Rudowłosa dziewczynka próbowała coś wypatrzeć w kłębach pary spowijającej peron 9 i 3/4. Ludzie byli tylko cienistymi smugami, mijającymi ją, jak kolejną anonimową osobę. Bo była taką osobą, nikt nie wiedział, kim jest. Wkrótce jednak miało to ulec zmianie.
Obok niej stał wózek bagażowy wyładowany ogromnym kufrem oraz klatką, w której siedziała jej sowa. Pohukiwała ona cicho, jakby niezadowolona, że musi siedzieć bezczynnie w klatce. Alex wypuszczała ją przez cały sierpień, teraz więc Sandy, bo tak nazwała swoją nową przyjaciółkę, poczuła się chyba nieco ograniczona.
Sowa w końcu zwróciła na siebie uwagę dziewczynki, która przestała lustrować otaczające ją opary i odwróciła się do dwójki dorosłych czarodziei stojących po drugiej stronie wózka. Oboje mieli na sobie mugolskie ubrania, które dziwnie do nich nie pasowały. Rozglądali się dookoła, ni to z zaciekawieniem, ni to z obawą.
- Alex, zaraz musimy iść - odezwała się Ann, zerkając na swój zegarek. - Musimy być dziś w Ministerstwie.
- Wiem. - Kiwnęła głową. - Nie przejmujcie się mną, dam sobie radę.
- Na pewno? - zapytał Tom, jak zwykle zatroskany. - Nie wybaczyłbym sobie, gdyby stała ci się krzywda.
- Nic mi nie będzie - uspokoiła go. - Idźcie, bo się spóźnicie.
Ann uściskała ją nieco sztywno i ucałowała w policzek, a Tom jedynie poklepał po ramieniu. Zniosła dzielnie te nieco wymuszone czułości i odprowadziła ich wzrokiem, dopóki nie zniknęli w tłumie i mgle.
Alex westchnęła ciężko i przeniosła swój wzrok na ledwo widoczny z tej odległości Express Londyn-Hogwart. Wielka czerwona lokomotywa wyglądała majestatycznie i zachęcała do podróży. Podróży, na która Alex tak długo czekała.
Rozejrzała się raz jeszcze, próbując wypatrzeć jakąś twarz, która wyda jej się znajoma. Nie wiedziała nawet czy uda jej się go rozpoznać. Trochę obawiała się tego momentu. Czy ktokolwiek jej uwierzy? A może wręcz nie powinna się z tym afiszować?
Te rozterki nie zmieniały faktu, że chciałaby w końcu stanąć z nim twarzą w twarz. Dlatego nie zwlekając dłużej, chwyciła rączkę wózka i ruszyła żwawo w kierunku pociągu.
***
Jakimś cudem udało jej się wtaszczyć ciężki kufer do pociągu, z niemałą pomocą jakiegoś starszego chłopaka, który przedstawił się jej jako Oliver. Teraz jednak musiała radzić sobie sama. Sandy zasnęła po turbulencjach związanych z pakowaniem do pociągu i chowając głowę pod skrzydło, bujała się w rytm kroków Alex.
Zaglądała do mijanych przedziałów, jednak wszystkie były już wypełnione. W końcu było tuż przed jedenastą i pociąg miał zaraz ruszać. Próbowała odszukać przedział, gdzie znalazłaby się w towarzystwie pierwszoroczniaków, ale znalezienie ich nie było takie łatwe.
Gdzieś w połowie długości pociągu udało jej się odkryć prawie pusty przedział. W środku siedziało tylko dwóch chłopców. Obaj zdaje się dopiero co weszli do przedziału, bowiem właśnie kończyli upychać swoje kufry na właściwych miejscach, pogrążeni w rozmowie.
Alex chwyciła za klamkę, by wejść i zapytać o miejsce, kiedy nagle jeden z nich odgarnął z czoła czarne włosy ukazując bliznę w kształcie błyskawicy. Dziewczyna zamarła na moment, nie mogąc oderwać od niego wzroku.
To był on.
Harry Potter.
Chłopiec Który Przeżył.
Jego imię znało każde dziecko w czarodziejskim świecie. Był legendą, gdyż jako jedyny przeżył Mordercze Zaklęcie i złamał moc Tego, Którego Imienia Nie Wolno Wymawiać. Był bohaterem, zanim jeszcze nauczył się chodzić. A jego rodzice oddali życie w jego obronie.
O tym wiedzieli wszyscy. Prawda była jednak jeszcze bardziej zaskakująca. Nawet dla niego samego. Dlatego Alex nie mogła wejść do tego przedziału. Puściła klamkę i pociągnęła swój kufer dalej.
