Kolejne rozdziały czekają na swój świstoklilk. Nie liczcie na regularność, postaram się dobrnąć sprawnie do końca pierwszego roku ;)

Mam zamęt twórczy, nie wiem co, gdzie i kiedy napiszę.

niedziela, 10 listopada 2019

12. Krew jednorożca

- Hagridzie, musisz go oddać. Malfoy go widział, będziesz miał kłopoty!
- Ale on jest taki malutki! Nie poradzi sobie beze mnie. - Głos olbrzyma był lekko roztargniony, gdyż całą uwagę poświęcał małemu, choć szybko rosnącemu, gadowi.
- Hagrid! - Alex próbowała ściągnąć na siebie jego spojrzenie. - Hagrid!
- No co, cholibka? Spójrz tylko na niego.
Dziewczynka posłusznie przeniosła wzrok na niewielkie, pokryte łuską stworzenie. Faktycznie, było w nim coś, co sprawiało, że zachwyt gajowego nie był tak całkiem nieuzasadniony. Mimo wszystko, smok oznaczał kłopoty.
- Muszę iść - westchnęła Alex, słysząc dzwon wzywający na obiad. - Przemyśl to, Hagridzie. Naprawdę się martwimy. Wszyscy czworo.
Pożegnała się z gajowym i pobiegła z powrotem do zamku, tylko lekko spóźniona na posiłek. Dosiadła się do Rona i Hermiony, którzy już zajęci byli jedzeniem.
- I jak poszło? - zapytała Hermiona.
- Bez zmian - westchnęła Alex. 
Od momentu pojawienia się w ich życiu Norberta - bo tak Hagrid nazwał małego smoczka - próbowali namówić gajowego, by się go pozbył. Jak do tej pory, bezskutecznie, mimo iż próbowali chyba już wszystkiego. Trzymali jego sekret jednak w tajemnicy. W końcu tak robią przyjaciele.
Niestety - Malfoy także widział smoka. I jego nadęta mina, z którą przechadzał się po zamku sugerowała, że ma zamiar zrobić z tej wiedzy użytek. To nie mogło skończyć się dobrze, ani dla przyjaciół, ani dla Hagrida.
- Gdzie Harry? - zainteresowała się, dostrzegając nieobecność brata.
Ron wzruszył ramionami, Hermiona nieco zdezorientowana pokręciła głową. Alex tknięta nagłym przeczuciem, rozejrzała się po sali. Potem wstała i zostawiając niedojedzoną zapiekankę wyszła z Wielkiej Sali.
Nie myliła się. W holu znalazła Harry'ego kłócącego się o coś z Malfoyem. Miała tylko nadzieję, że przedmiotem sporu nie był smok.
- Ten twój przygłupi duży przyjaciel ma przechlapane, wszystko widziałem - przechwalał się Draco. Najwyraźniej chciał się ponapawać swoją przewagą.
- Nie wiem, o czym mówisz. - Harry założył ręce na piersi.
- A ty gdzie zgubiłeś swoich dużych, przygłupich przyjaciół, Draco? - Alex stanęła między nimi, również zaplatając ręce na piersi. - Widzisz? Mamy tyle wspólnego.
- Spadaj, wiewiórko - prychnął Ślizgon. - Jesteś jego adwokatem?
- Nie, siostrą. - Alex zmrużyła mocno oczy. - I nie pozwolę ci obrażać moich przyjaciół.
- Bo co? - Malfoy podszedł do niej krok bliżej. - Co mi zrobisz, głupia dziewczyno?
- Może cię na przykład lojalnie uprzedzić o obecności nauczyciela, który słyszał wszystkie te wyzwiska. - Dopiero po chwili dostrzegli profesora Flitwicka za plecami Ślizgona. - Minus dziesięć punktów dla Slytherinu, panie Malfoy. I proszę przeprosić kolegów.
- Ani mi się śni! - odparł Draco i odmaszerował obrażony.
Nauczyciel westchnął cicho.
- No cóż, warto próbować. Ale kulturę niestety wynosi się z domu... Idźcie na obiad, Potter. Pewnie jesteście głodni.
- Tak. - Kiwnął głową Harry. - Dziękujemy. Do zobaczenia, panie profesorze.
Zapiekana wystygła, ale nadal była jadalna, Alex dokończyła ja zatem, podczas gdy Harry opowiadała pozostałym o nieprzyjemnym spotkaniu w holu.
- Musimy ostrzec Hagrida - zauważyła Hermiona. - Malfoy w końcu naprawdę powie komuś o smoku i będą kłopoty.
- Idźcie do niego popołudniu. Ja już próbowałam. Pouczę się trochę w tym czasie... - westchnęła Alex.
- O, a czego? - Ożywiła się od razu Hermiona. - Możemy porównać notatki z eliksirów...
- Będę się uczyć zaklęć - ostudziła jej zapał Alex. - Wszystko to już masz w małym placu, Hermiono. Do zobaczenia później. - Pomachała im na pożegnanie i poszła do pustego o tej porze dnia dormitorium.
Oczywiście, nie była do końca szczera z przyjaciółmi. Nie lubiła ich okłamywać, ale nauczycielka transmutacji zaleciła jej ostrożność i dyskrecję. Zresztą... wcale aż tak bardzo nie kłamała. Miała zamiar poćwiczyć zaklęcia.
Tylko... chciała zrobić to po swojemu.
Bez większego problemu znalazła wolną salę, gdzie raczej nikt by jej nie przeszkadzał. Miała przygotowaną listę zaklęć, które chciała przećwiczyć. Postanowiła skrupulatnie notować swoje postępy. W końcu... była zdana tylko na siebie.
Miała zaznaczone, które zaklęcia ma opanowane, zarówno w formie pierwotnej jak i "różdżkowej", które zaklęcia "różdżkowe" sprawiają jej jeszcze trudność i jak objawiają się skutki uboczne. Czasem było to uczucie zimna, czasem gorąca, czasem szczypanie, swędzenie, a czasem zmęczenie. Dodatkowo, jeśli zaklęcie w formie pierwotnej różniło się czymś, również uwzględniała to w swoich notatkach. Podobnie jak sposób rzucania tego zaklęcia.
