko do ściany. - Gdzie. Oni. Są. Gadaj!
- Jesteś szalona, Potter! Mój ojciec się o tym dowie!
- Będzie mu wstyd, że boisz się Gryfonki półkrwi i własnego kufra, dobrze o tym wiesz. Liczę do trzech i jeśli nie powiesz mi, co im zrobiłeś, upuszczę ci go na stopę - zagroziła Alex, nawet nie mrugnąwszy okiem.
- Dobra, dobra...! Crabbe zamknął ich w łazience.
Kufer huknął centymetr od wypielęgnowanych butów Ślizgona, a Alex obróciła się na pięcie i wyszła z przedziału, mijając lekko przerażoną Hermionę.
- Ej! Wsadź go z powrotem! - dobiegł je jeszcze krzyk Malfoya.
- Znasz zaklęcie, Draco! - odkrzyknęła przez ramię.
- Alex, jeśli on komuś powie, to cię wyleją! - wysyczała jej do ucha przerażona Hermiona.
- A ja powiem, co Malfoy zrobił Neville'owi i Ginny i jego również wyleją. Alohomora! - warknęła, celując różdżką w drzwi łazienki, gdy nie ustąpiły mimo szarpania za klamkę.
Odskoczyły z impetem, a z ciasnej przestrzeni wypadły dwie poszukiwane przez nich osoby. Nie wiadomo, które było bardziej zakłopotane - Neville, czy Ginny, gdy pośpiesznie zbierali się z podłogi.
- Nie wziąłem różdżki, a różdżka Ginny nie chciała mnie słuchać - wyjąkał Neville. - Było ciasno i nie umiałem dobrze wykonać gestu i...
- Już dobrze, Neville, wracajmy do przedziału.
- I czekajmy na zemstę Malfoya - mruknęła Hermiona. - Alex nieźle go postraszyła.
Wrócili akurat, gdy koło ich przedziału przechodziła czarownica z wózkiem. Hermiona uznała, że po tych wszystkich atrakcjach należy im się jakaś rekompensata i kupiła wszystkim po czekoladowej żabie.
- O, Salazar Slytherin, nie wiedziałam, że ma własną kartę - zdziwiła się Alex, odpakowując czekoladkę.
- Wszyscy założyciele Hogwartu mają - wyjaśniła jej Hermiona, a następnie opowiedziała reszcie, co ustaliły w sprawie Harry'ego i Rona. Ginny dodała, że dopóki nie wpadli na Malfoya, w żadnym przedziale nie było po nich nawet śladu, więc prawdopodobnie nie ma ich w pociągu.
- Trudno, dojadą inaczej. Gdy tylko dotrzemy do zamku, zapytamy o to McGonagall, ona na pewno będzie coś wiedzieć na ten temat - westchnęła Alex. Nadal czuła niepokój. Nie podobało jej się, że ten rok zaczyna się w tak niezwykły sposób. Nie powinna rozdzielać się z Harrym, to zawsze się źle kończyło. Dodatkowo wciąż miała w pamięci ostrzeżenie Zgredka...
Ale cóż - przed dotarciem do szkoły nie była w stanie nic zrobić. Być może Harry będzie tam już na nią czekał wraz z Ronem?
Aby zająć czymś myśli, postanowiła napisać list do Ann i Toma. Obiecała w końcu, że będzie częściej do nich pisać, prawda?

Drogi Tomie! Kochana Ann!
Zgodnie z obietnicą piszę do Was list. Zajęło mi to cały miesiąc, ale w Norze tyle się działo! Zaraz wszystko Wam opowiem.
Po pierwsze rodzice Rona są przemili i dobrze się mną zajęli. Mną i Harrym, który dołączył do nas po paru dniach. Czułam się tam jak w domu... a przynajmniej tak myślę, bo właściwie nigdzie się tak nie czuję. Mam nadzieję, że nie doczytaliście tego, co przekreśliłam, byłoby Wam smutno. Wcale tak nie myślę, naprawdę doceniam to, co dla mnie robicie.
W każdym razie, kiedy przyleciały sowy z listami udaliśmy się na Pokątną na zakupy i spotkaliśmy tam Hermionę i jej rodziców (jej rodzice są niemagiczni, było to zatem ciekawe doświadczenie). Harry nieco się zgubił, bo pierwszy raz podróżował Siecią Fiuu i wylądował kilka kominków dalej, ale szybko go znalazłam. 