Na końcu pociągu udało jej się odnaleźć wolne miejsce. W przedziale siedziała już dziewczynka z burzą kasztanowych loków i pyzaty ciemnowłosy chłopiec.
- Można? - zapytała Alex, zaglądając do środka. Nie czekając na odpowiedź, władowała się do środka i z ulgą opadła na siedzenie naprzeciw nowych towarzyszy.
- Pierwszy rok, prawda? - zapytała.
- Tak – odpowiedział chłopiec. - A ty?
- Ja też – odparła, wyciągając gazetę, a pociąg ruszył z lekkim szarpnięciem. - Ty też? - upewniła się, spoglądając na dziewczynkę.
- Tak. – Kiwnęła głową, a loki zatrzęsły się energicznie na jej głowie. - Tak w ogóle to jestem Hermiona Granger, a to – wskazała na chłopca – Neville Longbottom. A ty? Jak się nazywasz?
Wszystko to wypowiedziała z szybkością lotu najnowszej miotły sportowej Nimbus 2000, którą Alex podziwiała ostatnio na Pokątnej. Bardzo lubiła latać, jednak wiedziała, że na pierwszym roku nie będzie miała do tego wielu okazji.
- Alex – mruknęła zza gazety, wyrwana z zamyślenia, bowiem jeden z artykułów już przykuł jej uwagę. - Właściwie to Alexandra, ale wszyscy mówią mi Alex.
- I to wszystko? - zdziwiła się Hermiona.
- Co masz na myśli? - Alex zmarszczyła brwi, nie rozumiejąc, co ma na myśli.
- No, bo chyba masz jakieś nazwisko...? - uzupełniła Hermiona. Neville nie odzywał się, skupiając się na ściskaniu swojej ropuchy, która nie chciała spokojnie usiedzieć mu na kolanach.
- A, nazwisko... - Alex zerknęła tęsknie na artykuł. Chciała jeszcze choć przez parę godzin zachować względną anonimowość i uniknąć natrętnych pytań, które na pewno się pojawią. Obawiała się reakcji, jaką musiało wywołać jej pojawienie się. Musiała się jeszcze do tego jakoś przygotować.
Dlatego mocniej chwyciła gazetę niczym tarczę i posłała nieco już zniecierpliwionej i spragnionej informacji Hermionie lekko kpiący uśmieszek.
- Oj, Hermiono... Jak ci powiem, to i tak nie uwierzysz,
I nie czekając na jej reakcję, definitywnie pogrążyła się w lekturze.
***
Harry i Ron zjedli już wszystkie smakołyki, po których zostały tylko stosy papierków. Czas mijał im szybko we własnym towarzystwie. Harry był zafascynowany swoim nowym znajomym prawie tak samo jak Ron nim. Rudzielec opowiadał mu o magicznym świecie, cierpliwie znosząc wszystkie jego pytania. Harry natomiast dziwił się, jak można nie wiedzieć do czego służy skrzynka na listy („Ale to jak sowy wlatują do środka...?”).
Obaj powiększyli swoje kolekcje kart z Czekoladowych Żab, a Harry ze zdumieniem przyglądał się swoim nowym nabytkom. Zdjęcia się ruszały, chłopiec nie mógł więc oderwać od nich wzroku.
- Ron – zapytał, bo nagle coś mu się przypomniało. - Na początku do naszego przedziału podeszła jakaś dziewczyna, kojarzysz?
- Nie... - Ron pokręcił głową. - A co?
- Myślałem, że ją znasz. – Harry wzruszył ramionami. - Wydawało mi się, że cię poznała.
- Mnie? Niby jak? - zdziwił się Ron. - Prędzej...
W tym momencie drzwi otworzyły się i w progu stanął chłopiec o okrągłej buzi.
- Nie widzieliście może ropuchy?
Obaj pokręcili głowami. Chłopiec westchnął żałośnie.
- Ciągle ode mnie ucieka. Szukam jej po całym pociągu... - Wyglądał na naprawdę zmartwionego.
- Na pewno się znajdzie – pocieszył go Harry. - Powodzenia.
- Dzięki. Gdybyście ją widzieli... - westchnął raz jeszcze ciężko i zamknął za sobą drzwi.
- Gdybym miał ropuchę, to pozbyłbym się jej jak najszybciej. – Skrzywił się Ron. - Są ohydne! Choć mój Parszywek, wcale nie jest dużo lepszy... - westchnął, wyciągając z kieszeni swojego szczura.
Harry pokiwał głową, myślami był jednak gdzie indziej. Był pewien, że dziewczyna, którą zauważył na początku podróży poznała Rona i dlatego nie zdecydowała się wejść. Przecież nie mogło chodzić o niego!