- Okej, no to zobaczymy - mruknęła do siebie. Na dziś miała zaplanowane między innymi zaklęcie Lumos. - Skoro nie różdżka, to co?
Zamknęła oczy i wyobraziła sobie jasne światło. Z doświadczenia wiedziała, że musiała tutaj działać intuicyjnie, odruchowo.
- Lumos - szepnęła, a jej ciało zadziałało bezwiednie. Wyciągnęła przed siebie rękę, dłonią do góry i rozcapierzyła palce, a pomiędzy nimi pojawiło się jasne, ciepłe światło. - O kurcze, to działa! - zawołała ucieszona.
Musiała przyznać, że efekt był lepszy niż oczekiwała. To samo zaklęcie rzucane z pomocą różdżki, już nie sprawiało jej problemów, mogła je rzucać bez wysiłku, ale pierwsze kilka razy było męczące. Miała wrażenie, że rzucając je, ogarnia ją fala ciepła. Tym razem nie stało się nic takiego.
Alex postanowiła poeksperymentować.
Podrzuciła kulę światła do góry, a ona posłusznie poszybowała pod sufit i wróciła, jakby umocowana była na gumce. Alex zastanowiła się i dodała:
- Wingaridum Leviosa! 
...a kula światła posłusznie poszybowała tam, gdzie jej wskazała. Z światełkiem na końcu różdżki taka sztuczka by się nie udała.
Szkoda tylko, że nie mogła się tym nikomu pochwalić.
Zamknęła dłoń, wołając Nox! i przeszła do kolejnego zaklęcia. Wszelkie obserwacje skrupulatnie spisywała. Nawet nie zauważyła, kiedy zrobiło się późno. Pozbierała wszystkie swoje rzeczy i pomknęła do dormitorium, by zdążyć przed ciszą nocną. Hermiona już spała, chłopców nigdzie nie było widać, więc nie miała okazji dowiedzieć się, jak poszła im rozmowa z Hagridem.
Rzuciła na poduszkę zaklęcie budzące - poduszka o wyznaczonej porze zaczynała się zachowywać jak małe zwierzątko i uspokoić ją mogło tylko kontrzaklęcie, które wymagało wstanie z łóżka i odszukania różdżki na nocnej szafce - i poszła spać. W końcu następnego ranka czekał ją trening, a Wood nie wybaczał spóźnień. Gdy tylko zasnęła, jej sny wypełniły się świecącymi jasno smokami.

***

- I co? - Złapała Harry'ego za ramię, gdy wychodzili na boisko. Jakimś cudem zaspała i w ostatniej chwili pognała na trening, dlatego nie zdążyła porozmawiać z nim wcześniej. Zresztą, ciężko było nie zaspać, skoro Wood zarządził trening jeszcze przed śniadaniem, o szóstej rano.
- Dobrze. Napisaliśmy list do Charliego, zajmie się... Norbertem. - Harry zniżył głos do szeptu.
Nie zdążył powiedzieć jej nic więcej, bo Wood już rozpoczął rozgrzewkę.
- Czy on chce nas zabić? - mruknęła do niej Katie, po kilku minutach morderczych ćwiczeń. - Jeszcze mam zakwasy po ostatnim treningu...
- Bell! Nie plotkuj, mam ci przypomnieć, jak wyglądają twoje podania z lewej ręki?! - warknął z drugiego końca boiska Wood. - Johnson, jeszcze raz to samo, Lex kontratak!
Poleciała w kierunku kapitana, by odegrać rolę zawodnika przeciwnej drużyny. Dziewczyny ustawiły się do manewru, który właśnie ćwiczyli i rozpoczęły serię podań. Alex wleciała między nie i przejęła piłkę.
- Jeszcze raz! - krzyknął Wood. - Macie to zrobić tak, żeby Alex nie zabrała wam piłki! Co jest z wami nie tak?! Katie i Lex wychodzi, Lex i Angelinie wychodzi... Potter jest dla was zbyt ciężkim przeciwnikiem, czy jak?!
- Wood! - Alex obróciła się gwałtownie w jego stronę. Harry uganiał się za zniczem, a bliźniacy Weasley obserwowali tę sytuację z góry, odbijając między sobą na przemian dwa tłuczki. To była niebezpieczna żonglerka, kwestią czasu było, aż któryś z nich rozkwasi im nosy.
- Co?
- To nie było miłe - zwróciła mu uwagę. - Może spuszczę nieco z tonu po prostu....?
- Nie. - Pokręciła głową Angelina. - Wood ma rację. Musi nam to wyjść niezależnie od tego, w jakiej konfiguracji będziemy wykonywać to zagranie. A jeśli uda nam się ograć ciebie, to ogramy każdego. - Uśmiechnęła się do Alex.
Katie burknęła coś nadąsana, ale przyznała jej rację.
- Dzięki. - Alex zaczerwieniła się po czubek uszu. - Dobra, skupcie się. Nie będę się z wami cackać! - ostrzegła.
Kilka prób później, Angelina z Katie w końcu przebiły się przez jej obronę, jednak Wood zatrzymał kafla przed bramką. Zrobiło się późno, zbliżał się czas śniadania, postanowili więc przełożyć to na wieczorny trening.
Wood naprawdę ich nie oszczędzał.
Alex przebrała się szybko i czekała przed drzwiami męskiej szatni. Harry obrzucił ją zaskoczonym spojrzeniem.
- Pogadamy na śniadaniu. Mam sprawę do Wooda - wyjaśniła szybko, ignorując gwizdy bliźniaków, którzy poczochrali ją synchronicznie po głowie.
Kapitan wyszedł chwilę później, również zaskoczony obecnością dziewczyny.
- Mówiłaś, że jesteś głodna - zauważył.
Jakby na potwierdzenie tych słów, Alex zaburczało w brzuchu. Zignorowała to jednak.
- Faworyzujesz mnie, Ollie - oznajmiła bez żadnych wstępów. - I co gorsza, ranisz przy tym uczucia dziewczyn. - Zaplotła ręce na piersi.
- Wcale nie. - Pokręcił głową. - Faworyzowałbym cię wtedy, gdybym chwalił cię mimo iż nie wyróżniałabyś się na tle grupy. Ale ty naprawdę jesteś świetna. Wszyscy to wiedzą!