Potem poszliśmy do księgarni, gdzie było sporo zamieszania, bo Lockhart, który będzie naszym nowym nauczycielem OPCM (chyba powinnam napisać profesor Lockhart) podpisywał swoją nową autobiografię i natychmiast rozpoznał Harry'ego. Ja spotkałam Olivera, naszego kapitana drużyny quidditcha, jak pamiętacie i długo rozmawialiśmy, przegapiłam więc małe zamieszanie, w które wpakowali się moi przyjaciele, gdy spotkali przy wyjściu Dracona Malfoya i jego ojca. Nie lubimy się za bardzo, a tata Rona również nie przepada za jego rodziną. Wywiązała się z tego jakaś nieduża bójka, Potem czym prędzej wróciliśmy do Nory.
Reszta wakacji minęła nam na grze w quidditcha. Naprawdę! Od rana do wieczora z przerwami na jedzenie nie robiliśmy nic innego! Ja dużo pisałam z Woodem, właśnie w sprawie jego pomysłów na tegoroczne treningi. 
No i bym zapomniała! Pani Weasley urządziła mnie i Harry'emu małe przyjęcie urodzinowe, nie uważacie, że to bardzo miłe z jej strony? 
Teraz siedzimy wszyscy w pociągu. Brakuje tu co prawda Rona i Harry'ego, ale Nie mogę się doczekać, aż dotrzemy do szkoły! Bardzo jestem podekscytowana kolejnym rokiem nauki, jestem ciekawa, czego nowego nauczę się w tym roku.
Ściskam Was mocno, nie martwcie się za bardzo i uważajcie na siebie.
Alex
PS: Postaram się napisać pod koniec września, gdy już na spokojnie ogarniemy zajęcia. 

Alex odłożyła pióro, włożyła list do koperty i przywiązała go do nóżki Sandy. Uchyliła okno, by sowa mogła bezpiecznie wylecieć i obserwowała przez chwilę jej spokojny lot. Słońce chyliło się już ku zachodowi, co oznaczało, że czas przebrać się w szkolne szaty.
- Pójdę do łazienki się przebrać. - Wzięła rzeczy i wyszła na korytarz. Było na tyle wcześnie, że jeszcze nie było kolejki, więc udało jej się załatwić to szybko. 
Nagle na korytarzu drogę zastąpił jej Goyle. Był tak duży, że nie było sposobu go ominąć. Zerknęła przez ramię - za plecami miała Crabbe'a, a drzwi przedziału obok niej otworzyły się i stanął w nich Malfoy.
- Widzę, że nie masz przy sobie różdżki, Potter... A ja znam pewne zaklęcie, wiesz? - Zmrużył swoje chytre oczka i wyciągnął różdżkę z kieszeni szaty. - Wingardium Leviosa! - Machnął w jej kierunku i... nic się nie stało.
Alex zmarszczyła brwi.
- Co próbowałaś osiągnąć, Draco? Jeśli uważałeś na zajęciach profesora Flitwicka powinieneś wiedzieć, że zaklęcie lewitujące działa tylko i wyłącznie na obiekty nieożywione - powiedziała nie bez pewnej satysfakcji. - Pamiętasz o tym, prawda?
Malfoy zrobił się cały czerwony na twarzy i rozejrzał się w poszukiwaniu jakiegoś przedmiotu, który mógłby zaczarować.
- Hej! Co się tutaj dzieje? Zostawcie ją w spokoju! - Alex usłyszała znajomy głos za plecami Crabbe'a.
- Radzę sobie, Ollie - mruknęła przez zaciśnięte zęby, ale była wdzięczna starszemu koledze, że przegonił złośliwych Ślizgonów. Mogli zrobić jej krzywdę - nie miała zamiaru czarować w ich obecności bez różdżki.
- Nie mogłem pozwolić, by mojej najlepszej ścigającej stała się krzywda tuż przed początkiem sezonu! - Mrugnął do niej.
- Nie mów tego głośno przy Angelinie i Katie - zaśmiała się i przytuliła go mocno. - Dziękuję, Ollie. To było bardzo miłe.
- Komplement, czy ratunek? - zapytał przekornie.
-  Nie każ mi mówić, że oba - wywróciła oczami. - Nie wstyd ci bujać się z drugoklasistką? - zapytała, gdy zaproponował, że odprowadzi ją do przedziału.