A może jednak...?
***
- Długo go nie ma, prawda?
Alex westchnęła w duchu. Hermiona nie potrafiła wysiedzieć w ciszy dłużej niż minutę. Nieustannie próbowała wciągnąć ją w rozmowę, nie zważając na fakt, że dziewczynka nie marzyła o niczym innym, jak o kliku chwilach spokojnej lektury.
- Poradzi sobie – mruknęła, niechętnie wychylając nos zza podręcznika do historii magii. - Teodora nie mogła uciec daleko.
Klika minut wcześniej, Neville odkrył brak swojej ukochanej ropuchy, która chyba znalazła sposobność do wyrwania się na wolność. Zdawało się, że nie przepada za bardzo za swoim właścicielem. Chłopiec ruszył na jej poszukiwanie, a dziewczynki zostały same.
Hermiona wytrzymała jakieś pół minuty, nim odezwała się ponownie.
- Pójdę mu pomóc. Idziesz ze mną? - zapytała, stojąc już w drzwiach.
Alex ponownie uniosła głowę znad książki. Przyłapała się na tym, że od kilku minut czyta wciąż jedno i to samo zdanie, bowiem przez swoją nową koleżankę ciągle gubi wątek. Westchnęła ciężko i przewróciła stronę.
- Myślę, że dwie osoby poszukujące w pociągu ropuchy to wystarczająco dziwaczny widok – stwierdziła. - Zostanę tu i poczytam sobie spokojnie. – Wyraźnie zaakcentowała ostatnie słowo, ostentacyjnie wkładając nos w książkę.
Hermiona westchnęła głośno zdegustowana jej zachowaniem i zamknęła za sobą drzwi z cichym stukotem.
Chwila błogosławionej ciszy nie trwała długo, przynajmniej w jej odczuciu. Całkowicie zatraciła się w świecie średniowiecznych walk pomiędzy goblinami a czarodziejami. Nic więc dziwnego, że nie była zadowolona, kiedy pół godziny później do przedziału wpadła lekko zarumieniona Hermiona. Tuż za nią wczłapał zmęczony Neville. Ropuchy nie było z nimi.
- Alex, nie uwierzysz co się stało! - zawołała rozentuzjazmowana dziewczynka.
- Ktoś zaadoptował Teodorę? - palnęła ironicznie, wyrwana z lektury. - Wybacz, Neville, nie chciałam cię urazić – dodała, uświadamiając sobie, że chłopcu mogło się zrobić przykro, gdy obraziła jego zwierzątko.
- Nie, nie udało nam się jej znaleźć. – Hermiona pokręciła głową, a brązowe loczki zaczęły sprężynować we wszystkich kierunkach. - Ale kilka przedziałów stąd jest Harry Potter! To niesamowite! Nie sądziłam, że będzie tak po prostu jechać pociągiem, choć w sumie nie wiem, jak inaczej mógłby trafić do Hogwartu... Bo chyba są jakieś inne drogi, w końcu nauczyciele też muszą tam jakoś dotrzeć...? Ale przecież nie ma powodu, dla którego nie mógłby jechać z nami, prawda? Ale to typowy chłopak, już zdążył się wdać w jakąś bójkę z takim jednym blondynem... Alex, słuchasz mnie? - przerwała nagle swój wywód, który ciągnęła prawie że na jednym oddechu. Alex przestała się zastawiać, dlaczego Hermiona mówi tak szybko – gdyby nie to, już dawno by się udusiła.
- Tak, słucham – odparła, wyciągając z kufra czarne szaty. - Ale najwyższy czas się przebrać, nie sądzisz?
- Właśnie! - przypomniała sobie Hermiona. - Przecież niedługo dojedziemy, gdzie są moje szaty...? - mruczała, grzebiąc w swoim kufrze.
Alex pokręciła głową i wyszła z przedziału, by się przebrać. Zanim drzwi się zamknęły, usłyszała jeszcze głos Hermiony:
- No, ale Alex nie powiesz mi chyba, że nie wiesz kim jest HARRY POTTER, przecież każdy go zna. Nie rozumiem więc, dlaczego...
Doskonale wiedziała, kim jest ten chłopiec. Był Chłopcem Który Przeżył, który pokonał Sami-Wiecie-Kogo. A jednak... to było dla niej najmniej istotne. Mało kto wiedział, że Harry był kimś jeszcze. Kimś bardzo ważnym. A mimo to, on sam nawet o tym nie wiedział.
______
Wróciłam! Notka raz w miesiącu jest chyba całkiem niezłym tempem, nie?
______
Wróciłam! Notka raz w miesiącu jest chyba całkiem niezłym tempem, nie?