- Nie musisz tego podkreślać - zwróciła mu uwagę. - A poza tym, wcale nie jestem lepsza od pozostałych... Nie powinieneś tego mówić, Wood. Po prostu tak nie robi dobry kapitan.
Czekała na wybuch złości, w końcu nie powinna tak do niego mówić. Był starszy, miał większe doświadczenie i na dodatek był kapitanem. Oliver jednak uśmiechnął się do niej ciepło.
- Dobrze, Lex. Postaram się już tak nie robić. Dziękuję ci, że jesteś ze mną szczera. - On również poczochrał ją po głowie na odchodne, a Alex wywróciła oczami.
Była ich drużynową maskotką, czy jak?
Na Wielkiej Sali śniadanie trwało w najlepsze. Alex z zaskoczeniem odkryła na swoim talerzu dwie apetycznie wyglądające kanapki.
- Harry mówił, że Wood was wymęczył - odpowiedziała na niezadane pytanie Hermiona. - Gdyby nie ja, Ron zjadłby wszystko w zasięgu wzroku.
- Whale kne! - oburzył się rudzielec, przełykając szybko swoją kanapkę. - Harry mówił ci o naszym planie?
- Coś wspominał. Charlie zajmie się... naszym podopiecznym?
- Nie wiemy jeszcze, wysłaliśmy sowę i czekamy na odpowiedź. Oby odpisał jak najszybciej. Chatka Hagrida już długo nie pociągnie...
Następne dni wypełniło im nerwowe oczekiwanie na list od starszego brata Rona. Zajmował się smokami, istniała więc szansa, że znajdzie dla Norberta nowy dom, w którym będzie mógł podpalać co tylko zechce, nie pozbawiając przy tym Hagrida miejsca do mieszkania. To z kolei przypomniało Alex o wysłanym przez nią liście do przyjaciół mamy, Sandy jednak nadal nie wróciła. Nie należało się jednak martwić - w końcu droga do Australii była daleka.
Dodatkowo stresujący był fakt, że Malfoy ewidentnie napawał się swoją przewagą. Wszyscy marzyli o tym, by zetrzeć mu z twarzy ten pewny siebie uśmieszek, ale niestety nie mogli się wychylać.
Czara goryczy przelała się parę dni później, gdy Ron wrócił z dyżuru u Hagrida - postanowili zaglądać do niego na przemian, by nie wzbudzać podejrzeń - z paskudnym ugryzieniem na ręce.
- Pokaż to. - Alex zaprowadziła go bliżej kominka, podczas gdy rudzielec żalił się na "paskudnego gada". - Pani Pomfrey powinna rzucić na to okiem...
- I co jej powiem? "Ugryzł mnie króliczek... właściwie to smok, ale Hagrid chyba myśli inaczej"? - sarknął Ron.
- Nie obwiniaj Hagrida, ma po prostu miękkie serce - westchnęła Alex. - Coś wymyślimy. Na razie ci to opatrzę i zobaczymy, co się stanie.
Ruszyła po apteczkę do dormitorium, a kiedy wróciła do Pokoju Wspólnego, pozostała trójka pochylała się na kawałkiem pergaminu, a obok siedziała obrażona Hedwiga, bezskutecznie domagająca się nagrody. Alex szybko pokojarzyła fakty - to musiała być odpowiedź od Charliego.
Dała sowie kilka przysmaków i zajrzała Harry'emu przez ramię.
Z listu wynikało, że starszy brat Rona chętnie zaopiekuje się smokiem, jednak jego transport nie jest do końca legalnym przedsięwzięciem i przekazanie go jego przyjaciołom będzie musiało odbyć się w tajemnicy, pod osłoną nocy.
A to oznaczało złamanie kilku punktów szkolnego regulaminu.
- Mamy pelerynę-niewidkę... - zaczął niepewnie Harry.
- Wszyscy się pod nią nie zmieścimy. - Alex pokręciła głową. - Ale dwie osoby powinny wystarczyć do transportu, nie jest jeszcze taki duży.
- Pójdę z Ronem - odparł Harry.
- Nie. Ron nigdzie nie pójdzie z tą ręką - odpowiedziała Alex. - Ja z tobą pójdę. Albo Hermiona.
- Ja pójdę - zadecydowała z mocą Hermiona. - Ty, Alex, przydasz się do odwracania uwagi. Ja nie potrafię okłamywać nauczycieli, a gdyby coś poszło nie tak, ktoś musi nas kryć.
- Okej - zgodziła się dziewczynka. - Dobra, a ty Ron naprawdę powinieneś iść do skrzydła szpitalnego, zanim ci ta ręka odpadnie...

***

Następnego dnia Ron faktycznie wybrał się do pani Pomfrey, bo ręka spuchła i zrobiła się zielona. Najwyraźniej ugryzienia Norberta były jadowite. Dostał zwolnienie na kilka dni i nie było opcji, by pomógł z Norbertem, nie było wiadomo, czy nie będzie musiał zostać do poniedziałku w skrzydle szpitalnym.
Sprawa skomplikowała się jeszcze bardziej, gdy okazało się, że list od Charliego trafił przez przypadek w ręce Malfoya.
- Niedobrze - westchnęła Alex. - Bardzo niedobrze.
- Myślisz, że ktoś mu uwierzy? - zamartwiła się Hermiona.
- Na pewno będą podejrzliwi... Musicie zachować ostrożność. - Spojrzała na Harry'ego z ukosa. - Nie róbcie nic głupiego.
- Coś głupszego od wałęsania się nocą po zamku z małym smokiem w klatce? - prychnął chłopak. - Ale nie mamy wyjścia. Idziemy powiedzieć Hagridowi, a ty pomyśl, jak podważyć wiarygodność Malfoya.
- Jeśli Draco powie, że masz smoka, to raczej nikt mu nie uwierzy, ale to wszystko i tak jest ryzykowne. Załatwię to jakoś - westchnęła. - Dobra, idźcie do Hagrida, a ja...
- Jesteś umówiona z Woodem. - Harry wywrócił oczami. - Naprawdę potrzebujesz dodatkowych treningów?
- To nie treningi to... - Alex zagryzła wargę. - Nieważne.