- Zależy jaką drugoklasistką - zaśmiał się. - Spokojnie, Lex. To moja sprawa z kim gadam, a z kim nie. Nie pakuj się w kłopoty, bo jak ktoś cię poturbuje zanim wygramy Puchar Quidditcha, to najpierw spiorę jego, a zaraz potem ciebie! - Oliver pogroził jej palcem, gdy wchodziła do przedziału, kręcąc głową.
- Spędzasz dużo czasu z Woodem - zauważyła Hermiona, obserwując ją znad krawędzi "Roku z Yeti".
- Mamy dużo do omówienia. Quidditch - wyjaśniła Alex lakonicznie.
- Jasne. - Hermiona powoli pokiwała głową, ale przyjaciółka nie dosłyszała ironicznej nuty w jej głosie.

***

Niedługo potem pociąg wtoczył się na stację Hogsmead, gdzie pierwszoroczni ruszyli za Hagridem do łódek, a oni wraz z innymi uczniami ruszyli w kierunku drogi do zamku.
- Do szkoły jest strasznie daleko, droga prowadzi przecież dookoła jeziora. Jakim sposobem mamy dotrzeć na czas na kolację? - zmartwił się Neville.
- Powozami - wyjaśniła Hermiona, wskazując ustawione w długim rzędzie pojazdy. - Są magiczne, czytałam o tym w "Krótkiej Historii Hogwartu".
- Wydawało mi się, że miały je ciągnąć jakieś zwierzęta... - zamyśliła się Alex. Nie pamiętała tego rozdziału zbyt dobrze. Przy powozach nie było jednak żadnych stworzeń, choć były zaprojektowane tak, jakby zaraz miały zostać do nich zaprzęgnięte konie lub inne zwierzęta pociągowe.
- Hej, mogę się dosiąść? Parvatti pojechała z siostrą i jej koleżankami z Ravencalwu - zaszczebiotała Lavander, wchodząc za Nevillem do powozu. - Jak minęły wakacje? Ja byłam z rodzicami we Francji. Kupili mi tam uroczego króliczka...
Alex, wciąż martwiąc się o Harry'ego i Rona wyłączyła się po paru minutach paplaniny koleżanki, ale Hermiona dzielnie podtrzymywała rozmowę. Neville skupił się na trzymaniu ropuchy, która jak zwykle próbowała mu uciec i przysłuchiwał się rozmowie, a właściwie monologowi panny Brown.
- A gdzie jest Harry? Znalazłyście go? - zapytała nagle Lavander.
- Dotrze później, coś go zatrzymało w Londynie - powiedziała szybko Alex, wyrwana nagle z zamyślenia. Rzuciła z ukosa spojrzenie Hermionie, która już chciała dodać kilka słów wyjaśnienia. Ona sama wolała zachować ostrożność do czasu, gdy dowiedzą się, co tak naprawdę zaszło na King's Cross. - O, już jesteśmy blisko! Patrzcie, jak jasno jest oświetlona Wielka Sala! - zawołała, tylko odrobinę starając się odwrócić uwagę reszty od frapującego tematu.
Faktycznie, chwilę później powozy wtoczyły się na dziedziniec, gdzie pod kamienną arkadą polecono zostawić im bagaże i udać się do Wielkiej Sali, gdzie mieli oczekiwać na Ceremonię Przydziału pierwszorocznych. Poganiani okrzykami, jak zwykle zgorzkniałego pana Filcha, odstawiali kufry pod ścianę i niewielkimi grupkami ruszali w kierunku Wielkiej Sali.
- Muszę znaleźć McGonagall - szepnęła Alex do Hermiony. - Gdzie ona teraz może być?
- Powinna zaraz zejść przywitać pierwszorocznych - szepnęła jej do ucha. - Chyba nie powinnaś jej przeszkadzać, zaraz będzie Ceremonia Przydziału... Alex? Alex! - krzyknęła za nią szeptem, gdy jej przyjaciółka ruszyła bezzwłocznie na poszukiwanie nauczycielki.
- Oni zawsze pakują się w jakieś kłopoty, co? - westchnął Neville, a Hermiona pokiwała głową. - O nie! Teodora mi uciekła! Znowu...! - jęknął chłopiec.
