Kolejne rozdziały czekają na swój świstoklilk. Nie liczcie na regularność, postaram się dobrnąć sprawnie do końca pierwszego roku ;)

Mam zamęt twórczy, nie wiem co, gdzie i kiedy napiszę.

piątek, 1 czerwca 2018

7. Nimbus 2000

Następne dni mijały spokojnie, choć nauczyciele nie pozwalali się im nudzić. Hermiona omijała szerokim łukiem zarówno chłopaków, twierdząc, że są skrajnie nieodpowiedzialni, jak i Alex, której ten stan rzeczy był na rękę. Miała dość jej wścibskich pytań i teorii spiskowych.
Jej stosunki z Harrym można by było nazwać jako poprawne. Byli dla siebie kolegami z klasy, Alex od czasu do czasu pomagała mu i przy okazji Ronowi przy zadaniach domowych, siadała nieopodal na stołówce, ale starała się nie narzucać. Tak było w porządku, pozwoliła, żeby to Harry sam decydował o rozwoju ich relacji. Nie chciała go ponownie wystraszyć.
Chwile wolne od zajęć dziewczyna spędzała zazwyczaj w bibliotece, gdzie pomagała Neville'owi w nauce lub w Pokoju Wspólnym czytając książki. Ćwiczyła też zaklęcia kilka lekcji w przód. Były coraz trudniejsze i sprawiały jej coraz więcej kłopotu, nie chciała więc okazać słabości na lekcji. To było dziwne, nie zauważyła by ktokolwiek miał podobny problem. Dlatego wolała najpierw ćwiczyć na osobności, a na zajęcia przyjść już przygotowana.
Tydzień po incydencie z trójgłowym psem, Alex nieco spóźniona wpadła na śniadanie, akurat tuż po sowiej poczcie. Od razu w oczy rzuciło jej się zamieszanie wokół Harry'ego, przed którym leżała sporych rozmiarów paczka.
- Nie otwieraj przy stole - syknął do niej Ron w ramach powitania, gdy podeszła bliżej. Dopiero teraz dostrzegła identyczną paczkę leżącą tuż obok z wykaligrafowanym jej imieniem i nazwiskiem na szarym papierze pakowym.
- Wow, to miotły? - odpowiedziała szeptem, delikatnie dotykając pakunku.
- Miotły? Kobieto, to Nimbusy Dwa Tysiące! - odparł rozemocjonowany Ron z nabożeństwem w głosie.
Nieco za głośno, jak się okazało, bo przez otaczające ich grono Gryfonów przepchnął się Malfoy i bez pardonu obmacał ich prezenty.
- To miotła. Nie wolno mieć mioteł na pierwszym roku. Macie przechlapane, Potter - prychnął, ale widać było, że im zazdrości. Nawet on nie odważył się na takie złamanie zasad, mimo posady zajmowanej przez jego ojca w Ministerstwie Magii. - Nawet jeżeli to naprawdę jest Nimbus. Dajcie ją pomacać Weasleyowi, nic droższego w swoim życiu już nie dotknie - dodał pogardliwie.
- Wolę być biedny, niż być w Slytherinie. - Ron postąpił w jego stronę i pewnie skończyłoby się to bójką, gdyby nie profesor Flitwick, który zainteresował się zbiegowiskiem.
- Ach, Potter, widzę, że miotły dotarły! - zawołał ucieszony. - Profesor McGonagall wszystko mi opowiedziała, korzystajcie z nich mądrze, już wkrótce spotkacie się pewnie z moimi Krukonami na boisku.
- Nie możemy się doczekać, panie profesorze.- Uśmiechnęła się szeroko Alex. Nie potrafiła się powstrzymać, widząc minę Malfoya. Można by pomyśleć, że ktoś właśnie odwołał Gwiazdkę. - Dzięki, Draco, to wszystko dzięki tobie! - dodała, posyłając mu promienny uśmiech i chwyciła miotłę. Harry natychmiast podążył za nią.
- O siódmej mamy trening z Woodem - poinformował ją. - Czemu dziękowałaś Malfoyowi? - Zmarszczył brwi.