Unikając znaczącego spojrzenia Hermiony uciekła w kierunku boiska. Wood już na nią czekał, oparty ramieniem o trybunę. Uśmiechnął się na jej widok.
- Gotowa na wycisk? - zapytał.
- Muszę odreagować. - Kiwnęła głową.
- Ciężki tydzień?
- Oj tak. - Alex pomyślała o niedzielnej akcji i westchnęła ciężko. - Oj tak.
- Dobra, no to ćwiczymy. - Wood wskoczył na miotłę i zgodnie z umową zaczęli ćwiczyć rzuty karne. Oliver ćwiczył obronę, a ona atak i trzeba było przyznać, że oboje byli siebie warci. Po pół godzinie rzucania kaflem, zgrzani i zmęczeni wrócili na ziemię i zasapani opadli na trybuny.
- Potrzebowałam tego - westchnęła Alex. - Naprawdę. Dzięki, Ollie. - Uśmiechnęła się do niego ciepło z ukosa.
- Nie ma sprawy, Lex. - Odgarnął jej włosy z twarzy, tylko po to, by je potem ponownie zmierzwić. - Cała przyjemność po mojej stronie.
- Wood! - zawołała oburzona, poprawiając fryzurę. - Macie z bliźniakami jakiś fetysz czochrania włosów, czy co?
- Nie po prostu... uroczo wtedy wyglądasz. Tak niewinnie - zaśmiał się. - A to tylko pozory.
- Więc uważaj, bo kiedyś się zemszczę! - zagroziła mu. - Dobra, ja się zwijam, muszę się dziś wyspać.
Nie lubiła go okłamywać, ale nie miała wyjścia. Wielki dzień nadchodził wielkimi krokami.
W niedzielną noc Alex nie umiała zasnąć. Hermiona też przewracała się z boku na bok, w końcu jasnym się stało, że nawet nie ma sensu się kłaść, gdyż wkrótce musieli ruszać do Hagrida. Ron nadal był w skrzydle szpitalnym, ręka już prawie się zagoiła, ale pani Pomfrey postanowiła go jeszcze zatrzymać na jedną noc.
- Już czas - oznajmiła Alex szeptem, kiedy do północy zostało trochę ponad pół godziny. Harry i Hermiona musieli przekraść się do Hagrida i przetransportować Norberta na szczyt Wieży Astronomicznej. Mogło to zająć trochę czasu.
Hermiona skinęła głową i odrzuciła kołdrę. Nawet nie założyła piżamy. Dziewczynki zeszły na dół, gdzie już czekał Harry z peleryną-niewidką w dłoni.
- Gotowi? - spytała Alex.
- Bardziej nie będziemy - odparła Hermiona drżącym głosem.
- Powodzenia - mruknęła Alex, gdy przechodzili pod dziurą w portrecie. Sama zastanawiała się, czy lepiej będzie poczekać na rozwój wypadków tutaj, czy na korytarzu. Wałęsanie się w nocy mogło się źle skończyć, ale przecież jeżeli miała ich kryć, musiała wiedzieć, co się dzieje, prawda?
- Harry? Harry, jesteś tutaj?
Alex obróciła się gwałtownie. Na schodach do dormitorium chłopców stał zaspany Neville w niebieskiej piżamie w paski.
- Neville, co ty tutaj robisz? - wyszeptała przerażona.
- Gdzie jest Harry? Chyba nie plącze się nocy po zamku? Słyszałem jak Malfoy chciał go nakryć, jak chodzi po zamku ze smokiem... Alex, co to znaczy? Gdzie Harry? - wyjąkał zdezorientowany chłopiec.
- Harry i Hermiona musieli coś... załatwić. - Alex zagryzła wargę. - Zostań tu, muszę ich ostrzec.
- Ale, Alex...
- Wpadniesz w kłopoty, Neville! - ostrzegła go.
- Naprawdę mają smoka?
- Zwariowałeś? - Spojrzała na niego zaskoczona. Owszem, to była prawda... ale kto by w nią wierzył? - Skąd by mieli wziąć smoka? Ron zostawił zadanie domowe z astronomii na Wieży Astronomicznej, chcą je odzyskać... Muszę iść, zanim Malfoy narobi im kłopotów.
Nie oglądając się na chłopca, ruszyła w kierunku Wieży Astronomicznej. Nie uszła nawet pięciu kroków, gdy usłyszała za sobą kroki.
- Neville! Wracaj do łóżka, załatwię to! - syknęła do niego.
- Nie mogę, Alex. - Chłopiec wskazał ramy obrazu, w których nie było Grubej Damy. Musiała pójść z wieczorną wizytą do Kobiet Biesiadujących i zostać tam na noc. Do rana nie było co liczyć na jej powrót.
- Okej, ale bądź cicho. - Alex ostrożnie ruszyła dalej przed siebie. Nagle usłyszała głos profesor McGonagall:
- Filch, sprawdź jednak tę Wieżę Astronomiczną. Malfoy pewnie opowiada bajki, ale będę spokojniejsza, jeśli...
Urwała w pół słowa, gdy w korytarzu rozległo się donośne kichnięcie. Alex zamknęła oczy, jednak to nie pomogło. Nauczycielka wyjrzała za róg, a w pobliżu nie było żadnego gobelinu, za którym mogliby się schować.
- Przepraszam, Alex... nie ubrałem skarpetek - wyszeptał Neville, blady jak ściana.
- Potter, co to ma znaczyć? Co wy, na brodę Merlina, robicie tutaj z Longbottomem w środku nocy? - Profesor McGonagall nie wyglądała na zadowoloną, wręcz przeciwnie.
Alex spojrzała na oddalającego się w kierunku Wieży Astronomicznej Filcha. Miała tylko nadzieję, że Norbert był już w drodze do Rumunii. Harry i Hermiona mieli pelerynę-niewidkę, byli bezpieczni.
- Właściwie to... idziemy do skrzydła szpitalnego. Pani Pomfrey nie pozwala na zbyt długie odwiedziny, a mamy Ronowi wiele do opowiedzenia - odpowiedziała. To pierwsze przyszło jej na myśl.
- Potter, o pierwszej w nocy?! - wykrzyknęła McGonagall. - A poza tym pan Weasley wraca jutro, co jest tak ważne, że nie może poczekać do rana?