Tymczasem Alex po cichutku ruszyła do holu, w którym profesor McGonagall powitała ich rok temu. Hermiona miała rację - musiała dobrze wybrać moment, w którym zagadnie nauczycielkę, by nie przeszkadzać jej w obowiązkach. Lada moment wprowadzi do szkoły pierwszorocznych, a następnie będzie przewodzić Ceremonii Przydziału, nie należałoby jej wtedy przeszkadzać.
Może faktycznie powinnam poczekać? - zastanowiła się Alex. Ale niepokój o brata zżerał ją od środka. Wystarczyłoby jedno słowo, że nauczyciele wiedzą o nieobecności Harry'ego i próbują coś z tym zrobić, żeby ją uspokoić.
- Potter.
Alex zamarła tuż przy schodach do holu, słysząc ten chłodny głos. Odchrząknęła, wyprostowała się i przybierając najniewinniejszy ze swoich uśmiechów odwróciła się do nauczyciela.
- Dobry wieczór, profesorze - odpowiedziała uprzejmie.
- Nie muszę chyba mówić, że nie powinno cię tu teraz być, prawda? - wycedził przez zęby profesor Snape.
- Ja... szukałam Teodory! - wykrzyknęła nagle Alex, dostrzegając znajomą ropuchę, kryjącą się za ciężką zbroją nieopodal. Złapała ją szybko i uśmiechnęła do nauczyciela. - Neville ciągle ją gubi, chciałam mu pomóc.
- Longbottom powinien lepiej pilnować swojej podopiecznej. - Snape zmarszczył brwi w niesympatycznym grymasie. - A ty swoich interesów, Potter.
- Lubię pomagać innym, panie profesorze. Ale teraz pójdę już na ucztę - dodała szybko, by nie przeciągnąć zanadto struny. - Nie chciałabym przegapić Ceremonii Przydziału.
Wślizgnęła się cichutko do Wielkiej Sali i wsunęła na miejsce między Hermioną a Nevillem.
- I co?
- Snape mnie przyłapał. Ale znalazłam Teodorę, Neville. - Wepchnęła niesfornego płaza chłopcu na kolana. - Zapewniła mi doskonałe alibi.
- Masz farta, dziewczyno - westchnęła Hermiona, podczas gdy Neville dziękował jej za odnalezienie ropuchy.
Kilka minut później, gdy rozpoczęła się Ceremonia Przydziału, Alex mocno zacisnęła kciuki za Ginny. Wcześniej do Gryffindoru trafiło kilku innych uczniów, między innymi chłopiec o imieniu Colin, wszyscy witani gromkimi brawami. W końcu i rudowłosa dziewczynka siadła na wyznaczonym miejscu, a Tiara Przydziału nie miała najmniejszych wątpliwości - każdy z Weasleyów był urodzonym Gryfonem!
Dziewczynka dołączyła do nich rozpromieniona, zaczepiana przez bliźniaków i Percy'ego, który złożył jej uroczyste gratulacje.
Niedługo później Ceremonia Przydziału dobiegła końca i rozpoczęła się uczta. Nie obyło się oczywiście bez kilku słów od dyrektora, który wspomniał, że po ostatnich przygodach ma nadzieję na spokojny rok szkoly, uatrkacyjniony jedynie przez uczniowskie figle (tu znacząco spojrzał na Freda i George'a, którzy uśmiechnęli się szeroko, przyjmując wyzwanie).
Kiedy wszyscy zaczęli jeść, Alex uważnie lustrowała stół nauczycielski. Od razu zauważyła, że brakuje przy nim profesora Snape'a. Machinalnie przeżuwając paszteciki dyniowe, nie spuszczała wzroku z nauczycielki transmutacji, która nagle - ledwie spróbowawszy jednej z wykwintnych potraw - złożyła sztućce i ruszyła do bocznego wyjścia z Sali.
- Jakby co poszłam do łazienki - rzuciła szeptem ni to do Hermiony, ni to do Ginny i ruszyła do wyjścia.
- Alex! Nawet nic nie zjadłaś! - jęknęła Hermiona za jej plecami. - Ja z nią zwariuję, naprawdę. Myślałam, że przynajmniej ona jest odpowiedzialna.