- Bo to jego zasługa. To on ukradł Nevillowi przypominajkę i McGonagall zobaczyła jak latamy. Powinieneś być mu wdzięczny - zakończyła ze śmiechem, a Harry jej zawtórował.
- Fakt, mógłbyś mu wysłać jakąś kartkę, czy coś - dołączył się Ron.
- Uważacie, że to nagroda za łamanie regulaminu? - usłyszeli za sobą oburzony głos.
- Nie, Hermiono. - Alex obróciła się do niej z westchnieniem. - W ten sposób zostały docenione nasze umiejętności i umożliwiono nam dalsze ich rozwijanie. To, że zostały odkryte poprzez złamanie regulaminu jest zwykłym przypadkiem.
- Pff! - prychnęła dziewczyna i odmaszerowała szybkim krokiem.
- Myślałem, że się do nas nie odzywa - mruknął Harry.
- I chyba tak zostanie - odpowiedziała Alex, odprowadzając ją wzrokiem.
- Chwała jej za to! - zakończył Ron i popędził Potterów do dormitorium, bo groziło im, że zaraz spóźnią się na lekcje.
A spóźnienie się na Transmutację naprawdę nie było dobrym pomysłem, zwłaszcza po otrzymaniu od profesor McGonagall tak szczodrych prezentów.

***

Miotła była wspaniała. Naprawdę wspaniała i Alex nie potrafiła się na nią napatrzeć. Już nie mogła się doczekać, aż będzie mogła ją wypróbować. Jeżeli foldery reklamowe mówiły prawdę, to była naprawdę szybka!
O tej porze dnia Pokój Wspólny świecił pustkami, więc rozsiadła się przed kominkiem i doczytywała różne ciekawostki techniczne z wypożyczonego po drodze w bibliotece czasopisma. Po drodze zgubiła gdzieś chłopaków, ale nie przejmowała się tym. Pewnie też zaszyli się gdzieś, by przyjrzeć się bliżej Nimbusowi.
- Alex?
Poderwała głowę znad gazety i nieco rozkojarzona spojrzała na Wooda stojącego nad nią w stroju sportowym z miotłą pod pachą.
- Już siódma? - zdziwiła się, szukając wzrokiem zegarka.
- Jeszcze nie, ale umówiłem się wcześniej z Harry'm, żeby opowiedzieć mu co nieco o quiddichu jako takim. Wiesz, jest całkiem zielony w tych sprawach. - Oliver podrapał się z zakłopotaniem po głowie. - Kto by pomyślał, że ktoś taki jak on, nie ma bladego pojęcia o najważniejszej rozrywce czarodziei?
- Całe życie wychowywał się wśród mugoli - odpowiedziała Alex, wzruszając ramionami. - Chyba pójdę z tobą, z chęcią posłucham, bo dotąd grałam jedynie w ogródku, za bramki mając gałęzie starej gruszy. No i nie mogę się doczekać, aż jej dosiądę. - Poklepała miotłę po trzonku czułym gestem.
- Nie dziwię ci się. - Kiwa głową Wood, z uznaniem zerkając na miotłę. - Ubierz się ciepło, bo jest już chłodno. Czekam przed wejściem.
Alex pomknęła na górę po rzeczy i w kilka minut była już gotowa. Starszy chłopak zgodnie z obietnicą czekał na nią przy portrecie Grubej Damy, która zagadywała go kokieteryjnie.
- ...taki miły z ciebie chłopiec, Olivierze. I na dodatek przystojny!
- Dziękuję, Gruba Damo - wymamrotał Wood, cały czerwony na twarzy, z ulgą dostrzegając Alex. - O, Potter! Jesteś już. Fantastycznie, idziemy! - pośpiesznie pożegnał damę z portretu, ciągnąc za sobą zdezorientowaną dziewczynę i odzyskując powoli naturalne kolory.
- Chyba cię lubi - zaśmiała się Alex, a chłopak pokręcił głową.