Na to Alex nie potrafiła odpowiedzieć.
- Do mojego gabinetu. Natychmiast.
Neville zaczął płakać, a Alex w sumie też była temu bliska. Nie pomagał bynajmniej złośliwy uśmiech Malfoya, który zresztą sam był w nie lepszym położeniu.
- Prze-prze-przepraszam, A-alex - wyjąkał, pochlipując Neville.
- To moja wina, nie twoja - odszepnęła. Nauczycielka kazała usiąść im na krzesłach i już miała rozpocząć swoją tyradę, gdy drzwi do gabinetu otworzyły się i Filch wprowadził Harry'ego i Hermionę.
Jak? - zapytała niemo Alex. Przecież mieli pelerynę-niewidkę!
Harry tylko nieznacznie wzruszył ramionami. Dziewczynka miała ochotę klepnąć się dłonią w czoło. Jak mogli zapomnieć o pelerynie?!
Nauczycielka zażądała wyjaśnień. Neville płacząc wyjaśnił, że chciał ostrzec Harry'ego, Hermiona tylko zaciskała zęby, próbując się nie rozpłakać, a Malfoy siedział cicho, ciesząc się z ich kłopotów.
- Okrutnie zadrwiliście z Malfoya, chcąc wpakować go w kłopoty, a Longbottom to usłyszał i też uwierzył. Doskonały dowcip, naprawdę spodziewałam się po was czegoś lepszego, Potter!
- Pani profesor... - próbował zaoponować Harry.
- To nie tak... - dodała słabo Alex. Czuła się okropnie. Miała im pomóc, a nie dość, że nawaliła, to jeszcze wpakowała w kłopoty Neville'a. To nie tak miało wyglądać!
- Cisza! Wszyscy zostaniecie ukarani aresztem. Gryffindor traci dodatkowo pięćdziesiąt punktów - dodała zimno.
- I-ile? - wyjąkała Alex.
- Pięć-pięćdziesiąt? - wydukał Harry.
- Tak. Za każde z was. - Głos nauczycielki był lodowaty. - Może to nauczy was szanowania szkolnego regulaminu.
Alex zrobiło się słabo. To razem dwieście punktów. Ogromna ilość. Niemal słyszała smętne pobrzękiwanie samotnych rubinów pozostałych w klepsydrze Gryffindoru. Strata nie do nadrobienia.
W paskudnych humorach wrócili do dormitorium. Tej nocy żadne z nich nie potrafiło zasnąć.

***
- Dwieście punktów, Lex! Dwieście!
- Wiem - mruknęła Alex markotnie.
- Co wam do głowy strzeliło?! - pieklił się Wood.
Następnego poranka, Gryfoni z zaskoczeniem przecierali oczy przechodząc przez hol, gdzie znajdowały się klepsydry. Jednak pojedyncze rubiny nie były koszmarnym snem. Szybko rozniosła się wieść, że winnych temu jest czworo pierwszorocznych, w tym sam Harry Potter, którego popularność spadła na łeb, na szyję. Pozostała trójka miała się nie lepiej.
- Wierz mi, chciałabym umieć to wytłumaczyć...
- Zawiodłem się na tobie, Alex. Myślałem, że jesteś wystarczająco dojrzała, by wiedzieć, że wymykanie się w nocy to głupi pomysł... nieważne, z jakiego powodu. - Zawód w oczach Wooda był najgorszą możliwą karą. Zwłaszcza, że przecież nie raz wspólnie naciągali godziny ciszy nocnej ze względu na dodatkowe treningi. Uznała jednak, że to nie najlepszy moment na wytykanie mu teraz tej odrobiny hipokryzji.
- Przepraszam, Ollie - szepnęła. - Ja naprawdę...
Zamilkła, bo nie miała nic do powiedzenia. Westchnęła tylko i poszła do szatni przebrać się na trening, bo reszta drużyny już docierała na boisko.
Angelina i Katie nie odzywały się do niej, jeżeli nie było to konieczne. Harry wyglądał jak kupka nieszczęścia, a Fred i George zdawali się niczym nie przejmować, ale oni mieli gdzieś wszystkie punkty świata. Wood był bardziej mrukliwy niż zwykle, więc atmosfera była raczej gęsta. Nie pomogła propozycja Harry'ego, że odejdzie z drużyny.
- Tak przynajmniej możemy nadrobić kilka punktów - westchnęła Alex. - Daj spokój, Harry, musimy to po prostu odpracować.
Pytanie brzmiało tylko: jak?
Hermiona między lekcjami przemykała od klasy do klasy z nisko opuszczoną głową, a wszędzie towarzyszyły im szyderze okrzyki Ślizgonów. Utracone przez Malfoya pięćdziesiąt punktów było niczym wobec dwustu. Neville też był na nich obrażony, zwłaszcza, że nie mieli dla niego sensownego wyjaśnienia i czuł się strasznie wykorzystany. Jedynie Ron ich wspierał, ale nie szło mu najlepiej.
- Poradzimy sobie z tym jakoś... - mruknęła Alex, ale bez większego przekonania. - Neville, potrzebujesz pomocy przy eliksirach? - zawołała, dostrzegając chłopca wchodzącego do biblioteki, gdzie chowała się razem z resztą przyjaciół.
- Nie, poradzę sobie. - Neville pokręcił głową i zniknął między regałami.
- Super, będę mieć na sumieniu jeszcze jego ocenę z najbliższego sprawdzianu, bo nie pozwoli sobie pomóc - mruknęła, markotnie przewracając stronę w książce. Postanowili uczyć się pilnie do egzaminów, by żadne głupie pomysły nie przyszły im już do głowy. Do tej pory działało i na dodatek powtórka materiału byłam im potrzebna. Egzaminy zbliżały się wielkimi krokami.
Unikanie kłopotów szło dobrze, dopóki Harry nie podsłuchał rozmowy między Snapem a Quirrelem, z której ewidentnie wynikało, że nauczyciel OPCM uległ woli nielubianego profesora.
- Jest o krok bliżej Kamienia - westchnęła Alex, gdy im o tym opowiedział.
- Jest jeszcze Puszek - zauważyła Hermiona.