W całej szkole było podejrzanie spokojnie. Alex usiłowała nasłuchiwać kroków, by zlokalizować nauczycielkę. W końcu usłyszała ciche trzaśnięcie drzwi i szmer głosów. Ruszyła w tamtym kierunku, pchnięta czymś w rodzaju przeczucia. Zeszła po schodach do lochów, chowając się za załomem muru, gdy omal nie natknęła się na Panią Norris. Drzwi do jednej z sal były uchylone i dobiegał zza nich podniesiony głos McGonagall:
- To moi uczniowie, Severusie, więc decyzja należy do mnie. Potter, Weasley - czekam na wyjaśnienia - zażądała sucho, a Alex ogromny kamień spadł z serca. Byli tutaj! Nic im nie jest!
...może poza ogromnymi kłopotami.
- ...ty chyba masz sowę, prawda? - Głos nauczycielki był podejrzanie cichy. - Nigdy, w całej mojej nauczycielskiej karierze nie przydarzyło mi się coś takiego! Latający samochód, dwoje nieletnich, uszkodzona wierzba...!
Nieźle narozrabiali, pomyślała Alex. Walczyła z silnym odruchem, by wparować do środka i stanąć w obronie chłopaków, ale co tam naprawdę miałaby powiedzieć?
- Dobry wieczór, panno Potter.
Cichy głos dyrektora za jej plecami zabrzmiał jak wystrzał, Alex podskoczyła przestraszona. Złapana na gorącym uczynku i to drugi raz w ciągu niespełna godziny!
- Panie profesorze, ja wyjaśnię...!
- Alex - westchnął dobrotliwie Dumbledore. - Po prostu się martwiłaś, widzę to wyraźnie. Ale teraz wracaj już do dormitorium, uczta dobiegła już końca, a ty nie powinnaś włóczyć się o tej porze po korytarzach i podsłuchiwać pod drzwiami, prawda?
Alex zarumieniła się mocno. Faktycznie, nie zachowała się zbyt ładnie.
- Przepraszam, panie profesorze, już uciekam. Ale... - zawahała się nieco. - Nie wyrzuci pan Harry'ego ze szkoły, prawda? Ani Rona?
- Nie mam takiego zamiaru, panno Potter. Ale mam prośbę - dodał po chwili namysłu. - Trzymajcie się razem, dobrze? Osobno sprawiacie zdecydowanie więcej problemów.
- Dobrze, panie profesorze. - Alex kiwnęła głową i zgodnie z obietnicą ruszyła prosto do dormitorium. Pod portretem Grubej Damy dogoniła dużą grupę Gryfonów pod przewodnictwem Percy'ego i odnalazła w tłumie Hermionę. 
- Są w szkole - syknęła jej do ucha. - Ale coś się stało... Z tego co zrozumiałam, to przylecieli do szkoły autem pana Weasleya całkiem sami. I rozbili wierzbę pod szkołą - szepnęła.
- Wyleją ich?! - wykrzyknął Neville, nieco głośniej niż planował. Kilka osób obróciło się w ich stronę, a Hermiona uciszyła go syknięciem.
- Dumbledore mówił, że na to nie pozwoli, ale na bank dostaną mega szlaban - westchnęła Alex, kiedy Percy podał Grubej Damie nowe hasło "Miodojad". Zdaje się, że strażniczka wieży Gryfindoru nadal była na diecie, bo wciąż wybierała takie słodkie hasła...
- Co oni sobie myśleli?
- Nie mam pojęcia, ale mam nadzieję, że wszystko nam powiedzą. Poczekajmy na nich tutaj, przecież nie znają hasła - uświadomiła sobie Alex.
- Ja poczekam, a ty idź do środka, Wood cię szukał - poinformowała ją Hermiona.
- Ollie? Przcież rozmawiałam z nim w pociągu, czego on może chcieć? - zdziwiła się Alex, ale posłusznie przemknęła przez dziurę w portrecie, gdzie od razu została otoczona przez tłum Gryfonów.
- To prawda, że Harry'ego wyrzucili?
- Ron ukradł auto ojca?
- Przylecieli tu aż z Londynu?!
- Ponoć auto jest w kawałkach po spotkaniu z wierzbą bijącą...
- Widziałem, co ona potrafi, cud że żyją...
- Weasley ponoć ma złamane dwa żebra.
- Alex, to prawda, że...
- Nie wiem, nie rozmawiałam z nimi! - zawołała w końcu poirytowana. Nie doceniła prędkości, z jaką rozchodzą się plotki w tej szkole.
- ...że nie zjadłaś dziś kolacji? - dokończył spokojnie Oliver, nie zniechęcając się jej zdenerwowaniem. W ręce trzymał podejrzanie ładnie pachnący pakunek.