- Zaczepia mnie tak odkąd zostałem kapitanem drużyny. Ponoć Charlie Weasley miał podobny problem - dodał.
- Zaraz, zaraz... To brat Rona? - uświadomiła sobie Alex. - Na jakiej pozycji grał?
- Szukający, jak twój brat. Był najlepszy, szkoda, że pojechał szukać tych swoich smoków. Mógłby grać w reprezentacji, jeśli by chciał - westchnął jakby z zazdrością.
- To musiał być naprawdę dobry - zgodziła się z nim Alex.  - Patrz, Harry już jest! - zawołała, wskazując samotną postać krążącą nad boiskiem do quidditcha. Opadał, wirował, robił nagłe zwroty, ewidentnie testując nową miotłę.
- Dobra, leć do niego, a ja pójdę jeszcze po kilka rzeczy ze schowka. - Wood oderwał wzrok od sylwetki Harry'ego i uśmiechnął się do niej. - Serio jest dobry. Ale nie mów mu tego na razie. No wskakuj, widzę, że nie możesz się doczekać - dodał ze śmiechem, patrząc jak kurczowo ściska trzonek miotły.
Alex nie trzeba było dwa razy powtarzać. Przerzuciła nogę przez miotłę i mocno odepchnęła się od ziemi. Pęd powietrza rozwiał jej włosy, a z ust wycisnął cichy okrzyk zaskoczenia. Nie spodziewała się aż takiej prędkości.
Dołączenie do Harry'ego zajęło jej mgnienie oka, przekornie zablokowała mu drogę, zmuszając do gwałtownego zwrotu.
- Ej! - krzyknął oburzony, chwilę później jednak się uśmiechnął. - Świetne są, prawda?
- Genialne! Wood zaraz do nas przyjdzie. Ścigamy się? - zapytała z zawadiackim uśmiechem, a Harry ochoczo skinął głową.
- Dwa okrążenia, meta na tamtych bramkach. - Alex wskazała drugi koniec boiska. - Na trzy. Raz, dwa, trzy!
Oboje wystrzelili jak z procy. Dystans okazał się dziwnie krótki, bo nowe miotły, nawet z niezbyt jeszcze wprawionymi posiadaczami, pokonały go w kilka chwil i niemal jednocześnie rodzeństwo wpadło na metę.
- Remis? - sapnął Harry, zerkając na nią z ukosa.
- Remis - zgodziła się Alex, a z dołu dobiegł ich przenikliwy dźwięk gwizdka. - Chodź, Wood nas woła.
Już bez pośpiechu wrócili na dół, gdzie oczekiwał ich starszy Gryfon z dużym, tajemniczo wyglądającym kufrem.
- Aż przyjemnie się na to patrzy - powitał ich z szerokim uśmiechem. - W tym roku Puchar będzie nasz. Ale najpierw... Harry, co wiesz o quidditchu?
- Prócz tego, że gra się w niego na miotłach? - Chłopak podrapał się po głowie. - Niewiele.
- Alex? - Wood odwrócił się do niej, a ona wzruszyła ramionami.
- Mów wszystko, przyda mi się powtórka.
- No dobra. - Chłopak wziął się pod boki. - Mamy siedmiu graczy w każdej drużynie: trzech ścigających, dwóch pałkarzy, obrońca oraz szukający. Ścigających obchodzi głównie ta piłka. - Sięgnął do kufra i wyciągnął dużą, czerwoną piłkę. - To kafel. Ścigający podają ją sobie i przerzucają przez obręcze przeciwnej drużyny, zdobywając punkty. W naszej drużynie tę funkcję pełnią Angelina i Katie. No i ty. - Uśmiechnął się szeroko do Alex.
- A ty? - zapytała zerkając na niego z ukosa.
- Ja jestem obrońcą. Pilnuję, żeby ścigający z przeciwnej drużyny nie mieli tak łatwo w zdobywaniu punktów. Potem, w kolejności mamy dwóch pałkarzy. Trzymajcie. - Podał każdemu z nich po krótkiej, grubej pałce.
- Po co to? - zdziwił się Harry.