- Jestem pewien, że Snape coś wymyśli... Co robimy? - zapytał Ron, gotowy do działania.
- Nic - ostudziła ich zapał Alex. - Mam dość kłopotów na najbliższe dziesięć lat.
- Pójdziemy do Dumbledore'a. Już dawno powinniśmy to zrobić - dodała Hermiona. - A na razie uczmy się dalej - zakończyła dyskusję.
Nie sposób było się z nią nie zgodzić.
W głębi duszy Alex zgadzała się z Ronem i była gotowa podjąć się ochrony Kamienia, ale rozum podpowiadał, że rozwiązanie zaproponowane przez Hermionę jest o wiele bardziej rozsądne i bezpieczne. Aby wybić sobie głupie pomysły z głowy skupiła się na dalszym poznawaniu swoich mocy, ale nawet kolejne sukcesy na tym polu nie mogły poprawić jej nastroju, zwłaszcza, że nie miała z kim dzielić się radosnymi wiadomościami. W końcu jedyną osobą, która wiedziała o jej darze była profesor McGonagall, a jej w ostatnim czasie wolała nie wchodzić w drogę.
Czuła się teraz samotna, jak jeszcze nigdy wcześniej.

***

Następnego rana przy śniadaniu otrzymali informację o areszcie. Zupełnie o tym zapomnieli, strata dwustu punktów całkowicie przyćmiła im drugą część kary. Areszt miał się odbyć w nocy, co Alex uznała za wybitną złośliwość. Za karę za wałęsanie się po nocy będą... wałęsać się po nocy. Idealnie.
Filch czekał na nich w Sali Wejściowej razem z Malfoyem. Dodatkowa nieprzyjemność, ale nieco pocieszające było, że i on musiał odpracować swoje.
Ominęła wzrokiem klepsydrę, gdzie minimalna ilość rubinów, aż kuła po oczach. Filch rozpoczął swoją tyradę, której starali się nie słuchać i wyprowadził ich z zamku. Alex z ulgą zauważyła, że kierują się do chatki Hagrida. Areszt pod okiem gajowego nie mógł być taki zły, prawda?
Jej nadzieje zostały rozwiane, gdy okazało się, że celem ich wyprawy jest Zakazany Las. Neville zaczął się trząść jak osika, a Malfoy stał się jeszcze bledszy niż zwykle.
- Do lasu? Ale... Ale tam są te... no, wilkołaki!
- Wrócę rano po to, co z nich zostanie - zaśmiał się Filch i ruszył z powrotem do zamku.
Nie zabrzmiało to zbyt zachęcająco.
Hagrid przywitał się z nimi, a Kieł wylizał ich od stóp do głów. Malfoy protestował jeszcze, twierdząc, że nie wejdzie do lasu, ale gajowy wytłumaczył mu w zwięzłych słowach, że alternatywą jest wydalenie ze szkoły. Draco przestał protestować, a Alex mocno chwyciła Neville'a za rękę, by choć trochę go uspokoić. O dziwo, podziałało.
- Słuchajcie uważnie, bo nie idziemy na grzyby, cholibka. W nocy nie jest tutaj bezpiecznie, chodźcie za mną. - Olbrzym ruszył do lasu, a oni chcąc, nie chcąc podążyli za nim. - Widzicie te srebrne ślady? To krew jednorożca. To już drugi w tym tygodniu. Musimy znaleźć tego biedaka, nim wyzionie ducha, może uda mu się pomóc. Podzielimy się na grupy i przeszukamy las - zarządził Hagrid.
- Chcę psa! - zawołał od razu Draco.
- Zgoda, ale ostrzegam, że jest strasznym tchórzem... Dobra, Harry i Hermiona ze mną, Neville z Kłem i Draco, a Alex... - Hagrid zawiesił głos.
- Pójdę z nimi. - Wskazała Malfoya i Neville'a, który był blady niczym duch. Nie chciała zostawiać go samego ze Ślizgonem.
- Zgoda. Jak znajdziecie jednorożca, strzelacie zielonymi iskrami, a jeśli będzie wam grozić jakieś niebezpieczeństwo - czerwonymi. Wtedy reszta rusza na pomoc. Czy to jasne? - spytał surowo Hagrid.
Skinęli głowami i ruszyli przed siebie, a na najbliższym rozwidleniu Hagrid poszedł w lewo, a Alex z resztą swojej grupki w prawo. W lesie było ciemno i dziwnie cicho. Jakiekolwiek dźwięki były przytłumione i wydawało się że dochodzą z dna studni.
- Kto to widział, żeby błąkać się nocą po lesie... Jak mój ojciec o tym usłyszy... - mamrotał Malfoy.
- Cicho - syknęła Alex. - Chcesz żeby to coś, co zraniło jednorożca nas znalazło?
- Nic mnie nie obchodzi jakiś głupi jednorożec - prychnął Ślizgon. - A jeśli coś mi się stanie, to wszyscy słono za to zapłacą. I ten przygłupi gajowy, i Dumbledore, i McGonagall...
- Ciii...! - uciszyła go, zatrzymując gestem. - Tam coś jest. - Wskazała krzaki przed nimi.
Gestem kazała im zostać i przywołując do siebie Kła podeszła bliżej. Pies zaskomlał cicho. Alex wyciągnęła przed siebie różdżkę, mocno zaciskając na niej palce i rozsunęła krzaki... spomiędzy których czmychnęła przestraszona wiewiórka.
- Uff... - Obejrzała się za siebie, ale Malfoya i Neville'a nie było w zasięgu wzroku. Musieli skryć się za którymś z drzew.
- Las nocą to nie jest dobre miejsce dla młodych czarownic. - Usłyszała za sobą głęboki, dźwięczny głos.
Nie wiadomo skąd, za jej plecami pojawił się centaur. Wyglądał na młodego i przyglądał się jej z uwagą. Alex nie wiedziała wiele o tych istotach prócz tego, że znane są z ogromnej dumy i wiedzy wróżbiarskiej. Nikt lepiej od nich nie czytał z gwiazd.
- Jestem tutaj za karę... Nie widziałeś może moich przyjaciół? - zapytała. - Nie powinniśmy się rozdzielać...