- Nie mów, że zwinąłeś dla mnie kawałek pieczeni - westchnęła z niedowierzaniem, ale faktycznie tak było.
- Miałaś dzisiaj dużo zmartwień na głowie, pomyślałem, że gdy ochłoniesz to zgłodniejesz... - Wood spokojnie obserwował, jak dziewczyna pałaszuję kanapkę z pieczenią z wyrazem błogości na twarzy. - Trzeba w końcu zajeść stres.
- Po prostu od śniadania miałam w ustach tylko czekoladową żabę i jeden pasztecik z dyni... Ratujesz mi życie, Ollie, naprawdę. I to drugi raz, dzisiaj - zauważyła po chwili. - Czemu? - zapytała podejrzliwie.
- Słyszałem, że tak robią przyjaciele. - Chłopak wzruszył ramionami. - A poza tym... Mamy kilka tyłków do skopania na boisku i musisz nam w tym pomóc, Lex. Pierwszy trening już w sobotę, jutro zamówię boisko u pani Hooch.
- Wiedziałam, że gdzieś jest haczyk! - Alex wywróciła oczami, ale uśmiechnęła się szeroko. - Dobra, lecę. Muszę pogadać z Harrym.
- Powiedz mu, że jeśli przez szlaban nie będzie mógł brać udziału w meczach, to ma przechlapane!
Wbiegła po schodach na drugie piętro, gdzie znajdowały się dormitoria dla drugiego roku. Przelotnie pomyślała, że w ostatniej klasie będzie musiała wspinać się na ostatnie piętro... Popchnęła drzwi do sypialni chłopaków, którzy właśnie szykowali się do snu.
- Ej! - zawołał oburzony Dean, chowając się za kotarą łóżka.
- Harry? Na słowo? - zapytała i wyszła na korytarz.
Chłopak założył okulary i nieco zaskoczony wyszedł za nią.
- O co...? - zapytał zaskoczony, a Alex uściskała go mocno. - Hej, Alex, nic mi nie jest. Udusisz mnie!
- Martwiłam się, Harry! Wiesz jak bardzo? Szukałam cię po całym pociągu, naraziłam się prefektom i prawie pobiłam z Malfoyem, potem jeszcze włóczyłam się po szkole, wpadłam na Snape'a i Dumbledore'a... Co się tam stało? - wyrzuciła z siebie na jednym wdechu.
- Pobiłaś się z Malfoyem...?- zapytał z niedowierzaniem Harry, ale Alex machnęła ręką, dając znać, że wyjaśni później. - Nie wiem, Alex. Ruszyliśmy zaraz za tobą, ale przejście na peron było zamknięte. 
- I zamiast poczekać na Weasleyów sami polecieliście autem? - zapytała, unosząc wysoko brwi.
- Teraz gdy to mówisz, nie brzmi to tak sensownie, jak wtedy, gdy podjęliśmy tę decyzję - przyznał Harry. - Szło nam całkiem nieźle, dopóki nie brakło paliwa i rozbiliśmy się na wierzbie bijącej. Ona naprawdę bije - skrzywił się chłopak. - Omal nie wybiła mi barku, a Ron ma połamaną różdżkę.
- Ważne, że nic wam nie jest. Dostaliście szlaban? - zainteresowała się.
- Jeszcze nie... ale chyba będzie poważny.
Alex pokiwała głową i zamyśliła się nieco. Potem raz jeszcze uściskała brata.
- Obiecaj mi coś, Harry... Nie wpakujmy się w tym roku w żadne kłopoty, zgoda? - zapytała, a Harry skwapliwie przytaknął.
- Jak najbardziej za.
- Ja i tak czuję, że to będzie szalony rok... - westchnęła. - Dobranoc, Harry.
- Dobranoc, Alex.
Gdy weszła do dormitorium, dziewczęta już spały. Prędko przebrała się w piżamę i wykończona emocjami całego dnia, niemal od razu zasnęła.
_____________________________
Długo mnie nie było, ale mówiłam, że z regularnością będzie cieżko. Dorosłe życie ssie, moi mili.
Dużo Wooda mi wyszło, hm? No zobaczymy, co tam z tego wyjdzie.
Dzisiejszy rozdział sponsoruje dokument HBO "20th anniversary - Back to Hogwart", bo to po obejrzeniu go dostałam kopniaka do napisania reszty (3/4 w sumie) rozdziału.
Koniec psot!
E_A