Wood nie odpowiedział, tylko odpiął łańcuch przytrzymujący jedną z dwóch, bardzo ruchliwych piłek, która pomknęła od razu ze świstem w górę.
- To jest tłuczek, jeden z dwóch - wyjaśnił, obserwując tor ich lotu. - Uważajcie, wraca.
Alex nie bardzo zrozumiała, na co miałaby uważać, póki nie zauważyła, że tłuczek mknie prosto w jej stronę. Odruchowo odbiła go pałką, a ze strony Wooda dobiegło ją głuche stęknięcie.
- Mam go! - sapnął, z trudem umieszczając go z powrotem w kufrze i zabezpieczając go łańcuchem. - Ale następnym razem nie celuj we mnie, Potter, dobra?
- Wybacz, to nie było specjalnie. Nic ci się nie stało? - zapytała z troską.
- W porządku. Naszymi pałkarzami są bliźniacy Weasley. Możecie więc być spokojni, tłuczki nie będą wam zagrażać. Oni sami są jak para ludzkich tłuczków.
- Co one tak właściwie robią? - dopytywał Harry, zaglądając ciekawie do kufra.
- Zamieszanie. Atakują graczy, ale gdy drużyna ma dobrych pałkarzy, można obrócić ich działanie na swoją korzyść. Spokojnie, spotkanie ze szkolnym tłuczkiem kończy się tylko co najwyżej kilkoma złamanymi kośćmi.
- Tylko?! - wykrzyknęli jednocześnie. Wizja połamanych kończyn nie bardzo im się spodobała.
- Cóż, dawniej zdarzały się nawet przypadki śmiertelne... Ale to historia. I, jak mówiłem, Weasleyowie znają się na swojej robocie.
- Jeżeli to nas miało pocieszyć, to niespecjalnie ci się udało - zwróciła mu uwagę Alex.
- A ta piłka? Do czego służy? - Harry zajrzał do kufra, starannie omijając wzrokiem wyrywające się tłuczki.
- To, Harry - odpowiedział uroczyście Wood - jest złoty znicz. Jest bardzo szybki i zwinny. A zadaniem szukającego, czyli twoim, jest go złapać. Pochwycenie go kończy rozgrywkę i zapewnia drużynie dodatkowe sto pięćdziesiąt punktów, co zazwyczaj przesądza o wygranej. Twoja rola jest więc bardzo ważna.
- Jak szybki jest? - zapytał chłopak, uważnie przyglądając się maleńkiej piłeczce.
- Bardzo. Ale dzisiaj nie będziemy sprawdzać, jak sobie radzisz. Jest już ciemno, a nie chciałbym go zgubić - ostudził jego zapał Wood. - Poćwiczymy na zwykłych piłkach. I jak wam się podoba?
- Super! - zawołała Alex. - Nie mogę się doczekać pierwszych treningów!
- Dokładnie. Zasady trochę przypominają mi koszykówkę... - zauważył Harry, a Oliver i Alex spojrzeli na niego zdezorientowani.
- Co to koszykówka? 
- To... taka gra. Jak quidditch, tylko bez mioteł - wyjaśnił chłopak mętnie.
- Bez sensu - stwierdzili jednocześnie, spoglądając na siebie nawzajem, a Harry w duchu przyznał im rację. Po co biegać, jak można latać?
- Dobra, dzieciaki, dość gadania, pokażcie, co potraficie. Może najpierw Harry, póki jeszcze nie jest całkiem ciemno...
Razem z Alex rzucali w różnych kierunkach piłki ping-pongowe, które rozmiarem przypominały znicza, a Harry dwoił się i troił, by wszystkie wyłapać. Biorąc pod uwagę tempo, jakie mu pod koniec narzucili, wynik był więcej niż zadowalający.
Następnie dokonali małej zamiany. Wood ustawił się w bramce, a Alex z pomocą Harry'ego najpierw ćwiczyła podania, by chwilę później zaatakować bronione przez starszego Gryfona obręcze. Oliver był świetnym obrońcą, więc Alex musiała się nieźle nakombinować, by przełamać jego linię obrony. Ostatecznie jednak kafel kilkakrotnie wymknął mu się z rąk i przeleciał przez obręcz.