- Nie powinniście, Alexandro - zgodził się z nią centaur. Nie pytała, skąd zna jej imię. W końcu to centaur, one wiedzą przecież wszystko. - Złe moce czają się w tym lesie, nie powinnaś opuszczać swojej drugiej połowy.
- Ja nie... miałam na myśli Neville'a i Draco - wyjaśniła, dopiero po chwili orientując się, że centaur ma na myśli jej brata. - Czy Harry'emu coś grozi? - zaniepokoiła się.
- Od dnia jego urodzenia wisi nad nim niebezpieczeństwo, z którym będzie zmagał się przez lata. Położy się ono cieniem na jego życiu, a także i twoim, Alexandro Potter. Wasze losy od zawsze i na zawsze są związane. Przez krew i przepowiednię.
- Jaką przepowiednię? - Alex zmarszczyła brwi. Centaur mówił zagadkami, nie rozumiała, o co mu chodzi.
- I tak powiedziałem ci nazbyt wiele, moja droga. - Centaur pokręcił głową. - Obawiam się, że jeszcze spotkamy się tej nocy. Obie połowy powinny być blisko siebie. Zawsze - powiedział jeszcze, nim zniknął między drzewami.
Alex potrząsnęła głową. Spotkanie z centaurem wydawało się snem, ale jego słowa mocno zapadły jej w pamięć. Wiedziała, że ich znaczenie w końcu stanie się dla niej jasne. Pytanie tylko - kiedy?
Nagle ciszę rozdarł stłumiony okrzyk i między drzewami błysnęły czerwone iskry. Dziewczynka zamarła w pierwszej chwili, nim biegiem ruszyła w ich kierunku. Kieł, który wciąż jej towarzyszył zaszczekał trwożliwie i pobiegł za nią.
Na miejsce dobiegła tuż za Hagridem, który już strofował Malfoya. Neville przerażony z trudem łapał powietrze. Alex podbiegła do niego i położyła uspokajająco dłoń na plecach. Okazało się, że Malfoy postanowił nastraszyć kolegę, który z przerażenia, że to jakiś straszny stwór go atakuje użył sygnału ostrzegawczego.
- Wracamy po Harry'ego i Hermionę, musimy się przegrupować - zarządził Hagrid ciągnąć Malfoya w odpowiednią stronę, a Alex pociągnęła za sobą Neville'a. Pochód zamykał Kieł skomląc cichutko.
- Alex, gdzie ty się podziewałaś, tak przy okazji? - zapytał gajowy. Nie był w najlepszym nastroju.
- Kieł zwęszył coś w krzakach. Poszłam to sprawdzić i zniknęli mi z oczu za drzewami - odparła prawie zgodnie z prawdą. Miała dziwne przeczucie, że nie powinna wspominać o spotkaniu z centaurem. Było w nim coś osobistego.
Harry i Hermiona czekali na nich na ścieżce.
- Cały las postawiliście na nogi! Dobra, zamieniamy się... Neville i Hermiona ze mną, a Harry, Alex i Malfoy weźmiecie Kła i pójdziecie w tamtą stronę. Tym razem bez głupich żartów, jasne? Wybaczcie, ale musimy szukać dalej - zniżył głos do szeptu. - We dwoje nie dacie mu się przestraszyć.
- Jasne. - Alex przywołała Kła i ruszyli z powrotem na swoją ścieżkę. Malfoy szedł nadąsany za nimi, a dziewczyna trzymała się blisko Harry'ego. Zgodnie ze słowami centaura, postanowiła więcej nie spuszczać go z oczu. Przynajmniej na razie.
Krwi na ścieżce było coraz więcej, a Kieł był coraz bardziej podekscytowany, ale też przerażony.
- Musimy być blisko - szepnął Harry.
Kawałek dalej dostrzegli krew na pniu drzewa i niskich krzakach. Trop prowadził na oświetloną blaskiem księżyca polanę, gdzie pod rozłożystym drzewem spoczywał jednorożec. Niestety był już martwy.
Wyszli na skraj polany, a Alex sięgnęła do kieszeni po różdżkę, by wystrzelić zielone iskry, gdy nagle z cienia po drugiej stronie polany oderwała się niska, zgarbiona postać i podpełzła do jednorożca. Przywarła do jego boku skąpanego w srebrzystej krwi i zaczęła ją zachłannie chłeptać.
Alex zamarła, gdyż opanowało ją obezwładniające uczucie, że coś jest bardzo nie w porządku, a Draco...
A Draco zaczął drzeć się  wniebogłosy.
Postać odwróciła się w ich kierunku, a Alex poczuła jak strach ją paraliżuje. Nigdy nie czuła niczego podobnego. Błagała w duchu, by kaptur płaszcza nie zsunął się z głowy tajemniczej istoty, wiedziała, że czai się pod nim coś przerażającego.
Harry na widok postaci jęknął i łapiąc się za bliznę na czole opadł na kolana, podczas gdy Draco uciekł z krzykiem jak najdalej od polany. Postać ruszyła w ich kierunku, jednak nagle rozległ się tętent kopyt i coś stanęło pomiędzy nimi a przerażającym stworzeniem.
Alex uniosła głowę i dostrzegła poznanego wcześniej centaura. Postać z polany zniknęła, teraz pozostał na niej tylko jednorożec.
- Nic wam nie jest? - spytał centaur pomagając im wstać. - Jesteście dziećmi Potterów - zauważył nagle, nie dając po sobie poznać, że rozpoznał Alex. A przecież rozmawiali kilkanaście minut wcześniej! - Nie powinno was tutaj być... Umiecie jeździć konno? Nazywam się Firenzo - dodał, wskazując, że mają wsiąść na jego grzbiet.
- Nie powinniśmy... - zaoponowała Alex, ale centaur nie chciał słyszeć odmowy.
- Wasze bezpieczeństwo jest najważniejsze - powiedział, gdy Alex wsunęła się na jego grzbiet za plecami Harry'ego.  - Zbyt wiele od was zależy, gwiazdy nie kłamią.
Niestety niedaleko od polany wpadli na dwa inne centaury, które zgodnie z obawami Alex nie były zadowolone z tego, że Firenzo wziął ich na swój grzbiet.
- Zachowujesz się jak zwykły muł! - zawołał jeden z nich.