- Starczy jak na pierwszy raz. Jest dobrze. Bardzo dobrze. Lepiej, niż mógłbym marzyć. - Wood spojrzał na nich z uznaniem - zgrzanych, czerwonych na twarzach i, nie wiedzieć czemu, umazanych błotem i trawą. - Idźcie do dormitorium się przebrać. Jutro chyba macie lekcje...?
Kiwnęli głowami i ruszyli w milczeniu z powrotem do zamku. Nie mieli nawet siły rozmawiać, czy to ze zmęczenia, czy raczej z emocji.
- Alex? - zawołał ją jeszcze Wood. - Pogadaj jeszcze jutro z dziewczynami, powiedzą ci co i jak. A w sobotę rano widzimy się na treningu!
- Jasne - odpowiedziała i dogoniła Harry'ego, który wyprzedził ją już o kilka kroków. - W porządku? - zapytała, zerkając na niego z ukosa.
- Więcej niż w porządku - odparł uśmiechając się krótko, a Alex zrobiło się ciepło na sercu.
Tej nocy spała jak suseł, mocno ściskając trzonek miotły, z którą nie chciała się jeszcze rozstawać.


***
- Jak tam pierwszy trening? - zapytał konspiracyjnie Neville, mocniej pochylając się nad esejem z transmutacji.
- Wspaniale! - odparła również szeptem, otwierając książkę do eliksirów. 
Byli już po piątkowych lekcjach, a Alex zobowiązała się pomóc koledze w nauce. Sama esej dla McGonagall napisała już kilka dni temu, ale postanowiła nauczyć się receptur eliksirów, które mieli przygotowywać na kilku następnych lekcjach. Snape z lekcji na lekcję robił się coraz bardziej złośliwy i stronniczy, a Alex próbowała ratować przyjaciół od niepotrzebnego tracenia punktów. Aby było to możliwe, musiała być przygotowana perfekcyjnie.
- Nie, to musisz wykreślić. To niezgodne z podstawowym prawem transmutacji obiektów ożywionych z 1236 roku... - wskazała jeden z napisanych przed chwilą przez niego akapitów. 
- Skąd wiesz takie rzeczy? Tego nie było na zajęciach - zdziwił się Neville.
- Hermiona zaczęła przerabiać podręcznik z drugiej klasy, bo pierwszy przerobiła w wakacje. A gdy długo czyta wieczorem, to potem gada przez sen. Może coś jest w tym spaniu na podręcznikach? - mruknęła Alex z zadumą. - Skoro potem wszystko ma tak wykute na blachę...?
Neville kiwnął głową i wrócił  do poprawiania tekstu, a Alex skupiła się nad rozdziałem poświęconym eliksirom leczniczym. Napar na czyraki skończyli przerabiać dwa tygodniu temu, w zeszłym tygodniu Snape kazał im uwarzyć na ocenę miksturę na porost włosów, a na najbliższych zajęciach mieli wziąć się za eliksir przeciwbólowy pierwszego stopnia - najłatwiejszy i najłagodniejszy. Alex od razu przejrzała rozdział o eliksirze drugiego stopnia, którym mieli zająć się pod koniec roku i wynotowała kilka istotnych różnic pomiędzy nimi. Wood zdradził jej, że Snape wymaga później analizy porównawczej obu tych wywarów. Odmówił jednak pokazania swojej pracy twierdząc, że z trudem uzyskał z niej N, więc raczej do niczego jej się nie przyda.
- Muszę raz jeszcze uwarzyć napar na porost włosów - westchnął Neville, zamykając podręcznik do transmutacji, gdy Alex, przejrzawszy jego pracę, uznała, że jest w porządku. - Snape mnie oblał i muszę się poprawić. Nie wiem zupełnie, co mam zrobić. Coś poszło nie tak i mój szczur całkiem wyłysiał. 
- Właśnie, co z nim? - zainteresowała się Alex. Nauczyciel kazał Nevillowi dopilnować, by zwierzątko się nie zaziębiło i dożyło w zdrowiu jego kolejnej próby. Na uprzejme pytanie, czy nie mógłby przywrócić mu futerka, Snape pozbawił Gryffindor dziesięciu punktów, mamrocząc pod nosem coś o odpowiedzialności.
- Trzymam go w cieple, wyłożyłem klatkę najcieplejszymi skarpetkami i swetrami. Dla siebie zostawiłem tylko jeden. Jak ten szczur padnie, to Snape mnie zabije! Hermiona próbowała przywrócić mu futerko zaklęciem, ale chyba został jakoś zaczarowany, bo to nic nie dało. - Neville wyglądał na załamanego.
- Spróbuj zaklęcia rozgrzewającego zamiast swetrów, bo jeszcze sam się przeziębisz - poradziła mu zatroskana Alex. - Jak dodasz czar regulujący, to będziesz mógł kontrolować temperaturę, żeby go nie przegrzać. To co prawda zaklęcia bardziej zaawansowane, z drugiego semestru, ale poradzimy sobie.  A jeśli chodzi o Eliksir Bujnej Czupryny... - Nie skończyła zdania, bo przerwało jej solidne klepnięcie w ramię.
- Siema, Alex! - rzucił jeden z bliźniaków, prawdopodobnie Fred, dosiadając się po jej lewej stronie. 
- Szukamy cię od obiadu - dodał drugi, przysiadając się po przeciwnej stronie.
- A właściwie nie my...
- ...tylko dziewczyny.
- Ponoć Wood prosił...
- ...żebyś z nimi pogadała.
- One z resztą też...
- ...mają do ciebie biznes.
- A tak poza tym gratulujmy...
- ...DOSTANIA SIĘ DO DRUŻYNY! - zakończyli jednym głosem. 
Alex nie potrafiła powstrzymać śmiechu. Oboje uzupełniali się niczym dwie strony tej samej monety. Zupełnie jakby byli jednością.
- Ćwiczycie to, czy samo wam wychodzi? - zapytała, chichocząc.
- Ale co? - zdziwili się jednocześnie, w identyczny sposób marszcząc brwi.
- Już nic - pokręciła głową, uświadamiając sobie, że bliźniacy chyba robią to całkowicie nieświadomie. Przelotnie zastanowiła się, czy kiedyś z Harrym stworzy taki zgrany duet, czy dziesięć lat rozłąki zupełnie przekreśliło na to szanse. - Zaraz je znajdę, tylko skończę tutaj z Nevillem, dobrze?
- Jasne, są w Pokoju Wspólnym - rzucił na zakończenie George, choć Alex nie dałaby sobie ręki uciąć, bo nadal miała problem z rozróżnianiem ich. Zwłaszcza gdy byli osobno, ale to zdarzało się bardzo rzadko.
Bliźniacy oddalili się, a dziewczyna pomogła Neville'owi znaleźć w podręcznikach odpowiednie rozdziały dotyczące wspomnianych zaklęć i nieszczęsnego eliksiru. Obiecała mu pomóc z nimi wieczorem i ruszyła na poszukiwanie pozostałych ścigających.
W drodze do Pokoju Wspólnego uświadomiła sobie, że musi jeszcze odrobić zadanie domowe na zaklęcia, poćwiczyć przed następną lekcją i dokończyć mapę nieba na astronomię. Szczęśliwie, miała na to cały weekend.
Nawet bez treningów quidditcha i korepetycji z Nevillem miała co robić. Mimo to, nie żałowała ani jednej chwili spędzonej w Hogwarcie.
_____________
Dzień dobry, cześć i czołem! Poślizg duży, ale umarło mi komputer, napadła mnie sesja i inne tego typu nieszczęścia. Zmieniam daty publikacji rozdziałów na 1. i 15. dzień miesiąca, a może z okazji wakacji zbliżających się wielkimi krokami uda mi się nawet częściej coś Wam zaproponować :D.
I co Wy na to? :D