- Muszą jak najszybciej opuścić ten las. Nie widzisz, że to dzieci Potterów? - oburzył się Firenzo.
- Co im powiedziałeś, Firenzo? Pamiętaj, że zostaliśmy zaprzysiężeni, nie wolno nam zdradzać sekretów gwiazd! - rozgniewał się jeden z napotkanych przez nich centaurów. - Jego los jest już spisany, nie wolno nam ingerować!
- Czyż nie widzisz tego jednorożca, Zakało?! - Tym razem to Firenzo wybuchnął gniewem, stając dęba tak gwałtownie, że Alex omal nie zsunęła się z jego grzbietu. - Nie wiesz, co oznacza jego śmierć? Nie ominie nas walka, wiesz o tym dobrze. Jeśli będę musiał stanę do niej ramię w ramię z ludźmi i nie mam zamiaru się tego wstydzić! - zawołał i obracając się niemal w miejscu pogalopował w las, porywając za sobą Potterów.
- Czemu Zakała się tak wścieka? - zapytał Harry, gdy centaur zwolnił. - Przed czym chcesz nas ratować, Firenzo?
- Czy wiecie, do czego używa się krwi jednorożca? - zapytał po bardzo długiej chwili centaur.
- Nie. - Alex pokręciła głową. - Nigdy nie słyszałam o jej zastosowaniu...
- To dlatego, że zabicie jednorożca, symbolu niewinności jest najgorszą możliwą zbrodnią, której dopuścić się może jedynie ktoś, kto nie ma nic do stracenia. To czarna magia, nic więc dziwnego, że tego nie wiecie... - wyjaśnił Firenzo. - Krew jednorożca zapewni życie każdemu, choćby był o włos od śmierci, jednak  za straszliwą cenę, gdyż zabicie jednorożca ściągnie na niego straszną klątwę.
- Kto mógłby poważyć się na coś takiego? - zastanowił się Harry.
- Wiecie, co jest ukryte w szkole?
- Kamieni Filozoficzny, z jego użyciem można stworzyć Eliksir Życia... - odpowiedziała Alex i zamilkła nagle, gdy uświadomiła sobie, co to oznacza. Jeśli jej tok rozumowania był słuszny, znaczyło to, że postać na polanie była...
- Chcesz powiedzieć, że... - Harry chyba doszedł do podobnych wniosków, bo zniżył głos do szeptu. - Na polanie był Vol-...
- Harry! Alex! Jesteście cali? - Zaniepokojony głos Hermiony przerwał Harry'emu w pół słowa. Alex z trudem przywołała na twarz uspokajający uśmiech. Nie mogła uwierzyć, że zaledwie przed chwilą stała zaledwie kilka kroków od osoby - istoty - która była winna śmierci jej rodziców, która ukształtowała całe jej życie. I życie Harry'ego. Osoba, przed którą drżeli najpotężniejsi czarodzieje.
Jak po czymś takim mieli przejść do porządku dziennego? Zwłaszcza, że teraz wiedzieli, że to właśnie on dybie na Kamień Filozoficzny.
Jak w tej sytuacji mieli spokojnie podjeść do egzaminów i pojechać do domów na wakacje?
- Nic nam nie jest - zapewnił Harry Hermionę oraz Hagrida. - Jednorożec jest martwy, jest tam, na polanie - zwrócił się do gajowego.
- Zostawię was tutaj, jesteście bezpieczni. - Firezno pożegnał się z nimi, podczas gdy oni nieco niezgrabnie zsunęli się z jego grzbietu. - Żegnaj, Harry Potterze. Żegnaj, Alexandro - zawołał i pogalopował między drzewa.
Poczekali na Hagrida. Chwilę później dołączył do nich przerażony Malfoy przyprowadzony przez nie mniej przerażonego Kła. Alex nie pamiętała, w jaki sposób wrócili do zamku, wiedziała tylko, że mimo nie marzyła o niczym poza łóżkiem, nie będzie potrafiła zasnąć. Mogła tylko myśleć o tym, że nawet tutaj, w Hogwarcie, najbezpieczniejszym miejscu na świecie, Voldemort czai się w ciemności.
Jak mogłaby spać, wiedząc, że Harry jest w niebezpieczeństwie? A zgodnie ze słowami Firenzo, wszystko, co dotyczyło Harry'ego, dotyczyło także i jej.
Natychmiast po powrocie opowiedzieli o wszystkim Ronowi oraz Hermionie, która również nie znała całości historii. Swoją rozmowę z centaurem Alex nadal postanowiła zachować dla siebie. Wolała rozważyć ją w samotności.
- Voldemort wypił krew jednorożca, by mieć siły do zdobycia Kamienia - mruknęła Alex.
- Do momentu, w którym Snape mu go dostarczy - poprawił ją Ron. - I czy możemy nie wymawiać jego imienia?
- A gdy go zdobędzie i wypije Eliksir Życia, będę pod ręką, by mógł mnie wykończyć - dodał ponuro Harry.
- Nie pozwolimy na to - odrzekła z mocą Alex.
- Dumbledore na to nie pozwoli - podkreśliła Hermiona. - Zapomnieliście? Dyrektor jest jedyną osobą, której lęka się Sami-Wiecie-Kto. Dopóki jest w szkole, Harry'emu nic nie grozi.
Alex nie do końca przekonały jej słowa, ale jej brat wydawał się nieco uspokojony.
Tuż przed świtem rozeszli się do swoich sypialni, łudząc się, że uda się im zaznać odrobiny snu. Ku swojemu zdziwieniu, dziewczynka znalazła na poduszce krótki liścik:

Nie gubcie jej więcej i używajcie mądrze.

Uśmiechnęła się. Najwyraźniej peleryna-niewidka wróciła do Harry'ego. Chyba tylko zmęczenie całonocną wyprawą pozwoliło jej zasnąć, choć był to bardzo niespokojny sen. Nie tylko strach o Harry'ego, ale też słowa centaura krążyły jej po głowie, nie dając spokoju, a uczucie irracjonalnego niepokoju na stałe zagościło pod jej skórą.

___________
No i mamy to. Jeszcze tylko dwa i to koniec pierwszej klasy. Może do końca roku się wyrobię :P. Dajcie znać, czy się podoba :)
Nox!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz